Home > Uncategorized > Pytony i sataniści

Pytony i sataniści

Co przyniósł pierwszy tydzień 2011? Mnóstwo uniesień duchowych.

1. Zmiany koncesjonowane

Jak co roku, na Kubie zjechali się kapłani Santerii. To taki typowy dla zachodniej hemisfery kult synkretyczny, łączący elementy chrześcijaństwa z wierzeniami afrykańskimi. No i też jak co roku, przywódcy tej religii wydali “Letra del Año”, “List Roku”, w którym przewidują jakie będzie nadchodzące 12 miesięcy. A według nich przyniosą one wielkie zmiany, otwarcie ekonomiczne, wzrost importu i eksportu, ale też śmierć znanych polityków i zagrożenie zamachów stanu.
Jeżeli się cofniemy do stycznia 2010 roku i zajrzymy do ówczesnego “Listu Roku”, to zawiera on z grubsza takie same wróżby. Z których żadna się jakoś nie sprawdziła (Dział Zagraniczny zgaduje, że może po prostu bogowie lubią sobie robić jaja ze swoich wyznawców). Tym razem jednak santeros nie strzelają na ślepo, bo przecież w życie właśnie zaczynają wchodzić największe reformy ekonomiczne od czasów rewolucji (częściowa prywatyzacja zatrudnienia, zwolnienie pół miliona pracowników budżetówki, itd.), a w kwietniu ma się odbyć pierwszy od kilkunastu lat zjazd partii, na którym – według słów Raula Castro – obecna generacja przywódców przekaże dużą część odpowiedzialności następcom. Dział Zagraniczny zawsze uważał, że podstawą dobrej wróżby, jest dokładna lektura prasy.
Nie bez znaczenia jest chyba też, że z powyższymi przewidywaniami zgodzili się inni kapłani Santerii, zrzeszeni w oficjalnie przez rząd koncesjonowanym stowarzyszeniu. Ci jeszcze dorzucili, że wszelkie utrudnienia zostaną w tym roku przezwyciężone. Ciekawe, czy zaśpiewali to do magnetofonu w kredensie?

SanteriaLepsza impreza niż na Andrzejkach (Fot. Javier Galeano/AP)

2. Ślub wagi ciężkiej

Trzymając się przesądów, zaglądamy do wsi niedaleko kambodżańskiej stolicy Phnom Penh. Tam z kolei, szczęście w nowym roku ma przynieść świeżo zawarte małżeństwo dwóch pytonów. Ceremonię przeprowadzili buddyjscy mnisi, a goście weselni zarzucili młodą parę kwiatami. Długa na 5 metrów i ważąca 90 kg panna młoda ponoć wyglądała w nich pięknie.

3. Miss Carla Bruni

Pięknie było też podobno na zaprzysiężeniu Dilmy Rousseff na prezydenta Brazylii w zeszłą niedzielę. Ale według brazylijskich internautów, nie z powodu pani prezydent, ani zaproszonych przez nią na ceremonię 13 koleżanek, z którymi siedziała w jednej celi w czasach, gdy była więźniem dyktatury. Tylko z powodu Marceli Temer, małżonki wiceprezydenta Michela Temera. Tabloidy zachwycają się wysoką blondynką i porównują ją do Carli Bruni. Z żoną przywódcy Francji, Marcelę łączy to, że też przez jakiś czas zajmowała się modelingiem no i w 2002 zdobyła tytuł wicemiss Sao Paulo. To właśnie wtedy dojrzał ją Michel, z którym wzięła ślub rok później (nie wiadomo, czy równie piękny, jak ceremonia pytonów).
Z ciekawostek: wiceprezydent ma 70 lat, jego Carla Bruni 27. Jest młodsza od każdego z piątki swoich pasierbów.

4. Fejsbukowa konspiracja

Z poważniejszych informacji politycznych, czytelnicy Działu Zagranicznego na pewno już słyszeli, że Salman Taseer, gubernator Pendżabu (tego w Pakistanie, a nie Indiach), został we wtorek zastrzelony przez własnego ochroniarza. Polityk zginął, bo głośno popierał potrzebę większej sekularyzacji w państwie, a podobno bezpośrednim powodem zabicia go przez swojego fanatycznego – jak się teraz okazuje – goryla, było opowiedzenie się przeciw prawu każącemu bardzo szeroko rozumiane bluźnierstwa religijne.
Tak czy inaczej, to wielki cios dla pakistańskiej państwowości. Ale może da skutecznie zapobiec podobnym w przyszłości. Okazuje się bowiem, że zaledwie w kilka godzin po morderstwie na Fejsbuku została założona strona wychwalająca zamachowca. Błyskawicznie lajknęło ją setki osób, kolejne kilkadziesiąt zostawiło tam komentarze, jak to bardzo dumni są z całego wydarzenia.
Strona została już zamknięta, a dane personalne prawdopodobnie trafiły do znanych z brutalności pakistańskich służb bezpieczeństwa. Przepełnionym celom w Karaczi pewnie już niedługo przybędzie kilku nowych lokatorów.
Dział Zagraniczny nie kryje radości, że fanatyzm wciąż idzie w parze z byciem kretynem.

5. Ukryta kamera

Innym smutnym zabójstwem politycznym tygodnia, było morderstwo Reynaldo Dagsy na Filipinach. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że azjatycki polityk padł od kuli zamachowca akurat w chwili, kiedy robił zdjęcie swojej świętującej noworoczny pokaz ogni rodzinie. Dzięki czemu niechcący uchwycił bandytę w kadrze:

Bandyta w kadrze

6. Kto rano wstaje

W podsumowaniu nie może oczywiście zabraknąć piłki nożnej. Krótko: Paulo Rogerio Reis da Silva, znany bardziej jako Somalia, na codzień gra sobie w brazylijskim Botofago. W tym tygodoniu nie pojawił się na jednym z treningów, a później wyjaśniał, że wychodząc rano z domu został porwany i obrabowany. Policja jednak nie bardzo uwierzyła w opowieść piłkarza, sprawdziła nagrania z kamer przemysłowych i wyszło na jaw, że Somalia po prostu zaspał i z domu wyszedł dwie godziny później niż powinien, a cała historia to tylko wymówka, żeby nie iść już tego dnia na trening.
Klub zapowiedział, że obetnie swojemu graczowi wynagrodzenie o połowę. Głupia sprawa, Rogeiro. Teraz będziesz musiał jeździć do roboty autobusem. Dział Zagraniczny proponuje ci, żebyś za pozostałe pół pensji kupił sobie budzik.

7. Szatan wciąga kokę

Zaczeliśmy od religii i na religii skończymy. W Meksyku, o czym Dział Zagraniczny już wielokrotnie informował, trwa regularna wojna z kartelami narkotykowymi. W działania zbrojne postanowił się właśnie włączyć miejscowy Kościół. Jak? Archidecezja miasta Meksyk przeszkoli po prostu więcej księży na egzorcystów, bo jak tłumaczą duchowni: “Za falą przestępczości stoją sataniści”. Amen!

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. 09/01/2011 at 19:55

    Zamachowiec może nie wiedział, co to jest lampa błyskowa, i pomyślał, że kumpel z konspiracji mu tylko doświetla miejsce zbrodni, by nie spudłował.
    Brazylijski piłkarz nie chodził do polskiej szkoły- tam by się nauczył ściemniać i usprawiedliwiać nieobecności.
    W meksyku księża dodają peyotl do wina.

  2. 11/01/2011 at 09:13

    Żeby odwalić numer taki jak Somalia, to w ogóle trzeba być strasznym kretynem. Gra w jakimś beznadziejnym klubie, który nie potrafi niczego wygrać, ale i tak gdzieś tam dostrzega go skaut z Botofago i proponuje transfer. Chłopak jest wszechstronny, kasę zarabia, ma szansę na Europę, a przez debilne kłamstwo obcinają mu pensję, być może w ogóle wywalą go z drużyny, bo władze ligi chcą go zawiesić, a prokuratura za fałszywe zeznania rozważa oskarżenie go, co grozi 6 miesiącami odsiadki.

    Trza było zamówić pizze i cały dzień grać na Xboxie!

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: