Home > Uncategorized > O czym nie powiedzą ci w biurze podróży

O czym nie powiedzą ci w biurze podróży

Dział Zagraniczny doszedł do wniosku, że skoro ostatnie kilka tygodni pokazało, że raje z obiadokolacją mają jednak trochę inne problemy niż to czy w lutym będzie stopni dwaścia czy dwaściapińć, to może warto przybliżyć jeszcze jakieś miejsca, gdzie jest spoko tylko jeżeli jesteś bardzo bladym grubasem nad basenem. Na przykład Malediwy, gdzie dolecimy już za 2 tys. złotych. A za niecałe 21 peelenów możemy się oddać ulubionej rozrywce lokalnej młodzieży: heroinie.

Położony w samym środku Oceanu Indyjskiego archipelag ponad tysiąca wysepek to ucieleśnienie raju. Turkusowe laguny, białe plaże, fantastyczne rafy koralowe, tysiące kolorowych ryb. Bajkowy klimat przyciąga turystów z gestem – rosyjskich oligarchów, arabskich szejków i zwykłych celebrytów. To zostawiane przez nich pieniądze i dochody z połowu tuńczyka zapewniają Malediwom drugi największy PKB na głowę w całej Azji Południowej. Ale z dala od luksusowych bungalowów panuje inna rzeczywistość.

MaleStolica Malediwów w ogóle (Fot. Shahee Ilyas)

W Malé, stolicy kraju, mieszka tylko 130 tys. osób, ale muszą się pomieścić na zaledwie 5 kilometrach kwadratowych. To jedno z najgęściej zaludnionych miast świata. Na wyspie już od dawna nie ma miejsca na nowe budownictwo, więc domy rosną w górę. Wielopokoleniowe rodziny gnieżdżą się w zatłoczonych klitkach. O żadnej prywatności nie ma nawet mowy, więc nastolatki przesiadują całe dnie na ulicach. I nie ma tam kompletnie nic do roboty: większość turystów spędza w stolicy średnio kilka godzin z całego pobytu, w mieście zarobek na nich jest niewielki (mimo ogromnego PKB, większość obywateli nie zarabia więcej niż 2 dolary dziennie), a inne etaty są już dawno pozajmowane. Bezrobocie wśród młodzieży jest powszechne, a perspektyw nie ma żadnych. Jest za to heroina.

Narkotyki płyną do kraju szerokim strumieniem. Straż przybrzeżna nie jest w stanie upilnować granic, przemytnicy z łatwością przerzucają towar z Pakistanu na niezamieszkane wysepki, a stamtąd małymi partiami dostarczają do Malé. Dilerami zostają bezrobotni młodzi mężczyźni, którzy rozprowadzają heroinę wśród swoich znajomych. A ci spróbują wszystkiego, żeby chociaż na chwilę wyrwać się z apatii. W efekcie, według różnych statystyk, od ciężkich narkotyków jest tu uzależnionych od 20 do 40 proc. małoletnich.
– Ponad połowa naszej populacji ma poniżej 18 lat – powiedział poprzedni prezydent kraju Maumoon Abdul Gayyoom – Nie możemy sobie pozwolić na jej stratę.

HeroinaStolica Malediwów w szczególe (Fot. Mariana Keller/The New York Times)

Gayyoom może sobie ubolewać, ale to przez niego Malediwy nie potrafią zwalczyć u siebie narkomanii. Despotycznie rządził krajem przez 30 lat, siłą zwalczając każde nieposłuszeństwo. Oddał władzę dopiero w 2008 roku, ale pozostawił w spadku brak społeczeństwa obywatelskiego, rozwiniętych mediów i niezależnego sądownictwa. Oraz drakoński kodeks karny.
O leczeniu narkomanów nie ma nawet mowy, za to choćby minimalna ilość substancji odurzających to długa – nawet do 25 lat – odsiadka. We wrześniu popularny w mieście wokalista reggae Haisham Mohamed Rasheed dostał 10 lat za posiadanie niecałego grama marihuany.
Według oficjalnych statystyk, liczba przestępstw związanych z narkotykami podskoczyła w ciągu kilku ostatnich lat o 500 procent. W zeszłym roku tylko z tego powodu aresztowano 1153 osoby. Trzy czwarte wszystkich więźniów w kraju siedzi przez nielegalne używki.

Nawet ci, którzy w końcu zostaną zwolnieni z aresztu, albo wcześniej wykupią się łapówkami, prędzej niż później znowu wpadną w konflikt z prawem. Na zatłoczonych ulicach Malé nie da się uniknąć dawnych kolegów-dilerów, a pokusy pozostają takie same jak wcześniej.
Na leczenie farmakologiczne nie ma pieniędzy, a jedyny w kraju ośrodek rehabilitacyjny może pomieścić niecałe 100 osób. Nikt nie robi badań krwi i chociaż według oficjalnych statystyk na wirusowe zapelenie wątroby albo HIV cierpi niewiele ponad 1 proc. mieszkaców, to zdaniem UNICEFu prawdziwa liczba zakażonych jest wielokrotnie wyższa.

W zeszłym roku doszło do wybuchu przemocy na ulicach Malé. Dilerów zrobiło się tak dużo, że postanowili skrzyknąć się w gangi i walczyć o strefy wpływów. Nocami po mieście biegają chłopcy z nożami dłuższymi od własnych przedramion. Tyle, że tną się między sobą, na turystów nie zwracają uwagi. Więc tej wakacyjnej idylli żadne media wam nie zmącą.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. OoO
    08/02/2011 at 12:31

    Bardzo ciekawe! Dzięki za artykuł.

  2. złośliwiec
    09/02/2011 at 15:15

    a w czasie pisania artykułu zarżnięto kilkanaście osób bo są białe i kilkadziesiąt, bo są czarnoskórymi/chrześcijanami etc.
    no, ale polskiego czytelnika to nie interesuje.
    Jakby każdy myślał o sobie, to o każdym byłoby pomyślane.

  3. 09/02/2011 at 18:38

    O kurcze, a już miałem tam jechać na zimowy urlop. No trudno, pojadę do Krynicy.

  4. Anonymous
    09/02/2011 at 19:26

    kogo obchodzi kto sie gdzie tnie

  5. muuuman
    09/02/2011 at 19:41

    sam się dziś zaciąłem przy goleniu.
    ale polskiego czytelnika to już nie obchodzi.

  6. rafu
    09/02/2011 at 19:55

    Kto zostaje na Male? Od odpoczynku sa wysepki😛

  7. Ruski Traktor
    10/02/2011 at 09:11

    ‘No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.’. A czemu niby ma obchodzić? Brzmi to jak wyrzut, moim zdaniem zupełnie bezpodstawny. Jadąc gdzieś na wypoczynek, chcąc oderwać się od swoich własnych codziennych problemów trzeba robić za Matkę Teresę? Płakać nad głodnymi dziećmi, załamywać ręce nad naćpanymi małolatami, ratować bezdomne zwierzątka i tym podobne? Jak kogoś to obchodzi to niech jedzie na wolontariat i nie wciska innym że to ich moralny obowiązek aby przejmować się cudzymi problemami.

  8. 10/02/2011 at 09:30

    To jest blog informacyjny, a nie namawiający do wolontariatu/zmieniania świata/czy czego Ci się tam jeszcze wydaje. Takim hasłem kończy się każdy wpis, bo taka jest konwencja: poczytaj resztę, to zrozumiesz, bo z zarzutami nie trafiłeś.

  9. polski czytelnik
    12/02/2011 at 21:07

    Drogi Ruski Traktorze,

    Jestem obecnie w Hiszpanii i z przykrością muszę stwierdzić, że informacje, jakie dostajemy z polskich mediów to żadne informacje, a blog Działu Zagranicznego wypełnia lukę, a raczej przepaść, jaka dzieli nasze media od tych zagranicznych. Hiszpańskie media mówią o Saharze, Senegalu, Sudanie (przypadkowo wszystkie na S..), a w naszych wałkuje się tylko Smoleńsk, reformę służby zdrowia i sprawę Olewnika. Czasem coś wspomną o Egipcie, o jakiejś wizycie zagranicznej i tyle. Super, że Dział Zagraniczny pisze o tym, o czym inni nawet nie wspomną i poszerza punkt widzenia o informacje z krajów, które przeciętny Polak miałaby problemy z odnalezieniem na mapie..

    A wolontariat to fajna rzecz i radzę poczytać również na ten temat, bo mam wrażenie, że Ruski Traktor nie do końca rozumie termin.

    Pozdrawiam i najlepszego z okazji europejskiego roku wolontariatu!

  10. Anonymous
    21/03/2011 at 13:11

    Bardzo dobry artykuł.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: