Home > Uncategorized > The Year in Crazy

The Year in Crazy

Jeśli ma się odpowiednio dużo czasu, to można się dowiedzieć fascynujących rzeczy o Nauru. Na przykład, że jedyny mniej zaludniony kraj świata to Watykan. I – trzymając się religii – że co dziesiąty mieszkaniec deklaruje Bahaizm: proporcja, o jakiej pewnie marzą wyznawcy w Iranie. Można też poświęcić kilka godzin na lekturę historii tego kraju i znaleźć ciekawe smaczki, jak chociażby historię z lutego 2003 r. Wówczas to, na wyspie siadła aparatura obsługująca system telekomunikacyjny, więc Nauru zostało na kilka tygodni całkowicie odcięte od reszty świata, który przez ten czas nie wiedział nawet, kto tym państwem rządzi – tuż przed awarią wybuchł bowiem kryzys polityczny i o fotel prezydenta ostro walczyło dwóch kandydatów. Fascynujące są też dzieje miejscowych fosforytów, dzięki którym Nauru miało na przełomie lat 60. i 70. najwyższe światowe PKB na głowę, a już niewiele później popadło w takie długi, że jedyny rządowy samolot na wyspie miał przez kilka lat założoną blokadę na koła, bo poszedł w zastaw.

Można jednak ślęczeć cały dzień przed komputerem, wysłać sto tysięcy maili, kartkować książki i magazyny, a jedno wciąż pozostanie tajemnicą: czy na Nauru jest marihuana, a jeżeli tak, to po ile chodzi sztuka?

Dział Zagraniczny próbował się tego gorączkowo dowiedzieć, bo jak wynika z podsumowujących 2011 r. statystyk, “Nauru” i “ganja” to dwa tematy, które najbardziej interesowały czytelników.

NauruNauru z lotu ptaka, marihuany najwyraźniej trzeba będzie poszukać z perspektywy żaby (Fot. ARM Image Library)

Co prawda, pierwszy wpis pojawił się tu 28 listopada 2010 r., ale możemy uznać że grudzień był na rozgrzewkę i za symboliczną rocznicę śmiało przyjąć Nowy Rok. A skoro czytelnicy to największy kapitał każdego autora, warto ich potraktować jak akcjonariuszy i złożyć raport z działalności.

I tak, Dział Zagraniczny został odwiedzony 170 tys. razy. WordPress w jakiś magiczny sposób obliczył, że gdyby DZ był eksponatem w Luwrze, to taka ilość osób potrzebowałaby aż tygodnia, żeby go obejrzeć. Nie wiadomo, jak wpadli na takie właśnie porównanie, ale proszę bardzo: niech DZ zawiśnie koło “Tratwy Meduzy”, żeby podobieństwo było tym bardziej oczywiste.

Pięć postów, które cieszyły się największym zainteresowaniem, to kolejno:

1. “O czym nie powiedzą ci w biurze podróży” (o nastoletnich heroinistach na Malediwach)

2. “Wołomin grał w innej lidze” (o tym, jak Yakuza odbudowuje zniszczenia po marcowym tsunami w Japonii)

3. “Kiedy World of Warcraft to za mało” (o tym, jak pewien kretyn z Ameryki stwierdził, że prawdziwy LARP tylko z ostrą amunicją)

4. “Kevlarowy parasol” (o tym, czy strzały na wiwat mogą zabić)

5. “Woda cenniejsza od ropy” (o tym, że najbardziej maglowany w mediach temat nie zawsze musi być rzeczywistym powodem wojny)

Tymczasem w kategorii bonusowej: na fejsbukowym fanpejdżu, największe uznanie zdobył niedawny wpis “Banan leczy AIDS”, z którego dowiadujemy się, że nowym Muammarem Kaddafim jest prezydent Gambii Yahya Jammeh, który już niedługo wystąpi w Opolu z bratem Michaela Jacksona:

Na wspomnianym już fejsbuku, “nie interesuje mnie to” kliknęło już 565 osób, dla których wielka piąteczka. Regularna lektura DZ, to pewnie ich działka, ale przypadkowi czytelnicy, którzy trafiają tu przez wyszukiwarki, są najciekawsi. A konkretnie: hasła, jakie guglują.

W pierwszej piątce najczęściej powtarzających się zwrotów są trzy różne wariacje “dział zagraniczny” (pisane łącznie, z polskimi znakami, albo bez), oraz wspomniane na początku “ganja” i “nauru”.

Marihuana przewija się zresztą w statystykach pod najróżniejszymi postaciami: “zioło”, “jaranie”, “skręty jamajka”, “jaranie z wanny”, “po ile zioło anglia” itd.

Dział Zagraniczny też regularnie okupuje następne miejsca, w zmiennych konfiguracjach, często wyszukiwany równocześnie z moim nazwiskiem.

Resztę można z grubsza podzielić na trzy grupy.

Pierwsza, to osoby, które trafiają tu przez neutralne, pojedyncze hasła. Np. ktoś wklepuje “Black Hawk Down” i trafia na jeden z wpisów o Somalii. Ktoś inny sprawdza, co tam internet wypluje za wpis “Wyspa Wielkanocna” i nagle dowiaduje się, że to nie tylko fajne figurki, ale też ostry konflikt społeczny. Wreszcie, regularnymi czytelnikami z przypadku są jacyś nieszczęśnicy, którzy po prostu szukają “kandelabru”, a muszą się męczyć z rodzinną sagą Duvalierów.

Druga grupa, to ci, którzy szukają odpowiedzi na konkretne pytania i chociaż nie znajdują ich na Dziale Zagranicznym, to chociaż tematyka jest pokrewna. I tak, kogoś intryguje “historia konfliktu w sudanie”, innego interesuje “neda agha soltan co sie z nia stało?”, dwie osoby chcą wiedzieć jak wyglądał “zamach na pancho villa”, jedną interesuje “rugby nowa zelandia 1995r skład”, itd.

I wreszcie, cream of the crop haseł z wyszukiwarek.
Trudno się zdecydować na ulubione. Ktoś regularnie trafia na DZ, co kilka tygodni wstukując “dupa murzyna”. Zapewne to znajomy tych, którzy zaglądają tu, bo google przekierowuje ich z “byczy somalijczyk”, “zapasy chlopaki nagi tors”, “spocony zapasnik”, “turecki zapasnik foto”, “laska obcisle” itp.
Niektórzy zadają życiowe pytania: “pershing jak żył” (mocno, krótko), “jak założyć nelsona” (tak), “wombat ile kosztuje” (bilet do Australii, nożyce do cięcia siatki, kenel, koszty procesowe w sprawie o przemyt zagrożonych gatunków – sam sobie podlicz), “jak wygotowac cracka” (w garnku).
Inni chyba sami nie do końca wiedzą, czy pytają, czy chcą odpowiedzieć: “wzór francuskich dokumentów cywilnych rozwód”, “reanimacja trupa” (jeżeli to pytanie, to spojler: będzie ciężko, ale pytaj na Haiti), czy “lampki choinkowe marihuana” (nie wiem, chcę wiedzieć, proszę o kontakt).
Na koću są ci, którzy po prostu chcą się podzielić opinią: “letnia krolowa wyglada niezle nawet”, “małe dzieci to zło”, “stefan lubi na ostro” oraz (już później, najwyraźniej po jakimś rozczarowaniu) “stefan nie ma jaj”, oraz intrygujące “kiedyś kakao w zakrystii”.

Mark FioreA jeżeli ktoś ma wrażenie, że przez ostatnie 12 miesięcy coś mu uciekło, to Dział Zagraniczny gorąco poleca krótką animację “The World is Crazy” na stronie Marka Fiore

Tak więc, 2011 za nami. I możemy z niego wyciągnąć lekcję na przyszłość. Nie ważne, jak świetne riserczowe skilsy, ile znajomości w Australii i na Nowej Zelandii, oraz pod iloma książkami o Oceanii uginają się półki: zza komputera wciąż nie da się sprawdzić, czy na Nauru jest marihuana i jeżeli tak, to za ile. Trzeba po reportersku zakasać rękawy, pojechać i sprawdzić. Co też Dział Zagraniczny stawia sobie jako postanowienie noworoczne. I poleca to samo czytelnikom.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Categories: Uncategorized
  1. 02/01/2012 at 16:04

    Uwielbiam Cię🙂
    Wesołego Nowego Roku!

  2. Grzesiek
    02/01/2012 at 22:51

    Świetne podsumowanie!
    W bieżącym roku liczymy na równie świetne artykuły, co w ubiegłym. No i nie zapomnij o relacji na żywo z końca świata!
    Ps. Nie zapomnij o Nauru i marihuanie. Skoro podjąłeś się tematu…😉

  3. pinslip
    03/01/2012 at 09:54

    dziękując za poprzedni rok (niestety nie przysłużyłam się powyższemu artykułowi, bo nie wyszukuje, a od dawna mam Cię w zakładkach😉 ), życzę Tobie i sobie (i reszcie czytaczy), wielu nieinteresujących czytelnika rzeczy🙂

  4. sheik.yerbouti
    05/01/2012 at 01:45

    Feel so sorry about Stefan. A dla Ciebie – szczere gratulacje! Świetny blog (od dawna w zakładkach), zresztą w innych mediach czytam Cię równie chętnie.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: