Home > Uncategorized > Harry ofiarą własnego sukcesu

Harry ofiarą własnego sukcesu

Wyobraźcie sobie sytuację, w której ksiądz Rydzyk dochodzi do wniosku, że nie spełnia już oczekiwań słuchaczy i musi oddać stery w Radiu Maryja. Albo, że Owsiak postanawia, że najwyższa pora usunąć się w cień i oddać WOŚP w ręce młodszego pokolenia. No więc właśnie coś takiego się stało, tylko że w cięższej wadze: z kierowania Singapurem zrezygnował Lee Kuan Yew, człowiek który stworzył to państwo i dowodził nim nieprzerwanie od pół wieku.

To tak naprawdę stara informacja, bo z 14 maja, ale Dział Zagraniczny bawił już wtedy zagranico i jakoś nie ogarnął. Tymczasem przejście Lee na emeryturę jest równie ważnym symbolem, co oddanie władzy przez Fidela Castro. Obaj świetnie wykształceni patrioci zaczynali swoje kariery w czasach, które teraz wydają się już prehistorią i obaj przez dziesięciolecia uosabiali swoje ojczyzny. Będąc zarazem swoimi idealnymi przeciwieństwami – Castro jako gorący ideolog i komunista, a Lee jako zimny technokrata i kapitalista.

LeeLee Kuan Yew chwilę przed zamienieniem się w Supersajana (Fot. Reuters)

Kiedy przyszły przywódca przychodził na świat 16 września 1923 roku, Singapur był jeszcze brytyjską kolonią i nic nie zapowiadało, żeby miało się to zmienić. Młodemu Kuan Yewowi, w domu nazywanym pieszczotliwie “Harry”, zapewniono więc porządną brytyjską edukację, przerwaną tylko na krótko wybuchem II Wojny Światowej i japońską okupacją. Natychmiast po jej zakończeniu, Lee wyjechał do Cambridge na studia prawnicze, które skończył z wyróżnieniem. Jednak, gdy w 1949 r. wrócił do domu, atmosfera była dramatycznie różna od tej, którą pamiętał sprzed wyjazdu.

Wojna pokazała mieszkańcom Trzeciego Świata, że biali to nie jakaś rasa panów, a Europa to nie moloch nie do ruszenia. We wszystkich koloniach wrzało, ludzie mieli dość obcej władzy. W Singapurze nałożyły się na to jeszcze konflikty etniczne. Chociaż miasto leży na Półwyspie Malajskim, to sami Malajowie stanowią tu nie więcej niż 15 proc. populacji. Dominują Chińczycy, których jest prawie trzy czwarte. A poza tym są Hindusi, Sikhowie, trochę Arabów i Europejczycy. Napięcie rosło, Anglicy nie mieli innego wyjścia, jak stopniowo oddawać miejscowym coraz więcej władzy.

W takich okolicznościach młody Lee założył z kilkoma kolegami Partię Akcji Ludowej. W pierwszych wyborach z 1955 r. poszło im średnio – zdobyli tylko 3 miejsca na 25 możliwych. Ale “Harremu” wystarczyło tylko tyle, żeby ruszyć po pełnię władzy. W tym czasie Singapurem wstrząsały bardzo brutalne rozruchy i strajki, które – według niektórych historyków – miały być inspirowane właśnie przez Partię Akcji Ludowej, żeby zdestabilizować ówczesny rząd. Podczas gdy ich przeciwnicy wtrącali związkowców do więzień, Kuan Yew najpierw wyczyścił swoje ugrupowanie z wewnętrznej opozycji, a następnie zaczął zabiegać o głosy klasy pracującej.
Strategia okazała się właściwa – w następnym głosowaniu w 1959 r., Partia Akcji Ludowej wzięła pełnię władzy. I już nigdy nie wypuściła jej z rąk.

– Czuję niepokój – powiedział niepewnym głosem Lee, 9 sierpnia 1965 r. To chyba jedyne przemówienie w historii, kiedy przywódca kraju ogłaszającego właśnie niepodległość, zachowuje się, jakby spełnił się jego najgorszy koszmar. Ale wtedy tak właśnie było, a duża część mieszkańców Singapuru, słuchając tego przemówienia płakała.

Dwa lata wcześniej, Wielka Brytania machnęła ręką na daleką kolonię i dała jej prawo do samostanowienia. Lee Kuan Yew natychmiast ogłosił przystąpienie swojej ojczyzny do powstałej trochę wcześniej Federacji Malajskiej, czyli dzisiejszej Malezji. Powód? Chociaż dziś Singapur jest stawiany za wzór sukcesu, wtedy był tylko strasznie śmierdzącym bagnem.
Małe terytorium. Rozrastająca się populacja. Brak jakichkolwiek surowców naturalnych. Malejące przychody z portowego handlu. Coraz większe bezrobocie. Konflikty targające okolicą. W 1963 nikt nie wierzył, że ta mikroskopijna republika może sobie poradzić sama. Nie wierzył w to też Lee Kuan Yew, który uznał, że jedynym ratunkiem jest przyłączenie się do większego sąsiada. Tylko, że teoria sobie, a życie sobie.
Politycy z Kuala Lumpur nie dotrzymywali składanych obietnic. Wystawiali własnych kandydatów w Singapurze, chociaż wcześniej przyrzekali Partii Akcji Ludowej, że tego nie zrobią. Nie luzowali barier ekonomicznych. Nie pozwalali na swobodne przemieszczanie się w poszukiwaniu pracy. Nie chcieli dzielić się pieniędzmi.
Ale najgorsza okazała się kampania rasowa. Kuala Lumpur, obawiając się wpływu Chińczyków z Singapuru na politykę krajową, podburzali tamtejszych Malajów. Co chwila dochodziło do zamieszek i pogromów, przy których rozruchy sprzed lat wydawały się zabawami w piaskownicy.
Wreszcie, widząc że sytuacja może się tylko pogorszyć parlament Malezji jednomyślnie przegłosował wyrzucenie kłopotliwego sąsiada z federacji. Tego samego dnia Lee stanął przed kamerami i ogłosił niepodległość. Singapur został sam ze swoim bagnem.

ZamieszkiRozruchy etniczne w lipcu 1964 r.

Harry uznał, że skoro jego ojczyzna nie poradzi sobie tradycyjnymi metodami, to musi postawić na innego konia. Handel i innowacyjność.
Singapur leży nad Cieśniną Malakka, a to jeden z najważniejszych morskich szlaków handlowych na świecie. I najruchliwszych. Port trzeba było stale powiększać, aż w końcu stał się największym punktem przeładunkowym kontenerów na świecie.
Lee wpadł na pomysł, że tak jak przyciąga towary rzeczywiste, tak może ściągać na miejsce dobra wirtualne. Zaczął od wyplenienia korupcji – urzędnikom państwowym zaczęto przyznawać wynagrodzenia równe tym w sektorze prywatnym. Dzięki temu dziś Singapur jest uznawany za najmniej skorumpowany kraj świata. W dodatku, kiedy sytuacja polityczna dookoła bywała często niepewna (żeby powiedzieć delikatnie), całkowita dominacja Partii Akcji Ludowej dawała inwestorom z Zachodu poczucie, że to wyspa spokoju. Do kraju popłynęła fala pieniędzy.
Zgodnie z zasadą, że pieniądz robi pieniądz, Singapur sam zaczął inwestować. I to w nisze, które zaczęły się bardzo opłacać. Telekomunikacja, informatyka, nanotechnologie, odnawialne źródła energii.

Ale tak naprawdę Lee postawił sobie inny cel: postanowił zbudować naród. I dokonał tego. Konflikty etniczne całkowicie zduszono. Władze zadbały, żeby dzieci różnego pochodzenia obowiązkowo uczyły się w mieszanych klasach, żeby wśród urzędników wprowadzić równowagę etniczną, żeby każda grupa była reprezentowana politycznie (np. prezydentami byli po kolei przedstawiciele każdej z nich), a nawet, żeby nie powstawały etniczne getta. Singapurczycy mieszkają w słynnych wielopiętrowych apartamentowcach budowanych przez rząd. Ale nie można po prostu ot tak kupić sobie w nich mieszkania. Państwowa Rada Rozwoju Mieszkalnictwa bardzo rygorystycznie przestrzega zasady, że bloki i dzielnice muszą być zasiedlone proporcjonalnie.

Strategia poskutkowała. Dziś młodzi czują się przede wszystkim Singapurczykami, a konflikty etniczne i bieda poszły w zapomnienie. I, paradoksalnie, to właśnie sukces Lee przyczynił się do jego porażki.

Singapur jest państwem stosunkowo szczęśliwym, ale bynajmniej nie demokratycznym. To paternalistyczna autokracja, w której lepiej się nie wychylać.

Lee Kuan Yew co prawda zrezygnował z funkcji premiera w 1990 r., ale wcale nie chciał się rozstawać z władzą. Specjalnie dla siebie stworzył stanowisko “Ministra Seniora” i rządził jak dawniej, a w 2004 r. przechrzcił się jeszcze na “Ministra Mentora” i chociaż wciąż pozostał najważniejszą osobą w państwie, to na wszelki wypadek premierem mianował swojego własnego syna (który i tak od 14 lat był wicepremierem).
Choć Harry zawsze był zręcznym politykiem, to dyplomatą pozostawał fatalnym. Jedni mówią, że po prostu jest szczerzy i wali prawdę między oczy, a inni, że raczej nie szanuje odmiennego zdania. Wielokrotnie obrażał przeciwników politycznych. Twierdził, że wyborcy, którzy nie głosują na jego partię będą za to pokutować. Czasami nie potrafił ukryć, że mimo wielkiego planu budowy narodu singapurskiego, według niego samego powinien być to naród o charakterze chińskim. Kiedyś rzucił też uwagą, że “Malajowie nie pasują do Singapuru”.

Życie codzienne w Singapurze to też nie plaża.
Gdyby któryś z czytelników był kiedyś w odwiedzinach i postanowiłby spędzić popołudnie przy skręcie, to Dział Zagraniczny bardzo odradza. Kary są tak poważne, że polska perspektywa więzienia to przy tym jak popołudnie w szkolnej świetlicy. Jedną z nich jest nawet egzekucja przez powieszenie i chociaż stryczek na ogół spotyka tylko dilerów (obowiązuje, jeżeli policja znajdzie u Was 500 g marihuany, Dział Zagraniczny nie zna nikogo, kto by potrzebował tyle na własny użytek), to liczba wykonywanych kar śmierci w Singapurze w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, stawia ten kraj niemal na szczycie tabeli.
Powszechna jest też kara chłosty. Grozi za poważne sprawy, jak chociażby gwałt czy branie zakładników, ale też i za kompletnie niegroźne przewinienia. Lichwa? Karana chłostą. Malowanie graffiti? Chłosta pewna jak w banku. Przekroczenie terminu wizy turystycznej? Ehe, zgadliście: chłosta.
Zakazana jest też pornografia, stosunek seksualny między mężczyznami (lesbijki mogą robić co chcą), czy “niemoralne zachowanie publiczne”. A gdyby ktoś był łowcą absurdów, to warto jeszcze przejrzeć listę wykroczeń, wśród których wysoka grzywna grozi za nie spuszczenie wody w publicznej toalecie. Ba! Do niedawna zabronione było nawet publiczne żucie gumy! Teraz na szczęście, nie wolno jej tylko wypluwać na chodnik.

Obrońcy takiego stanu rzeczy mają bardzo mocne argumenty. Singapur dzięki swoim restrykcyjnym prawom jest niesamowicie bezpieczny. Czysty. Nie dochodzi tu do nadużyć. Wszystko działa jak w zegarku.

To prawda. Ale do głosu dochodzi właśnie nowe pokolenie, któremu niekoniecznie to odpowiada. Ludzie urodzeni po 1965 r. nie pamiętają, że jeszcze do niedawna ich ojczyzna to było zwykłe bagno. Wychowani w klimatyzowanych i czystych mieszkaniach, nie są w stanie zrozumieć, że ich dziadkowie i rodzice tłoczyli się w drewnianych klitkach bez kanalizacji. Trudno im pojąć, że w ich sterylnym mieście dawniej na równi z ludźmi żyły szczury i robactwo.
Młodzi nie pamiętają tamtych lęków i trudów tamtego życia, więc nie mają też kompleksów i nie dają rządzącym kredytu zaufania za wszystko, czego dokonali. Wykształceni i dorastający w zglobalizowanym świecie, odrzucają drakońskie kary za absurdalne wykroczenia, nie tolerują aroganckich wypowiedzi Lee Kuan Yewa i w dodatku chcą żyć w prawdziwej demokracji.

To właśnie ich głosy sprawiły, że Harry postanowił usunąć się w cień. Chociaż Partia Akcji Ludowej znowu wygrała majowe wybory i wzięła 81 na 87 możliwych miejsc w parlamencie, to pełnię władzy zachowała tylko dzięki skomplikowanej i faworyzującej ją ordynacji. W rzeczywistości dostała tylko 60 proc. głosów. I choć z naszej perspektywy wydaje się to naprawdę dużo, to jest to najgorszy wynik tego ugrupowania w historii.

ElektoratŻelazny elektorat Partii Akcji Ludowej posłusznie nie żuje gumy (Fot. Wong/AP)

Lee Kuan Yew ogłosił, że to już koniec. Najwyraźniej nie nadąża za zmianami i czas na polityczną emeryturę. Nie wiadomo tylko, czy stary lis na niej wytrwa. Wciąż będzie przecież zasiadał w parlamencie i niewykluczone, że jeszcze przy kilku okazjach będzie chciał pociągnąć za sznurki z cienia. Choć może jego syn będzie miał wystarczająco dużo silnej woli, żeby oprzeć się ojcu.

Tak, czy inaczej, historia jak zwykle okazała się być przewrotna. Lee Kuan Yew przez pół wieku budował naród Singapuru i jego dobrobyt, tylko po to, żeby na końcu dostać żółtą kartkę właśnie od ucieleśnienia swoich marzeń.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. Kacper
    08/06/2011 at 18:30

    Ale mi się fajnie złożyło, w moim czytniku RSS pojawiły się dwa super wpisy o Singapurze.

    Ten drugi to : http://vagabundos.pl/2011/06/06/pazur-lwa/

    Chciałbym się kiedyś wybrać do Singapuru🙂

  2. 09/06/2011 at 11:56

    Spoko blog. Dodany do RSS, dzięki.

    Pzdr.

  3. fd
    18/06/2011 at 19:16

    Też dodaje do RSS. Ktoś ewidentnie mający wiedzę pisał..Pozdrawiam.

  4. a
    25/11/2011 at 20:37

    Czy mozna po polsku? Pproponuto topWorld je poczytac:Memoirs of Lee Kuan Yew:From Third World To top.(The Singapore Story 1965-2000).Dostepna w jednej z polskich ksiegarni internetowych.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: