Home > Uncategorized > Czytaj w kontekście

Czytaj w kontekście

Mam problem z Kubą.

Problem polega na tym, że z jednej strony wiem, że to autokratyczna dyktatura i chciałbym, żeby bracia Castro wreszcie zluzowali (Fidel, serio, jak się ma 85 lat, to można wnuka na kolanie bujać, a nie decydować o życiu 11 mln osób). Ale z drugiej działa mi na nerwy, kiedy przedstawia się ją w mediach jak jakiś wielki gułag, normalnie Koreę Północną na sterydach. Bo to po prostu nieprawda i mydlenie ludziom oczu.

Sęk w tym, że jak już ktoś próbuje wyprostować kilka błędnych informacji, albo chociaż pokazać bardziej zniuansowany obraz Kuby, to bardzo łatwo przypiąć mu łatkę obrońcy reżimu i zaślepionego lewaka (a sytuacji nie poprawia fakt, że wielu takich użytecznych idiotów naprawdę głośno gardłuje na rzecz braci Castro). Szczególnie w Polsce, gdzie doświadczenia mamy, jakie mamy.

Tak więc z polskich mediów możemy się np. co jakiś czas dowiedzieć jak bardzo gnębiona jest kubańska opozycja, przedstawiana nad Wisłą niemal jak latynoski KOR i Solidarność w jednym. Nie dowiemy się za to, że opozycjonistów jest dosłownie garstka, że są kompletnie zdezorganizowani, że poszczególne grupy są ze sobą skłócone i kopią pod sobą nawzajem dołki, że ich głównym działaniem jest wyciąganie kasy od amerykańskich dyplomatów w Hawanie (o czym ci ostatni pisali w depeszy z kwietnia 2009 r., ujawnionej przed kilkoma miesiącami przez Wikileaks), przez co zostaje im już mało czasu i energii na faktyczne “opozycjonowanie”, ani że większość z nich to starsi państwo w wieku okołoemerytalnym, przez co kompletnie nie mają pojęcia jak trafić do młodzieży, wśród której większym autorytetem cieszą się nawet zespoły muzyczne jak hip hopowe Los Aldeanos czy punkowe Porno Para Ricardo, albo chociaż blogerzy, jak znana i u nas Yoani Sánchez.

Inny gorący temat to więźniowie polityczni, szczególnie, że przez ostatnie kilka miesięcy reżim wielu z nich wypuścił na wolność (zmuszając zarazem do emigracji). Za każdym razem kiedy mury więzienia opuszcza kilku z nich, możemy się dowiedzieć, że osadzonych pozostaje wciąż wielu innych, a ich liczba (jeżeli w ogóle jest podawana) waha się między kilkudziesięcioma, a nawet 340 osobami (taką ilość podaje chociażby portal Solidarni z Kubą, prowadzony przez Instytut Lecha Wałęsy).
No i wszystko spoko, do momentu, kiedy zadamy sobie trud sprawdzenia tych nazwisk. Bo obok osób autentycznie zaangażowanych w demokratyzację życia na Kubie, prawdziwych opozycjonistów, albo ludzi siedzących za jakieś absurdalne sprawy (np. facet, który dostał wyrok, bo przed domem wywiesił krytyczny wobec Fidela transparent), znajdziemy też pięciu mężczyzn, którzy za kraty trafili, bo chcieli uciec z wyspy, a w tym celu postanowili porwać łódkę z francuskimi turystami i przystawiać im noże do gardeł, grożąc śmiercią, jeżeli nie dowiozą ich do USA, pięciu innych, którzy uzbrojeni w karabinyc maszynowe zaatakowali w 1994 r. posterunek policji i zabili jednego funkcjonariusza, albo dwóch kolejnych, którzy w 1997 r. przeprowadzili na wyspie serię zamachów bombowych, w których ranne zostały zupełnie przypadkowe osoby, a śmierć poniósł włoski turysta.
Powiedzmy sobie wprost, że trzeba by bardzo naciągnąć definicję więźnia politycznego, żeby objęła tych panów.

Tak więc naprawdę ciekawe teksty i wartościowe analizy na temat Kuby, trafiają się w polskich mediach dość rzadko. Ale jeżeli ktoś chce znaleźć rzetelne informacje z wyspy, to niekoniecznie musi uczyć się hiszpańskiego, styknie angielski. Media brytyjskie są dość dobrze ogarnięte, czasem można znaleźć coś ciekawego na blogach prowadzonych przez angielskich i amerykańskich latynoamerykanistów, a wbrew pozorom nawet w USA obraz Kuby niekoniecznie będzie odbiegał daleko od prawdy (no chyba, że ktoś czerpie informacje z Fox News itp.).

KongresProszę wstać, pan dyrektor wchodzi do klasy (Fot. AP)

Piszę o tym wszystkim, bo w zeszłym tygodniu miał miejsce VI Kongres Komunistycznej Partii Kuby. Rzecz bardzo ważna, bo poprzedni odbył się w 1997 r., a to na tych spotkaniach partia ustala (albo klepie wcześniejsze ustalenia) w jakim kierunku pójdzie kraj. Kuba przechodzi właśnie wielkie zmiany, wielu analityków spekuluje, że pójdzie chińską drogą, czyli zachowania komunizmu w sferze ideologicznej i wprowadzenia kapitalizmu w gospodarce. Więc można się było spodziewać jakiś przełomowych decyzji, albo deklaracji.
A wyszło średnio, żeby nie powiedzieć rozczarowująco (np. moim zdaniem mianowanie José Ramóna Machado, 80-letniego weterana rewolucji, na fotel następnego w kolejce do władzy, to zupełne nieporozumienie).

W każdym razie, teraz hurtowo zczytuję analizy i trafiłem na depeszę agencji UPI, w której podają takie dane:

“W tej piętnastce [członków Biura Politycznego – przyp. DZ] pojawiają się trzy nowe twarze, ale tylko jedna kobieta. (…) Komitet Centralny składa się ze 115 członków, spośród których 48 to kobiety (41,7 proc.) a 36 to czarni albo mulaci (31 proc.). (…) Całkowita liczba mężczyzn to 67, a tych którzy są biali 79. Jeżeli chodzi o pozycję polityczną, kobiety, czarni i mulaci wciąż wypadają niekorzystnie”.

No niby tak, chociaż jak się spojrzy na inne państwa latynoskie, to widać, że akurat w tej kategorii Kuba nie wypada tak źle. Ale z ciekawości sprawdziłem, jak to wygląda w kraju, skąd jest agencja UPI, czyli w Stanach.
No więc, na 435 członków Izby Reprezentantów, 363 to mężczyźni (czyli 83 proc.), kobiet jest tylko 72. Biali to 362 osoby (czyli znowu 83 proc.), czarnych jest tylko 42 (9 proc.), latynosów zaledwie 24 (5 proc.), a Azjatów 6 (czyli 1 proc.). Jest 1 (słownie: jeden) indianin.

Jeden Barack Obama wiosny nie czyni.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. 28/04/2011 at 10:45

    a ilu polaków?! to interesuje polskiego czytelnika.

  2. Coletti
    28/04/2011 at 13:25

    @garaż
    Nie wiem czy można powiedzieć, że Polaków, ale wiem, że w Senacie zasiada Lisa Murkowska (córka Franciszka Murkowskiego też senatora z Alaski), John Dingell (oryginalnie Dzięglewicz), który ma korzenie polsko-szkocko-irlandzkie z Michigan, Barbara Mikulska z Maryland i Kirsten Gillibrand ( z domu Rutnik) z Nowego Jorku. W IZ zasiada Dan Benishek z Michigan i Dan Lipiński z Illinois, który ma bodaj polsko-irlandzkie pochodzenie. To są raczej potomkowie polskich imigrantów i pamięci o Polsce jakoś nie kultywują. Kiedyś był jakiś artykuł o amerykańskich politykach polskiego pochodzenia, nieliczni wiedzieli coś o Polsce poza tym, że ich rodzice/dziadkowie stamtąd pochodzili. Nie pamiętam, w którym roku był ten artykuł. Możliwe, że teraz mamy większych patriotów w amerykańskim parlamencie😉

  3. R
    28/04/2011 at 22:59

    Dział Zagraniczny zaskoczył mnie tym art. o Kubie. Stała się mało atrakcyjna z racji swej przewidywalności. Była dla panów z CCCP tym samym czym dla panów USA był Berlin Zachodni. Tyle że CCCP niema, a satelita dalej krąży. Pewnie Dział Zagraniczny właściwie ocenia kurs (podobieństwo do Chin) tyle, że jeszcze parę lat trzeba poczekać by uczestnicy rewolucji odeszli na wieczną emeryturę. Porównanie opozycji do naszej chyba jest mało trafne z racji historii przed rewolucyjnej, a raczej przyczyn jej powstania.
    Bym nie był sobą gdybym nie zareagował na hasło Korea Północna. Jeżeli ktoś chce porównać tę Koreę do jakiegokolwiek innego państwa które istnieje lub istniało to bardzo proszę wskazać te państwo i podobieństwo.

  4. 29/04/2011 at 09:29

    Garaż to chyba akurat ironicznie pisał.🙂 Ale dzięki za taką zbiorówkę, o Benisheku i Dingellu pierwsze słyszę (a może słyszałem, a nie pamiętam).

    W ogóle co do amerykańskich polityków “jakiegoś tam pochodzenia”, to zdecydowana większość z nich czuje się jednak przede wszystkim Amerykanami, podobnie jak obywatele pochodzenia. Latynosi są idealnym przykładem. Większość dzieciaków w drugim pokoleniu jest całkowicie zamerykanizowana. Dlatego prognozy, że w 2050 r. w USA będzie więcej mieszkańców z korzeniami w AmŁac niż Europie nie powinny przerażać nikogo w Iowa – prawdopodobnie jedyna faktyczna zmiana będzie taka, że w statystykach będzie więcej katolików, a styl życia pozostanie z grubsza bez zmian.

    Dwie ciekawostki do powyższego:
    1. Podobno większość Maras w więzieniach w Salwadorze dogaduje się po angielsku.
    2. Od jakiegoś czasu jest taki trend w amerykańskiej pornografii, że kręci się część materiału pod publikę latynoską. Wiadomo – sporo z nich to odbiorcy, a i wśród gwiazd porno jest ich spory odsetek (być może dlatego, że filmy można legalnie nagrywać tylko w Kalifornii i na Florydzie). W każdym razie, przy okazji wyszło na jaw, że wiele z tych zna co najwyżej podstawy hiszpańskiego (żeby daleko nie sięgać: Jenaveve Jolie).

    R:

    Przyznam szczerze, że nie rozumiem tego komentarza. Co ma Związek Radziecki wspólnego z tym, co napisałem? Przecież już od dawna nie istnieje. Nie porównywałem też ich opozycji z naszą, napisałem właśnie, że są zupełnie odmienne. Podobnie z Koreą.

  5. R
    29/04/2011 at 10:05

    Kuba była atrakcyjna dla CCCP i w ich interesie było utrzymywanie tego kraju na poziomie. Od momentu gdy zabrakło wielkiego brata gospodarka przybrała typowy kurs dla systemu centralnie planowanego, są potrzebne zmiany ale starzy “rewolucjoniści” pilnują obecnego porządku. Machado jako wódz nie pozwoli na zmiany jednakże, jeżeli dojdzie do władzy, nie będzie rządził zbyt długo.
    Nie napisałem, że Ty porównałeś opozycje, odniosłem się do słów z wpisu: “…przedstawiana nad Wisłą niemal jak latynoski KOR i Solidarność w jednym.”

  6. marcinescu
    29/04/2011 at 16:35

    @DziałZagraniczny

    Racja trudno pisać o współczesnej Kubie gdyż ja niestety nie skumałem “co autor miał na myśli mówiąc …”

    Zgadzam się że napewno sytuacja niegdy nie jest taka na jaką wygląda i że rzeczywistość zawsze jest bardziej zniuansowana. Ale co miało na celu porównywanie skaładu “parlamentów” czy może bardziej izb przedstawicielskich na Kubie i u “Wielkiego Szatana” ? (nie mam koncepcji jak nazwać tą kubańską grupę)

    Sorki, ale czy to oznacza że rewolucja socjalistyczna się nie udała i została przejęta przez “białych, konserwatystów po 50-tce” czy może że po drugiej stronie zatoki przysłowiowo “bija murzynów”?
    Zgadzam sie że trudno o informacje i że niestety łatwiejszy jest dostęp do “pożytecznych idiotów”
    np. http://www.unitetheunion.org/campaigns/the_miami_five.aspx

    Pamiętając o “dwuznacznym” charakterze amerykańskiej polityki w Ameryce Południowej myślę że jeśli chodzi o Kubę należy być znacznie bardziej ostrożnym.

    Jako początek dyskusji post jest jak najbardziej ok ale jako dzieło skończone, bez dalszego ciągu pozostawia u mnie uczucie niedosytu. I oczywiście dezorientacji.

  7. 04/05/2011 at 09:25

    R:

    Uważam, że mianowanie Machado na następnego w kolejce nie ma nic wspólnego z jakimś ewentualnym przejęciem przez niego sterów – nawet, gdyby przeżył Raúla (jest od niego starszy o rok), to pewnie zdrowie nie pozwoliłoby mu na sprawowanie funkcji szefa zbyt długo. Moim zdaniem to raczej sygnał dla wszystkich tych, którzy po ostatnich reformach spodziewali się, że są zapowiedzią większego poluzowania. Tymczasem dostali jasny komunikat: “Nic się nie zmienia, stara ekipa trzyma władzę i jej nie popuści”.

    Marcinescu:

    “co miało na celu porównywanie skaładu “parlamentów” czy może bardziej izb przedstawicielskich na Kubie i u “Wielkiego Szatana” ? (nie mam koncepcji jak nazwać tą kubańską grupę)”?

    Jakiego Wielkiego Szatana? Kuba to nie Iran.

    Cały wpis jest o tym, że informacje o Kubie są często podawane wybiórczo, czasem z niewiedzy, czasem specjalnie. Pretekstem do jego napisania była część depeszy, gdzie amerykańska agencja informacyjna pisze, że sytuacja mniejszości na wyspie jest wciąż niekorzystna. A mnie się od razu rzuciło w oczy, że owszem, mogłoby być lepiej, ale w porównaniu do innych krajów regionu (i żeby daleko nie sięgać, właśnie USA), to wypada całkiem nieźle.

    I tyle.

    PS Rewolucja nie miała charakteru socjalistycznego, tylko nacjonalistyczny. Reżim stał się komunistyczny dopiero po jakimś czasie.

  8. marcinescu
    04/05/2011 at 10:46

    “Jakiego Wielkiego Szatana? Kuba to nie Iran.” oczywiście że nie jeste to Iran, ale gra w tej samej anty-amerykańskeij lidze, z tąd ta poetyka. Ale że powszechnie wiadome jest, że szatan na Kubie nie istnieje dlatego zgadzam się że moje zapożyczenie mogło być niewłaściwe.

    Przyznaje się również do chwilowego braku “czytania ze zrozumieniem” jednakże jest to powszechne nie jeste mi aż tak wstyd. Po drugie dowodzić to może że ktoś twą twórczość czyta a nawet sie nad nią zastanawia, czasem.🙂

    Pozdrawiam

  9. 04/05/2011 at 16:10

    Czyta teściowa, dlatego nie używam brzydkich wyrazów.

    Pzdr.

  10. marcinescu
    05/05/2011 at 10:24

    takie postscriptum

    http://www.rp.pl/artykul/653032_Partyjna_kariera_wkrotce_takze_dla_geja_.html

    Być może że nie tylko teściowa cie czyta. Sorry ale źródło “tylko” po polsku.

  11. 06/05/2011 at 17:17

    Nie no, wiem, przecież to był żart. Pojawiają mi się tu dane o tym, kto wchodzi, skąd itd. Powtarzających się ip w miesiącu jest ok. 500. Reszta to wejścia z wyszukiwarek na hasła “ganja”, “foty murzynów” itp.

    Tekst w “Rzepie” jest lekko wyjęty z kontekstu. I hasło: “Dzięki wpływowej protektorce homoseksualistom będzie łatwiej wywalczyć pełnię praw niż całemu społeczeństwu swobody obywatelskie” – to znaczy, że co? Że geje i lesbijki będą mogli więcej niż reszta? Co za absurdalne zdanie.

    Ogólnie jest tak, że w tym roku CENEX (czyli właśnie Narodowe Centrum Edukacji Seksualnej, którego Castro jest przewodniczącą) nie świętuje tylko Dnia Przeciw Homofobii (17 maja, bo tego dnia 1990 r. Światowa Organizacja Zdrowia usunęła homoseksualizm z rejestru chorób), ale urządza całomiesięczne obchody. A powtórna próba zliberalizowania prawa w tej dziedzinie nie wynika z reform ekonomicznych, tylko zgrała się z nimi w czasie – Mariela już w 2008 roku zapowiadała, że CENEX będzie próbowała do skutku.

    Zresztą, w Ameryce Łacińskiej sprawa jest na fali, od kilku lat, a szczególnie przez ostatnie dwa, przez kontynent przetoczyła się prawdziwa liberalizacyjna fala, o czym pisałem dla “Wprost”. Wbrew temu, co można by wynieść z tej notki w Rzepie, projekt forsowany przez Castro nie byłby najbardziej liberalnym. Homoseksualne małżeństwa są już całkowicie zrównane w prawach z heteroseksualnymi w Argentynie i Meksyku, w Urugwaju środowiska LGBT mają dokładnie takie same swobody, tylko, że zamiast “małżeństwa” mają “związki cywilne”, tak samo jest też w Brazylii, chociaż tam nie ma nawet “związków cywilnych”, wystarczy udowodnić “wieloletnią kohabitację”. Związki cywilne mają też Kolumbia i Ekwador (chociaż w porównaniu do tych z Urugwaju, są okrojone), a Wenezuela i Chile planują ich wprowadzenie.
    Liberalizacja idzie też o wiele dalej na innych polach (np. w prawie do służby wojskowej).

    I ostatnia sprawa, to że operacje zmiany płci są tylko częściowo finansowane z budżetu, reszta pochodzi z funduszy, jakie CENEX dostaje od międzynarodowych organizacji związanych z ruchem LGBT.

  12. inz.
    24/06/2011 at 10:07

    O Kubie, na dobra sprawe, przeczytalem dotad jedna ksiazke – Jose Torresa, tego bebniarza u Wojtka Jagielskiego w programie z lat 90′.
    I zycie codzienne Kubanczyka, choc jest znacznie latwiejsze niz w KRLD (o ktorej ksiazek przeczytalem sporo wiecej:-), jest trudne i zamkniete w podobnym schemacie – glod, kombinowanie, brak mozliwosci podejmowania decyzji o sobie i o swojej wlasnosci, bo jej nie posiadasz, i kompletny brak nadzieji na zmiane na lepsze, przy wielkiej biedzie, wynikajacej z izolacjonizmu (niech bedzie – takze embarga – ale pamietajmy w jakich czasach zostalo ono nalozone i co sie dzialo wtedy w tamtym kraju). Oraz pilnowanie sportowcow, studentow i muzykow, by wrocili z wyjazdow (instytucja “opiekukuna”).

    Roznica jest zasadnicza – chyba nie ma juz tam obozow koncentracyjnych, w ktorych lubil mordowac przystojny Che, a sportowiec jak nie wroci, nie zabije swojej rodziny. Nie czytalem tez nigdzie o wysylaniu do obozu sasiadow wrogow socjalizmu. Armia na pewno tez jest mniej liczna, jakkolwiek by jej nie przeliczac.

    O Kubie krazy wiele pozytywnych mitow – jeden z nich to swietna sluzba zdrowia i liczba lekarzy na 1000 Kubanczykow. Lekarki zarabiaja tam tak malo, ze wiele z nich sie prostytuuje, aby nie umrzec z glodu. Zachodni lewicowcy widza jedynie szpitale, w ktorych pozyskuje sie dewizy od turystow, a z ktorych nie korzystaja przecietni Kubanczycy. To tak, jakby oceniac zaopatrzenie PRLowskich Iglopolow po zawartosci PEWEXow.

    To takie luzne uwagi – jestem inzynierem, a nie specjalista od Kuby, ale nawet wg mnie ten artykul rzucil kilka zdan sugerujacych, iz Kuba jest nawet ok, a do ok to tam bardzo duzo brakuje. Warto zobaczyc, ilu juz Kubanczykow ucieklo, badz zginelo probujac tego dokonac, a ilu nielegalnie ucieklo z PRLu Polakow, choc to kraj kilka razy wiekszy. I to da nam pojecie, o ile jest tam gorzej niz w Polsce bylo, choc przeciez PRL byl jaki byl (dla normalnych ludzi, nie ludzi bez sumienia i skrupulow). Ale to juz dygresja.

    Pozdrawiam

  13. inz.
    24/06/2011 at 10:10

    Przepraszam za blad prezydencki – “nadziei” oczywiscie powinenem napisac:-/

  14. 28/06/2011 at 12:33

    Chciałbym odpisać trochę więcej, a teraz nie mam akurat wolnej chwili, postaram się najdalej jutro, więc zaglądaj.

    Pzdr!

  15. 04/07/2011 at 08:03

    Przepraszam za zwłokę inżynierze.

    Po pierwsze, nigdzie nie sugeruję, że “Kuba jest ok”. Kuba to dyktatura. Rewolucja braci Castro, która była chyba najlepszym, co mogło tę wyspę spotkać w historii, szybko przeobraziła się w groteskowy reżim, a cenę płacą niewinni mieszkańcy.
    Za to zdecydowanie sugeruję, że sam fakt, że Kuba dyktaturą jest, nie usprawiedliwia dziennikarstwa z tezą. Szczególnie, kiedy to dziennikarstwo udaje obiektywizm. Bardzo często można w polskiej prasie znaleźć artykuły, które tylko i wyłącznie starają się przekonać już przekonanych, że Kuba jest złem wcielonym, a żeby to udowodnić, to coś tam rozdmuchają, coś innego przemilczą itd.

    Podam przykład. Kilka lat temu, w pewnej szanowanej polskiej gazecie pojawił się reportaż z wyspy. Mało odkrywczy, wręcz oczywisty, ale za to bardzo dobrze napisany (ja przynajmniej odczułem przyjemność z lektury). A jak się po kilku tygodniach dowiedziałem od towarzyszącego autorowi fotografa – w większości zmyślony. Wysłano w podróż dwóch nie znających hiszpańskiego chłopców, którzy nie mieli na miejscu pewnych kontaktów, a po angielsku nikt z nimi nie chciał poważnie gadać. Więc tekst jest wypadkową ich ogólnych impresji, różnych lektur i przypadkowych spotkań.
    I teraz taki paradoks. Z jednej strony trudno tamtej publikacji zarzucić jakąś wielką mistyfikację. Powtarza dokładnie to, co powtarzane jest przy każdej okazji, powiela znane już kalki. Jest remixem doskonałym. Ale z drugiej… Po pierwsze, taki tekst powinien się pojawić w konkursie na opowiadanie, a nie jako reportaż w gazecie o pewnej renomie. A po drugie, czy powtarzając liczne inne materiały, taki reportaż mówi nam jakąś prawdę o tamtym miejscu?

    Moim zdaniem nie. Rzeczywistość to nie czerń i biel, to różne skale szarości. I tę szarość widać w relacjach mediów zachodnich. One też informują o represjach wobec opozycji. Ale nie przedstawiają jej jako jakiejś mitycznej siły, przed którą reżim aż drży. Piszą o niezadowoleniu społecznym. Ale nie robią z tego wielkiej interpretacji, że w zasadzie to całe to społeczeństwo jest anytrządowe i to tylko kwestia czasu, kiedy wybuchnie tam coś na kształt arabskiej wiosny.

    Tak więc cały post jest tylko o tym, że przydałoby się więcej rzetelnej informacji w miejsce pisanych pod tezę agitek. I już.

    Pzdr!

    PS A, jeszcze jedna sprawa. Na Kubie jest oczywiście mnóstwo niedoborów. Różni moi znajomi, którzy spędzili tam sporo czasu zawodowo, często narzekali na brak tego czy owego. Nie ma już natomiast tego słynnego głodu, który wielu osobom przychodzi na myśl, gdy mówi się o tym kraju. Te obrazki uchodców, którzy na czym się da płyną na Florydę, bo w domu umierają z głodu, to głównie początek lat 90. Nie jest żadną tajemnicą, że Kuba braci Castro była (i wciąż jest) zupełnie nierentowna (choć amerykańskie embargo nie jest tu bez winy). Dopóki sponsorował ją ZSRR, wszystko jakoś trzymało się kupy. Gdy radzieckie imperium się posypało, tych pieniędzy nagle zabrakło i Kuba zjechała ostro w dół. O tych strasznych dla mieszkańców latach opowiada między innymi “Brudna trylogia o Hawanie” Pedra Juana Gutiérreza – bardzo polecam, lektura jest naprawdę przejmująca.
    W tej chwili oczywiście Kuba takich problemów już nie ma, bo od lat ma nowego sponsora – Wenezuelę. Co się jednak stanie, gdy zabraknie Chaveza? To już pole do bardzo szerokich rozważań, więc może następnym razem.

  16. inz.
    04/07/2011 at 14:13

    Wielkie dzieki za odpowiedz!
    Jak pewnie zauwazyl Dzial Zagraniczny, przeczytalem calego bloga od konca do poczatku🙂

    Pozdrawiam serdecznie i zycze wielu sukcesow

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: