Home > Uncategorized > Skok bez spadochronu

Skok bez spadochronu

Sebastián Piñera, prezydent Chile, lubi sobie polatać. Stać go: jako jeden z najbogatszych ludzi w kraju, do objęcia urzędu miał 30 proc. akcji LAN, jednej z największych linii lotniczych na kontynencie (po ślubowaniu sprzedał). Ale na tym Sebastianowi wcale nie dość – gdy mu się nudzi, siada za sterami prywatnego helikoptera i leci w nieznane. Zaledwie w styczniu wywołał spory skandal, awaryjnie lądując swoją maszyną na środku ruchliwej autostrady, jakieś 200 km na południe od stolicy.
– Zabrakło mi paliwa – tłumaczył się rozbrajająco.
Najwyraźniej ostatnio doszło mu jeszcze jedno hobby: skoki ze spadochronem. Piñera poszybował w dół 9 miesięcy temu i wciąż spada. Z każdym tygodniem jest coraz niżej, ale wciąż jeszcze nie otworzył plecaka. Nie wiadomo nawet, czy w ogóle ma jakikolwiek spadochron.

Pinera i gornicyCzłowiek który pikuje w dół jak kamikadze, pierwszy z prawej (Fot. Reuters)

Chodzi oczywiście o sondaże. Gdy w styczniu 2010 r. Piñera wygrywał wybory jako pierwszy prawicowy kandydat od obalenia dyktatury Pinocheta, jego przewaga była minimalna (51 proc. głosów) i większość analityków była zgodna, że sukces zawdzięczał w zasadzie tylko temu, że jego rodacy byli już najzwyczajniej w świecie zmęczeni rządzącą od 20 lat lewicą. Nikt nawet w żartach nie wróżył, że mógłby zdobyć poparcie choćby zbliżone do tego, jakim cieszyła się odchodząca z urzędu Michelle Bachelet, najpopularniejszy polityk w historii kraju. Ale wtedy Chile niespodziewanie nawiedziły dwie katastrofy, które wystrzeliły nową głowę państwa w powietrze.
Najpierw, w lutym, kraj zdewastowało największe trzęsienie ziemi od pół wieku. Piñera, wtedy jeszcze jako prezydent elekt (ślubowanie miał dopiero w następnym miesiącu), zareagował błyskawicznie. Obleciał swoim helikopterem wszystkie najbardziej dotknięte przez kataklizm rejony, aktywnie włączył się do akcji ratunkowej, obiecał szeroki plan pomocy ofiarom i nie zapominał, żeby w każdym momencie mieć przy sobie choć jednego fotografa. Prawdziwy przywódca i to w momencie, kiedy naród najbardziej go potrzebuje. A w kilka miesięcy później, pod ziemią utknęło słynnych 33 górników, o których trąbiono dzień w dzień nawet w Polsce. Gdy na powierzchnię wyciągano ostatniego z nich, Piñera już czekał, żeby uścisnąć go w błysku fleszy. Jego notowania w sondażach dosłownie eksplodowały. Gdyby wtedy mogli, Chilijczycy wybraliby go papieżem i miss świata jednocześnie.

Fast forward o jeden okres ciążowy do przodu i sondaże przenoszą nas w zupełnie inną rzeczywistość. Badanie instytutu Adimark pokazuje, że prezydenta popiera tylko 31 proc. respondentów. 60 proc. ocenia go źle. Zdaniem wyborców, jedyna dziedzina, w której rząd sobie radzi, to polityka zagraniczna.

Sondaze

Skąd taka drastyczna zmiana? Bo od akcji ratunkowej górników, rząd zalicza wpadkę za wpadką.
Podczas kampanii wyborczej, Piñera obiecywał, że jako jeden jako prezydent utworzy milion nowych miejsc pracy. Chociaż osiągnął niecałą połowę, to i tak ogłosił sukces. Wielu Chilijczyków czuje się po prostu nabitych w butelkę.
W styczniu, położonym najdalej na południe Regionem XII wstrząsały ogromne protesty przeciw podwyżce cen gazu, który w tak zimnym klimacie jest dla mieszkańców jednym z dóbr podstawowych. W Araukanii wciąż toczy się brutalny konflikt pomiędzy rządem a indianami Mapuche, co jakiś czas niepokoje wybuchają również na Wyspie Wielkanocnej.
Plany budowy tam na dwóch rzekach w Patagonii (co prawdopodobnie wiązałoby się z dużym zanieczyszczeniem tych dziewiczych terenów) wzbudziły taki gniew większości Chilijczyków, że wart 3 mld dolarów projekt trzeba było ostatecznie zamrozić.
Tegoroczne demonstracje uczniów i studentów, domagających się lepszego zarządzania edukacją, sparaliżowały stolicę. Piñera zareagował jak zwykle – składając obietnice i nie mówiąc niczego konkretnego.
W dodatku lwia część jego rodaków nie może mu darować, że w proteście przeciwko jego zakulisowym machinacjom w lokalnym związku piłki nożnej, do dymisji podał się Marcelo Bielsa, człowiek który dosłownie w pojedynkę odbudował piłkarską reprezentację i doprowadził ją na Mundial w RPA. W latynoskim kraju to naprawdę nie jest sprawa drugorzędna.

Piñera wykładał się na każdym kroku i już wydawać by się mogło, że niżej w sondażach spaść nie może. A jednak. Jest szansa. Bo po raz pierwszy od 20 lat, strajk ogłosili właśnie górnicy zatrudnieni w państwowym molochu Codelco. Praca stanęła na 24 godziny w kilkunastu kopalniach w całym kraju. Związkowcy nie zgadzają się na reformy, które ich zdaniem, doprowadzą do masowych zwolnień.

Czy polityk, który największe poparcie w życiu zdobył dzięki górnikom, teraz z ich powodu sięgnie dna? Zobaczymy. Na razie, spadochron wciąż się nie otworzył.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. inz.
    13/07/2011 at 10:38

    Trochę tego nie rozumiem. Ewidentnie stara się być gibki (fotografowanie się dla ludu tam gdzie trzeba), ale nie być populistą. Powstało niecałe pół miliona miejsc pracy (WOW!), a ludzie go nienawidzą?
    Może wpis jest zbyt powierzchowny, bo ja odniosłem wrażenie, iż koleś jest skuteczny i potrafi podejmować też niepopularne reformy (górnicy/gaz, zapewne mieli tam dziurę budżetową, jak Polacy?)

  2. 15/07/2011 at 09:38

    O, populistą nie jest na pewno i potrafi podejmować decyzje niepopularne nawet w jego własnym środowisku. Podczas kampanii wyborczej był na przykład jedynym kandydatem, który obiecywał, że jeżeli wygra, to wprowadzi związki cywilne dla osób homoseksualnych (pamiętajmy: kandydat postpinochetowskiej prawicy). I co? W zeszłym tygodniu projekt trafił do parlamentu i wiele wskazuje na to, że w kraju o wiele bardziej konserwatywnym niż Polska, będą mieli taki rozwiązanie lata przed nami.

    W dodatku kilkaset tysięcy nowych miejsc pracy? Ja przybijam piątkę.

    Wydaje mi się, że problem tego rządu to nie tylko to, co robi, tylko jak to robi. Albo jak to przedstawia.
    Po pierwsze, aż 61 proc. badanych przez Adimark stwierdziło, że “prezydent nie jest wiarygodny”. Piñera zapracował sobie na taki wizerunek, dokładając kamyczek do kamyczka. I waga sprawy nie jest tak naprawdę ważna.
    Na przykład, po wspomnianym awaryjnym lądowaniu na autostradzie, od początku nie krył, że sam siedział za sterami helikoptera. Ale kiedy w mediach podniosła się wrzawa, że głowa państwa (a pamiętajmy, że na tym kontynencie dominuje system prezydencki) nie może się samowolnie narażać na takie niebezpiecześtwo, wersja oficjalna bardzo szybko się zmieniła, a winę za pilotowanie wziął na siebie jeden z jego ministrów. Reakcja opinii publicznej była taka, że skoro Piñera kłamie w tak niewielkiej sprawie, to w jakiej jeszcze mógłby skłamać?
    Po drugie, bardzo silne jest poczucie, że ten rząd nie ma żadnego prawdziwego planu działania i reaguje tylko na nagłe zdarzenia (jak górnicy). Plan budowy tam w Patagonii miano przygotowywać długi czas. Kiedy budowę ogłoszono i w kraju wybuchło oburzenie i protesty, prezydent najzwyczajniej w świecie anulował te plany jednym podpisem. I znów: na logikę, protestujący powinni być zadowoleni, że osiągnęli swój cel, ale równocześnie wielu obywateli doszło do wniosku, że w takim razie polityka jest prowadzona ad hoc i nie ma żadnych planów, których by się należało trzymać.
    Wreszcie dochodzi trzeci element, a mianowicie, że Piñera mówi na ogół dużo, ale bez treści. Spójrzmy na ostatnie protesty studentów i nauczycieli. Prezydent obiecał równowartość aż 4 mld dolarów na edukację, ale nie powiedział ani skąd weźmie te pieniądze, ani jak zamierza je wydać, a mówiąc, że należy “zreformować system”, nie zająknął się nawet słowem o tym, jak chciałby to zrobić.

    Czy to wszystko jest wystarczającym powodem, żeby Piñera był bardziej niepopularny niż Pinochet, kiedy oddawał władzę? Moim zdaniem nie. Ale najwyraźniej Chilijczycy uważają inaczej.

    Ciekawa jest tu jeszcze jedna rzecz, o której już nie pisałem w poście, a mianowicie, że na niepopularności rządu wcale nie zyskuje opozycja. W rzeczywistości lewica ma równie wysokie wskaźniki dezaprobaty (nie dotyczy to tylko byłej prezydent Bachelet, wciąż cieszącej się niespotykanym poparciem; konstytucja zabrania natychmiastowej reelekcji, co miałoby chronić kraj przed nową wersją caudillismo, dlatego Bachelet musi pauzować jedną kolejkę, ale jeżeli zdecyduje się startować w następnych wyborach – a partia pewnie ją do tego przekona – to najpewniej wygra już w przedbiegach).
    Zwiększa się za to liczba osób, które nie popierają żadnej strony – to w ostatnich sondażach niemal 1/3 wszystkich badanych!

    Co to znaczy? Szczerze – nie wiem. Poczekamy, zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

    Pzdr!

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: