Home > Uncategorized > Andrzej Zaucha prezydentem

Andrzej Zaucha prezydentem

O Haiti można powiedzieć wiele złego. W zasadzie, jeżeli się zastanowić, to można powiedzieć praktycznie tylko złe rzeczy. Bieda, przemoc, korupcja, bezrobocie, analfabetyzm. To kraj, z którego mieszkańcy uciekają nawet na Kubę, która – powiedzmy sobie szczerze – nie jest powszechnym marzeniem emigranta.
Jeżeli jednak chcielibyśmy koniecznie rzucić jakiś komplement pod adresem tego kraju, to ten na pewno pasuje: Haiti knows how o party.

To będzie krótki post, nie ma się co rozwodzić. Chodzi o to, że prezydenckiej rodzinie idzie śpiewająco. Dosłownie.
Michel Martelly rządzi krajem od maja. Ale zanim rok wcześniej wygrał wybory, na ulicach Port-au-Prince znany był po prostu jako Sweet Micky. I każdy taksówkarz w mieście miał przynajmniej jedną jego kasetę w samochodzie.

Sweet MickyDział Zagraniczny głosowałby na tego kandydata

Sweet Micky przez lata był dla Haiti tym, czym dla Polski byłby Andrzej Zaucha, Piasek i Ryszard Rynkowski, gdyby dało ich się połączyć w jedno.
Zaczynał dwie dekady temu, rewolucjonizując kompas, narodowy styl muzyczny Haiti. Podobny do merengue (chociaż akordeon nie odgrywa tu nawet w połowie tak ważnej roli), jest jednak wolniejszy, a jego cechą szczególną jest charakterystyczny rytm bębnów. Od połowy XX w. wykonywały go dość liczne zespoły, aż w latach 80. syntezatory Casio poleciały w dół z ceną i rynek przeżył inflację. Każdy, kto był choć trochę muzykalny i miał parę groszy na keyboard, mógł skrzyknąć trzech ziomków i założyć kapelę. A dla właścicieli klubów, dwa razy mniejszy koszt za chłopaków, którzy zagrają to samo (choć może z nieco bardziej syntetycznym dźwiękiem), był jak dar z nieba. Wkrótce całą wyspę opanowała Nouvelle Génération, na czele której stał właśnie Sweet Micky.
Martelly zaczął mieszać tradycyjny kompas z disco, które w Stanach właśnie zastępowało funk, a potem dodawał elementy salsy, reggae, soca czy zouk. Nie byłoby jednak sukcesu, gdyby nie teksty. Prześmiewcze, łączące kabaret z poważnymi obserwacjami socjologicznymi, podane w ostrym, czasem po prostu wulgarnym sosie. Micky potrafił komentować otaczającą go rzeczywistość jak nikt inny. A przede wszystkim, wiedział jak śpiewać o dziewczynach i do dziewczyn. Stąd “Sweet”. Po kraju szła fama, że na scenie robi show jak nikt inny, więc na koncerty waliły tłumy. Efekt? Każdy kolejny singiel stawał się natychmiastowym hitem. Najbardziej znanym poza granicami Haiti, jest chyba “Pa Manyen”:

Co ciekawe, Martelly nigdy nie stronił od władzy. Kumplował się z większością klasy politycznej, przybijał piątki z ludźmi, którzy w takim, czy innym momencie byli zamieszani w zamachy stanu, czy łamanie praw człowieka. Choć równocześnie wciąż potrafił ich ostro krytykować – był jednym z najgłośniejszych przeciwników Jean-Bertranda Aristide’a. Jednak decyzja o tym, żeby kandydować w zeszłorocznych wyborach, dla wielu była prawdziwym zaskoczeniem.
Sweet Micky doskonale wiedział co robi. Na wyspie znał go dosłownie każdy i to od 20 lat. Kojarzył się prawie wyłącznie dobrze, od dawna angażował się w liczne akcje humanitarne, a dzięki całej walizce hitów, nawet nie musiał robić kampanii wyborczej – wystarczy, że w radiu zagrali choć jedną jego piosenkę. Zresztą, wiece, które urządzał i tak bardziej przypominały koncerty, niż mitingi polityczne.
Efekt? Przeszedł do drugiej tury, a tam z łatwością pokonał popieranego przez ówczesny rząd kontrkandydata. Skończył się Sweet Micky. Karierę zaczął Michel Martelly.

Prezydent MartellyCo, jak co, ale mikrofon prezydentowi Haiti niestraszny (Fot. Jim Watson/AFP)

Warto to wszystko przypomnieć, bo na Haiti właśnie wraca Micky. Tyle, że nie Sweet, a Ti. Ti-Micky znaczy bowiem “Mały Micky”, a jego prawdziwe imię to Sandro Martelly. 18-letni syn prezydenta właśnie wydał swoją debiutancką płytę. Pierwszy singiel? Proszę bardzo:

Co ciekawe, to pierwszy solowy album Małego. Wcześniej nagrywał już z bratem, Olivierem (to ten od Big O Productions). Który – oczywiście – też rozwija swoją karierę muzyczną:

Parę lat robi swoje, bracia wyraźnie podrośli od ostatniego hitu:

No i tu niespodzianka. Kogo widzimy przez pierwsze minuty nagrania? Tajest – Wyclef Jean, live and kicking. Niedoszły przeciwnik Martelliego w wyborach.
Wyclef zrobił niesamowitą karierę w Stanach, najpierw z The Fugees, a potem solo. Ale nigdy nie zapomniał o Haiti, skąd wyjechał w wieku 9 lat. Do dziś nagrywa z lokalnymi artystami, wydaje składanki z ich muzyką i jest przewodniczącym Yéle Haiti fundację dobroczynną, wspierającą dzieciaki na wyspie. W zeszłym roku najwyraźniej uznał, że to nie wystarczy i postanowił zrealizować program własnego przeboju:

Jean kumpluje się z Martellim i nie wiadomo, jak by się to odbiło na ich przyjaźni, gdyby musieli rywalizować w wyborach. Na szczęście (?) do tego nie doszło, bo komisja wyborcza zabroniła Wyclefowi startu z powodów proceduralnych (choć, zdaniem wielu, to wybieg, bo urzędnicy wycinali wówczas wszystkich, którzy mogliby zagrozić kandydatowi rządu, Sweet Micky o mały włos też nie został skreślony).

Tak, czy inaczej, Haiti rządzi dziś gwiazda muzyki. Która ma w odwodzie dwie pociechy, będące na najlepszej drodze do zostania gwiazdami. Czy za sukcesem w szołbizie podąży kariera polityczna, śladami ojca? Dopiero zobaczymy, ale w razie, gdyby Haiti chciało odpocząć od rodziny Martellich, to zawsze może sobie wybrać innego śpiewającego prezydenta. Ich najlepszego ziomka.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

PS Jakiś czas temu, wiele nagród zdobył film dokumentalny “Ghosts of Cité Soleil”. Cité Soleil, Miasto Słońca, to najgorszy slums na Haiti. Film opowiada o terroryzujących go gangach, a konkretnie dwóch jego przywódcach, braciach Billym i Haitan 2Pac’u. Obaj się kochają i nienawidzą, obaj są bezwzględni i okrutni, i obaj chcieliby się wyrwać z piekła, w którym przyszło im żyć. Pierwszy – zostając prezydentem. Drugi – nagrywając rap i uciekając do Stanów. Jest taka scena, gdzie dzwoni właśnie do Wyclefa, puszcza sobie na kasecie podkład i rapuje mu do słuchawki, a na koniec mówi: “Wyclef, musisz mi pomóc, bo ja tu zginę”.
Naprawdę warto obejrzeć:

  1. No comments yet.
  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: