Home > Uncategorized > Johnny Depp bez pudru

Johnny Depp bez pudru

Kiedy mieszkałem na warszawskiej Pradze byłem blisko zaprzyjaźniony z kilkoma sąsiadami. Największą życiową pasją chłopaków – poza alkoholem – byli “Piraci z Karaibów”, którzy co sobota rządzili okolicą stacji “Bliska”. Wpasowałem się w klimat, bo też od dawna jaram się piratami. Chociaż nie tymi z Karaibów, tylko z Somalii. A ostatnio sporo się u nich dzieje.

O tym co, jak i dlaczego w Somalii nie ma sensu pisać. Blog tego nie ogarnie, to materiał na książkę. W skrócie jest tak, że w 1991 roku ostatecznie upadł rząd Mohameda Siada Barre i Somalia się skończyła. Dosłownie. Rządzić zaczęli watażkowie wojenni, władza każdego sięgała tak daleko, jak mogła dolecieć kula z karabinu. Kraj pogrążył się w biedzie i przemocy. Coś tam próbowali zrobić jeszcze Amerykanie, bo przecież komunizm upadł i historia się skończyła, więc mieli trochę wolnego czasu. Ale dostali po tyłku (“Helikopter w ogniu”) i było po misji.

Helikopter w ogniuPrzynajmniej Sławomir Idziak dał radę za kamerą (Fot. “Black Hawk Down”)

Promyk nadziei pojawił się jeszcze latem 2006 roku, kiedy niespodziewanie Mogadiszu i całą południową część terytorium opanowały siły tak zwanego Związku Sądów Islamskich. Wprowadziły bardzo surowe prawa, ale nawet krytycy przyznawali, że wreszcie skończyły się strzelaniny w stolicy. Jednak Etiopii – odwiecznemu rywalowi Somalii – nie na rękę był spokój u sąsiada. Prezydentowi Bushowi wystarczyło powiedzieć “Islam”, żeby zapaliła mu się lampeczka i USA przyklepały inwazję, która błyskawicznie obaliła nowych władców. Po pół roku względnego spokoju, wszystko znów wróciło do normy: wybuch na śniadanie, ostrzał na kolację.
Dwie frakcje Al-shabab jeżeli akurat nie walczą ze sobą, to walczą z siłami Unii Afrykańskiej, z którą walczy Hizbul Islam, z którym walczą siły rządowe, z którymi walczą prywatne milicje. A wszyscy oni najchętniej zasadziliby się na najbardziej kolorową ekipę: piratów.

PiraciKeira Knightley druga od lewej (Fot. EFE)

Piraci są szczególnie medialni. Raz, że można przyszpanować na błyskotliwego publicystę, robiąc jakieś kretyńskie odniesienie do Johnego Depp’a (patrz początek posta). A dwa, że jako jedyni zagrażają bezpośrednio “nam” (czyli tankowcom). Więc w miarę regularnie można coś o nich usłyszeć, chociaż na ogół straszne klisze. W Polsce najlepszym do tej pory materiałem był tekst Wojciecha Jagielskiego w “Dużym Formacie” jakieś dwa-trzy lata temu. Chyba jako jedyny wyjaśniał skąd oni się w ogóle wzięli. A wbrew pozorom, wcale nie z chęci zysku.
Somalia ma najdłuższą linię brzegową w Afryce (3 tys. kilometrów) i kiedyś potrafiła się o nią zatroszczyć: w latach 60. flotę wojenną zbudował im Związek Radziecki, a gdy drogi Mogadiszu i Moskwy rozeszły się w roku 1977, na miejsce wskoczyły Stany Zjednoczone i wyposażyły okręty w sprzęt bojowy. Ale gdy kraj pogrążył się w otchłani, to samo stało się z jego statkami, z których część rozkradziono, a część zwyczajnie przestała się do czegokolwiek nadawać.
Sytuację błyskawicznie wykorzystali ci, którzy dziś tak narzekają na tych strasznych piratów. Japońskiej, koreańskie, chińskie i tajwańskie kutry zaczęły łowić na somalijskich wodach bez żadnego opamiętania. Miejscowy rybacy coraz częściej wracali do swoich wiosek z pustymi rękoma. Niespodziewanie na wybrzeżu pojawiła się plaga chorób: krwawienia z jamy ustnej i krwotoki wewnętrzne, potworne bóle brzucha, rzadkie typy chorób skóry, problemy z płucami. Dzieci rodziły się z deformacjami ciała. Specjalne dochodzenie ONZ  wykazało, że europejskie firmy (szczególnie włoskie, powiązane z  camorrą) zrobiły sobie z Somalii jedno wielkie wysypisko. Toksyczne  odpady, które na papierze były utylizowane w sterylnych warunkach, w  rzeczywistości lądowały w oceanie. Reakcja Unii Europejskiej? Brak.
– Nie ma ani planów oczyszczania, ani planowanych odszkodowań, ani  żadnej prewencji – powiedział wprost Ahmedou Ould-Abdallah, specjalny  wysłannik ONZ do Somalii.

ŚmieciNa Wybrzeżu Kości Słoniowej też zrzucali (Fot. ANP)

No więc w końcu miejscowym na tyle zabuzowało pod garnkiem, że wsiedli na swoje łódeczki, zamiast sieci wzięli kilka karabinów maszynowych i popłynęli szukać Chińczyków. W rezultacie powstało coś na kształt ochotniczej straży przybrzeżnej, która strzałami w powietrze przeganiała obce kutry. Aż ktoś wpadł na pomysł, żeby od przepływających przez te wody statków pobierać cło. A od cła do okupu droga była już krótka.
Pojmani w ostatnich latach piraci podczas zeznań na ogół wciąż przedstawiają się jako prości rybacy, którzy tylko bronią swojej własności. I pewnie z ich perspektywy tak właśnie jest, ale z boku widać wyraźnie że to już po prostu wielki biznes.

W Harardhere i Hobyo działają najnormalniejsze w świecie giełdy pracy dla piratów. Szef operacji opłaca informatorów, którzy dają mu namiary na duże tankowce płynące z Azji do Europy przez Kanał Sueski. Na giełdzie pojawia się ogłoszenie o planowanej akcji. Bogaci inwestorzy z somalijskiej diaspory w Kanadzie i Wielkiej Brytanii wykupują “udziały” w przedsięwzięciu: za zagwarantowany procent zysków z przyszłego okupu, wykładają na stół twardą gotówkę. Dzięki tym pieniądzom piraci mogą kupić zapasy amunicji, paliwa do motorówek, wody pitnej i drabiny potrzebne do abordażu wysokiej burty. Na giełdzie zbierają się chętni na wyprawę, części się poświęci i dostaną angaż na konkretną robotę.
Statki nie są rabowane, a załodze nie dzieje się żadna krzywda, bo porywaczom zależy tylko na okupie. Dostają go w gotówce, na ogół zrzucony w workach z przelatującego samolotu, albo helikoptera. Tankowce są uwalniane, jak tylko kasa zostanie przeliczona. ONZ w jednym ze swoich raportów podaje, że około 40 proc. zysków trafia do faktycznych wykonawców roboty, 10 proc. do miejscowej starszyzny plemiennej, a połowę zgarniają sponsorzy. Trudno oszacować dokładnie, bo pieniądze obracane są w hawali, bardzo nieformalnym sytemie bankowym, jaki funkcjonuje w państwach islamskich. Pieniądze dosłownie rozpływają się w powietrzu.
Somalijscy piracy imponują skutecznością. Od dwóch lat na ich terenie działa do 30 okrętów wojennych NATO, a oni nie tylko zwiększyli liczbę ataków, ale wypuszczają się coraz dalej. W połowie listopada porwali statek na wodach bliżej Indii niż Afryki. W tym samym czasie inna grupa dostała najwyższy okup w historii: 12,3 mln dolarów. A w ich rękach jest jeszcze około 28 dużych jednostek i pół tysiąca marynarzy.

PlażaBudka z goframi i byłaby Jurata (Fot. NAVFOR Somalia)

A piszę o tym wszystkim, bo wbrew pozorom ta złota passa może się już niedługo skończyć. Najwyraźniej wszyscy inni Somalijczycy są już poważnie wściekli, że ochrona wybrzeża zamieniła się w szemrany biznes. Kiedy piraci porwali w okolicy Seszeli jacht z parą angielskich staruszków, diaspora w Wielkiej Brytanii zrobiła im taką awanturę, że ostatecznie wypuścili ich “po kosztach”. Gdy dwa tygodnie temu mieszkańcy wioski Bandar Beyla, zorientowali się, że na ich terenie trwa abordaż jemeńskiego statku, najzwyczajniej w świecie ostrzelali i pogonili precz niedoszłych porywaczy.
– Jesteśmy prostą rybacką wspólnotą i będziemy ich zwalczać – mówił burmistrz Said Adan Ali.
A kilka dni temu AP donosiło w jednej ze swoich depesz, że Puntland, czyli region, który kiedyś ogłosił secezję i z terenu którego operują prawie wszyscy piraci, właśnie tworzy ponad tysiącosobowe siły, które mają na nich polować. Milicją dowodzi Mohamed Farole, syn prezydenta Puntlandu. Tata już kupił synowi i kolegom sześć samolotów patrolowych oraz broń za 10 mln dolarów.

Wszystko wskazuje na to, że konfrontacja będzie ostra. Warto śledzić depesze, bo może już niedługo ta bardzo barwna historia dobiegnie końca.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

PS Rząd Somalii, który przy wsparciu wojsk Unii Afrykańskiej kontroluje zaledwie kilka dzielnic stolicy, formalnie wciąż posiada flotyllę. Jej szefem od 1982 roku jest Farah Ahmed Omar. Który, jak sam rozbrajająco przyznaje, ostatni raz był na morzu 23 lata temu.

  1. 05/12/2010 at 23:56

    czy będą też łapać białych piratów w koszulkach z logiem st. pauli?

  2. 06/12/2010 at 17:12

    Tylko ci w sztormiakach z logiem HSV.

  3. AS
    07/12/2010 at 23:03

    bardzo proszę o kontakt

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: