Home > Uncategorized > Dzielnica willowa

Dzielnica willowa

W Hiszpanii jest takie hasło: “No tendrás casa en la puta vida”, które w wolnym tłumaczeniu znaczy “Nie będzie Cię stać na mieszkanie w tym kurewskim życiu”. I jest w tym dużo prawdy, większość moich znajomych Hiszpanów wynajmuje coś na mieście i wie, że nie będą na swoim, dopóki nie przejmą domów po zmarłych rodzicach.
Jest jeszcze jeden taki kraj, gdzie też mówi się po hiszpańsku i ludzi też nie stać na własny kąt, ale gdzie biorą oni sprawy w swoje ręce. I gdzie, co za niespodzianka, dostają za to po głowie.

Argentyna ma z grubsza tyle samo mieszkańców co Polska, ale pod względem powierzchni jest 8 największym państwem świata (dla porównania: my jesteśmy na 69. pozycji). Mimo to, aż 3,5 miliona ludzi nie może sobie pozwolić na własny dom. Skąd taka sytuacja?

DziewczynkaSzczęście podwójne: rower i dom, do którego można wrócić (Fot. Maciej Okraszewski/Dział Zagraniczny)

Paradoksalnie z dobrobytu, jakim cieszy się Argentyna. Pomimo, że od wielu lat poziom życia zniżkuje, mimo że w 2001 roku kraj dosłownie zbankrutował i nie oglądając się na to, że zdaniem większości analityków obecny rząd zwyczajnie kłamie (siema, Grecjo) i zaniża oficjalne dane dotyczące inflacji i ubóstwa. Wbrew temu wszystkiemu, dla o wiele uboższych mieszkańców Paragwaju, Boliwii czy Peru, Argentyna jest idealnym celem imigracji. Owszem, Brazylia jest bogatsza, ale oni na ogół nie mówią po portugalsku. Tak, Chile też ma więcej kasy, ale tam społeczeństwo dzieli się z grubsza na bogatych i biednych, którzy sami potrzebują roboty. Tymczasem Buenos Aires utrzymuje jego legendarna klasa średnia. Tu jest praca dla gosposi domowych. Dla niewykwalifikowanych robotników. Dla ulicznych sprzedawców. Owszem, wielkiej kasy nie zbijesz, ale lepsze to niż klepanie biedy w paragwajskim Chaco.

No więc imigranci z krajów sąsiednich ciągną na południe, a wraz z nimi do miast napływają argentyńscy biedacy ze wsi. Nie mają gdzie mieszkać, więc budują ville. Villa miseria to w miejscowym hiszpańskim slums. To samo, co favela w Brazylii. Wystarczy kilka kilometrów kwadratowych wolnej przestrzenii i można zakładać osiedle. Blacha falista, karton, kuchenka gazowa. Nie ma już miejsca po bokach, więc villa rośnie w górę, mieszkanie po mieszkaniu, cegła po cegle. Żadnego tynku. Żadnej kanalizacji. Prąd kradziony. Z czasem ludzie się bardziej zadomowią, oszczędzą trochę pieniędzy i warunki się poprawią. Ale nie ich reputacja.

Tu dochodzimy do sedna problemu. Argentyńskiego rasizmu. Miejsowi uwielbiają się przechwalać, że są najbielszym narodem w Ameryce Południowej. I choć tak naprawdę procentowo więcej białych mieszka w siostrzanym Urugwaju, to mają sporo racji. Buenos Aires wygląda jak Madryt. A w niektórych dzielnicach jak Madryt zasiedlony przez Polaków i Ukraińców.
Ville to inna bajka. Wchodzisz i od razu widzisz indiańskie rysy. Niektórzy ludzie rozmawiają w guarani, a nie po hiszpańsku. Inni noszą koszulki peruwiańskich klubów piłkarskich. Na stołach nie wino z Mendozy, tylko Singani z La Paz. Inny świat.

VillaVilla 31 widziana z przecinającej ją autostrady (Fot. Maciej Okraszewski/Dział Zagraniczny)

Najbardziej znanym stołecznym slumsem jest Villa 31. Na 15 hektarach między 30 a 40 tys. mieszkańców, nikt nie wie dokładnie. Równo rok temu przepracowałem tam dwa długie miesiące, a na co dzień mieszkałem w bohemiarskim Palermo. Dzięki temu mogłem na żywo przekonać się jaki jest stereotyp, a jaka rzeczywistość.
Przeciętny Argentyńczyk będzie opowiadał o każdej villi opowiadał jak najgorsze historie, chociaż na ogół sam nigdy w żadnej nie był. Dużo będzie w nich prawdy. Tak, są narkotyki. Tak, jest dużo przemocy. Gwałty i małoletnie ciąże. Napady. Sam miałem wybitnie stresującą konfrontację z pistoletem.
ALE! Poza murem różnych tragedii są zwykli ludzie, dokładnie tacy sami jak w innych dzielnicach. Są sklepikarze, którzy tępią złodziejstwo. Są ojcowie codziennie tyrający na budowach i matki sprzątające domy innych ludzi, żeby ich dzieci nie szły do szkoły głodne. Są chłopcy, którzy chcą być lekarzami i dziewczynki, które chcą zapowiadać pogodę w telewizji. Chrzciny w kościele i dyskoteki w barze. Czy ktoś mi powie, że to się tak bardzo różni od Wałbrzycha?
To jednak nie przekonuje statystycznego mieszkańca stolicy. Dla niego “tamci” to czarnuchy, bandyci, nieroby, dziwki, ćpuny i co jeszcze. Nawet moi młodzi koledzy, jak najdalsi od rasizmu swoich rodziców czy dziadków, powstrzymują się od komentarzy, ale do gości ze slumsów podchodzą z ostrą rezerwą.

Piszę tu dzisiaj o tym aż tyle, bo w końcu doszło na tym tle do tragedii. Dwa tygodnie temu, władze zlikwidowały takie nielegalne osiedle w jednej z najbiedniejszych dzielnic Buenos Aires: Villa Soldati. Ponad tysiąc osób, wszyscy z Boliwii i Paragwaju, poszło na bruk. Ale nie mieli zamiaru daleko się ruszać: rozbili obóz na pobliskim boisku. Na co spienili się pozostali mieszkańcy, wzięli pały i kamienie i ruszyli do akcji. Sceny, jakie można było oglądać w argentyńskich mediach, były z grubsza takie:

Bilans: cztery ofiary śmiertelne starć. Wszystkie ze wspomnianego miasteczka namiotowego.
Sprawa była tak głośna, że władze zakończyły ją ekspresowo. Kilka dni po starciach, squotersi wynieśli się sami w zamian za obietnice znalezienia im tymczasowego schronienia.

To jednak nie rozwiązuje identycznych problemów w innych częściach miasta. Według danych Miejskiej Komisji Mieszkalnictwa, Buenos Aires ma ponad 100 tys. budynków, które są zdatne do zasiedlenia, a obecnie stoją puste i czekają na lokatorów. Mimo to, w 16 stołecznych villach gnieździ się obecnie ok. 170 tys. osób, a kolejne 12 tys. w zupełnie prymitywnych obozowiskach.
Na zarzuty, że miasto wyrzuca całe rodziny na ulicę, nie zapewniając im nic w zamian, burmistrz Mauricio Macri (który w kampanii opowiadał bajki o mieszkaniach socjalnych) odpowiada, że nie ma na to kasy.

W przyszłym tygodniu sylwester. Buenos Aires ma jeden z najwspanialszych pokazów ogni sztucznych na świecie. Dział Zagraniczny nieśmiało proponuje, że może chociaż raz – szczególnie w dobie globalnego kryzysu – można by olać zielono-czerwone bum bum na niebie i przeznaczyć tę kasę na budownictwo. Ale w to nie wierzę nawet ja.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

PS Typa, który strzela na powyższym filmiku oczywiście złapano. Policji próbował wcisnąć, że tak naprawdę to była zabawka. Dajesz, Bogdan!

PS2 Jeżeli ktoś chce zobaczyć, jak Villa 31 wygląda in motion, to:

  1. wersy
    03/07/2011 at 01:36

    Ale dlaczego rząd argentyński miałby komukolwiek dawać mieszkania za darmo? Tymbardziej widocznym kosztem innym wydatków? Czy nie sądzisz, że np. odebranie noworocznej fiest “białym” Argentyńczykom jeszcze bardziejzantagonizowałoby ich co do “czarnuchów”?

  2. 04/07/2011 at 08:38

    Nie pisałem o dawaniu mieszkań za darmo. Ville na ogół powstają na terenach opustoszałych i nieużywanych. Ich mieszkańcy wznoszą domy własnym kosztem, sami troszczą się o doprowadzenie prądu czy wody (to trudniej, więc rzadziej). Duża ich część pracuje później w okolicach – kobiety sprzątając i gotując w domach mieszkańców bogatszych sąsiednich dzielnic, a mężczyźni na budowach, w warsztatach, jako dostawcy itd. Tym nic nie trzeba dawać – wystarczy zalegalizować ich mieszkania (albo od początku się ich pozbyć, a nie czekać kilka lat, aż villa okrzepnie, domom urosną kolejne piętra itd).

    Co do noworocznej imprezy, to też niekoniecznie chodzi o to, żeby ją “odbierać”. Wystarczy ograniczyć. Uroczystości są tak rozdęte, że w Nowy Rok nad Buenos Aires jest dosłownie jasno. Dwa lata temu mogłem to podziwiać z dachu wieżowca – gdzie się nie obróciłem, nad każdą dzielnicą buchała feria kolorów. I to w skali naprawdę niewyobrażalnej, dopóki się tego nie zobaczy.
    Skoro obiecuje się we wszystkich kampaniach wyborczych (a kolejna się właśnie zaczęła) tanie budownictwo, to warto by spróbować wprowadzić choć część tych obiecanek w życie. Czasem kosztem widowiskowych uroczystości (które, notabene, w tej sytuacji ekonomicznej, w jakiej znajduje się obecnie Argentyna, są po prostu wyrzucaniem niezbędnych funduszy w błoto).

    Pzdr.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: