Home > Uncategorized > Mlekiem i miodem

Mlekiem i miodem

Róg Afryki pustoszy najgorsza susza od 60 lat. Deszcz widziano w tych stronach ostatni raz jakieś 20 miesięcy temu, a synoptycy przekonują, że przed wrześniem nie spadnie ani jedna kropla wody. Głód dotyka już ponad 12 mln ludzi, niedożywionych jest aż połowa wszystkich pięciolatków. W samej tylko Somalii, co miesiąc 15 tys. osób ucieka ze wsi przed pewną śmiercią. Jeszcze przed kryzysem, duża część pasterzy wyprzedawała większość swoich zwierząt, bo nie byli w stanie utrzymać dużych stad – dziś są za małe, żeby można było z nich żyć.
Jest jednak takie miejsce, gdzie podobne doświadczenia sprzed kilku lat dały mieszkańcom sporo do myślenia. I mocno zmieniły ich styl życia.

Somalia suszaONZ ma na dniach ogłosić pierwszą od 1992 r. klęskę głodową w regionie (Fot. Roberto Schmidt/AFP)

Cztery lata temu, wielu mieszkańców dystryktu Kajiado, jakieś 100 km na południe od kenijskiej stolicy Nairobi, myślało, że świat się kończy.
– Miałem ponad dwieście krów – wspomina Ezekiel ole Kiai – Ale wszystkie padły podczas tamtej suszy.
Brak deszczu dał się wtedy we znaki całej Kenii, ale dla zamieszkujących ją Masajów był wręcz katastrofalny: z głodu padło 70 proc. ich krów. A Masaj bez krowy, to już nie Masaj.
Półkoczownicze plemię to wręcz archetyp pasterskiej społeczności. Jego członkowie wierzą, że to bóg dał im bydło i mają obowiązek się nim opiekować (pierwotna wersja mówiła wręcz, że są jedynymi, którzy mają do tego prawo, co usprawiedliwiało krwawe wyprawy łupieżcze na sąsiadów). Podstawą ich diety jest mleko, ale zużywają go na swoje potrzeby stosunkowo niewiele, więc tuczą się na nim cielaki, z których wyrastają potem wielkich rozmiarów krowy. Często upuszcza im się trochę krwi, która – zmieszana z mlekiem – jest świetnym źródłem protein, ale same zwierzęta zabija się na mięso stosunkowo rzadko. W hodowli a la Masaj idzie o ilość – im większe masz stado, tym sam jesteś większy we własnym stadzie.

Dlatego wydarzenia sprzed kilku lat były takie dramatyczne.
– Bez zwierząt, ludzkie ego jest zdruzgotane – wyznaje szczerze inny poszkodowany w tamtym czasie, Larinkoi ole Kone. Z jego 70 krów, pamiętną suszę przeżyły tylko 3. Mężczyzna dramatycznie poszukiwał sposobu, w jaki mógłby wyżywić swoje dwie małżonki i dziesiątkę dzieci. I znalazł: pasieki.
Lokalna organizacja pozarządowa rozwijała akurat program pszczelarski. Warunki są – większość kwiatów, które kupujemy w Europie, pochodzi właśnie z Kenii. Wcześniej próbowano już Masajów przekonywać do urozmaicenia zajęć, ale dumni pasterze gardzili wszystkimi propozycjami. Jednak, kiedy głód zajrzał im w oczy, szybko zmienili zdanie.

Masajowie i miódTeraz Kajiado płynie nie tylko mlekiem, ale i miodem (Fot. Peterson Githaiga/Daily Nation)

Zaczęło się skromnie. Pierwsza grupka chętnych dostała kilka uli i podstawowe przeszkolenie. Na początku nie mieli nawet żadnych strojów ochronnych, więc chodzili zbierać miód tuż przed wschodem słońca, kiedy pszczoły są rzekomo bardziej otępiałe. Co i tak nie uchroniło ich przed setkami użądleń. Nie mieli tej przewagi, co ich konkurencja – mangusty.
– Pierdzą – podsumowują krótko Masajowie.
Mangusty mają mistrzowską taktykę. Po prostu puszczają gazy dookoła ula, a gdy pszczoły zostaną przepłoszone, dobierają się do miodu. Problem złodziei rozwiązały dopiero specjalne zatrzaski, których zwierzęta nie potrafią otworzyć.

Pomysł chwycił. Okazało się, że zbierany co trzy miesiące miód doskonale sprzedaje się w stolicy. Dziś pszczelarstwem zajmuje się ponad 600 Masajów w całym regionie. Zarobki zupełnie przerosły ich oczekiwania, więc nie oszczędzają, tylko wydają wszystko na to, co ich zdaniem najważniejsze – edukację dzieci i… krowy.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. Groza
    15/07/2011 at 23:19

    Zdaje się, że udział Kenii w rynku kwiatowym UE to 25%. Czyli, jeżeli dobrze rozumiem, Kenia sprzedaje najwięcej, ale większość kwiatów na rynku jednak z niej nie pochodzi.

  2. 18/07/2011 at 09:06

    Masz rację, właśnie sprawdziłem. 1/3 europejskiego rynku to kwiaty kenijskie, czyli tak, jak mówisz: sprzedają najwięcej (jeżeli chodzi o kraj pochodzenia, bo to jednak w większości nie są firmy miejscowych), ale nie mają większości rynku.

    Dzięki za czujność.

    Pzdr.

  3. madrugada
    30/07/2011 at 09:23

    właśnie niedawno wróciłam z etiopii – na południu, w dolinie omo, przy granicy z kenią i w ogadenie (o somalli już nie mówiąc) – susza. dramat.
    przyjaciele z północy mówią o śmierci amy i o katastrofie (?!) w norwegii.
    my, tu na południu, mówimy o suszy w somalii.
    ew/madrugada

  4. 09/08/2011 at 21:25

    U nas w prasie sezon ogórkowy, więc Somalia też się jakoś przebiła.

    PS Pozdro dla Zanzibaru. Czytam ja, czyta i moja dziewczyna.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: