Home > Uncategorized > Tarzans or Man Fridays

Tarzans or Man Fridays

Mauritius pozywa Wielką Brytanię, za to, że chce stworzyć na Oceanie Indyjskim morski rezerwat przyrody. Ktoś znowu stawia własny interes ponad dobrem wspólnym? Oczywiście! Tylko, że w tej historii czarnymi charakterami są pseudo ekolodzy.

Jest takich siedem malutkich atoli, zagubionych na środku wspomnianego oceanu, jakieś 500 km na południe od Malediwów i 1000 km na północny-wschód od Mauritiusa. Porośnięte palmami rajskie wysepki o oblanych turkusowymi wodami białych plażach nazywa się Czagos. Przez tysiące lat były bezludne, czasem trafiali tam rybacy z innych archipelagów, ale uznawali, że nowy ląd jest zbyt daleko od czegokolwiek, żeby go kolonizować. Najwyraźniej nie znali europejskiej filozofii, że zagarniać należy wszystko jak leci, a do czego się przyda, to zadecydujemy potem. Czagos miało się stać najlepszym przykładem.
Portugalczycy byli pierwszymi białymi, którzy trafili w te strony, ale łapę na plażach położyli pod koniec XVIII w. dopiero Francuzi. I wzięli się ostro do roboty. Wykarczowali busz, założyli plantacje kokosów i sprowadzili setki niewolników z Madagaskaru i Mozambiku. Wymieszały się geny i języki i w przyszłości, po zniesieniu niewolnictwa, życie pod tropikalnym słońcem pewnie byłoby całkiem luźne. Ale, niestety dla mieszkańców, okazało się, że Napoleon jest tym mężczyzną, który nieźle zaczyna, ale fatalnie kończy.
Po klęsce cesarza Francuzów, Czagos dostało się Wielkiej Brytanii. Anglicy znieśli pracę przymusową i to było ostatnie, co dobrego zrobili dla miejsowych. Półtora wieku później, postanowili dla równowagi kopnąć ich w dupę. I to mocno.

CzagosJak masz niefart urodzić się w złym raju, to będzie tylko rajem utraconym (Fot. USAF)

Są lata 60. XX wieku. Środek Zimnej Wojny, USA zakładają bazy wojskowe na całym świecie. Szukają czegoś na Oceanie Indyjskim i wtedy zgłaszają się Anglicy, mówiąc:
– Eee… Mamy takie Czagos, nie?
Archipelag okazuje się idealny. Na tyle daleko od czegokolwiek, żeby wrogowie nie za bardzo mieli jak podglądać, co tam się dzieje, na tyle blisko, żeby bombowce mogły dolecieć nad Zatokę Perską. Wielka Brytania też stratna nie będzie, bo innych posiadłości w tej okolicy ma sporo, a Amerykanie obiecali jeszcze dorzucić się do jej atomowych łodzi podwodnych. Ogólnie jest git i umowa zostaje przyklepana, na koniec zostaje jeszcze tylko jeden mały szczegół: trzeba wyrzucić tych czarnych brudasów, którzy kręcą się po plażach.

Londyn działą zgodnie ze swoimi najlepszymi tradycjami. W 1965 r. delegacja jedzie w odwiedziny do premiera Mauritiusa (który wciąż pozostaje brytyjską kolonią, ale mającą już szeroką autonomię, a za trzy lata uzyskującą pełną niepodległość), formalnie zarządzającego Czagos. Na stole lądują 3 mln funtów, a polityk dostaje jeszcze w bonusie tytuł szlachecki. Czagos znowu w pełni należy do typów od krykieta i złej kuchni.

Na atolach błyskawicznie ląduje desant angielskich komandosów, a dwa tysiące mieszkańców słyszy, że mają zbierać graty. Kilku dostaje po głowie, kilku innych popełnia samobójstwa. Zanim się obejrzą, będą już w całości przesiedleni właśnie na Mauritius, a na największej z ich wysp – San Diego – Amerykanie zbudują swoją bazę. Czagos formalnie przestaje istnieć, od tej pory ma się nazywać Brytyjskie Terytorium Oceanu Indyjskiego (BIOT).

Mija kilkadziesiąt lat, Związek Radziecki pada, historię wygrywają Dobro, Sprawiedliwość i Coca Cola. Tymczasem Czagotańczyków jest już prawie 7 tys. i nie przestają marzyć o powrocie do domu. Ale na to nie chcą się zgodzić ani Anglicy, ani wciąż wynajmujący od nich pisek z palmami Amerykanie.
Kilku wygnańców w Londynie nie poddaje się, pozywa Wielkią Brytanię i… wygrywa! W 2000 r. brytyjski Sąd Najwyższy uznaje, że nieprawdą były argumenty rządu, jakoby wyspiarze byli na Czagos przed eksmisją tylko “tymczasowo”. I że ich wyrzucenie było nielegalne.

Radość jest ogromna, ale krótka, bo praworządna administracja z Downing Street odpowiada:
– Nie, no git. Ale my tego nie uznamy.
I sięga po kodeksy z czasów kodeksy z czasów kolonialnych. Jest tam taki zapis, wciąż obowiązujący, że jeżeli wyrok sądu działa na szkodę terytorów zamorskich Wielkiej Brytanii (a przecież Czagos to formalnie BIOT), to rząd nie musi się do niego stosować. I tak też zrobił: Londyn pokazał wysiedleńcom gest Kozakiewicza i na deser dołożył jeszcze jeden dekret, który zabrania im powrotu. Kochamy Cię, ojczyzno Wielkiej Karty Swobód!

Tak czy inaczej, sprawa jest właśnie rozpatrywana w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, gdzie odwołali się Czagotańczycy. A wczoraj kolejny pozew przeciw Wielkie Brytanii ogłosił Mauritius. Stało się to po ujawnieniu przez Wikileaks depeszy z maja 2009 r., w której mowa o zakulisowych rokowaniach Waszyngtonu z Londynem. Ten drugi miałby zamienić cały obszar Czagos w morski rezerwat przyrody, bo – jak mówi, cytowany przez amerykańskich kolegów, urzędnik brytyjskiego Biura Spraw Zagranicznych Colin Roberts – “taki park przyrody położyłby kres żądaniom byłych mieszkańców archipelagu”.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

PS Brytyjscy dyplomaci mają talent do pozostawiania pisemnych śladów swojej pogardy dla innych i jak, przez lata nic się w tej kwestii nie zmieniło. Zacytujmy sobie kilka depesz:

1. Telegram z Foreign Office do brytyjskiego reprezentanta w ONZ (listopad 1965 r.):

“We recognise that we are in a difficult position as regards references to people at present on the detached islands. We know that a few were born in Diego Garcia and perhaps some of the other islands, and so were their parents before them. We cannot therefore assert that there are no permanent inhabitants, however much this would have been to our advantage. In these circumstances, we think it would be best to avoid all references to permanent inhabitants.”

2. W tym samym roku Minister Kolonii (było coś takiego) Anthony Greenwood pisze:

“It is important to present the United Nations with a fait accompli.”

3. A tu najlepsza wymiana poczty z 1966 r. Najpierw Podsekretarz Stanu Sir Paul Gore-Booth pisze w liście do kolegi dyplomaty Denisa Greenhilla:

“We must surely be very tough about this. The object of the exercise is to get some rocks which will remain ours… There will be no indigenous population except seagulls…”

A ten mu odpisuje:

“Unfortunately along with the birds go some few Tarzans or Man Fridays whose origins are obscure and who are hopefully being wished on to Mauritius.”

4. A na deser fragment ujawnionej właśnie przez Wikileaks depeszy:

“HMG would like to establish a “marine park” or “reserve” providing comprehensive environmental protection to the reefs and waters of the British Indian Ocean Territory (BIOT), a senior Foreign and Commonwealth Office (FCO) official informed Polcouns on May 12. The official insisted that the establishment of a marine park — the world’s largest — would in no way impinge on USG use of the BIOT, including Diego Garcia, for military purposes. He agreed that the UK and U.S. should carefully negotiate the details of the marine reserve to assure that U.S. interests were safeguarded and the strategic value of BIOT was upheld. He said that the BIOT’s former inhabitants would find it difficult, if not impossible, to pursue their claim for resettlement on the islands if the entire Chagos Archipelago were a marine reserve.”

Nie od dziś wiadomo, że w Wielkiej Brytanii wysoko cenią sobie tradycję. Dział zagraniczny jest pod wrażeniem, że z taką gorliwością ją podtrzymują.

  1. 25/08/2015 at 19:49

    Anno Domini 2015.
    Rząd brytyjski rozpoczyna właśnie wywiad wśród społeczności czagotańskiej w ramach ewentualnego procesu powrotnego przesiedlenia pierwotnych mieszkańców tego archipelagu. Olivier Bancoult, (leader “Grupy Uchodźców z Chagos”), uważa, że proces przesiedlenia, narażony jest – jeśli rzeczywiście zostanie rozpoczęty – na jego przerwanie po roku lub dwóch, ze względu na “przyczyny techniczne” lub nieopłacalność ekonomiczną. Narazie, rząd brytyjski proponuje przesiedlenie osób od 18 do 65 roku życia, co postrzegane jest jako absurdalne nieporozumienie i spotyka się z prawdziwym oburzeniem deportowanych. Wiedząc, że aktualnie społeczność czagotańska liczy ponad 400 osób o przekroczonym 65 roku życia, wiadomość ta działa na wszystkich jak płachta na byka.

    Program ponownego zasiedlania Czagos, który nie przewiduje narazie ani szkół, ani szpitali, wydaje się wszystkim kpiną.

    Ostatnim punktem niezgody pozostaje podległość wyspy rządowi brytyjskiemu (patrz powyższy artykuł, który polskiego czytelnika nie interesuje), podczas gdy rdzenna ludność Czagos opowiada się za swoją, całkowitą niepodległością.

    Celem wysiedlonego ludu jest powrót na ziemię ojców: Diego Garcia (w części), Salomon i Peros Banhos.

    W niedzielę, 23 sierpnia 2015, odbyło się spotkanie społeczności Czagotańczyków, po którym wielu oczekuje, jak ustosunkuje się ona do tej śmiałej, aczkolwiek niefortunnej, sondy rządu brytyjskiego.

    Trzeba przyznać, że niezwykły zbieg dat dodał blasku batalii o prawa Czagotańczyków: rok 2015 jest rokiem 800-lecia Magna Carta (Wielkiej Karty), ogłoszonej w 1215 roku w Anglii, aby zapewnić prawa do wolności osobistej i stworzyć podstawy praworządności.

    Co dalej? Nie wszyscy zdają sobie sprawę z brytyjskiej pogardy, krążących pieniędzy i fałszywych gier w ochronę ekosystemu…

    Pozostaję pod wrażeniem przytoczonych fragmentów korespondencji brytyjskich dyplomatów… na równi z tym, że KTOŚ w dziale zagranicznym ma, nie tylko pedantyczny porządek w archiwum, ale i twarde jaja!

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: