Home > Uncategorized > Wołomin grał w innej lidze

Wołomin grał w innej lidze

Wielkie katastrofy to medale o dwóch stronach. Z jednej jest tragedia tych, którzy tracą w nich rodziny, albo dobytek całego życia. A z drugiej radość tych, którzy będą odbudowywać zniszczone przez nie tereny. Bo wygranie przetargu na takie działania, oznacza z reguły umowy opiewające na dziesiątki milionów. Nie inaczej jest w Japonii. Gdzie, jak się okazuje, wszystkie zlecenia zgarniają organizacje, których szefowie są wydziarani od stóp do głów. I czasem brakuje im kilku palców.

Yakuza bez palcaJeżeli zdrowy na umyśle typ sam odcina sobie palce, to wyraźny sygnał, żeby nie śmiać się z jego koszuli (Fot. Reuters)

Jak donoszą media, Yakuza dosłownie zmonopolizowała odbudowę zniszczonych w marcowym trzęsieniu ziemi terenów. Publiczne zlecenia płyną do nich szerokim strumieniem, a gangsterzy zajmują się wszystkim, od oczyszczania resztek kanalizacji, przez wywóz ton gruzu, aż po budowę nowych domów, szkół, szpitali i innych budynków użyteczności publicznej. Ba! Sprzątają nawet materiały radioaktywne z okolic Fukushimy.

Dlaczego władze przymykają na to oko i pozwalają się bogacić przestępcom? Może dlatego, że kiedy doszło do katastrofy, gangsterzy byli już na miejscu i działali, zanim Naoto Kan zdążył powiedzieć: “Kurde, czuję dymisję”.

Już kilka godzin po pierwszych wstrząsach, do prefektur Fukushima i Ibaraki zaczęły zjeżdżać nieoznakowane ciężarówki z tablicami rejestracyjnymi z Kobe i Tokio. Mężczyźni ubrani w długie, szczelnie zakrywające ciało koszule, zaczęli z nich wyładowywać prowiant, wodę, koce, namioty, latarki, ładowarki do telefonów. Montowali nawet przenośne toalety. Chociaż nie chcieli rozmawiać z mediami i zachowywali się wyjątkowo dyskretnie, szybko wyszło na jaw, że to członkowie Sumiyoshi-kai i Inagawa-kai, odpowiednio drugiej i trzeciej najpotężniejszej gałęzi Yakuzy.

Zdaniem Jake’a Adelsteina, który przez lata pracował w Japonii jako dziennikarz śledczy, przez co poznał tamtejszy świat przestępczości zorganizowanej lepiej od jakiegokolwiek innego obcokrajowca (już po wyjeździe z kraju napisał książkę o tych doświadczeniach – “Tokyo Vice: An American Reporter on the Police Beat in Japan”), tylko w ciągu pierwszych krytycznych momentów po katastrofie, Yakuza wpompowała w dotknięte nią tereny ponad pół miliona dolarów. Wysłała nawet na miejsce swoje “patrole”, które miały dopilnować, by nie dochodziło do szabru.

Nie jest to zresztą pierwszy przypadek, kiedy japońscy przestępcy okazują się skuteczności w działce pomocy humanitarnej, niż miejscowy rząd. Gdy w 1995 r. straszliwe – do dziś zresztą wyjątkowo traumatyczne dla Japończyków – trzęsienie zniszczyło Kobe, pracownicy rządowi okazali się ślamazarni i mało efektywni. Na szczęście, dużo wcześniej przed nimi, na miejscu pojawiała się Yakuza, która skutecznie niosła pierwszą pomoc tym, którzy przeżyli.

Yakuza kąpielHigiena osobista to podstawa prawdziwej gangsterki (Fot. Gideon Mendel/Corbis)

Gdyby ktoś chciał podziękować gangsterom za ich pomoc, to nie będzie miał z tym większych problemów. Yakuza to jedna z najdziwniejszych grup przestępczości zorganizowanej na świecie. Chociaż żyje z nielegalnej działalności, to wiadomo o niej więcej, niż o Thomasie Pynchonie. Dzieli się na kilkanaście dużych grup, a ich nazwy, strefy wpływów i symbole są powszechnie znane. Ba! Mają własne budynki, na których widnieją ich herby, więc trudno się pomylić. Można do nich zadzwonić, można wysłać faks. Samych bandytów, których jest w kraju od 80 do 100 tys., też trudno pomylić z kimkolwiek innym. Ich słynne dziary to małe dzieła sztuki, ale w łaźniach błyskawicznie zdradzają tożsamość ich nosicieli.

Chociaż w 1992 r. wprowadzono restrykcyjne, “antygangowe” prawo, to jego skutki są niewielkie. Przestępcy są widoczni w przestrzeni publicznej, pokazują się na świętach publicznych, twarze ich szefów są powszechnie znane. Chcecie wiedzieć, jak wygląda przywódca Yamaguchi-gumi, najpotężniejszej odnogi Yakuzy? Proszę bardzo:

TsukasaCzłowiek, przy którym Pershing to żart (Fot. Getty)

A tu in motion, wypuszczony z więzienia po odsiedzeniu wyroku:

Chociaż wydawać by się mogło, że wiemy o niej wszystko, co się da, to jednak sama Yakuza o swojej działalności dobroczynnej wypowiadać się nie chce i zaskakująco milczy o powodach niesienia pomocy.

Manabu Miyazaki, japoński pisarz, który bardzo obszernie opisuje w swoich książkach przestępczy półświatek (i ma ku temu naprawdę mocne podstawy: jego ojciec był jednym z przywódców Yakuzy w Kioto), twierdzi, że ta dobroczynność jest absolutnie szczera i spontaniczna. Gangsterzy, rekrutujący się często z najbardziej pogardzanych grup społecznych (np. z kasty burakumin, skupiającej ludzi z zawodów tradycjnie kojarzonych ze śmiercią, takich jak rzeźnicy, grabarze itp.), po prostu wiedzą, co to znaczy być zdanym tylko na siebie i zdaniem Miyazakiego, chcą ulżyć w cierpieniach pokrzywdzonych przez los. Wydawać by się to mogło ckliwym pierdzeniem faceta, który jest bezpośrednio powiązany z tymi, o których się wypowiada, ale co ciekawe, takie samo zdanie mają także ci, którym z wytatuowanymi przestępcami jest zupełnie nie po drodze. Atsushi Mizoguchi, inny pisarz specjalizujący się w tematyce Yakuzy, który jest wobec niej tak krytyczny, że przeżył już dwa zamachy na siebie, także twierdzi, że to nie żaden PR, tylko dobra wola.

Piar, poczucie solidarności, czy miękkie serce, nieważne. Jak widać, miesiące po katastrofie, Yakuza potrafi jeszcze dodatkowo zarobić na swojej dobroczynności. Być może jednak w tym konkretnym wypadku, zwyczajnie jej się to należy. Jeżeli twoja organizacja jest sprawniejsza, niż ta państwowa i skutecznie ratuje ludziom życie, to mały bonus ci się chyba należy.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

PS Dział Zagraniczny uważa też, że jak już się coś w życiu robi, to trzeba to robić z klasą. Bo potem to o tobie będą robić git filmy oglądane na całym świecie, a Wołomin pokaże najwyżej Ryszard Cebula w “Superwizjerze”:

PS2 Dokumentowaniem codziennego życia Yakuzy, zajmuje się od dawna związany z magazynem “Burn” fotoreporter Anton Kusters. Dział Zagraniczny BARDZO poleca jego stronę internetową!

  1. Tomek
    12/10/2011 at 22:26

    Ciekawe jakim czlowiekiem trzeba byc zeby stac na czele czesci takiej organizacji. Bezwzglednym na pewno a poza tym?

  2. Anonymous
    12/10/2011 at 22:33

    Japonska szablą a nie mieczem

  3. Asd
    12/10/2011 at 22:34

    Japonska szabla, a nie mieczem

  4. librax
    12/10/2011 at 23:17

    na pewno inteligentnym ponad przecietna.

  5. librax
    12/10/2011 at 23:18

    Tomek :
    Ciekawe jakim czlowiekiem trzeba byc zeby stac na czele czesci takiej organizacji. Bezwzglednym na pewno a poza tym?

    na pewno inteligentnym ponad przecietna.

  6. Anonymous
    13/10/2011 at 08:09

    sądzę, że przede wszystkim trzeba być wnikliwym i rozumieć zachowania innych ludzi. Dzięki temu wiadomo komu zaufać, z kim można robić interesy, kto będzie posłusznym pieskiem, a kto zdrajcą. Ta sama wnikliwość w ludzie zachowania i odczucia jest chyba źródłem empatii która przyczynia się do niesienia pomocy (poza tym, że można na tym jakoś zbudować image). Pamiętacie jak Pablo Escobar pomagał ludziom ze swojego rodzinnego miasta. Rozdawał pieniądze, budował stadiony. Zgarniał kasę od dilerów koki z całego świata, ale miał swój “dom” w który inwestował pieniądze.

  7. namakemono
    13/10/2011 at 08:31

    Anonymous :
    Japonska szablą a nie mieczem

    Nie szablą, a mieczem ignorancie.

  8. inz.
    13/10/2011 at 10:01

    Polskim gangsterom jeszcze wiele brakuje, z drugiej strony może nie są tak wszechmocni i muszą żyć w ciągłym ukryciu – to jeszcze lepiej.

  9. MinX
    13/10/2011 at 17:23

    @ Asd
    Doucz się, bo masz spore luki. To są miecze, nie szable.

    Swoją drogą, artykuł roi się od błędów, choćby w przypadku rzekomej odsiadki za zabicie mieczem. Tak naprawdę, Shinobu Tsukasa został skazany w 2005 roku za nielegalne posiadanie boni, zaś nigdy nie udowodniono mu zabójstwa Wakagashira (coś w rodzaju prawej ręki Oyaguna, czyli bossa) Masaru Takumi. Wg oficjalnej wersji, to zabójstwo zostało dokonane przez Taro Nakano, będącego stopień niżej w hierarchii. Dodatkowo wywołało to dość poważne komplikacje, bo przez kilka następnych lat nie udało się wybrać nowego Wakagashira, co znacznie osłabiło działania organizacji w niektórych dziedzinach.
    Panu autorowi sugerowałbym powściągnąć cugle wyobraźni i trzymać się faktów.

  10. 13/10/2011 at 17:55

    Masz rację, pomyliłem się. Czerpałem informację między innymi z “Guardiana”, który podaje, że Shinoda odsiedział wyrok 13 lat więzienia za zamordowanie rywala mieczem, ale w latach 70. Tymczasem podlinkowane wideo faktycznie zostało nagrane, kiedy był wypuszczany po skazaniu za sprawę, o której piszesz. Dziękuję za zwrócenie uwagi, już poprawiłem.

    Natomiast co do reszty tekstu, to nie widzę, w których jeszcze miejscach miałby zawierać błędy. Jeżeli ,na co wskazywałby Twój post, jesteś znawcą Japonii i widzisz jakieś rażące przekłamania, to proszę – sprostuj. Będzie pożytek dla wszystkich.

    Pzdr

  11. MinX
    13/10/2011 at 18:47

    Może nazwanie tego błędami było lekkim nadużyciem z mojej strony, ale… Tak na szybko rzucę na widelec dwie kolejne rzeczy, które zwróciły moja uwagę.
    Manabu Miyazaki – Nie tylko po ojcu odziedziczył geny gangstera. Jego matka pochodziła z Yakuzy Osaka, sam zaś mimo tego, że nie jest ściśle powiązany z żadną rodziną, wcale nie jest takim człowieczkiem bez znaczenia. W 1986 został ciężko ranny w strzelaninie między rywalizującymi grupami, zaś później był jednym z głównych podejrzanych w głośnej sprawie uprowadzenia szefa Glico. Sprawdź sobie “Metropolitan Designated Case 114”, albo “Potwór z 21 twarzami”. Co prawda został później uniewinniony, ale bynajmniej nie przez to, że był niewinny. Oprócz pisania książek, facet prowadzi firmę rozbiórkową, która mimo rodzinnych korzeni, tak naprawdę należy do jednej z rodzin Yakuzy (nie pamiętam której, niestety).

    Burakumin obecnie to nie tylko kasta ludzi skażonych kontaktem ze śmiercią, ale również ludzie pracujący w nisko płatnych zawodach. Ciekawostką jest, że Burakumin, to nie tylko kat, grabarz czy rzeźnik, ale też np śmieciarz, (UWAGA!) lekarz (koroner), szewc, rymarz itd. Prawdą jest, że wielu członków Yakuza ma pochodzenie Burakumin, ale to nie jest żadna nowość. W Londynie większość gangów składa się z ludzi pochodzących z tzw lower class. tak samo jest w US, czy Kanadzie. Generalnie, obecne pojęcie Burakumin jest różnie interpretowane, zależnie od regionu kraju.

    Zaś samo działanie Yakuzy w momencie kryzysu, to niezupełnie gest dobrej woli, tylko staranne lokowanie kapitału. Gangsterzy uzyskują silne poparcie społeczeństwa, dzięki temu w dalszej perspektywie mogą liczyć na lukratywne kontrakty, zaś członkowie rodzin ze szczebla administracyjnego cieszą się olbrzymim szacunkiem zwykłych obywateli. Można to nazwać transakcją wiązaną – Yakuza coś daje, oczekuje czegoś w zamian. Poza tym, działania tego typu nie ograniczają się tylko do klęsk żywiołowych. Yakuza dużo czasu i środków inwestuje np w wspieranie najbiedniejszych, zbiórki odzieży, czy dokarmianie bezdomnych. W rezultacie dysponują olbrzymią armią szarych, zwyczajnych ludzi związanych długiem wdzięczności.

    Generalnie Yakuza to temat rzeka, napisano dziesiątki książek i opracowań, a mimo tego, że teoretycznie wiadomo o nich dużo, to tak naprawdę wiemy tylko tyle, ile nam na to pozwolono.

  12. R
    13/10/2011 at 18:57

    Myślę, że mamy troszkę mylne wyobrażenie przestępców wytworzone przez kino made in USA. Czy człowiek na bakier z prawem nie noże okazać czułości, troskliwości lub empatii?
    Przecież mają rodziny o które dbają, mają sąsiadów, którym pomagają i czują się częścią społeczeństwa tak jak my. Jako dziecko wychowywałem się w dzielnicy, rzekłbym, kolorowej. Duża część moich rówieśników siedzi bądź siedziała, a zdarzały się także naloty Milicji potem Policji i CBA.
    Jakiś czas tamu, całkiem niedawno, siedziałem z kumplem w kawiarni i nagle dosiadł się gość z szyją szerszą od wytatuowanej głowy mówiąc “cześć co słychać”. Chwila naszej rozmowy zakończyła się życzeniami dla mojej mamy, która w tamtym momencie zmagała się z ciężką chorobą. Kumpel miał oczy jak 5 złoty, wiedział dokładnie kto to jest. Kim był ten gość? Przede wszystkim kumplem z piaskownicy.
    Nie przeczę, że skala pomocy Yakuzy jest imponująca🙂

  13. 13/10/2011 at 19:34

    Jasne, masz całkowitą rację – o Yakuzie napisano setki książek, ale wciąż nie wiadomo ile prawdy zostaje ukrytej pod powierzchnią. Dlatego zresztą nie wchodzę w ten poziom szczegółowości: to jest tylko blog, a nie encyklopedia. Pisałem o tym w komentarzach przy okazji tekstu o wybielaniu skóry na Jamajce – wolę tylko z grubsza opisać zjawisko, zaznaczyć jego istnienie, a jeżeli ktoś z czytających ma ochotę powymieniać się opiniami na ten temat, to właśnie w komentarzach. Tak samo, jeżeli ma szeroką wiedzę w danym temacie (jak chociażby Ty w przypadku Yakuzy) i albo chce się nią podzielić z innymi, albo mnie poprawić – proszę bardzo, komentarze są też od tego. Ja się nie obrażam, jak ktoś mi zwraca uwagę.🙂

    A wracając do głównego wątku.

    To, że matka Miyazakiego też była z Yakuzy, to wiedziałem, tylko wydało mi się to mniej istotne, bo uznałem, że wyższa pozycja ojca daje mu większe podstawy do pisania o japońskich przestępcach. Wiedziałem też, że był zamieszany w jakieś ostrzejsze sprawy, ale wydawało mi się, że to już przeszłość i teraz żyje tylko z pisarstwa. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie z lektury jakiś wywiadów z nim, które kiedyś wpadły mi w ręce. O tej firmie rozbiórkowej pierwsze słyszę.

    Co do burakumin – to o czym piszesz też jest mi wiadome, a nie pisałem o tym, bo tekście nie ma to tak naprawdę większego znaczenia.
    Ale z ciekawostek z nimi związanych, to pamiętam jak dwa lata temu leciałem do Japonii i szukałem tematów na reportaż. Wpadłem na pomysł, żeby napisać między innymi o nich, bo z tego co czytałem, do dziś spotykają się ze sporym ostracyzmem. I pamiętam, że już na miejscu, kiedy omawiałem ewentualne tematy z moim dobrym ziomkiem, który jest tam dziennikarzem Reutersa, z palcem w dupie skończył elitarny SOAS, mieszka w tej Japonii od lat, mówi z akcentem z Osaki i jest generalnie zblatowany z miejscowymi jak hoho, no więc jak powiedziałem, że chcę zrobić temat burakimin, to tylko pokręcił głową i stwierdził, że nie ma bata, bo o tym nie chcą nawet z nim gadać. Co dla mnie było mocno szokujące, że pomimo tych ogromnych zmian demograficznych i kulturowych, jakie kraj przeszedł po II Wojnie Światowej, to wciąż jest tak silnie negatywna konotacja…

    I już na sam koniec, w sprawie tego, o czym faktycznie jest post.
    Ja też uważam, że działalność humanitarna/filantropijna Yakuzy nie jest w żadnym wypadku bezinteresowna, co właśnie pokazuje opisany przypadek – na miejscu byli pierwsi i spisali się na medal, ale teraz zarabiają na tym kilkukrotność tego co wyłożyli. Także na logikę, skłaniam się właśnie do tego co napisałeś – że to rodzaj inwestycji, który ma się im potem zwrócić i to z nawiązką.
    Ale kiedy piszę, że być może jednak robią to z pobudek serca, to opieram się właśnie na wypowiedziach ekspertów. Miyazaki jest wątpliwym, bo nie bezstronnym, specjalistą, ale skoro jego opinię potwierdza również Mizoguchi i w tym samym tonie wypowiadał się wiosną Adelstein, to przyjmuję, że musi być coś na rzeczy, bo oni wiedzą lepiej.

    I tyle.

    Dzięki za ciekawy wkład.

    Pzdr

  14. Pelmel
    21/10/2011 at 20:36

    Osobiście, sądzę, że działalność humanitarna, bardzo silny pozytywny PR i zbjanie kapitału zaufania wśród populacji jest tym, co _pozwala_ jakuzie otwarcie istnieć. Zyskiwanie indywidualnego długu wdzięczności też jest ważne, ale bez przesady – czy złamałbyś prawo i zaryzykował długi pobyt w japońskim areszcie dla nieznajomego, który kiedyś dał ci zupę lub kurtkę z lumpeksu?.

    Organizację, która organizuje pomoc humanitarną szybciej i skuteczniej od służb państwowych, pilnuje porządku i zapewnia bezpieczeństwo, a do aspiruje do bycia integralną częścią narodowej kultury (‘protection racket that comes with actual protection’), dość ciężko skutecznie ostygmatyzować i wypchnąć z życia publicznego (szczególnie, że negatywne efekty działań Yakuzy wydają się dotykać małego podzbioru populacji)

  15. 26/10/2011 at 17:24

    Coś w tym jest. Trzeba też pamiętać, że Yakuza ma sztywny katalog zasad, których się dość mocno trzyma – to też pomaga budować wizerunek, że “to przestępcy, ale przecież nie przekraczają pewnej granicy”. Choć bywa z tym oczywiście różnie.

    Natomiast fakt, że Yakuza istnieje bez problemu w przestrzeni publicznej, nie oznacza zaraz, że jest jakoś wybitnie w niej akceptowana. W towarzystwie bandytów po prostu nie wypada się pokazywać, ani też oni sami nie są mile widziani w niektórych miejscach/sferach społecznych. Chociażby jest wiele łaźni publicznych, do których osoby wytatuowane mają wstęp wzbroniony.

    Ale tak jak pisał wcześniej MinX, to baaaardzo szeroki temat.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: