Archive

Posts Tagged ‘Blackwater’

Akademicy wracają z ferii

Przed Wigilią, z Iraku wyjechał ostatni amerykański żołnierz. I pewnie nieprędko tam wróci. Ale pod natłokiem medialnych analiz przemówienia Obamy i migawek z honorowego zwijania flagi USA w bagdadzkiej bazie Victory, mało kto zauważył, że wielki comeback nad Eufrat i Tygrys szykuje inna owiana tam niesławą armia. Nasi starzy znajomi – najemnicy z Blackwater.

Blackwater

Dział Zagraniczny pisał już o Blackwater dość wyczerpująco, ale nie zaszkodzi przypomnieć kilku faktów.

Tę największą na świecie armię najemników założył Erik Prince, człowiek, którego najlepiej podsumowuje to, że zrezygnował z odbywanego w młodości stażu w Białym Domu, bo oburzało go, że członkowie administracji prezydenta Busha (tego starego) spotykają się tam z przedstawicielami tak nikczemnych środowisk jak homoseksualiści i ekolodzy. Po latach, już za czasów Busha juniora, jego firma dostała kontrakty w Afganistanie i Iraku, gdzie szybko dała się poznać z najlepszej strony. Specjalność: kradzież broni, przemyt tejże, pranie brudnych pieniędzy, korzystanie z nieletnich prostytutek i imprezy z taką ilością kokainy, że zakłopotany byłby nawet Pablo Escobar.

Ale popisowym numerem chłopaków z Blackwater było mordowanie cywilów. Najlepiej na oczach świadków, żeby później nikt nie mógł powiedzieć, że to lipa. A to raz, na oczach amerykańskich żołnierzy, najemnicy Prince’a ostrzelali sobie jakiś samochód, zabijając wszystkich w środku, a to innym razem sprzedali kulę w łeb kierowcy karetki. Czemu? A czemu nie? Szczyt osiągnęli w 2007 r., kiedy na bagdadzkim placu Nisour położyli trupem 17 osób. Szlachta się bawi, na koszta nie baczy.

Niestety, ułańskiej fantazji Prince’a i kolegów najwyraźniej nie podzielał nikt poza nimi. Ich zbrodnie skrupulatnie odnotowała w specjalnym raporcie armia USA, rząd Iraku cofnął im licencję na działalność na terenie jego kraju, a krewni licznych ofiar ruszyli do sądów z pozwami. Żeby oczyścić trochę powietrze, w 2009 r. Blackwater zmieniło nazwę na Xe, a już rok później Prince sprzedał firmę i przeprowadził się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, żeby według własnych słów: “Utrudnić szakalom dobranie się do moich pieniędzy”.

Erik PrinceErik Prince opowiada, co robił w weekend (Fot. Mark Wilson/Getty Images)

Ale starego psa nie uczy się nowych sztuczek. Prince pozostał w zawodzie: za pieniądze arabskich szejków uzbraja armię Puntlandu, samozwańczego państwa na północy Somalii a zarazem siedziby tamtejszych piratów. Tymczasem Xe kupili bliscy przyjaciele jego rodziny, którzy cały ubiegły rok spędzili na mozolnym odbudowywaniu marki. Nie szczędząc przy tym grosza na nowych sojuszników. W ostatnich miesiącach, zatrudnienie w firmie znaleźli między innymi były prokurator generalny John Ashcroft, dawny prawnik Billa Clintona Jack Quinn, oraz Suzanne Folsom, która przez lata pracy w AIG wyrobiła sobie kontakty na wagę złota.

I tak, na Gwiazdkę stał się cud. Xe zmieniło nazwę na Academi. I chce wrócić do Iraku.

Wycofanie się amerykańskich wojsk z Iraku, przywitali z ulgą wszyscy, za wyjątkiem pracujących tam dyplomatów. Którzy wpadli w panikę, bo w takich przypadkach, jak np. wjechanie konwoju na minę, pod nieobecność żołnierzy sprawną ewakuację drogą powietrzną są w stanie przeprowadzić tylko doświadczeni i dobrze wyposażeni najemnicy. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Departament Stanu, który dla ochrony swoich pracowników w Iraku już zatrudnia 5 tys. kontraktorów, a na dwa miesiące przed wycofaniem się armii, ogłosił, że poszukuje prywatnej firmy, która jest w stanie zapewnić właśnie ratownictwo drogą lotniczą. Nad Tygrysem i Eufratem znowu można zarabiać.

Blackwater aka Xe vel Academi nie chce zostawać z tyłu. Ted Wright, nowy szef firmy, zapowiada w rozmowie z magazynem “Wired”, że jej głównym celem jest znowu robić interesy nad Zatoką Perską. A wątpliwości, że iracki rząd może jednak mieć zastrzeżenia co do powrotu specjalistów od radosnego pociągania za spust w zatłoczonych miejscach, Wright rozwiewa zapewnieniami, że korporacja zapozna swoich pracowników z “nowym kodeksem postępowania”, a podstawą jej działalności będą od tej pory “odpowiedzialność i przejrzystość”.

Jak to na akademików przystało.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Szakale i humanitaryzm

04 stycznia we wpisie “Psy wojny” (a jeszcze wcześniej, choć tylko zarysowując sprawę, 05 grudnia we wpisie “Johnny Depp bez pudru”) Dział Zagraniczny informował o bardzo tajemniczej działalności najemników w Somalii, w którą zamieszani są były wysokiej rangi dyplomata z USA i emerytowany superagent CIA. Okazuje się, że sprawą zajął się też inny tytuł: The New York Times.
Wnioski są dwa. Po pierwsze, redaktorzy zza oceanu zaczynają dzień od lektury tego bloga. Po drugie, skoro biorą się za to w Stanach, to zaraz stanie się to super interesujące dla polskiego czytelnika i Dział Zagraniczny będzie musiał przestać o tym pisać.
Tymczasem korzystajmy z tego, co opublikował NYT, bo jego dziennikarze jak zwykle odwalili pełną profeskę i odkryli wszyskie tajemnice. Które mieszczą się w trzech słowach: Zjednoczone Emiraty Arabskie. No i może jeszcze w bonusie: Blackwater.

Więc tak, tym tajemniczym “państwem muzułmańskim”, które sponsoruje działalność Saracen International w Rogu Afryki są Zjednoczone Emiraty Arabskie. Zdaniem informatorów NYT, Abu Zabi sfinansowało prowadzone przez firmę szkolenie sił antypirackich i jej uzbrojenie, bo działalność somalijskich korsarzy coraz bardziej zagraża interesom arabskiego państewka. Szejkowie nie pozwalają sobie na nieprzewidziane straty.
Dużo ciekawszy jest za to poufny raport Unii Afrykańskiej z 12 stycznia, do którego dotarli amerykańscy dziennikarze. Wynika bowiem z niego, że inicjatorem całej akcji, jej pierwszym sponsorem i pośrednikiem pomiędzy Saracen a Emiratami jest nie kto inny jak sam Erik Prince.

Prince to były komandos Navy SEALs, z którymi był na misiach między innymi na Haiti i w Bośni. Do historii przeszedł jednak dopiero po zakończeniu służby, kiedy w 1997 roku założył niesławne Blackwater, prywatne przedsiębiorstwo wojskowe, a de facto armię najemników. Firma zbiła fortunę na kontraktach z rządem USA po jego inwazji na Afganistan, a później Irak. W Zatoce Perskiej prywatni kontraktorzy stanowili drugi po armii Stanów Zjednoczonych największy kontyngent wojskowy (20 tys. pracowników pełniących służbę zbrojną i kolejne 109 tys. świadczących usługi cywilne – np. zaopatrzenie i wyżywienie – na rzecz zachodniej koalicji). 1/3 wydatków na działania wojenne w Iraku trafiła do tego rodzaju przedsiębiorstw, a Blackwater była największym beneficjentem spośród tych stricte militarnych.

Erik PrinceTak, Zbyszek, który w twojej firmie naprawia komputery, w wolnych chwilach dowodzi największą armią najemników na świecie (Fot. Gerry Brome/AP)

Prince od dawna próbował znaleźć nowe rynki zbytu dla swojej działalności i najwyraźniej pogrążona w wojnie domowej od 20 lat Somalia wydała mu się idealna. Zdaniem informatora New York Timesa, już wiosną 2005 roku miał wystąpienie w kwaterze głównej CIA, której proponował, żeby oparła swoje działania paramilitarne na jego kadrze pracowniczej, a w 2008 chciał sobie zapewnić kontrakty na ochronę u przedsiębiorstw, których statki często przepływają w okolicach Somalii i są narażone na ataki tamtejszych piratów. W tym celu przerobił nawet dawny okręt oceanograficzny na jednostkę bojową wyposażoną w działka i samolot bezzałogowy.
Oczywiście sam Prince patrzy na to zupełnie inaczej.
- Dobrze wiadomo, że pan Prince od dawna chce pomóc Somalii w zwalczeniu piractwa – mówił gazecie Mark Corallo, jego rzecznik prasowy – Jest przede wszystkim zaangażowany w starania humanitarne.

Przypomnimy zatem jakie to starania humanitarne były powodem zmiany nazwy firmy z Blackwater na Xe. Pracownicy Erika Prince’a w Afganistanie nie zwracali jeszcze na siebie tak ogromnej uwagi mediów, ale już w Iraku ich działania wywoływały skandal za skandalem, w sprawie wielu toczyły się śledztwa. Zarzuty o nie płacenie podatków, pranie brudnych pieniędzy, przemyt broni, wykorzystywanie nieletnich prostytutek czy wreszcie niszczenie dowodów swojej działalności to mały pikuś. Oburzenie międzynarodowej opinii publicznej brało się z tego, że najemnicy z Blackwater mieli zwyczaj strzelać do każdego, kto wzbudził ich jakiekolwiek wątpliwości.
W raportach ujawnionych swego czasu przez Wikileaks roi się od takich meldunków jak ten z 14 maja 2005, kiedy patrol amerykańskich żołnierzy melduje, że był świadkiem jak pracownicy Blackwater ostrzelali cywilny samochód, zabijając prowadzącego go mężczyznę, a jego żonę i córkę raniąc. 2 maja 2006 pracownicy firmy zastrzelili kierowcę karetki. Ale największa i najbardziej znana zbrodnia najemników Prince’a miała miejsce 16 września 2007 roku, kiedy rozpętali małe piekło na bagdadzkim placu Nisour i położyli trupem 17 cywilów.
Starania humanitarne, nie ma co.

Oczywiście tym, którzy pociągali za spust włos z głowy nie spadł, wywieziono ich z kraju, a amerykańskie władze przyznały im immunitet w zamian za złożenie zeznań. Rząd Iraku odebrał firmie licencję na działalność na terenie jego państwa, a ona sama po fali krytycznych artykułów na swój temat zmieniła nazwę z Blackwater na Xe Services. Wreszcie, w grudniu zeszłego roku, Prince miał już dość użerania się z kolejnymi pozwami, które płynęły na adres swojej korporacji i sprzedał ją grupie inwestycyjnej USTC.
Ostatnio przeprowadził się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
- To utrudni szakalom dobranie się do moich pieniędzy – mówił w listopadowym wywiadzie dla “Men’s Journal”.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

PS Rodzice Prince’e byli bardzo wysoko ulokowani w politycznym towarzystwie. Jednym z ich znajomych był między innymi George Bush (senior), który w 1990 wziął młodego Erika na stażystę do Białego Domu. W jednym z nielicznych późniejszych wywiadów Prince wspominał:
- Widziałem wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzałem: zapraszanie przedstawicieli homoseksualistów, porozumienie budżetowe, Clean Air Act [prawo z 1990 roku o kontroli zanieczyszczeń w powietrzu, miało między innymi położyć kres groźnym w tamtym czasie kwaśnym deszczom], tego typu regulacje.

Szakale, normalnie.

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 28 other followers