Home > Uncategorized > Gorąco na biegunach

Gorąco na biegunach

Podczas gdy oczy całego świata były przez wiele miesięcy zwrócone na gorące konflikty w Libii czy Syrii, w ich cieniu toczyły się inne konflikt, nie mniej ważne, ale znacznie chłodniejsze. Dosłownie i w przenośni, bo chodzi o zdobycie przewagi w Arktyce i na Antarktyce, a żadnej ze stron nie zależy na nagłaśnianiu tego wyścigu.

Grzebie se kijkiem w lodzieGrzebe se kijem w lodzie ku chwale ojczyzny (Fot. European Space Agency)

W czerwcu, gdy ruchawka w krajach arabskich wciąż zbierała cały media kowrydż dla zagranicy, w Buenos Aires odbyła się 34. konferencja państw związanych Traktatem Antarktycznym (albo Układem, jak kto woli). Szczyt przeszedł raczej niezauważony, może dlatego, że obserwatorzy pozarządowi tradycyjnie nie zostali dopuszczeni na jego obrady, a może dlatego, że kupa lodu na drugim końcu świata to żaden temat na czerwony pasek w TVN24. Gdyby więc nie to, że Sekretariat Traktatu Antarktycznego ma obowiązek publikowania w sieci wszystkich przyjętych na obradach dokumentów, opinia publiczna pewnie nie dowiedziałaby się, że Rosja zgłosiła chęć wydobywania minerałów na Antarktyce. Co można z grubsza porównać do sytuacji, gdyby jedno dziecko mówiło innym: “Mama zabroniła bawić się zapałkami, ale mam to w dupie, bo patrzyła wtedy na was, a ja nawet nie kiwałem głową”.

Z grubsza chodzi o to, że Antarktyka jest tak naładowana różnymi minerałami, że jakby ją nakłuć szpilką, to eksploduje jak gejzer. W dodatku, może to i jednak wielka kupa lodu, ale położona tak strategicznie, że każdy chciałby ją mieć. Więc gdy różne rządy zorientowały się nagle, gdzie leżą wisienki, na południe ruszył prawdziwy wyścig: własne ekspedycje wysyłały zarówno państwa leżące w bezpośrednim sąsiedztwie (Argentyna, Chile, Australia, Nowa Zelandia), jak i te, których z Antarktyką nie łączyło nic poza dobrą wolą, czyli chciwością (Wielka Brytania, Norwegia, Francja). Sęk w tym, że żaden kraj nie potrafił zorganizować efektywnej okupacji, więc nie mógł formalnie zagarnąć terra nullius dla siebie. A zatem, zgodnie ze złotą zasadą polityki – “jak nie spełniasz wymagań, to je olej” – roszczenia terytorialne zaczęto uzasadniać a to odkryciem, a to symbolicznym posiadaniem, przyleganiem, a nawet prowadzeniem badań naukowych. A często, wszystkim powyższym na raz.

Na szczęście, w 1959 r. ktoś poszedł po olej go głowy i 1 grudnia podpisano Traktat Waszyngtoński, czyli właśnie ten wspominany wcześniej. Dokument nie stwierdza, kto ma prawo do Antarktyki, tylko “zamraża” dotychczasowe roszczenia i równocześnie zabrania wysuwania kolejnych. W bonusie zakazano też prowadzenia na tym terenie jakichkolwiek działań, albo badań wojskowych, szczególnie z bronią jądrową (Zimna Wojna at its best, y’all). Ale mało tego! Antarktyka to w rzeczywistości najlepiej zachowany ekosystem na świecie, więc postanowiono go chronić już w traktacie, dodając zalecenia dotyczące ochrony jego żywych zasobów. Najwyraźniej uznano, że to niewystarczające, bo w 1991 r. w Madrycie podpisano nową umowę, która wprowadza też całkowity zakaz eksploatacji górniczej i naftowej. No i tu leży pies pogrzebany.

Stronami Traktatu Antarktycznego jest 48 państw, ale 14 z nich nigdy nie ratyfikowało Protokołu Madryckiego. W dodatku, w 2048 r. cały Układ może być zmodyfikowany. Kraje, których roszczenia zostały “zamrożone”, ale nigdy nie odrzucone, coraz częściej puszczają sygnały, że chciałyby zmienić obecną sytuację. Nawołuje do tego chociażby wpływowy australijski think-tank Lowy Institute for International Policy. Rosja nie zamierza więc czekać z założonymi rękoma i dlatego już teraz ogłasza, że na “swojej” części chce prowadzić prace wydobywcze. Tym bardziej, że na karku już czuje oddech innego giganta. Chiny wybudowały niedawno nową bazę naukową, położoną najwyżej z wszystkich istniejących, tak jakby miała nad nimi górować. A tuż koło innej z nich, ustawiła wielką tablicę z napisem “Witamy w Chinach”. Ku zgrozie Australii – w samym środku terenu, który ten kraj uważa za “swój”.

A jakby tego było mało, po drugiej stronie świata, od miesięcy rozgrzewa się także biegun północny. I tu już nikt nie ukrywa, że chodzi o kasę.

San FranciscoKiedyś będzie tu San Francisco (Fot. New Zealand Antarctic Heritage Trust)

Nowoczesne lodołamacze, atomowe łodzie podwodne, krążowniki rakietowe, lotnictwo – Arktyka nie widziała takiej aktywności wojskowej od zakończenia Zimnej Wojny. Skąd taki ruch? A bo te okolice to prawdziwy róg obfitości, a zgłaszające do niego pretensje państwa, postanowiły, że najwyższy czas go trochę opróżnić.

Tu też trwał wyścig o zagarnięcie jak największej ilości terenu, ale – podobnie jak na południu – nikt nie był w stanie trwale go okupować. Jednak na północy sytuacji nigdy nie rozwiązano w żadnym wielostronnym układzie. Zamiast tego, stosuje się tu tak zwaną “teorię sektorów”, po raz pierwszy wysuniętą przez Kanadę. Wierzchołkiem takiego sektora jest właśnie biegun północny, a jego granicami bocznymi – linie przeprowadzone wzdłuż południków od tego bieguna do krańcowych punktów terytorium lądowego państwa, które przylega do obszarów arktycznych. I państwa te roszczą sobie prawa do wszystkich obszarów lądowych w swoim sektorze – tych już odkrytych, jak i tych, które dopiero zostaną odkryte.

A jest się o co bić. Szacuje się, że pod Arktyka skrywa ok. 98 miliardów baryłek ropy i prawie trzecią część światowych zasobów gazu. Jakby tego było mało, drogocenne minerały dosłownie pączkują pod lodem: Kanada niespodziewanie stała się w ostatnich latach trzecim największym na świecie producentem diamentów.

Do tej pory, wszystkie te dobrodziejstwa natury były skryte głęboko pod lodem, a koszty ich wydobycia były nieopłacalne. Jednak globalne ocieplenie i rozwój nowych technologii sprawiły, że bogactwo jest na wyciągnięcie ręki. Więc wszyscy rzucili się wydobywać je na wyścigi. Stany Zjednoczone, Rosia, Kanada, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Dania i Islandia niby tworzą Radę Arktyczną, w ramach której mają rozwiązywać swoje spory dotyczące tych terenów, ale jak wiemy z jednej z ujawnionych przez WikiLeaks depesz, Minister Spraw Zagranicznych Danii w rozmowie z przedstawicielami USA nie pozostawił żadnych wątpliwości co do prawdziwych intencji zaangażowanych w ten wyścig graczy: “Jak staniecie z boku, to reszta z nas będzie miała więcej do zagarnięcia”.

Waszyngton jednak wcale nie zamierza się niczemu biernie przyglądać i na wszelki wypadek pręży muskuły: na Arktyce ćwiczenia bojowe odbywały w tym roku już dwie amerykańskie łodzie podwodne o napędzie atomowym. Przykład z kolegów biorą też inne kraje – oddziały wojskowe wysłały więc na biegun północny Kanada, Norwegia i Dania, a Rosja wznowiła zarzucone niegdyś loty bombowców strategicznych.

To wszystko w momencie, kiedy lody na obu biegunach topnieją w zastraszającym tempie. Zaledwie dwa dni temu, NASA ogłosiła, że znalazła na Antarktyce długie na ponad 30 km pęknięcie, które wciąż się powiększa. Agencja przewiduje, że w okolicach Nowego Roku, lód oderwie się całkowicie i podryfuje w sobie znaną stronę.

Tak więc, z miesiąca na miesiąc, na obu biegunach robi się coraz bardziej gorąco. Co może oznaczać tylko jedną rzecz: Holandio, buduj tamy.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. 07/11/2011 at 13:07

    Dobra analiza. Interesuje sie ta sytuacja od dluzszego czasu, ale malo kto pisze na ten temat. Pozdrawiam!

  2. 08/11/2011 at 00:24

    Akurat ten temat jednak może polskiego czytelnika trochę interesować, ze względu na zaangażowanie Polski w działania Rady Arktycznej. Co prawda Polska nie jest członkiem Rady, jednak jest stałym obserwatorem. A co ważniejsze, zdanie Polski ma w Radzie Arktycznej pewną wagę, ze względu na duży dorobek polskich naukowców w Arktyce.

    Dzięki za ciekawy artykuł.

  3. 08/11/2011 at 20:40

    Przyłączyć Arktykę do Rzeszowa!

    Pzdr

  4. 13/11/2011 at 22:27

    Bardzo ciekawe materiały. Faktycznie, zagadnienia które w Polandzie absolutnie nie wydają się interesujące. Szkoda, tym bardziej, że Polanda była pierwszym państwem dopisanym do 12 sygnatariuszy traktatu antarktycznego. Do dzisiaj nie każdy jest w tym klubie. Inna sprawa, że nie spodziewam się aby przy szarpaniu tortu które się tam niebawem odbędzie jakiekolwiek frukta były dla nas przewidziane. No ale może “dla paddierzania diemakracji” coś nam rzucą. Pozdrawiam

  5. 14/11/2011 at 12:22

    To prawda, byliśmy pierwszymi “nieoryginalnymi” sygnatariuszami. W dodatku, Polska ma dość duże zasługi, jeżeli chodzi o prowadzone tam badania naukowe.

  6. Anonymous
  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: