Archive

Posts Tagged ‘Ropa’

Afrobeat na barykadach

Teoria na to, że ilość nasłonecznienia wpływa na zachowania ludzi, znajduje ostatnio coraz więcej potwierdzenia. Kiedy w Polsce ktoś organizuje masowy protest, jest zawsze te 50 proc. szans, że będzie mała ruchawka i w ruch pójdą policyjne armatki. W Paryżu, palenie samochodów to już chyba nowa tradycja. A w Londynie, jak wiadomo po ostatnich wakacjach, zamieszki są lepsze od loterii: każdy kończy z telewizorem, albo chociaż iPadem.

Tymczasem w Afryce nagrywają rapy i kręcą teledyski.

Flavour w trasieBenzyna zdrożała, więc muzycy w Nigerii ruszają w trasę nowym środkiem transportu

O tym, jaką wagę podczas Arabskiej Wiosny miał głos raperów, Dział Zagraniczny już informował. Na południe od Sahary są jeszcze bardziej wpływowi. W Senegalu, gdzie kwitnie chyba największa hip hopowa scena w Afryce, założony przez nich oddolny ruch protestu Y’en a Marre intensywnie pracuje nad przewietrzeniem tamtejszej sceny politycznej. Niedawno swój start w wyborach na prezydenta ogłosił legendarny wokalista Youssou N’Dour:

A teraz najwyraźniej przyszedł czas na Nigerię.

W kilka godzin po sylwestrze, tamtejszy rząd ogłosił, że przestanie dopłacać do paliwa. Nagle litr benzyny, zamiast 65 naira (1.35 PLN), zaczął kosztować 150 naira (3.29 PLN). To paradoks. Nigeria jest bogata w ropę, dziennie wydobywa jej aż 2 mln baryłek. Ale jej rafinerie są w opłakanym stanie i przez lata były źle zarządzane, więc nie są w stanie przerobić takiej ilości paliwa, jakiej wymaga miejscowy rynek. W efekcie, większość benzyny musi być importowana. W dodatku, w kraju gdzie duża część społeczeństwa zarabia niecałe 2 dolary dziennie, trzeba ją subsydiować. Tylko w zeszłym roku, z budżetu poszło na ten cel 8 mld dolarów.

Rząd próbował przekonywać, że zaoszczędzone dzięki zniesieniu dopłat pieniądze wyda na rozbudowę będącej w opłakanym stanie infrastruktury. I oczywiście walkę z biedą. Dotkniętych nią ludzi to jednak nie przekonało. Nauczeni złymi doświadczeniami, zaczęli głośno komentować, że większość kasy i tak rozkradną skorumpowani politycy. W dodatku w Nigerii, jak w podobnych krajach, nie istnieje transport publiczny. Wielu ubogim Nigeryjczykom zajrzało w oczy bezrobocie, bo nagle przestało im wystarczać na dojazd do pracy. Wzrost cen benzyny przełożył się też na droższe jedzenie i podstawowe usługi.

W kraju zagrzmiało. Związki zawodowe zapowiedziały strajki. Na ulice ruszyły tysiące protestujących. A wraz z nimi muzycy.

Piosenki o manifestacjach i podwyżkach pojawiły się w lokalnych radiostacjach już pierwszego dnia. A niewiele później, do sieci trafiły teledyski.

Pierwszy był The Suspect, znany chociażby ze współpracy z brytyjskim Blak Twang i Wyclef’em. Może to nie Fela Kuti, ale też robi pierwszorzędny afrobeat:

Jeszcze tego samego dnia, własny teledysk pokazał popularny w Nigerii Flavour:

Za chwilę dołączyła też do nich Aduke, która dopiero co w grudniu wypuściła dobrze przyjęty singiel “Made in Lagos”:

Jak ktoś jest ambitny i poszuka, to podobnych produkcji znajdzie więcej. Protesty poparł cały zastęp muzyków, w tym chociażby Seun Kuti, syn Feli:

Nie ma co malować oderwanego od rzeczywistości obrazu nigeryjskich protestów, jako roztańczonych i rozśpiewanych wieców przepełnionych artystami i nieszkodliwymi intelektualistami. Podczas manifestacji dochodziło do zamieszek, zdemolowano kilka stacji benzynowych, właścicieli kilku innych zastraszono. Wojsko strzelało do ludzi, co najmniej kilku zabito. Po negocjacjach ze związkami zawodowymi, prezydent Goodluck Jonathan zgodził się przywrócić dopłaty, jednak tylko częściowo, więc emocje nie opadają.

Ale trudno nie być pod wrażeniem, że tamtejsi artyści potrafią w tak krótkim czasie zrobić tak dobre komentarze do bieżących wydarzeń i to jeszcze w tej jakości.

No. Ale polskiego czytelnika to interesuje.

Gorąco na biegunach

Podczas gdy oczy całego świata były przez wiele miesięcy zwrócone na gorące konflikty w Libii czy Syrii, w ich cieniu toczyły się inne konflikt, nie mniej ważne, ale znacznie chłodniejsze. Dosłownie i w przenośni, bo chodzi o zdobycie przewagi w Arktyce i na Antarktyce, a żadnej ze stron nie zależy na nagłaśnianiu tego wyścigu.

Grzebie se kijkiem w lodzieGrzebe se kijem w lodzie ku chwale ojczyzny (Fot. European Space Agency)

W czerwcu, gdy ruchawka w krajach arabskich wciąż zbierała cały media kowrydż dla zagranicy, w Buenos Aires odbyła się 34. konferencja państw związanych Traktatem Antarktycznym (albo Układem, jak kto woli). Szczyt przeszedł raczej niezauważony, może dlatego, że obserwatorzy pozarządowi tradycyjnie nie zostali dopuszczeni na jego obrady, a może dlatego, że kupa lodu na drugim końcu świata to żaden temat na czerwony pasek w TVN24. Gdyby więc nie to, że Sekretariat Traktatu Antarktycznego ma obowiązek publikowania w sieci wszystkich przyjętych na obradach dokumentów, opinia publiczna pewnie nie dowiedziałaby się, że Rosja zgłosiła chęć wydobywania minerałów na Antarktyce. Co można z grubsza porównać do sytuacji, gdyby jedno dziecko mówiło innym: “Mama zabroniła bawić się zapałkami, ale mam to w dupie, bo patrzyła wtedy na was, a ja nawet nie kiwałem głową”.

Z grubsza chodzi o to, że Antarktyka jest tak naładowana różnymi minerałami, że jakby ją nakłuć szpilką, to eksploduje jak gejzer. W dodatku, może to i jednak wielka kupa lodu, ale położona tak strategicznie, że każdy chciałby ją mieć. Więc gdy różne rządy zorientowały się nagle, gdzie leżą wisienki, na południe ruszył prawdziwy wyścig: własne ekspedycje wysyłały zarówno państwa leżące w bezpośrednim sąsiedztwie (Argentyna, Chile, Australia, Nowa Zelandia), jak i te, których z Antarktyką nie łączyło nic poza dobrą wolą, czyli chciwością (Wielka Brytania, Norwegia, Francja). Sęk w tym, że żaden kraj nie potrafił zorganizować efektywnej okupacji, więc nie mógł formalnie zagarnąć terra nullius dla siebie. A zatem, zgodnie ze złotą zasadą polityki – “jak nie spełniasz wymagań, to je olej” – roszczenia terytorialne zaczęto uzasadniać a to odkryciem, a to symbolicznym posiadaniem, przyleganiem, a nawet prowadzeniem badań naukowych. A często, wszystkim powyższym na raz.

Na szczęście, w 1959 r. ktoś poszedł po olej go głowy i 1 grudnia podpisano Traktat Waszyngtoński, czyli właśnie ten wspominany wcześniej. Dokument nie stwierdza, kto ma prawo do Antarktyki, tylko “zamraża” dotychczasowe roszczenia i równocześnie zabrania wysuwania kolejnych. W bonusie zakazano też prowadzenia na tym terenie jakichkolwiek działań, albo badań wojskowych, szczególnie z bronią jądrową (Zimna Wojna at its best, y’all). Ale mało tego! Antarktyka to w rzeczywistości najlepiej zachowany ekosystem na świecie, więc postanowiono go chronić już w traktacie, dodając zalecenia dotyczące ochrony jego żywych zasobów. Najwyraźniej uznano, że to niewystarczające, bo w 1991 r. w Madrycie podpisano nową umowę, która wprowadza też całkowity zakaz eksploatacji górniczej i naftowej. No i tu leży pies pogrzebany.

Stronami Traktatu Antarktycznego jest 48 państw, ale 14 z nich nigdy nie ratyfikowało Protokołu Madryckiego. W dodatku, w 2048 r. cały Układ może być zmodyfikowany. Kraje, których roszczenia zostały “zamrożone”, ale nigdy nie odrzucone, coraz częściej puszczają sygnały, że chciałyby zmienić obecną sytuację. Nawołuje do tego chociażby wpływowy australijski think-tank Lowy Institute for International Policy. Rosja nie zamierza więc czekać z założonymi rękoma i dlatego już teraz ogłasza, że na “swojej” części chce prowadzić prace wydobywcze. Tym bardziej, że na karku już czuje oddech innego giganta. Chiny wybudowały niedawno nową bazę naukową, położoną najwyżej z wszystkich istniejących, tak jakby miała nad nimi górować. A tuż koło innej z nich, ustawiła wielką tablicę z napisem “Witamy w Chinach”. Ku zgrozie Australii – w samym środku terenu, który ten kraj uważa za “swój”.

A jakby tego było mało, po drugiej stronie świata, od miesięcy rozgrzewa się także biegun północny. I tu już nikt nie ukrywa, że chodzi o kasę.

San FranciscoKiedyś będzie tu San Francisco (Fot. New Zealand Antarctic Heritage Trust)

Nowoczesne lodołamacze, atomowe łodzie podwodne, krążowniki rakietowe, lotnictwo – Arktyka nie widziała takiej aktywności wojskowej od zakończenia Zimnej Wojny. Skąd taki ruch? A bo te okolice to prawdziwy róg obfitości, a zgłaszające do niego pretensje państwa, postanowiły, że najwyższy czas go trochę opróżnić.

Tu też trwał wyścig o zagarnięcie jak największej ilości terenu, ale – podobnie jak na południu – nikt nie był w stanie trwale go okupować. Jednak na północy sytuacji nigdy nie rozwiązano w żadnym wielostronnym układzie. Zamiast tego, stosuje się tu tak zwaną “teorię sektorów”, po raz pierwszy wysuniętą przez Kanadę. Wierzchołkiem takiego sektora jest właśnie biegun północny, a jego granicami bocznymi – linie przeprowadzone wzdłuż południków od tego bieguna do krańcowych punktów terytorium lądowego państwa, które przylega do obszarów arktycznych. I państwa te roszczą sobie prawa do wszystkich obszarów lądowych w swoim sektorze – tych już odkrytych, jak i tych, które dopiero zostaną odkryte.

A jest się o co bić. Szacuje się, że pod Arktyka skrywa ok. 98 miliardów baryłek ropy i prawie trzecią część światowych zasobów gazu. Jakby tego było mało, drogocenne minerały dosłownie pączkują pod lodem: Kanada niespodziewanie stała się w ostatnich latach trzecim największym na świecie producentem diamentów.

Do tej pory, wszystkie te dobrodziejstwa natury były skryte głęboko pod lodem, a koszty ich wydobycia były nieopłacalne. Jednak globalne ocieplenie i rozwój nowych technologii sprawiły, że bogactwo jest na wyciągnięcie ręki. Więc wszyscy rzucili się wydobywać je na wyścigi. Stany Zjednoczone, Rosia, Kanada, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Dania i Islandia niby tworzą Radę Arktyczną, w ramach której mają rozwiązywać swoje spory dotyczące tych terenów, ale jak wiemy z jednej z ujawnionych przez WikiLeaks depesz, Minister Spraw Zagranicznych Danii w rozmowie z przedstawicielami USA nie pozostawił żadnych wątpliwości co do prawdziwych intencji zaangażowanych w ten wyścig graczy: “Jak staniecie z boku, to reszta z nas będzie miała więcej do zagarnięcia”.

Waszyngton jednak wcale nie zamierza się niczemu biernie przyglądać i na wszelki wypadek pręży muskuły: na Arktyce ćwiczenia bojowe odbywały w tym roku już dwie amerykańskie łodzie podwodne o napędzie atomowym. Przykład z kolegów biorą też inne kraje – oddziały wojskowe wysłały więc na biegun północny Kanada, Norwegia i Dania, a Rosja wznowiła zarzucone niegdyś loty bombowców strategicznych.

To wszystko w momencie, kiedy lody na obu biegunach topnieją w zastraszającym tempie. Zaledwie dwa dni temu, NASA ogłosiła, że znalazła na Antarktyce długie na ponad 30 km pęknięcie, które wciąż się powiększa. Agencja przewiduje, że w okolicach Nowego Roku, lód oderwie się całkowicie i podryfuje w sobie znaną stronę.

Tak więc, z miesiąca na miesiąc, na obu biegunach robi się coraz bardziej gorąco. Co może oznaczać tylko jedną rzecz: Holandio, buduj tamy.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 28 other followers