Home > Uncategorized > Pięć minut z Liverpoolem

Pięć minut z Liverpoolem

Chiny od lat przejmują Amerykę Łacińską kawałek po kawałku. Połowę argentyńskiej pampy zajmują dziś uprawy soi, która w całości trafia później do Państwa Środka. W zamian za dużą pożyczkę, Ekwador będzie im przez następne osiem lat sprzedawał po preferencyjnych cenach ponad połowę wydobywanej u siebie ropy. Na Kostaryce, Pekin kupił obligacje skarbowe za 300 mln dolarów. Do chińskich portów płynie 20 proc. peruwiańskiego eksportu. A ostatnio, Chiny zajęły miejsce Stanów Zjednoczonych jako największy partner handlowy Brazylii, stopniowo zalewając portugalskojęzycznego giganta swoimi tanimi wyrobami: nawet flagi narodowe sprzedawane na ulicznych stoiskach mają obecnie w rogu małą metkę “Made in China”.

Teraz jednak, Pekin zamachnął się na to, co u Latynosów najświętsze – piłkę nożną.

Kaka ucieka przed ChińczykamiKaká jeszcze ucieka przed Chińczykami, ale jak się rozkręcą, to może już niedługo będzie im podawał (Fot. Victor Fraile/Getty)

Corinthians to nie tylko klub sportowy. To małe państwo z prężną gospodarką: drużyna z São Paulo ma kilkadziesiąt milionów kibiców w samej Brazylii, jest warta pół miliarda dolarów, a rocznie zarabia ich ponad 130 mln. Idzie jej tak dobrze, że w zeszłym roku zaszokowała świat, ogłaszając, że jest gotowa zapłacić za Carlosa Téveza 40 mln funtów – takimi sumami szastał do tej pory w zasadzie tylko znany z rozrzutności Real Madryt.

Między innymi dlatego, na poniedziałkowej konferencji prasowej dziennikarze spoglądali po sobie z niedowierzaniem: skoro brazylijskiego giganta stać na wielkie gwiazdy, to czemu ogłasza właśnie kupno średnio uzdolnionego Chińczyka?

Chen Zhizhao ma 23 lata, profesjonalną karierę zaczął w 2007 r. i jak do tej pory trafił do siatki 18 razy. Jest dobrym zawodnikiem, ale akurat w Brazylii bardziej utalentowanych rówieśników jest na pęczki. Z czego w Corinthians doskonale zdają sobie sprawę.

– To nie jest gracz, który będzie rywalizował o miejsce z najlepszymi w klubie – przyznaje w rozmowie z “O Globo” Flávio Pires, który sprowadził zawodnika z Azji. I chwilę później zdradza całą tajemnicę transferu: – Musimi mieć do niego cierpliwość. Jeżeli to [czyli osiągi Zhizhao w drużynie – przyp. DZ] wypali, to nazwa klubu trafi do kraju, który zamieszkuje ponad miliard osób.

No i wszystko jasne. Przez lata, koszykówka była jednym z najpopularniejszych sportów w Chinach, ale to nie znaczy, że mieszkańcy Państwa Środka fascynowali się jakoś szczególnie amerykańską NBA. Wszystko zmieniło się w 2002 r., kiedy Yao Ming został pierwszym w historii zagranicznym zawodnikiem wybranym z numerem 1. w amerykańskim drafcie. Azjaci oszaleli ze szczęścia. Mecze z udziałem Yao co tydzień ściągały przed telewizory 30 mln Chińczyków. W 2007 r., spotkanie, w którym zmierzył się z grającym w przeciwnej drużynie rodakiem Yi Jianlianem, oglądało ich już 100 mln. Chiny szybko stały się drugim największym rynkiem dla NBA poza Stanami Zjednoczonymi, połowa zysków wypracowywanych poza USA pochodzi właśnie stąd, a według danych Goldman Sachs, spółka NBA China jest warta aż 2,3 mld dolarów.

Brazylijczycy najwyraźniej wyciągnęli z tego cenną lekcję. O tym, jak dobrze dzieje się w brazylijskim futbolu – a już w porównaniu do sąsiedniej Argentyny, to wręcz piłkarski raj – Dział Zagraniczny informował już przy okazji zeszłorocznej Copa América. Czasy, kiedy reprezentacja błyszczała, ale kluby na wyścigi sprzedawały swoich najlepszych zawodników do Europy, już minęły. Dziś, to tamtejsze drużyny ściągają z powrotem zawodników ze Starego Kontynentu: zarówno emerytów jak Ronaldo i Ronaldinho, ale też takie marki jak Fabiano, Denilson, czy wspomniany już Tévez (transfer tego ostatniego nie doszedł w końcu do skutku, ale z zupełnie innych powodów, niż brak kasy). Teraz stwierdzili najwyraźniej, że czas rozwinąć skrzydła i sięgnąć po większy rynek zbytu.

Ale jeżeli Latynosom wydaje się, że Chiny to ziemia niczyja, która tylko czeka na wzięcie, to może ich spotkać przykra niespodzianka. Azjaci już od dawna pracują bowiem nad tym, żeby ich kibice mieli dość emocji na własnym boisku.

Conca BrilliantSkoro Eto’o zarabia hajsy w Dagestanie, to ja mogę w Kantonie (Fot. AFP)

Powiedzieć, że Chińczykom idzie w piłkę słabo, to jak stwierdzić, że Jamajka była bobsjelową potęgą. Za życia Mao Zedonga, całkowicie olali Fifę i w ogóle nie grali w żadnych rozgrywkach międzynarodowych. Po jego śmierci, wrócili do rywalizacji, ale ugrali raczej niewiele: na Mundial zakwalifikowali się jak dotąd tylko w 2002 r., gdzie fazie grupowej przerżnęli wszystkie mecze, tracąc łącznie 9 goli i nie strzelając żadnego. Nawet, jeżeli niektórzy z ich zawodników zapowiadają się dobrze i jak Dong Fangzhuo ocierają się o sam Manchester United, to potem szybko okazuje się, że są za słabi nawet na Legię Warszawa i ostatecznie kończą w lidze armeńskiej.

Mówiąc wprost: futbol to nie ping-pong, Chińczycy są w nim beznadziejni. Braki w rodzimej lidze uzupełniają więc zagranicznymi nazwiskami. I to nie byle jakimi.

Przepisy mówią, że każda drużyna w chińskiej lidze może mieć w swoim składzie najwyżej czterech obcokrajowców, z czego jeden musi obowiązkowo być Azjatą. Skoro więc klubu nie mogą iść w ilość, to najwyraźniej postanowiły uderzyć w jakość. Brazylijczyk Obina, który był kiedyś jednym z czołowych zawodników Flamengo, już od roku gra dla Shandong Luneng Taishan. W lipcu, Argentyńczyk Darío Conca, w 2009 r. i 2010 r. wybierany na najlepszego piłkarza ligi brazylijskiej, został kupiony przez Guangzhou Evergrande: jego roczna pensja to 10,4 mln dolarów, co stawia go na piątym miejscu najlepiej opłacanych graczy na świecie. W grudniu, klub Shanghai Shenhua podpisał kontrakt z legendarnym francuskim napastnikiem Nicolasem Anelką, a Zhu Jun kontrowersyjny właściciel drużyny (w 2007 r. wymusił na jej trenerze, żeby wystawił go w towarzyskim meczu z Liverpoolem – kondycji starczyło mu zaledwie na pięć minut gry), ogłosił że następny na jego liście jest Didier Drogba. Tymczasem, nowym trenerem jego ekipy został właśnie Jean Tigana, były szkoleniowiec między innymi Olympique’u Lyon, AS Monaco i Fulham.

Anelka i Chińczycy na ReunioniePrzyjacielski mecz Francja-Chiny sprzed dwóch lat. Europejczycy przegrali 0:1, dzięki czemu Azjaci mogli sobie kupić pamiątki na Reunionie, a Anelka szukać emerytury w Szanghaju (Fot. Charles Platiau/Reuters)

Chińczycy w futbolowych zakupach dopiero raczkują. Ale finansowo sięgają od razu wysoko. Stać ich, co doskonale widać po relacjach z Ameryką Łacińską. W 2010 r. wymiana handlowa z tym kontynentem sięgnęła 183 miliardów dolarów. Od 2005 r. – czyli od czasu, gdy Pekin po raz pierwszy zaczął poważnie traktować latynoskie rynki – instytucje publiczne Państwa Środka zainwestowały tu 75 mld dolarów: to więcej niż łączne wydatki Banku Światowego i Międzyamerykańskiego Banku Rozwoju z tego samego okresu, a trzeba jeszcze doliczyć dodatkowe 60 mld dolarów, które w Ameryce Łacińskiej wydały prywatne chińskie przedsiębiorstwa.

Corinthians, może się wydawać, że kupując Zhizhao i jemu podobnych, otwierają sobie nowy, nieograniczenie wielki rynek zbytu. Ale jeżeli Chińczycy rozsmakują się w futbolu bardziej niż dotychczas, to będą miały dość pieniędzy, żeby przetoczyć się po konkurencji jak walec. A wtedy, niewykluczone, że to kibice z São Paulo będą musieli śledzić transmisje z Szanghaju, a nie na odwrót.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. R
    05/01/2012 at 22:01

    He he he… dobrze, że ja gustuję w innej dyscyplinie sportów grupowych😉

    Swoją drogą, Państwo Środka idzie jak walec przez poszczególne rynki światowe wykorzystując liczebność, aż strach się bać co będzie jak ten gigant się potknie.
    Trzeba odrestaurować strzelbę dziadka, zakupić wiadro śrutu i chatkę w Bieszczadach, to chyba bezpieczna inwestycja😉

  2. 09/01/2012 at 09:23

    Nie wiem, czy nie lepiej by było, gdyby się potknęły teraz (albo niedługo), a nie w momencie, kiedy wykupią już cały świat poza szejkami z Zatoki Perskiej.

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: