Home > Uncategorized > O czym pamiętać, głosując w niedzielę

O czym pamiętać, głosując w niedzielę

W niedzielę wybory. Kraj podzielony na dwa. Sporadyczna przemoc. Szef opozycji wyzywa przeciwników. Brzmi znajomo? Tak, w Kamerunie głosowanie to nie plaża.

Kamerun komisjaObwodowa Komisja Wyborcza na Bojowników Getta 3 w Łodzi (Fot. AFP)

W weekend o przychylność wyborców zmierzy się 23 kandydatów, ale zwycięzca jest już znany. To Paul Biya, który w czym, jak w czym, ale w rządzeniu to ma wprawę – na czele państwa stoi już od 1982 r. Na swojego następcę naznaczył go pierwszy przywódca Kamerunu, Ahmadou Ahidjo. Dość niespodziewanie, bo on sam był muzułmaninem z północy, a Biya to chrześcijanin z południa. I chyba szybko pożałował decyzji, bo już rok później musiał emigrować do Francji, skąd oskarżał byłego protegowanego o dyktatorskie zapędy i paranoję. Po czym zmontował mu nieudany zamach stanu, za co Biya skazał go zresztą zaocznie na karę śmierci, później zamienioną łaskawie na dożywocie. Ahidjo przeniósł się później do Senegalu, gdzie liczył na upadek rywala. Nie doczekał się, zmarł kilka lat później. Ale już pierwsze po zamachu stanu wybory powinny mu były dać do myślenia, że Biya nie ma zamiaru szybko rezygnować – dostał w nich nie mniej, ni więcej, tylko 99,98 proc. głosów.

Prezydent wygrywał potem wszystkie kolejne elekcje, choć już nie wszystkie z tak łukaszenkowatymi wynikami. W 1990 r. zezwolił bowiem nieostrożnie na legalną działalność opozycji i już dwa lata później musiał się zadowolić tylko 40 proc., a następny kandydat deptał mu po piętach, bo zgarnął ich aż 36. Mało tego, w powszechnej opinii Kameruńczyków i obserwatorów międzynarodowych, prawdziwe proporcje były odwrotne i Biya wygrał tylko dzięki fałszerstwom. Więc przy następnej okazji błędu już nie powtórzył i w 1997 r. powtórnie machnął sobie 92 proc., a w 2004 r., już chyba ze skromności – 70 proc.

No i na tym by się ta polityczna “Moda na Sukces” (żona prezydenta, Chantal, jest prawdopodobnie wzorem i ikoną dla wszystkich fryzjerów pracujących przy tej produkcji) skończyła, bo konstytucja z 1996 r. zezwalała tylko na dwie kadencje, ale… Uhm, zgadliście:
– Ograniczanie wyboru narodu jest niedemokratyczne – ogłosił w sylwestra 2008 Biya. Impreza musiała być przednia: kilka miesięcy później parlament nie tylko zniósł limit kadencji (no bo w końcu i tak miał ich tyle, że co mu szkodzi jeszcze kilka), a w razie gdyby jednak mu się znudziło, to w bonusie dorzucił immunitet karny na czas emerytury.

Biyowie i ich włosyPaul Biya i jego żona Chantal, której fryzura jest zarazem największą budowlą w kraju (Fot. AFP)

- To robactwo – powiedział o rywalach John Fru Ndi, ten sam, który w pamiętnych wyborach w 1992 r. omal nie pokonał prezydenta. Ale tym razem nie miał na myśli głowy państwa, tylko pozostałych opozycjonistów. Liczba kandydatów w tym roku jest rekordowa, a ponieważ wybory są tylko jednorundowe, to Fru Ndi twierdzi, że wszyscy inni działają tak naprawdę z polecenia prezydenta i mają osłabić szansę na zmianę, rozpraszając głosy niezadowolonych. A tych jest ostatnio coraz więcej.

W zamieszkach, jakie wybuchły po ostatniej zmianie konstytucji, zginęło ponad 40 osób. To świeża rana, którą pamięta zbyt wielu. W dodatku chwilę potem, do Kamerunu dotarł światowy kryzys. Oficjalnie bezrobocie wynosi 30 proc., ale to dane sprzed prawie dekady i opozycja przekonuje, że w rzeczywistości bez pracy jest znacznie więcej osób, a ciągle przybywa nowych. Coraz częściej słychać głosy niezadowolenia i zarzucanie prezydentowi, że otacza się kliką, która dorabia się kosztem państwowego budżetu. W marcu władze musiały ekspresowo blokować w kraju dostęp do Twittera, bo mieszkańcy stolicy zwoływali się za jego pomocą na marsze protestacyjne. International Crisis Group ostrzega, że napięcie w Kamerunie rośnie i sytuacja może w końcu wybuchnąć.

Najlepszym dowodem są wydarzenia z ostatniego czwartku. Pięciu umundurowanych mężczyzn zablokowało jeden z ważniejszych mostów w kraju, wywiesiło plakaty z hasłami typu “Biya Dyktator” i zaczęło strzelać. Na miejscu szybko pojawił się oddział żołnierzy, który po krótkotrwałej wymianie ognia pojmał przeciwników, ale strzelanina zdążyła trafić do mediów. Piątka ludzi to jeszcze nie zamach stanu, ale ich szokujące działania są dowodem na to, że Kamerun jest coraz bardziej niespokojny.

A do tego wszystkiego, w tle wciąż tli się konflikt pomiędzy dwoma częściami kraju: francuskojęzyczną i tę porozumiewającą się po angielsku. Ta ostatnia od 20 lat coraz głośniej domaga się wprowadzanie federacyjnego charakteru państwa. Biya nigdzie indziej nie jest tak niepopularny, jak właśnie tu. I jego pewne zwycięstwo właśnie tu będzie kontestowane najmocniej.

Także, drogi wyborco, wrzucając w niedzielę kartkę do urny, pamiętaj, że tego samego dnia robi to także ktoś wiele kilometrów na południe. I tam “zdolność koalicyjna” nie jest nawet w połowie taka, jak u nas.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

PS Chantal Biya ma nawet stronę poświęconą tylko i wyłącznie swoim fryzurom: http://chantalbiyahair.tumblr.com/. Warto!

About these ads
  1. 09/10/2011 at 20:03

    A fan page Chantal na facebooku ma 10x więcej fanów niż Dział Zagraniczny… http://www.facebook.com/pages/Chantal-Biya/63653726219

  2. 12/10/2011 at 18:32

    No przecież Dział Zagraniczny jest jednym z nich!

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 29 other followers

%d bloggers like this: