Home > Uncategorized > Nie zając, nie ucieknie

Nie zając, nie ucieknie

Powyżej 1400 m n.p.m. nie ma bardziej sfrustrowanego człowieka niż Ram Baran Jadaw. Na tej wysokości mieści się bowiem Katmandu, stolica Nepalu, a Jadaw – prezydent kraju – utknął tam z parlamentem, dla którego słowo “termin” jest najwyraźniej nie do ogarnięcia.

Parlamentarzyści mieli czas do środy, żeby wybrać spośród siebie premiera. “Środa” miała pierwotnie oznaczać poprzednią niedzielę, ale ponieważ się nie wyrobili, Jadaw rzucił im trzy dni w bonusie.
Nepal nie ma rządu, od kiedy poprzedni jego szef – Jhala Nath Khanal – podał się do dymisji równo dwa tygodnie temu. Z funkcji zrezygnował, kiedy dla wszystkich stało się bardziej niż oczywiste, że nie uda mu się doprowadzić do uchwalenia konstytucji, co jest jedynym powodem zbierania się ustawodawców. Bo w rzeczywistości, nepalski parlament nie jest parlamentem, tylko konstytuantą, która powinna jak najszybciej opracować ustawę zasadniczą. “Jak najszybciej” oznaczało do 28 maja. Zeszłego roku. Ponieważ ugrupowania nie doszły do porozumienia, to sprawę odłożono na równo rok. Ale (niespodzianka!), wybrańcy narodu znowu się nie wyrobili. Więc przesunięto termin na 31 sierpnia. Czyli przyszłą środę.
Patrząc na dotychczasowe tempo prac, nikt się nie łudzi, że za tydzień spod prasy wyjedzie świeżutka konstytucja.

JadawPrzy sznurowadle prezydent kraju, gdzie sportem narodowym jest uwalanie terminów (Fot. Outlook India)

– To godna pożałowania sytuacja – stwierdził cierpko Narayan Kaji Shrestha, wiceprzewodniczący ugrupowania maoistów. Które jest głównym powodem przeciągającego się kryzysu.

Pięć lat temu, komuniści mogli się czuć prawdziwymi zwycięzcami ciągnącej się od dekady wojny domowej. W 1996 r. wywołali rewolucję przeciw panującej w Himalajach monarchii i chociaż opanowali kawał kraju, to nie mieli dość siły, żeby zadać ostateczny cios. Konflikt zdążył pochłonąć 15 tys. ofiar śmiertelnych, a ponad 150 tys. Nepalczyków zostało uchodźcami we własnym kraju. Te liczby pewnie rosłyby do dziś, gdyby nie szekspirowska tragedia w pałacu królewskim.

1 czerwca 2001 r., Dipendra, najstarszy syn króla i zarazem następca tronu, wtargnął do sali jadalnej z karabinem maszynowym i otworzył ogień do swoich bliskich. Od kul zginęło dziewięć osób, w tym jego ojciec, matka, rodzeństwo i bliscy krewni. Chwilę później Dipendra zastrzelił też siebie.
Czystka w kolejce do sukcesji utorowała drogę do tronu Gjanendrze, bratu zamordowanego właśnie króla, będącym jego całkowitym przeciwieństwem. Poprzedni monarcha może nie był wzorem cnót, ale po krótkotrwałym flircie z brutalnym tłumieniem demonstracji, zgodził się na ograniczoną demokrację, a potem zaczął się kreować na dobrotliwego ojca narodu i nie używał władzy do nabijania własnej kiesy.
Tymczasem Gjanendra okazał się być chciwym dupkiem. Wyniosły, zarozumiały, opryskliwy i żądny bogactw, przed wstąpieniem na tron zajmował się biznesem. Na hotelach, kasynach, nieruchomościach i uprawie herbaty oraz tytoniu dorobił się takich pieniędzy, że mógłby dosłownie kupić własne państwo. Ale i tego było mu mało. Po koronacji, szybko zaczął powiększać prywatny majątek. W dodatku uznał, że Nepal to jego prywatna własność. W 2002 r. rozpędził parlament, trzy lata później taki sam los spotkał działający “offline” rząd. Gjanendra nakazał armii rozprawić się z maoistami za wszelką cenę, a prawdziwymi ofiarami stali się cywile. Gdy w 2006 r. ludzie wyszli w proteście na ulice Katmandu, najpierw posłał przeciw nim uzbrojonych żołnierzy, którzy zastrzelili ponad 20 osób, a następnie zezwolił na pokazowe spalenie ich zwłok.

To ostatecznie przelało szalę goryczy. Maoiście, widząc osłabienie wroga, ruszyli do ofensywy, a w Katmandu doszło do pospolitego ruszenia. Król starał się jeszcze ratować, ogłaszając, że przywróci demokrację, ale opozycja zjednoczyła się z komunistami i obaliła monarchię. Dwa lata później rozpisano wolne wybory, a biorący w nich udział maoiści mogli ogłosić pełen sukces: zdobyli w nich największą ilość głosów.

Jednak wbrew oczekiwaniom, głosowanie nie zakończyło kryzysu, tylko go przedłużyło.

Maoiści NepalJest taka niepisana zasada, że powyżej pewnej wysokości, miejsce Che na koszulkach partyzantów zajmuje Britney (Fot. Tomas van Houtryve)

Premierem został Pushpa Kamal Dahal, lepiej znany jako Prachanda – “Groźny”. Wieloletni przywódca maoistów nie był się jednak w stanie porozumieć z innymi ugrupowaniami w podstawowej kwestii: co zrobić z byłymi rebeliantami? Tych jest niemało, bo ponad 19 tys. Chociaż formalnie się rozwiązali i złożyli broń w państwowych magazynach, to tak wielka liczba byłych partyzantów bez zajęcia jest oczywistym zagrożeniem dla państwa. Groźny chciał, żeby co najmniej połowę z nich przeszkolić i włączyć do armii rządowej. Na to nie zgodzili się ani generałowi, ani politycy z pozostałych partii (przeciwny był też prezydent Jadaw). Groźny podał się więc do dymisji. I od tamtej pory jest pat.

Maoiści, choć mają większość, to nie jest ona wystarczająca, żeby samodzielnie rządzić. Przeciw sobie mają jednak koalicję mniejszych ugrupowań (w tym przeciwnych im marksistów), również niewystarczająco mocną, żeby skutecznie sprawować władzę.

Od ustąpienia Groźnego, Nepal miał już dwóch premierów, z czego wyłonienie ostatniego (właśnie Khanala, który podał się do dymisji przed dwoma tygodniami), trwało 7 miesięcy i wymagało aż 17 głosowań.

W chwili pisania tego posta, w Nepalu już dawno minęła piąta po południu, więc posłowie mieli oczywiście fajrant. Przed którym nie zdążyli wyłonić spośród siebie nowego szefa rządu. Mają próbować w czwartek rano, ale niewiele wskazuje na to, żeby miało im się to udać.

Nikt nie ma też pojęcia, co z (trzecim przecież) “ostatecznym” terminem uchwalenia konstytucji. Niektórzy parlamentarzyści przebąkują już, że może by tak przedłużyć ten czas o trzy miesiące? Co prawda, w Sądzie Najwyższym toczy się właśnie postępowanie w sprawie legalności takiego ruchu, ale jeżeli nepalscy sędziowie będą mieli takie tempo, jak ustawodawcy, to Dział Zagraniczny będzie mógł wrócić do tematu za rok i pewnie będzie aktualny.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. No comments yet.
  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: