Home > Uncategorized > Psy wojny

Psy wojny

10 grudnia, po niebie nad Zatoką Adeńską sunie mały punkcik. To An-24, lekko przestarzały rosyjski samolot transportowy. Do celu zostało mu jeszcze sporo czasu, ale spocony kapitan już wie, że nie zdąży tam dolecieć: w baku brakuje paliwa. Decyzja może być tylko jedna, awaryjne lądowanie na najbliższym lotnisku. Maszyna robi lekki zwrot i po kilkudziesięciu minutach przysiada w Hargejsie, stolicy Somalilandu, nieuznawanego przez społeczność międzynarodową państwa, które w 1991 roku odłączyło się od Somalii. W tej samej chwili samolot otaczają umundurowani mężczyźni z karabinami maszynowymi. Ośmiu pasażerów trafia do aresztu.

LotniskoLotnisko w Hargejsie, podobnie jak Okęcie, nie podstawia swoim pasażerom rękawa (Fot. Teresa King/AP)

Cała sprawa jest bardzo tajemnicza, więcej tu białych plam i spekulacji niż twardych faktów.
Rząd Somalilandu twierdzi, że ładunek Antonowa miał trafić do Puntlandu (sąsiedniego regionu Somalii, który nigdy formalnie nie ogłosił separacji, ale który de facto rządzi się sam) i że tą przesyłką była broń. Byłoby to złamanie nałożonego w 1992 r. przez ONZ embarga na jej dostawy do Somalii. Ale jak dotąd Hargejsa nie pokazała żadnych przejętych arsenałów, a w papierach samolotu jako ładunek są wymienione tylko mundury, buty i inne równie mało zabójcze duperele.
Szybko okazało się, że wśród zatrzymanych jest dwójka dziennikarzy z RPA. Zostali natychmiast zwolnieni, nie do końca wiadomo dlaczego. Pozostali mieli być rzekomo Rosjanami, ale według agencji Itar-Tass tylko trzech jest tej narodowości. Skąd pochodzi pozostała trójka, nie wiadomo.
Tuż przed świętami gazeta “Cape Times” podała, że na rozmowy z więźniami poleciał Matt Bryden, szef ONZ-towskiej Grupy Obserwacyjnej do spraw Somalii. Ale sama komórka Narodów Zjednoczonych milczy na ten temat.
Jedyne, co tak wiadomo na pewno, to że An-24 był wynajęty przez Saracen Intarnational. I to jest dopiero interesujące.

O firmie można było po raz pierwszy usłyszeć w marcu, kiedy rząd z Mogadiszu pochwalił się, że Saracen szkoliło ich gwardię prezydencką. Niewiele później wyszło też na jaw, że organizacja trenuje armię Puntlandu, która zbroi się na potęgę. Dział Zagraniczny już podawał te informacje, ale przypomnijmy, że prowincja ma od zeszłego miesiąca między innymi sześć samolotów patrolowych. To ogromny atut w kraju, gdzie żadna inna siła zbrojna, nawet żołnierze Unii Afrykańskiej, nie dysponuje jednostkami powietrznymi.
Saracen International nie chce się dzielić żadnymi informacjami na swój temat. Strona internetowa (“W budowie”) podaje adres kontaktowy w angielskim Manchesterze, ale dziennikarzom Associated Press udało się ustalić, że są zarejestrowani w Ugandzie, a prawdziwą bazą jest Republika Południowej Afryki. Szefem całego przedsięwzięcia jest Bill Pelser, były żołnierz sił specjalnych RPA, później zatrudniony w niesławnej Executive Outcomes.
Jeżeli nazwa Wam nic nie mówi, to warto w skrócie przypomnieć czym było EO. Republika Południowej Afryki przez lata była zaangażowana w konflikty zbrojne poza swoimi granicami, przede wszystkim w Namibii i Angoli. Delikatnie mówiąc, zasady nie były dżentelmeńskie. Gdy apartheid zaczął się powoli chylić ku upadkowi, a walki wygasały, wielu żołnierzom – szczególnie mającym na sumieniu czyny nie przynoszące chwały – przed oczami stanęły zwolnienia ze służby. Właśnie wtedy część z nich założyła Executive Outcomes. Jej najemnicy pojawiali się potem praktycznie we wszystkich afrykańskich konfrontacjach lat 90. I byli diabelnie skuteczni, np. w Sierra Leone potrzebowali zaledwie miesiąca, żeby opanować Kono, region gdzie wydobywa się 2/3 diamentów z tego kraju. Zresztą, bogactwa naturalne były najczęstszą zapłatą dla wojowników: w zamian za pomoc militarną dostawali koncesje na ich wydobycie. Ropa w Angoli, kopalnie złota w Ugandzie, rozliczne interesy w Demokratycznej Republice Konga czy Etiopii. Executive Outcomes zbijało kasę wszędzie, gdzie się dało. Wreszcie, gdy ich działalność w ciemnych barwach zaczęła przedstawiać prasa, firma rozwiązała się, a jej byli pracownicy po cichu pozakładali nowe najemnicze spółki. W tym Saracen International.

Executive Outcomes“Program biwaku integracyjnego: 1. Wymuszanie koncesji. 2. Wspólne śpiewy. 3. Masakra rebeliantów. 4. Ognisko z kiełbaskami”

W całą sprawę jest zamieszanych jeszcze dwóch wybitnie interesujących ludzi. Pierre Prosper, urodzony w Stanach syn haitańskich emigrantów, który po latach zostanie jednym z czołowych amerykańskich dyplomatów i zasłuży się w ściganiu zbrodni przeciw ludzkości (między innymi z jego inicjatywy Międzynarodowy Trybunał Karny do Rwandy uznał za taką masowe gwałty, do jakich dochodziło w tym kraju). Oraz Michael Shanklin, będący kiedyś w absolutnej czołówce najlepszych agentów CIA, działający w strefach konfliktów od Somalii, przez Sudan, po Liberię (i którego życiorys Hollywood w przyszłości na pewno przerobi na film; jeżeli ktoś jest zainteresowany, to niech w archiwach “Washington Post” odszuka artykuł “Confessions of a Hero” z 29 kwietnia 2001 r.).
Obaj pośredniczą w kontaktach pomiędzy Saracen International, rządem Puntlandu i sponsorem całej imprezy. Kto płaci za samoloty, opancerzone terenówki z ciężkimi karabinami maszynowymi na pace, broń lekką, umundurowanie i szkolenie? Zgadliście: nie wiadomo. Prosper i Shanklin zdradzają tylko, że jest to “państwo muzułmańskie”, który woli pozostać anonimowym płatnikiem, a którego władze były dyplomata i szpieg namawiają do większej otwartości.

O co w tym wszystkim chodzi? Możemy tylko spekulować. Otóż Somaliland i Puntland, mimo że na swoich własnych terytoriach zaprowadziły względny spokój (szczególnie w porównaniu do reszty Somalii), między sobą wzajemnie są w stanie ciągłego konfliktu. Zatarg idzie o nieuregulowaną granicę pomiędzy oboma quasi-państwami, szczególnie regiony Sanaag i Sool. Stolicę tego drugiego, Las Anod, w 2007 r. zajęły wojska Somalilandu. Puntland od tamtej pory stara się miasto odbić, są ostre strzelaniny. Być może Somaliland podejrzewa, że nowe siły zbrojne Puntlandu wcale nie będą – zak zapowiadano – walczyć przeciw piratom (Somaliland oskarża zresztą Puntland, że daje im schronienie, podczas gdy Puntland zarzuca Somalilandowi, że robi to samo z ludźmi Al-Shabab, islamistycznej bojówki, która krawo walczy z rządem centralnym), lecz zostaną użyte do ataku na Sool. I głosnymi procesami o łamanie embarga stara się przeciwnika zdyskredytować.

Tak, czy inaczej, załoga samolotu została przez sąd w Hargejsie skazana na grzywny w wysokości 500 dolarów i rok więzienia. Po interwencji Rosji, trzech jej obywateli zostało zwolnionych. Pozostali na chwilę obecną wciąż siedzą, chociaż sędziowie okazują się równiachami i podobno powiedzieli im: “Jest taka opcja, że kasujemy wyroki. Rozumiecie? Kasujemy… Za kase znaczy. Ho ho”. Ho.

Warto się przyglądać tej sprawie, może kiedyś odegra ją na ekranie Leonardo di Caprio.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. 05/01/2011 at 00:52

    wyrok jak najbardziej zgodny z mottem somalilandu: “sprawiedliwość, pokój, wolność, demokracja i sukces dla wszystkich”

  2. 05/01/2011 at 16:36

    Ja poproszę to ostatnie. Dwa kilo.

  3. Anonymous
    08/01/2011 at 18:11

    Gdyby ktoś szukał wspomnianego artykułu z “WP”: http://www.mail-archive.com/ctrl@listserv.aol.com/msg66395.html

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: