Home > Uncategorized > Załatw matkę, zostań milionerem

Załatw matkę, zostań milionerem

Można sobie wyobrazić świat, w którym różne kraje są gatunkami literackimi. Wielka Brytania to dobrze skrojona proza oszczędna w słowa, Włochy są potoczystą poezją, a Japonia to miniaturowe haiku bez zbędnych ozdobników. W tym towarzystwie, Argentyna jest bardzo tanim kryminałem o zabarwieniu gore.

W lutym, Dział Zagraniczny opisywał przypadek Marcela Brandana Juareza. Marcel najpierw ukradł pistolet, potem samochód, a w końcu z pomocą zgromadzonego sprzętu próbował porwać dwóch majętnych biznesmenów. Na szczęście policja schwytała go w ekspresowym tempie. Marcel stał się sensacją dnia i wzbudził przerażenie u sporej części społeczeństwa. Ale nie z powodu nieudanego porwania, tylko tego, co robił wcześniej.
W 1996 r. Juarez dowodził najkrwawszym buntem więziennym w historii Argentyny. Razem z kilkunastoma kompanami – których media z miejsca okrzyknęły “12 apostołami śmierci” – najpierw zamordował kilku strażników, potem wziął całą populację kompleksu na zakładników, a gdy władze postanowiły wziąć jego bandę głodem, po prostu zabił kilku innych więźniów, ugotował ich i zjadł. Po tym wszystkim, późniejsze podpalenie całego więzienia i grupowe zgwałcenie wysłanej przez policję negocjatorki, to już tylko szczegóły.
Tak więc to, że w lutym próbował znowu popełnić kolejne przestępstwa, było akurat najmniejszym zaskoczeniem. Za to cały kraj zastanawiał się: jak to możliwe, że masowego mordercę i kanibala w ogóle wypuszczono na wolność?!

JuarezJuarez konsumuje wzrokiem fotoreportera (Fot. Clarin)

Kilka miesięcy później, Argentyną wstrząsa nie mniejszy skandal.

Matki z Placu Majowego to najsłynniejsza chyba na całej południowej półkuli organizacja broniąca praw człowieka.
W latach 1976-1983 krajem rządziła junta wojskowa, a z ulic i domów znikały tysiące działaczy nielegalnej opozycji. Lwia część z nich dosłownie przepadła jak kamień w wodę (po latach okazało się, że wielu zrzucano z samolotów do oceanu): nikt nic nie wiedział, nikt nic nie słyszał, nikt nie chciał powiedzieć ich zdesperowanym rodzinom, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczą swoje dzieci. To właśnie wtedy protestować postanowiły ich matki. Kobiety spotykały się w każdy czwartek na Placu Majowym – gdzie mieści się siedziba rządu – i okrążały go kilkakrotnie w milczeniu, wysoko nad głowami trzymając zdjęcia swoich bliskich. Zdjęcia tłumu przedwcześnie postarzałych kobiet w nieodłącznych białych chustach na głowie pojawiały się na czołówkach gazet całego świata. Dzięki swej wytrwałości i nieustępliwości doprowadziły do ujawnienia prawdy o mordowanych przez reżim ofiarach.

Dziś, po wielu latach, Matki wciąż działają. Ale to już zupełnie inna organizacja niż w czasach dyktatury. Ruch podzielił się na dwie grupy.
Pierwsza działa jak dawniej, skupiając się na ustalaniu co stało się z zaginionymi, oraz dziećmi, które część uprowadzonych działaczek opozycji rodziła w więzieniach, a które później były przez reżim oddawane do adopcji zwolennikom wojskowych.
Za to druga poszła w zupełnie innym kierunku. Stery przejęła tu Hebe de Bonafini, postać – delikatnie mówiąc – kontrowersyjna. Kobieta wydała pod szyldem Matek zbiór myśli Saddama Husajna, wielokrotnie krytykowała śledztwo w sprawie tragicznego zamachu bombowego na żydowskie centrum kulturalne w Buenos Aires w 1994 r. (zginęło w nim 85 osób), biorąc stronę oskarżonego o zamach Iranu, a po 11 września 2001 r., wychwalała porywaczy samolotów i twierdziła, że w ten sposób “pomścili inne ofiary”. W Polsce z największym oburzeniem zapewne spotkałyby się jej liczne wypowiedzi, że Jan Paweł II “trafi do piekła” (w domyśle: za rzekome wspieranie argentyńskiej dyktatury).

Ale w parze z niewyparzoną gębą, idzie łeb do interesów. Hebe przekształciła swoją odnogę Matek w maszynkę do robienia pieniędzy. Stowarzyszenie ma między innymi restaurację tuż koło siedziby parlamentu, popularną księgarnię, własną stację radiową i gazetę, a nawet… prywatny uniwersytet.
To jednak mały pikuś, przy ostatnim przedsięwzięciu Hebe i spółki. Matki wzięły się bowiem za budownictwo. Rozpoczęły program o nazwie “Wspólne Marzenia”, w ramach którego zobowiązały się postawić tanie domy dla najuboższych mieszkańców Buenos Aires. Ministerstwo Planowania Federalnego wydało na jego sfinansowanie równowartość 300 mln dolarów. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie informacja, że spora część tych pieniędzy poszła nie na cegły i zaprawę, tylko luksusy. Z których korzystał jeden człowiek.

Sergio Schoklender to prawa ręka Hebe, jej najbliższy współpracownik, którego – według własnych słów – traktuje jak syna. Mężczyzna pracował jako główny prawnik Matek i z ich ramienia zarządzał projektem budowlanym. Do zeszłego miesiąca, kiedy złożył rezygnację po tym, jak media ujawniły dziejącą się korupcję.
Okazało się bowiem, że Schoklender nie tylko zleca prace wykonawcze z ramienia Matek. Jest także większościowym udziałowcem w firmie budowlanej, która realizuje projekt, a z którą przecież… sam podpisał umowę. Wyszło też na jaw, że ta właśnie firma zdecydowanie zawyżała koszty wykonastwa, co bez mrugnięcia okiem akceptowały Matki, w imieniu których wypowiadał się nie kto inny, jak właśnie Schoklender. Bank Centralny właśnie bada niektóre opiewające na miliony pesos czeki, które okazały się nie mieć żadnego pokrycia w rzeczywistości. Przedsiębiorstwo budowlane nie opłacało też obowiązkowego ubezpieczenia swoich pracowników, a ci ostatni skarżyli się, że od jakiegoś czasu nie dostają wynagrodzeń.
Tymczasem sam Schoklender ostatnio nie krył się ze stołowaniem w najdroższych restauracjach, brylowaniem na eksluzywnych przyjęciach, oraz płaceniem za luksusowy jacht i prywatny samolot. Po wybuchu skandalu tłumaczył się, że dorobił się fortuny na wynalazkach technicznych, których jest autorem. Media sprawdziły ten trop – w rzeczywistości Sergio nigdy nie opatentował nawet nowego typu śrubki.

Wszystko to bardzo interesujące, ale tak naprawdę Dział Zagraniczny wprowadził w osłupienie inny szczegół tej historii. Otóż jeszcze dekadę temu, Sergio Schoklender odsiadywał w więzieniu karę dożywocia za to, że z zimną krwią zamordował swoich rodziców.

Tak. Nie pomyliliście się przy czytaniu.

BRUTALNIE.

ZAMORDOWAŁ.

WŁASNYCH.

RODZICÓW.

I dostał dożywocie.

SERGIO SCHOKLENDER30 lat temu załatwił jedną matkę, a teraz wszystkie (Fot. El Tribuno)

To była jedna z najsłynniejszych spraw sądowych w Argentynie.

30 maja 1981 r. policja z lokalnego komisariatu w Belgrano – zamożnej dzielnicy Buenos – dostaje zgłoszenie. Na jednej z ulic stoi zaparkowany bordowy dodge, z którego raz za razem kapie krew. Pod samochodem utworzyła się już całkiem spora jej plama.
Funkcjonariusze jadą na miejsce i siłą otwierają bagażnik pojazdu. W środku znajdują dwa ciała w pidżamach. Kobieta i mężczyzna mają zmasakrowane głowy, ale śledczy szybko ustalają, że to Mauricio Schoklender i jego żona Cristina. On był znanym w mieście, powiązanym z rządzącą juntą inżynierem, który zajmował się dużym biznesem, a prawdziwe pieniądze robił na produkcji elementów uzbrojenia. Żona zajmowała się domem i wychowaniem córki, oraz dwóch synów: Sergia i Pabla. Obaj uciekli z miasta i stali się głównymi podejrzanymi. Policja ujęła ich już pięć dni później. Przyznali się do winy.
Sergio zeznawał przed sądem, że obaj z bratem byli przez lata maltretowani psychicznie przez rodziców. Według niego, matka była alkoholiczką, w dodatku uzależnioną od kilku leków, po których kompletnie traciła nad sobą kontrolę. Obu synów miała wtedy wyzywać i bić, a Pabla próbowała w dodatku molestować seksualnie. Chłopak uciekł w końcu z domu, ale w feralną noc pojawił się spowrotem, żeby zobaczyć się z Sergiem. Bracia rozmawiali w salonie, kiedy wtargnęła do niego obudzona matka, znowu pod wpływem środków odurzających. Wywiązała się szarpanina, dzieci miały stracić nad sobą kontrolę i tak długo bić po głowie czymkolwiek, co mieli w ręku, aż stało się jasne, że kobieta nie żyje. Obaj natychmiast postanowili, że zabiją też ojca. Weszli po cichu do jego sypialni, założyli mu na głowę foliową torebkę i zaczęli dusić. Dla pewności, jemu też zmasakrowali twarz. Później oba ciała wrzucili do bagażnika i uciekli.

Starszy o trzy lata Sergio, postanowił kryć brata i całą winę wziął na siebie. Pabla faktycznie wypuszczono, ale prokuratura złożyła zażalenie na wyrok i niedługo potem sąd nakazał powtórne zatrzymanie młodszego Schoklendera. Za późno – zdążył już uciec z kraju i ukryć się w Boliwii. Zatrzymano go i wydano Argentynie dopiero 8 lat później.
W więzieniu Sergio podjął naukę i w rezultacie skończył studia prawnicze, a Pablo napisał książkę o zbrodni, na podstawie której nakręcono potem film.
Mimo, że obaj dostali dożywocie, to w wyniku różnych kruczków prawnych, obaj zostali w końcu wypuszczeni na wolność. Starszy już w 1995 r., młodszy sześć lat później.

Dziś nikt nie wie, w jaki sposób Sergio nawiązał kontakty z Hebe de Bonafini. Byłe działaczki Matek z Placu Majowego, których drogi rozeszły się z kontrowersyjną liderką, twierdzą że kobieta odwiedzała go jeszcze podczas odsiadki. Być może wcześniej nawiązali kontakt listownie, a być może w inny sposób, pewne jest tylko, że Hebe, która podczas rządów junty straciła dwóch synów i synową, zaczęła w pewnym momencie traktować Schoklender jak własne dziecko. Dziś nie chce się w jego sprawie wypowiadać, wody w usta nabrali też inni jej współpracownicy.

Tymczasem reszta kraju na nowo przeżywa sprawę dawnego morderstwa.

To jednak nie koniec makabry.

belsunceMaría Marta García Belsunce, ofiara jednej z najbardziej tajemniczych zbrodni w Argentynie (Fot. El Siglo)

Tak się bowiem składa, że akurat kilka tygodni temu wyszły na jaw nowe szczegóły innej głośnej zbrodni, znanej jako “Sprawa Belsunce”. Jest na tyle skomplikowana, że Dział Zagraniczny ograniczy ją do kilku najważniejszych informacji.

María Marta García Belsunce, z wykształcenia socjolog, córka znanego sędziego, od lat angażowała się w najróżniejsze akcje społeczne. Wspierała finansowo sierocińce i walczyła z przemocą wobec dzieci. Błyskotliwa i dowcipna, była lubiana w towarzystwie. W październiku 2002 r. wyższe sfery Buenos Aires pogrążyły się w smutku na wieść o jej nagłej śmierci.
Początkowo wszystko wyglądało bardzo normalnie. Według doniesień prasowych, jej mąż znalazł ją nieprzytomną pod prysznicem i natychmiast wezwał karetkę. Mimo prób reanimacji, Marii nie udało się odratować. Dzień później rodzina urządziła czuwanie przy trumnie w domu i kobieta została szybko pochowana. Na tym sprawa by się skończyła, gdyby nie dociekliwy prokurator.
Śledczego zainteresował przebieg zgonu, przejrzał dotyczące je dokumenty i połapał się, że część informacji sobie przeczy. Ruszyło śledztwo, zwłoki zostały ekshumowane i okazało się, że… w głowie tkwiło pięć kul.
O morderstwo oskarżono początkowo męża (i nawet wsadzono za kratki), ale ujawnione w maju nowe dowody wskazują, że zabójcą mogła być też przyrodnia siostra Marii. Na tym jednak nie koniec, bo sprawa jest tak zagmatwana, że w kręgu podejrzanych znajdują się też drugi przyrodni brat, brat “pełny”, szwagier, ojczym, lekarz, sąsiad, a współudział mogła mieć nawet jej prywatna masażystka.
Mało tego! Spisek musiał być naprawdę silny, skoro zdołano w tak krótkim czasie uprzątnąć miejsce zbrodni, pozbyć się dowodów i sfałszować akt zgonu (czyżby zamieszana była cała załoga karetki?).

Sprawa pozostaje wciąż nierozwiązana i z każdym miesiącem wydaje się zagmatwana coraz bardziej.

Dział Zagraniczny ma tylko jeden komentarz: Argentyno, seriously, WTF?!

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. Tomek
    09/06/2011 at 18:16

    Na to można tylko powiedzieć, że to się w pale nie mieści.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: