Home > Uncategorized > 48 na godzinę

48 na godzinę

O trwającym w nieskończoność konflikcie w Demokratycznej Republice Konga trudno jest powiedzieć coś szokującego, czego już byśmy nie wiedzieli. Wydawać by się mogło, że dotyczy to też masowych gwałtów (chociażby pierwszy w ogóle wpis na Dziale Zagranicznym był właśnie o tym, że w Północnym Kivu gwałci się coraz więcej mężczyzn). A jednak. Od dwóch tygodni, na zagranicznych portalach roztrząsa się pewien właśnie opublikowany raport. Absolutnie porażający.

“American Journal of Public Health” podaje wyniki badań przeprowadzonych w Kongu przez ekipę dr Amber Peterman. Według nich, na przestrzeni 12 miesięcy w latach 2006-2007, zostało w tym kraju zgwałconych 400 tys. kobiet. Czyli średnio 48 na godzinę! Mało tego, zespół twierdzi, że liczba ta jest niedoszacowana i w rzeczywistości może być jeszcze wyższa.

KongoMatka pociesza swojego synka w mieście Fizi. Była w grupie prawie 50 kobiet, które zostały zgwałcone tej samej nocy przez oddział żołnierzy. Tuż przed tym, zranili jej dziecko w głowę, ciskając nim o ziemię. (Fot. Pete Muller/AP)

Można tej publikacji zarzucić kilka rzeczy (i w istocie, niektórzy tak robią). Na przykład, że skoro badanie kończy się na roku 2007, to znaczy, że nie możemy na jego podstawie wnioskować, jak sytuacja wygląda dziś (czy jest lepiej, czy gorzej), bo przecież lata, które nas od tamtej daty dzielą, były obfite w wydarzenia [a kiedy ostatnio nie było w Kongu roku obfitego w wydarzenia?], które mogły wpływać na wzrost, bądź spadek takich przypadków.
Można też się czepiać, że raport nie jest niedoszacowany, jak twierdzą jego autorzy, tylko wręcz przeszacowany, bo wiele tamtejszych kobiet kłamie, przedstawiając się jako rzekome ofiary gwałtów. Absurd? Niekoniecznie. Otóż pomoc medyczna dla ogółu społeczeństwa jest dość trudno dostępna i droga. Tymczasem – ze względu na nagłośnienie w prasie międzynarodowej problemu przemocy seksualnej wobec kobiet – w regionach takich, jak właśnie Kivu, działa stosunkowo liczba kadra zagranicznych lekarzy, którzy mają za zadanie nieść pomoc ofiarom gwałtów.

Można wymienić jeszcze kilka zastrzeżeń, ale powiedzmy sobie wprost. Nawet gdyby raport faktycznie okazał się przestarzały, przeszacowany itp., nawet gdyby okazało się, że ofiarami padła tylko połowa wymienionych, albo nawet ćwierć, to i tak jest to porażające. 100 tys. zgwałconych w ciągu jednego roku? 12 kobiet na godzinę? Horror.

Na tym niestety nie koniec. Moim zdaniem prawdziwą bombą nie jest bowiem to, czy liczba przed zerami jest bliżej jedynki czy dziewiątki. Tylko to, jak te liczby się rozkładają się na mapie kraju.
I tak, w klasyfikacji przoduje – jak można się było spodziewać – Północne Kivu. Na każde 1000 mieszkających tam kobiet, ofiarami gwałtów padło (przynajmniej raz!) 67. Ale nagle okazuje się, że na liście przed Kivu Południowym (44 ofiary na 1000) niespodziewanie plasuje się Équateur (65 zgwałconych kobiet na 1000 mieszkanek prowincji), region położony na drugim końcu kraju niż targane najgorszymi konfliktami wschodnie pogranicze.
Wnioski? Epidemia przemocy seksualnej już dawno wylała się poza tereny objęte walkami i stała się plagą wśród cywilów. Oxfam informował już o tym w zeszłym roku we własnym raporcie, w którym stwierdzał, że aż 40 proc. wszystkich gwałtów popełnionych w 2008 r., to nie dzieło oszalałych od alkoholu/narkotyków/zapachu prochu partyzantów, tylko właśnie zwykłych, nieuzbrojonych mieszkańców Konga. Badania “American Journal of Public Health” pokazują jeszcze czarniejszy obraz sytuacji – wynika z nich bowiem, że prawie 1/4 ofiar [czyli, trzymając się ich danych, byłoby to niemal 100 tys. kobiet] została w rzeczywistości zgwałcona przez własnych mężów, bądź konkubentów.

I to jest dopiero prawdziwy szok.

Gwalty w KonguKobiety w Kongu są zagrożone nawet przez najbliższych (Fot. Marc Hoffer/AFP)

Jak to interpretować? Skąd taka fala przemocy seksualnej w regionach niezagrożonych konfliktem? Dlaczego kobiety padają ofiarami swoich najbliższych? I – przede wszystkim – co robić, żeby położyć temu kres?
To na razie tylko kilka pytań, które zadają sobie organizacje pomocowe, rządy, analitycy itd. Na razie zadowalającej odpowiedzi brak.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. R
    29/05/2011 at 11:01

    Wszystkie kalkulacje tego typu opierają się o statystykę więc jak chce się podważyć wynik to zawsze się znajdzie punkt zaczepny.😦

  2. wersy
    18/06/2011 at 22:37

    Polski czytelnik juz zdazyl sie przyzwyczaic, ze w tzw. “Afryce” dzieja sie rzeczy straszne, wiec niby czemu mialoby go to ruszac?
    To naturalne, ze wieksza wage przywiazuje sie np. do wydarzen z Bosni, choc tam przeciez i skala byla nie ta, i aktualnosc tez mniejsza.

  3. 07/07/2011 at 14:12

    szkoda tych ludzi

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: