Home > Uncategorized > Goryl ma gorzej niż uchodźca

Goryl ma gorzej niż uchodźca

Dokładnie za tydzień, 28 listopada, w Demokratycznej Republice Konga odbędą się wybory. Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że przełomowe – bo dopiero drugie w ciągu czterech dekad niepodległości. Afrykański gigant, choć teoretycznie powinien być jednym z najbogatszych i najpotężniejszych krajów świata, bardziej przypomina Somalię, choć wciąż nie można go określić jako państwo upadłe. Jeszcze nie skonało, ale już jest umierające. Najbardziej cierpią na tym kobiety, dzieci i… goryle.

GorylątkoMały goryl jest jak małe dziecko i hasło, że “zły dotyk boli całe życie”, jest w jego przypadku równie prawdziwe (Fot. Virunga National Park)

Demokratyczna Republika Konga powinna być synonimem słowa “dużo”. Duży jest sam kraj – 2 mln kilometrów kwadratowych to prawie cała Europa Zachodnia. Dużo jest jego mieszkańców (71 mln), a ci mają dużo grup etnicznych (ponad 200). Ale przede wszystkim, dużo jest tu minerałów: złota, miedzi, cyny, kobaltu, z Konga pochodzi co trzeci diament na szyjach i palcach bogaczy od Nowego Jorku po Tokio, a każdy z Was nosi kawałek tego kraju w kieszeni, albo torebce – 70 proc. światowych zasobów koltanu, niezbędnego do produkcji telefonów komórkowych, spoczywa właśnie pod jego powierzchnią. Przez co, paradoksalnie, najwięcej jest problemów.

Korupcja jest plagą. Żeby założyć własny biznes w sąsiedniej Rwandzie (która w rankingach jest uznawana za najmniej skorumpowany kraj Afryki), potrzeba tylko 3 dni, w Demokratycznej Republice Konga – co najmniej 65, a i tak nie ma pewności, że sprawa zostanie pomyślnie załatwiona. Więc trzeba smarować i to grubo. Śmiertelność noworodków to 111 na 1000 urodzin (średnia światowa to zaledwie 41). ONZ w swoim dorocznym Raporcie o Rozwoju Społecznym, umieszcza Kongo na smutnym, ostatnim miejscu. A jeżeli ktoś z czytelników zastanawiał się kiedykolwiek, który kraj na świecie na najgorsze statystyki w kategorii bezpieczeństwa lotniczego, to już może zacząć się domyślać.

Najgorsza jest jednak niekończąca się przemoc.

W 1885 r., na konferencji berlińskiej, uznano Kongo za prywatną własność belgijskiego króla Leopolda II. Który okazał się być małym psychopatą. Za sprawą jego bestialskich rządów, zginęła połowa wszystkich mieszkańców tych terenów. W 1908 r., pod naciskiem oburzonej działaniami władcy dupka opinii międzynarodowej, Kongo zostało mu odebrane i stało się belgijską kolonią. Choć dola miejscowej ludności była wciąż ciężka, to na szczęście terror zelżał. Jednak, gdy w 1960 r. kraj stał się niepodległy, przemoc powróciła ze zdwojoną siłą. Najpierw wybuchła wojna domowa ze zbuntowaną Katangą, potem z Kasai Południowym, a w zamachu stanu, władzę przechwycił Mobutu Sese Seko: krzyżówka Pinocheta z Karlem Lagerfeldem.

MobutuMemo: jeżeli władzę w Twoim kraju przejmuje typ o takim guście, to następnego dnia proś o azyl w Szwecji (Fot. Reuters)

W 1996 r., Mobutu zrobił najgorszy błąd swojego życia: zaczął masakrować zamieszkujących wschodnie rubieże kraju Tutsich, żeby ich kuzyni z sąsiedniej Rwandy nie myśleli sobie, że jak wygrali jedną wojnę domową, to mogą za bardzo kozaczyć. Na co ci właśnie krewni postanowili odpowiedzieć, dając dyktatorowi fangę w nos. Już rok później rebelianci, wspierani przez właśnie Rwandę, ale też Ugandę, Burundi i Angolę, zdobywają stolicę, a Mobutu musi uciekać za granicę. Kongo było jednak od happy endu dalej niż bliżej.

Przywódca powstańców, Laurent-Désiré Kabila, dostaje od niedawnych sojuszników krótką piłkę: “Ziomek, pomogliśmy ci, to teraz wyskakuj z diamentów i złota”. Na co Laurent rzuca żołnierskie “Takiego!”, więc Rwanda, Uganda i Burundi nie bawią się dalej w dyplomacje, tylko najeżdżają Kongo. Angola, Namibia, Zimbabwe i Czad przybywają z pomocą, która szybko okazuje się być równie grabieżczym wypadem, co eskapada przeciwników. W ten sposób, Kongo staje się areną konfliktu, znanego powszechnie jako Afrykańska Wojna Światowa. Trudno oszacować, ile pochłonęła ofiar, ale szacuje się, że między 5,5 a 7 mln. I cały czas giną kolejni Kongijczycy.

Mimo, że wojska innych państw wycofały się już w 2002 r., to na wschodzie kraju wojna nigdy nie ustała. Partyzanci szaleją wciąż w Katandze, w Ituri i Kiwu. W tych dwóch ostatnich, postrach sieje również Armia Bożego Oporu, znana z wybitnego okrucieństwa i opierająca się na dzieciach-żołnierzach militarystyczna sekta. Straszliwy jest los kobiet – w maju Dział Zagraniczny podawał, że tylko w latach 2006-2007 na przestrzeni 12 miesięcy, zostało w tym kraju zgwałconych 400 tys. kobiet. Czyli średnio 48 na godzinę! A na pogardzanych Pigmejów najzwyczajniej w świecie urządza się polowania.

Teraz okazuje się też, że jest jeszcze jedna grupa ofiar kongijskiego konfliktu, która nie może mieć nawet pojęcia, że takowy kiedykolwiek się toczył – goryle.

Zabity gorylNa świecie jest już 7 mld ludzi, goryli górskich zostało nieco ponad 700 (Fot. Brent Stirton/Getty Images)

W zeszłym miesiącu, udało się pochwycić szajkę kłusowników, którzy próbowali sprzedać na czarnym rynku małe gorylątko za równowartość 40 tys. dolarów. To już czwarty taki przypadek od kwietnia, a instytucje zajmujące się ochroną tych ssaków przyznają, że niewykrytych spraw jest prawdopodobnie znacznie więcej.

– To tylko czubek góry lodowej – nie krył w rozmowie z prasą Emmanuel de Merode, dyrektor Parku Narodowego Wirunga, w którym żyje ok. 480 z mniej więcej 790 pozostających na wolności goryli górskich.

To wyjątkowy gatunek, największa z małp człekokształtnych – dorosłe samce ważą ponad 200 kg, a gdy się wyprostują, mierzą prawie 2 metry. Występują tylko w lasach deszczowych środkowej Afryki. Mimo potężnych rozmiarów, są mało agresywne. Za to silnie rodzinne: samce, będące przywódcami stada, na ogół nie wdają się w walkę o ochronę terytorium, tylko współtowarzyszy. Co, przy rosnącym popycie na małe gorylątka, okazuje się zgubą dla całego gatunku.

Goryle górskie nigdy nie porzucają swoich małych. Żeby więc porwać jedno, trzeba wcześniej wymordować całą jego rodzinę. Na ogół, na oczach maluchów, dla których jest to niewyobrażalny stres. Na tym nie koniec. Te z gorylątek, które udało się odratować z rąk kłusowników, były na ogół mocno poranione od krępujących je lin, chorowite i niedożywione. Resocjalizacja takiego zwierzęcia, to droga przez mękę.

Nie wiadomo ile dokładnie zwierząt pada łupem kłusowników, nieznani są też ich zleceniodawcy. Najczęściej wymienia się w tym kontekście bogaczy z Bliskiego Wschodu i Rosji, ale brak na to twardych dowodów, a bez nich – procederowi nie można skutecznie przeciwdziałać.

Pracownicy parku, jak również organizacje ekologiczne, przekonują, że handel da się zwalczać dopiero wtedy, kiedy ustaną krwawe konflikty w Kongu i w kraju zapanuje relatywny porządek. Jednak nadzieje, że stanie się tak dzięki wyborom w przyszłym tygodniu, są w zasadzie żadne.

Laurent-Désiré Kabila został zamordowany w styczniu 2001 r. Prezydentem został wówczas jego syn, Joseph. Wychowany w sąsiedniej Tanzanii, w rodzimym kraju nie cieszy się przesadną popularnością. Już dawno ogłosił pięciopunktowy plan naprawy państwa, ale jak do tej pory bardziej zainteresowany był umacnianiem swojej władzy, niż uporaniem się z problemami obywateli. Bici są krytyczni wobec niego dziennikarze, a działacze praw człowieka i organizacji zwalczających korupcję, są mordowani w tajemniczy sposób. Klika rządząca czuje się tak bezkarnie, że w zeszłym miesiącu Zoe Kabila, brat Josepha, kazał swoim ochroniarzom publicznie pobić dwóch policjantów kierujących ruchem na skrzyżowaniu, kiedy ci nie dali pierwszeństwa jego luksusowej terenówce.

W sierpniu 2006 r., w Demokratycznej Republice Konga odbyły się wybory prezydenckie, które – przy licznych głosach wskazujących na fałszerstwa – wygrał Kabila. Dział Zagraniczny był wtedy w Kigomie, mieście położonym nad Jeziorem Tanganika po stronie Tanzanii. Każdego dnia, przez granicę przeprawiały się tu grupy Kongijczyków, uciekających z kraju w obawie przed nasileniem konfliktu i szukające schronienia w okolicznych obozach uchodźców.

Goryle nie mają nawet takiej możliwości.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. Jeden z dziesięciu
    21/11/2011 at 23:07

    W Belgii wygląda to teraz tak, że uchodźcy z Konga masowo przyjeżdżają, żeby się urządzić na nowo bez widma atrakcji typu “strzał w głowę” wiszącego nad głową. Niestety planują tylko przeczekać jakiś czas, więc nie próbują się asymilować. Oczywiście najgorzej ma biedota, ledwo mówiąca po francusku. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, kiedy przywożą walizki wypchane suszonymi rybami “dla cioci na prezent”, z bardzo naiwną nadzieją że uda im się je gdzieś w brukselskiej dzielnicy Ixelles (Elsene) przehandlować z zyskiem.
    Belgowie tymczasem mają własne problemy z rozlatującym się państwem, więc Kongijczycy są co najwyżej pożywką dla nastrojów typu “idź miej swoje problemy gdzieś indziej”.
    Oczywiście młodzi potomkowie przyjezdnych w międzyczasie dorastają i wrastają w społeczeństwo na swój frankensteinowy sposób, najczęściej tworząc subkultury kongoleskie. Z jednej strony czują się praktycznie Belgami, ale z drugiej chodzą w charakterystycznych szatach z czubkiem, co wydaje im się całkowicie naturalne. Do tego dochodzą wszędobylscy uciekinierzy z północnej Afryki, ze swoimi madonnami z pięciorgiem dzieci, całe to towarzystwo wydziera się niemiłosiernie, przez co trudno ich polubić, a przynajmniej połapać się kto jest kim w tym towarzyskim tyglu. Skutkiem tego stanu rzeczy wszyscy są wpychani do jednego wora jako “afryka” z dopiskiem “najlepiej by było, żeby już sobie poszli”.
    W skrócie: uchodźcy mają przegwizdane. Tym gorzej dla goryli górskich.
    Podobno Ripley miała jakieś osiągnięcia na polu walki o przetrwanie goryli, ale obawiam się że było to 20 lat temu i nikt z lokalsów sobie takimi rzeczami głowy nie zawraca.

  2. 24/11/2011 at 10:22

    Dobry film. Ale Dian Fossey nie żyje już od 30 lat. Chociaż tam naprawdę nie brakuje ludzi, którzy wiedzą, jak się tymi gorylami zajmować. Ale chodzi właśnie o to, co opisałem – dopóki Kongo jest pogrążone w takiej agonii, to nie można ich skutecznie ratować. Bo jak jakiś nowobogacki ch sypnie dolarami, to żaden ubogi wieśniak mający do wykarmienia rodzinę, nie będzie się zastanawiał dwa razy, tylko pójdzie do lasu i złapie to gorylątko.

    A co do Belgii, to mieszkałem kiedyś z Belgijką o kongijskich korzeniach. Ona była już trzecim pokoleniem, całkowicie zeuropeizowanym, ale właśnie w tym rzecz – niby czuła się Belgijką, a niby nie. W rozmowach przebijał ciągle wątek, że tak w sumie, to co to jest ta Belgia? Bo ona i większość jej znajomych, czuli wręcz większą więź z Francją i gdyby np. Belgia miała się rozpaść, to raczej nie płakaliby jakoś długo.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: