Home > Uncategorized > Dyfuzja

Dyfuzja

W dobie światowego kryzysu gospodarczego, Afryka znalazła jedną gałąź gospodarki, która nie tylko nie notuje spadków, ale wręcz rozwija się na tyle prężnie, że można ją eksportować. Piractwo właśnie przeniosło się z Somalii na drugi koniec kontynentu – do Beninu i Nigerii.

MENDDumny nigeryjski przedstawiciel szkoły, że im głębiej naciągniesz czapkę na oczy, tym mniej jesteś rozpoznawalny (Fot. EPA)

W Rogu Afryki nie spuszczają z tonu. Jak w styczniu podawał Dział Zagraniczny, rok 2010 był dla miejscowych korsarzy rekordowy: przeprowadzili 445 ataków, czyli aż o 10 proc. więcej, niż rok wcześniej (kiedy też wyśrubowali wyższą liczbę, niż wcześniej). Najwyraźniej teraz chcą pobić samych siebie, bo International Maritime Bureau informuje, że w pierwszej połowie 2011 r., zaatakowali już 163 razy (podczas gdy w analogicznym okresie 2010 – tylko 100).

Ich poczynania uważnie obserwują koledzy z pozostałych krajów, a ci z Beninu najwyraźniej postanowili skopiować patent.

Piractwo w Zatoce Gwinejskiej to nic nowego, ale do tej pory ograniczało się do Nigerii, gdzie napędzał je konflikt w Delcie Nigru. Ruch na Rzecz Wyzwolenia Delty Nigru (z ang. MEND) od kilku lat żąda sprawiedliwego podziału zysków, jakie rząd centralny ciągnie z wydobywanej tu ropy naftowej. Żeby wywrzeć na nim większą presję, partyzanci zaczęli w pewnym momencie porywać łodzie z zagranicznymi pracownikami działających w regionie koncernów międzynarodowych. Jak to często bywa w takich przypadkach, interes zwietrzyli też zwykli przestępcy (czasem – co też się przecież zdarza – działający i w partyzantce i chcący sobie dorobić na boku) i napady stały się częstsze.

W Afryce Zachodniej taktyka jest jednak zdecydowanie inna od tej, preferowanej przez piratów z Somalii.
Zakładników biorą tylko bojownicy z MEND, którym są potrzebni do wywarcia politycznej presji. Zwykłym bandytom chodzi tylko o łup, głównie paliwo. Taktyka jest taka, że uzbrojeni piraci podpływają szybką motorówką do wybranego celu i wdzierają się na pokład. Następnie kierują okręt do miejsca, gdzie czeka już ich statek-matka, na który porywacze przepompowują ropę. Na końcu, porwaną jednostkę zwyczajnie porzucają.
Co ciekawe, inna jest też skala agresji. Piraci z Somalii, jeszcze do niedawna byli znani z tego, że nie robią krzywdy uprowadzonym marynarzom. Żądającym okupu, zwyczajnie się to nie opłacało. Korsarze z Zatoki Gwinejskiej nie mają takich skrupułów. W akcji typu “hit and run”, liczy się dla nich tylko materialny łup, więc w razie jakiegokolwiek oporu, są dużo brutalniejsi. Napadniętych marynarzy biją bez litości, dźgają nożami, a ostatnio dwóch zastrzelili.

Wcześniej ataki zdarzały się tylko w okolicach Delty Nigru, ale w tym roku bandyci rozszerzyli swój teren łowów i zaczęli pojawiać się też na wodach Beninu. Zajmująca się ochroną jednostek pływających firma Risk Intelligence podaje, że w ciągu kilku ostatnich miesięcy, lokalni piraci przerzucili się z rabowania benzyny na wielkie ładunki typu cargo. Liczba ataków wzrosła na tyle, że londyńska firma ubezpieczeniowa Lloyd’s Market Association zaklasyfikowała Zatokę Gwinejską do tej samej kategorii ryzyka, co wody opływające wybrzeża Somalii.

Złapani piraciDział Zagraniczny wciąż nie wychodzi z podziwu, że trzeba angażować to co w tle, żeby złapać to, co na środkowym planie (Fot. AFP)

Problemem są już wyraźnie zaniepokojone lokalne władze. Szczególnie te w Beninie, którego duża część PKB pochodzi właśnie z obrotów portowych. Bandytyzm na ich wodach oznacza kłopoty dla mieszkańców w głębi lądu.
– Mnóstwo statków już zaczyna omijać nasz brzeg z obawy na piratów – ubolewał Maxime Ahoyo, szef miejscowej marynarki.

Przedstawiciele Beniniu i Nigerii odbyli serię spotkań między ze sobą nawzajem i z dowódcami amerykańskiej floty, przypisanej do działania w rejonie Afryki. Ci ostatni nie potrafią sobie jednak poradzić z piratami w Somalii, których zwalczają połączone siły NATO, Rosji, Chin i Indii, więc niektórzy analitycy szczerze powątpiewają, czy jakiekolwiek ich działania odniosą skutek w przesiąkniętej korupcją Nigerii.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. P.Ż.
    29/08/2011 at 10:51

    No proszę, pojawiły się reklamy🙂

  2. R
    29/08/2011 at 19:51

    O piratach z Somalii mówi się od lat i zjednoczone siły wydają się być bezradne w tej materii. W sumie, to z tego co kojarzę, ich działania ograniczają się do ochrony tego co przepływa.

  3. sheik.yerbouti
    29/08/2011 at 22:26

    R :
    O piratach z Somalii mówi się od lat i zjednoczone siły wydają się być bezradne w tej materii. W sumie, to z tego co kojarzę, ich działania ograniczają się do ochrony tego co przepływa.

    No cóż, taka ta nasza cywilizacja paskudna, że nie można sobie ot, tak, zastrzelić lub zatopić piratów. Co ciekawe, mimo dużej ilości napadów nadal nie uzbraja się statków handlowych (a co by zaszkodziło parę torped🙂

  4. R
    30/08/2011 at 06:24

    Pewnie te torpedy by się na nic zdały😉 Zaangażowane są dość spore środki, a skuteczność jest mierna, więc może należałoby przemyśleć podejście do zagadnienia.

  5. 30/08/2011 at 08:53

    To trochę inna sytuacja. Siły NATO i spółki (Chiny, Rosja, Indie) operują tylko na wodach międzynarodowych. Dlatego między innymi, chociaż wiadomo gdzie są bazy somalijskich piratów (ba! NATO udostępnia nawet ich zdjęcia), to nie można tak po prostu wjechać tam i zrobić porządek. A władze Somalii też nie mogą tego zrobić, bo nie mają dość siły, żeby wedrzeć się zbrojnie na teren kontrolowany przez inny ośrodek władzy.
    Sytuacji w Nigerii, Beninie i innych państwach regionu jest inna. Tu działają rządy, dysponujące siłą militarną, w których interesie jest przeciwdziałanie takiej działalności. Co więcej, mają do tego możliwości. Pytanie brzmi raczej: na ile skutecznie będą z nich korzystać? Piraci przecież nie działają radośnie solo, tylko pod czyimś ochronnym parasolem. Zanim więc zwalczy się bandytów, trzeba sobie poradzić z endemiczną w tym regionie korupcją.

    Pzdr.

    PS Torpedy też by niewiele dały – po co torpeda na motorówkę?🙂 Siły międzynarodowe doskonale sobie radzą z piratami, którzy po prostu nie mają z nimi szans. Problem w tym, że radzą sobie, kiedy już uda się ich namierzyć. A mówimy o terytorium większym od Europy Zachodniej, które musi patrolować ograniczona liczba okrętów. Stąd taka skuteczność Somalijczyków.
    Zaś co do statków handlowych, to duże firmy coraz częściej wynajmują do ochrony zwykłych najemników, którzy ogniem odpierają potencjalne ataki. O tych obronionych słyszy się rzadziej, ale ostatnio poświęcił im duży reportaż magazyn “Wired”.

  6. wersy
    30/08/2011 at 15:37

    Ale ja w sumie dalej nie wiem, co powstrzymuje Rosjan lub Chińczyków od zbombardowania paru pirackich baz, tak dla przykładu. Jakie realne reperkusje mogłyby ich za to spotkać?

  7. sheik.yerbouti
    30/08/2011 at 21:06

    wersy :
    nie wiem, co powstrzymuje Rosjan lub Chińczyków od zbombardowania paru pirackich baz, tak dla przykładu. Jakie realne reperkusje mogłyby ich za to spotkać?

    Nie sądzę, żeby to pomogło Chińczykom w budowaniu pozytywnego wizerunku w Afryce (w kontrze do (post)kolonialnej Europy). Poza tym ‘pirackie bazy’ to nie tylko herszt piratów z hakiem i opaską oraz jego kamraci przy ognisku, ale tysiące ludzi różnej płci i wieku, inaczej ‘osady’ albo ‘miasta’ – bo gospodarka się tam przecież na tym opiera. Już nie mówiąc o tym, że to terytorium konkretnego państwa (i cóż, że upadłego).

  8. 31/08/2011 at 15:19

    Siły międzynarodowe mają mandat tylko do działań na terenie wód międzynarodowych Zatoki Adeńskiej. Granice nie są sztywno ustalone, ale chodzi z grubsza o “trójkątnopodobny” obszar pomiędzy Jemenem a Somalią. Na terenie tej ostatniej nie wolno im działać, więc mimo, że wiedzą skąd działają piraci, to nie mogą uderzyć w ich źródło.

    Poza tym, jak słusznie zauważył Sheik, bombardowanie nie przyniosłoby niczego dobrego, bo piraci nie działają w pustce. Pisałem o tym tutaj: https://dzialzagraniczny.wordpress.com/2010/12/05/johnny-depp-bez-pudru/

    Pzdr

  9. 31/08/2011 at 15:23

    A! Kompletnie mi to umknęło!

    P.Ż:

    Reklamy kompletnie nie mają ze mną nic wspólnego. To WordPress je wstawia, ja nie czerpię z nich ani złotówki (blog nie powstał po to, żeby na nim zarabiać), ani nie potrafię ich wyłączyć. A kiedy jestem zalogowany, to nawet ich nie widzę.

    Czy ktoś wie, jak się ich pozbyć?

  10. P.Ż.
    31/08/2011 at 16:23

    No to kaszana…

  11. wersy
    01/09/2011 at 11:22

    Ale od kiedy taka Rosja przejmuje sie tym, co jej wolno, a co nie w rozumieniu prawa miedzynarodowego?

    Chiny to jeszcze rozumiem, narazie pozuja na pokojowe mocarstwo i pewnie beda chcialy zachowac taki wizerunek az nie stana sie wystarczajaco silne, UE prawo miedzynarodowe rzeczywiscie krepuje, ale, u diabla, na tych zaburzeniach w handlu miedzynaroowym traci multum panstw, az dziw, ze nikt z tym nie zrobi porzadku.

    Lokalne spolecznosci popieraja piratow, bo widza, ze piractwo = pieniadze dla miasta. Gdyby zobaczyli, ze piraci tak naprawde przynosza nad miasto bomby, cala sympatia by prysla. Zreszta nikt tez nie chcialby byc piratem, gdyby wiedzial, ze skonczy sie to dla niego rychla smiercia – przeciez nie trzeba koniecznie zabic wszystkich zamieszanych w ten proceder, wystarczy ich smiertelnie wystraszyc.

  12. 01/09/2011 at 17:41

    Wersy, można mieć skrajnie negatywną opinię na temat Rosji i rządzących nią polityków, ale uwierz – zbrojne najechanie innego państwa (nawet tak rozbitego, jak Somalia), to nie jest żadne tam małe piwko i żaden kraj nie zdecyduje się na taki krok z łatwością.

    Choć fakt, w ciągu ostatniej dekady zdarzyła się nielegalna w świetle prawa międzynarodowego inwazja na kraj trzeci. Była to agresja w Iraku. W tym niechlubnym posunięciu, braliśmy niestety udział i pamiętam, jak kilka lat temu, będący już wówczas Ministrem Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski, próbował na spotkaniu ze studentami Uniwersytetu Warszawskiego przekonywać, że wszystko było jednak prawnie okej. Co wywołało oburzenie praktycznie całej kadry Stosunków Międzynarodowych tegoż uniwersytetu.
    Rzecz w tym, że chociaż przytłaczająca większość specjalistów w dziedzinie prawa międzynarodowego jest zgodna, że najechanie Iraku było nielegalne, to nikogo nie pociągnięto za to do odpowiedzialności. Cóż, zwycięzców się nie sądzi. Szczególnie, jeżeli wciąż są najpotężniejszym mocarstwem na świecie.

    Prowadzi to jednak do kolejnego pytania. Skoro prawo obowiązuje słabszych (jak niestety można by wnioskować po Iraku), to czemu – jak piszesz – Rosja, Chiny i inni nie najadą Somalii? A odpowiedzią na to pytanie, jest kolejne: a jaki mieliby w tym interes? Czym innym jest wysłanie kilku statków, albo nawet bombowców, a czymś zupełnie innym wysłanie misji wojskowej. Która, dodajmy, ma małe szanse powodzenia w zaprowadzeniu trwałego pokoju.

    W “Polityce” z zeszłego tygodnia, Jędrek Winiecki napisał (a ja wraz z nim) artykuł o sytuacji w Somalii. Pada tam istotna uwaga, że spokój w tym kraju zapanował w ciągu ostatnich 20 lat raz. Był to czerwiec 2006 r., kiedy całe południe kraju opanowała Unia Sądów Szarijackich. Za cenę drakońskich praw – ale akceptowanych przez zmęczonych wojną domową Somalijczyków! – zastopowali trawiącą region przemoc. Jak się skończyło? Pół roku później, za namową USA, kraj najechała Etiopia. Jedna z najsilniejszych armii na kontynencie, w otwartym polu dosłownie zmiotła islamistów. Po czym się wycofała, zostawiając na miejscu rząd emigracyjny, który do tamtej pory nawet nie zapuszczał się do Somalii.
    Nad efektami tej interwencji możemy dziś tylko załamywać ręce.

    I na koniec: piraci to nie tylko rządni kasy bandyci. Fakt, od mniej więcej dwóch lat, somalijskie piractwo przekształciło się w wielki biznes, w który ktoś inwestuje i na nim zarabia. Ale zaczęło się jako rodzaj pospolitego ruszenia w obronie swojej ojczyzny, a ci, którzy dziś wykonują czarną robotę na morzu, to w większości wciąż młodzi mężczyźni, których pociąga nie tylko perspektywa obłowienia się. Dla przytłaczającej większości, to wciąż jedyny sposób, w jaki zapewnią byt swoim rodzinom.
    Jeżeli chce się zwalczyć piractwo na morzu, trzeba najpierw zaprowadzić pokój na lądzie.

    Pzdr.

  13. wersy
    01/09/2011 at 23:12

    To wojna w Gruzji byla w jakikolwiek sposob legalna?

    Stany, zwlaszcza po wpadce w Iraku, w oczywisty sposob nie beda sie unilateralnie porywaly na taka operacje, nawet jesl wybory wygra kolejny Straznik Teksasu”. Tym bardziej, ze przyklad Afganistanu z koleic przekonuje, ze zadne nation building nie ma wiekszych szans na powodzenie, wiec nie ma co liczyc na wsparcie kogokolwiek w dziele podnoszenia Somalii z upadku. Obamie jednak zalezy na zbytnim nie brudzeniu sobie raczek.

    “odpowiedzią na to pytanie, jest kolejne: a jaki mieliby w tym interes?”

    No wlasnie, kluczowe pytanie. Zaklocenie miedzynarodowej wymiany handlowej to bez watpienia spory cios dla swiatowej gospodarki, (na czym traca przeciez wszyscy) a obrona tych szlakow to przeciez raison d’etre utrzymywania floty oceanicznej.

    Powstaje pytanie: czemu nikt nie chce podjac zadnych dzialan? Chinami juz sie zajmowalismy, a reszta? Czyzby Rosjanie liczli na przejscie polnocne?;) O co tu chodzi?

    Nikt przeciez nie mowi o “interwencji pokojowej”, tylko o zwyklym podplynieciu pod pirackie porty i zbombardowaniu ich czy to “nabojami” (:p) z dzial, czy to przy pomocy samolotow. Chodzi po prostu o to, by pokazac, ze piractwo nie poplaca.

    Przykro mi slyszec o sytuacji somalijskich rybakw, ale nic nie jest usprawiedliwieniem do porywania sobie statkow wraz z zalogami. Z tym procederen trzeba skonczyc, a ze obecne prawo miedzynarodowe zdaje sie uniemozliwia ich skuteczne sciganie piratow, (tj. zlapac sie da, ale czesto “trzeba” ich potem wypuscic) no to trzeba je albo zmodyfikowac, albo nagiac.

    Dla mnie to co sie ostatnio dzieje to po prostu jedna wielka kompromitacja, przede wszystkim europejskich, panstw posiadajacych flote. Dlaczego, u diabla, zabiera sie ludziom ich ciezko zarobione pieniadze i buduje wielkie statki (Francuzi chociazby zwodowali w 2001 jeden tylko lotniskowiec za bagatela 3 mld $, planuja kupic kolejny, prawdopodobnie jeszcze drozszy)? Po to, zeby ladnie prezentowaly sie w portach? No, chyba po to, bo jak to sie dzieje, ze gdy przychodzi koniecznosc podjecia realnych dzialan, miliardy te nagle zapadaja sie pod wode?

    Jak wytlumaczyc to, ze europejscy politycy mizdrza sie do bliskowschodnich dyktatorow i wojskowych, zeby powstrzymaly fale uchodzcow, bo oni sami nie sa w stanie ochronic swojego wybrzeza? Dlaczego nie sa w stanie zapewnic swoim flotom handlowym minimum bezpieczenstwa przed banda rzezimieszkow z trzeciego swiata? Czy odeskortowanie boat people z powrotem do ich portu macierzystego lub odstraszenie kilku nedznych piratow jest ponad ich sily? No to ponawiam postulat: zlikwidujmy floty, a za zaoszczedzone miliardy bedzie nas stac nawet na zadoscuczynienie dla Somalii za wszelkie krzywdy, ktorych doznala.

  14. wersy
    02/09/2011 at 00:10

    A, jeszcze jedno:

    “całe południe kraju opanowała Unia Sądów Szarijackich. Za cenę drakońskich praw – ale akceptowanych przez zmęczonych wojną domową Somalijczyków!”

    Co to wlasciwie ma znaczyc? Doszli tam do jakiegos konsensu odnosnie stosowania tego szariatu, czy po prostu sprobowali wprowadzic go sila? Przepraszam klasyczny przypadek dzialania prawa Godwina, ale NSDAP tez opanowalo Niemcy co prawda za cene drokonskich praw – ale akceptowanych przez wiekszosc zmeczonego kryzysem spoleczenstwa! I co, trzeba bylo spokojnie czekac, az ukamienuja wszystkich, ktorym z nieznanych powodow nowe prawo nie odpowiada, a na nas nasla terrorystow? Problem polega na tym, ze Somalijczycy chyba nie do konca przyswoili sobie te lekcje i pewnie beda zmuszeni ten kurs powtarzac, bo jest jeszcze gorzej niz bylo, no ale na to sie nic juz nie poradzi.

    A dzialzagraniczny jaka widzi sposobnosc rozwiazania klopotow sprawianych przez Somalie (bo na rozwiazanie problemow samej Somalii w najblizszym czasie szans raczej nie ma)? Ok, podzial kraju na dajace sie zarzadzac czesci, ale co dalej? Jak uczciwie i skutecznie przekonac ludzi, by przestli parac sie piractwem, jesli nie grozba stryczka?

  15. 05/09/2011 at 09:41

    Wersy, poruszasz bardzo wiele kwestii (jak Inżynier we wpisie o Australii), które wymagają długiego i dokładnego wyjaśniania, a co najgorsze – odpowiedzi na nie nie są jednoznaczne.

    Przykładowo. Zaczynasz od wojny w Gruzji. Wbrew temu, co się często w Polsce sądzi (a wynika to z naszych sympatii do Gruzji właśnie i antypatii wobec Rosji), tamten konflikt był “legalny”. Albo inaczej – winę za jego rozpoczęcie ponosi Gruzja, a Rosja miała prawo zareagować tak, jak zareagowała.
    Problemem jest co innego. Oczywistym pogwałceniem zdrowego rozsądku jest np. to, że Rosja jest w tym miejscu obecna jako “strona neutralna”, a jej żołnierze rzekomo pilnują zawieszenia bronii pomiędzy Osetią a Gruzją. Jest to absurd, bo wiadomo, że Rosja de facto jest zainteresowaną stroną w tym sporze. Ale w wyniku różnych układów, machinacji, dyplomacji itp. formalnie pełni tam taką, a nie inną rolę. I teoretycznie, prawo w tamtym konflikcie stoi po jej stronie.

    Piszę “teoretycznie”, bo musisz też sobie zdawać sprawę, że prawo międzynarodowe jest płynną materią. Niby pewne rzeczy są jasno powiedziane, ale w rzeczywistości stanowią pole do intepretacji. Przykład Iraku – przytłaczająca większość specjalistów zgadza się co do tego, że inwazja była nielegalna. Ale. Gdyby miano to udowodnić, to USA mogłoby w tej sprawie kluczyć latami.

    Oczywiście to, co właśnie napisałem to OGROMNE uproszczenie. Studiowałem stosunki międzynarodowe i przez pięć lat, co roku mieliśmy nowe przedmioty na ten (prawo międzynarodowej, konflikty zbrojne, itd.) temat i uwierz mi – można o tym dyskutować przez wiele godzin, w krótkim poście nie sposób zawrzec prostej odpowiedzi.

    Dlatego wybacz, ale muszę pominąć większość Twoich pytań. Nie dlatego, że są złe, czy głupie. Wręcz przeciwnie – pytasz o bardzo ważne (i interesujące) sprawy, ale właśnie dlatego nie chciałbym ich spłycać do ograniczonej w swojej formie i treści odpowiedzi. Mogę się tylko postarać zahaczać o takie tematy przy okazji kolejnych postów: może skupienie się na szczegółach pozwoli ogarnąć cały obraz.

    Chciałbym się jednak na koniec odnieść do Twoich wątpliwości co do szarijatu w Somalii za czasów Trybunałów. Tak, był konsensus, że mogą płacić taką cenę za spokój. Mogadiszu wygląda dziś jak Warszawa po wojnie. Od 20 lat, kraj jest pogrążony w okrutnym konflikcie. Kiedy wreszcie położono temu kres, zadowoleni byli praktycznie wszyscy. Jeżeli sięgniesz do depesz z tamtego okresu, to przebija z nich ogólne uczucie ulgi. I może jeszcze niedowierzania: jak to możliwe, że udało się tak szybko opanować sytuację?
    Trybunały nie były tak zradykalizowane, jak dzisiaj Al-Shabab, dało się z nimi dyskutować (np. też zakazali oglądania meczów, ale po prostestach zakaz cofnęli).

    Etiopia najechała wtedy Somalię, bo stabilny sąsiad nie pasuje do jej planów. A Zachód dał na to przyzwolenie, bo zareagował w typowy dla siebie sposób, tzn. uznał, że szarijat to złe rozwiązanie i trzeba “tych terrorystów” rozgonić. Efekt? Jeszcze większy burdel niż wcześniej.

    Pytasz, jak zaprowadzić pokój w Somalii. Nie da się odpowiedzieć w jednym zdaniu. Ale warto przypomnieć, że te 5 lat temu, porządek zaprowadzili sami Somalijczycy. A my to rozwaliliśmy, bo nie podobało nam się, w jaki sposób to robią (dodajmy: sami u siebie w domu).
    Może więc, czasem wystarczy pozwolić innym działać po swojemu, a nie siłą narzucać własny model?

    Pzdr.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: