Home > Uncategorized > Milionerzy z Zielonego Przylądka

Milionerzy z Zielonego Przylądka

Dział Zagraniczny jest zaprzyjaźniony z MMAROCKS.PL, największym polskim portalem o mieszanych sztukach walki. Dziś jeden z jego redaktorów (którego można też czasami pooglądać w Orange Sport), Tomasz Marciniak, w specjalnym editorialu dla Działu Zagranicznego przybliża czytelnikom kim jest Tyson i dlaczego w Senegalu nie kojarzy się z boksem. Enjoy.

Powszechnie uważa się, że w Afryce sport zawodowy jest tylko epizodem przed zarabianiem prawdziwych pieniędzy na “zachodzie”. Chociaż w tym konkretnym wypadku północ jest bardziej właściwym kierunkiem. Oczywiście, są od tej zasady wyjątki, kenijscy biegacze, których nie kupili katarscy szejkowie, w mniejszym stopniu południowoafrykańscy rugbyści (oni akurat mogą zarobić więcej np. we Francji ale grając w Europie nie mogą być powołani do reprezentacji), czy kilka klubów piłkarskich na tyle bogatych by zatrzymać swoje gwiazdy jak przytaczane już na Dziale Zagranicznym Tout-Puissant Mazembe czy kairskie Al Ahly.

Jednakże jeden z najbardziej sprofesjonalizowanych i lukratywnych sportów w Afryce jest praktycznie nieznany poza kilkoma państwami w zachodniej części kontynentu. Mowa o tzw. lutte traditonelle praktykowanej w frankofońskiej Afryce zachodniej oraz Gambii i północnej Nigerii. Z wszystkich krajowych wariantów lutte najbardziej popularny i zarazem najbardziej męski – bo zezwala na uderzenia w głowę i kopnięcia – jest ten w Senegalu zwany lamb lub po prostu senegalskimi zapasami.

LambDziś tarzanko, jutro Taniec z Gwiazdami (Fot. Donsoso.com)

Zasady są zarówno bardzo proste jak i bardzo restrykcyjne. W teorii walka trwa 3 rundy po 15 minut ale w praktyce nie widziałem jeszcze takiej, która nie rozstrzygnęła by się w pierwszym starciu. Przegrać pojedynek jest dziecinnie łatwo, wystarczy tylko, że zapaśnik dotknie ziemi głową, tułowiem czy plecami lub podeprze się na obu rękach (na jednej jeszcze można). Biorąc pod uwagę, że przez całą karierę zawodnik stoczy 20 do maksimum 30 walk, porażki piętrzą się bardzo szybko.

Pierwsze walki “zawodowe” odbywały się już w latach 20-tych: pewien mieszkający w Dakarze Francuz organizował je w kinie, którego był właścicielem. Profesjonalizm zwiększał się stopniowo od lat 70., kiedy powstała rządowa komisja nadzorująca zawody. Taki ich PZPN tylko że zamiast piłką zajmuje się półnagimi mężczyznami próbującymi się wywrócić.

Prawdziwa rewolucja przyszła w połowie lat 90-tych. Podobnie jak wcześniej wagę ciężką w boksie przywrócił na piedestał Mike Tyson, tak w lamb Mohamed Ndao (198 cm wzrostu i 130 kilo na wadze), który wybrał przydomek… “Tyson”. Stał się pierwszą “mainstreamową” gwiazdą senegalskich zapasów.
Tyson (ten afrykański), słuchał francuskiego hip-hopu, woził się drogimi terenówkami, był świadom swojego statusu idola młodzieży i wiedział jak go przełożyć na pieniądze. Za jego czasów wypłaty dla najlepszych zawodników zaczęły osiągać poziom najpierw 10 milionów, potem 30 aż wreszcie – wówczas niewyobrażalną – kwotę 50 milionów franków
CFA (76 tys. euro po dzisiejszym kursie). Przyszły kontrakty sponsorskie z poważnymi korporacjami a organizowane na stadionach piłkarskich pojedynki przyciągały nawet 30 tys. widzów. Telewizje (tak, w liczbie mnogiej) rywalizowały o prawa do transmisji.

Ale dla senegalskiego Tysona znalazł się i senegalski Lennox Lewis. Ndao zdetronizował w 2006 roku Yakhya Diop znany bardziej jako Yekini, obecny mistrz aren, niepokonany w 20 walkach (jedna nierozstrzygnięta), który za zwycięstwo zgarnął 107,000 Euro.

Pojedynek wyglądał tak:

Ndao z prawdziwym Tysonem łączyło też to, że źle znosił porażki. Po pierwszej w swojej karierze (w 2002 roku z Bombardierem) zrobił sobie rok przerwy, po porażce z Yekinim został zawieszony na trzy lata.

Tym niemniej na 60-tą rocznicę uzyskania przez Senegal niepodległości, 4 kwietnia 2010, Tyson wrócił by zrewanżować się Yekiniemu w rekordowej pod względem honorariów walce, w której zapaśnicy zarobili po 100 tys. franków (152 tys. euro).

Oto jak Yekini znowu zbił rywala:

Tyson znów zamilkł a Yekini w minioną niedzielę dołożył sobie do kieszeni kolejne 80 tys. franków za pokonanie Bombardiera. Według Seneweb w całej swojej karierze Yekini zarobił już ponad miliard franków, czyli powyżej półtora miliona euro. Tyson zgarnął niewiele mniej i już w kwietniu dostanie kolejne 75 tys. franków za walkę z Ballą Gaye II. Balla Gaye sam mieszka w domu za 230 eurokafli, a w karierze zbliża się do progu miliona euro.

ZapasnicySenegalski Jan Kulczyk i koledzy z klubu (Fot. Denis Rouvre)

Duża część mnie chciałaby zobaczyć jednego z tych zapaśników
wybijającego MMA z głowy Mariuszowi Pudzianowskiemu, udowadniając starą
prawdę, że bycie dużym i silnym ale pozbawionym techniki klocem nie
zrobi z nikogo mistrza świata. No i ciekawe jest, że nie tylko nad Wisłą wymagania finansowe dorównują posturze.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. 31/01/2011 at 15:44

    Bardzo fajny artykuł, też bym chciał zobaczyć tych zawodników w akcji MMA, pewnie by wage ciężką zupełnie opanowali. A jeśli chodzi o Pudzille to ja do niego nic nie mam

  2. rdqrdqrdq
    31/01/2011 at 16:06

    takie afrykanskie judo z elementami uderzania😀

  3. Baltazar
    31/01/2011 at 21:48

    Z normalnymi zawodnikami mma nie mieli by dużo szans, chyba, że po dłuższych przygotowaniach. Artykuł bardzo ciekawy

  4. Oro
    01/02/2011 at 00:52

    Ciekawy art. Szkoda tylko, że mało efektowny ten “sport” troszkę za szybko się kończy, może dlatego.
    Pozdro ;]

  5. p
    01/02/2011 at 07:04

    gdyby nie pudzian to w Polsce dalej nikt starszy powyzej 30 roku zycia nie wiedzialby co to mma

  6. Anonymous
    01/02/2011 at 14:31

    Doprawdy. Ciekawe że ja wiem i kupa innych też. Pytanie czy Ty wiesz? Podpowiedź: nie są to ustawione pseudowalki tragarzy.

  7. KoW
    01/02/2011 at 14:42

    Gdyby nie pudzian to małolaty nie wiedziałyby co to MMA i dzieki temu co drugi ‘gówniarz’ teraz oprócz koksów na siłowni próbuje nauczyć się wykluczeń z BJJ i tylko czekać, aż trupy i połamane kości będą się sypać!!! Każdy co prowadzi klub MMA powinien bardziej patrzeć kto do niego przychodzi na zajęcia!!!

  8. Dexter
    01/02/2011 at 22:38

    Interesujący artykuł, choć widać wyraźnie brak skromności autora, jego spore pokłady poufałości, tudzież ekspercką pozę-,,fragmenty typu: nie jeszcze widziałem walk, nazywanie Pudziana klocem”- jest to niepotrzebne i zupełnie małoletnie zachowanie autora, wręcz niedojrzałe. jak wiemy, każdy sport charakteryzuje się swoimi obostrzeniami, lecz zaprawdę nie wolno, przedkładać jednych nad drugich i odwrotnie, bo można narazić się na śmieszność.
    Kiedyś w NBA był taki gracz Magsy Bouges- miał 156cm wzrostu, wyśmiewany od początków kariery szkoły średniej, rugany przez dziennikarzy, którzy pisali o nim, ten skarlałego wzrostu człowieczek nigdy nie będzie w lidze gigantów itd. Ale Bogues udowodnił wszelkim ,,ekspertom” których jedyną sportową aktywnością, było wylewanie potu, w krytycznym rozpisywaniu się o innych, że wiele można osiągnąć idąć na przekór…
    Przykłady można mnożyć, a nad powszechnym dziś dziennikarskim zadęciem, należy pracować!

  9. 02/02/2011 at 10:15

    Dexter: artykuł jest o senegalskich zapasach, a nie Pudzianowskim (gdyby było odwrotnie, to nie publikowalibyśmy go tutaj). Nie chcę się wypowiadać za Tomka i tłumaczyć dlaczego tak właśnie zakończył tekst, jeżeli chcesz o tym podyskutować, to skorzystaj z forum na MMARocks.pl – to dużo bardziej odpowiednie miejsce, gdzie możesz się pospierać z osobami zajmującymi się tą dyscypliną zawodowo.

    PS Jestem z pokolenia, które pamięta jeszcze jak Muggsy (bo tak się pisze jego ksywę) grał w Charlotte Hornets. Różnica między nim a Pudzianowskim jest taka, że Bogues mimo fatalnych warunków fizycznych miał talent, a każdy jego sukces poprzedzała bardzo ciężka praca. Nie wpadł na parkiet na fali popularności w telewizji śniadaniowej, rozpowiadając dookoła, jak to za chwilę zgarnie pierścień mistrzowski.

  10. 02/02/2011 at 13:51

    Może zamiast zachwycać się pseudosportowcem Pudzillą porozmawiacie o sztukach walki z czarnego lądu? To chyba bardziej pasuje do tego artykułu. Tutaj macie przykład innej afrykańskiej rywalizacji:
    http://forum.fight-club.pl/topics21/dembe-nigeryjska-walka-ang-zdjecia-vt2193.htm

  11. Dexter
    15/02/2011 at 20:14

    Działzagra:
    Tak, rzeczywiście ujęła mnie logika twojej argumentacji i dzięki, za korektę pseudonimu Boguesa, niestety jako człowiek nie wychowany na internecie, nie przywykłem do namiętnego korzystania z wikipedii, tak jak nie przywykłem wytykać komuś błędów literowych, zwłaszcza w nazwiskach, nie mając ponadto żadnych argumentów(stosując zasadę lepszy słaby argument, aniżeli żaden)…dalej ujmujesz wszystko w tyradę…Pudzian zanim zaczął cokolwiek z wygłupami w telewizji śniadaniowej, był mistzem świata w strongmenach…itd., ale dla zadufanych w sobie ,, dziennikarzy” to i tak nie przemówi.

  12. 18/02/2011 at 13:45

    Stary, nie chce mi się z Tobą dyskutować. Nie wytykam Ci, że zrobiłeś błąd w nazwisku, po prostu piszę je prawidłowo, mógłbyś sobie zadać minimum trudu, żeby też to robić.

    A co do tekstu, to już po raz drugi próbuję Ci wytłumaczyć, że nie jest on o Pudzianowskim, tylko o tradycyjnych zapasach w Senegalu. Chcesz rozmawiać o Pudzianowskim i mieszanych sztukach walki, to skorzystaj z serwisu, którego redaktorem jest autor powyższego artykułu: http://www.mmarocks.pl/. Tam ci dokładnie wytłumaczą, dlaczego uważają jego starty na ringu za nieporozumienie (i wyobraź sobie, że bycie najlepszym strongmenem na świecie – za co szacun – nie ma tu nic do rzeczy).

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: