Home > Uncategorized > Dziedzictwo

Dziedzictwo

Nicolas Sarkozy przemawiał na otwarciu mostu. W tym samy czasie, 200 km dalej, z karabinów maszynowych ostrzeliwały się dwa wrogie gangi. Dziewięć osób zginęło na miejscu, dwie poważnie ranne trafiły do szpitala. W Gujanie Francuskiej to dzień jak co dzień. W istocie, gdyby Francja była miastem, to właśnie w tę jego część nie zapuszczaliby się bojaźliwi mieszkańcy. Która jego dzielnica biłaby pozostałe na głowę w statystykach przestępczości? Proste: Gwadelupa.

Gorąco na GwadelupieW karaibskim raju jest zawsze gorąco, ale niekoniecznie tak, jak to opisują foldery all inclusive (Fot. Chesnot/SIPA)

W ciągu dnia, centrum Pointe-à-Pitre – największego miasta w tym departamencie zamorskim Francji – zapełniają bladzi turyści z Europy i Stanów, którzy jednak po kilku godzinach zakupów w centrum szybko zmykają to swoich kurortów z prywatnymi plażami. Po zmroku, ich miejsce zajmują prostytutki, złodzieje i handlarze narkotyków. Chociaż port zamieszkuje zaledwie 30 tys. miejscowych, a całkowita populacja Gwadelupy to niewiele ponad 400 tys. osób, to gdyby przestępczość była dyscypliną sportową, karaibski “raj”mógłby spokojnie stawać w szaranki z Barceloną, Paryżem, czy Berlinem. Przeciwników ze swojej kategorii wagowej powalałby na deski już w pierwszej rundzie.

Do niedawna, bandyci ograniczali się do drobnicy. Włamania, przemyt, handel narkotykami, kradzieże “na wyrwę” (kierujący skuterem przejeżdża szybko koło przechodnia, a siedzący z tyłu pasażer chwyta jego plecak czy torbę). Ale od dłuższego czasu stają się coraz brutalniejsi. Liczba zabójstw jest już czterokrotnie wyższa niż we Francji europejskiej. Autorzy zleconego przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i opublikowanego w lipcu specjalnego raportu piszą wprost, że “społeczeństwo Gwadelupy zostało zainfekowane przemocą”, i że na wyspach rozwijają się brutalne gangi pozbawionej skrupułów młodzieży. Jakby na potwierdzenie tych słów, na tydzień przed wigilią, znany policji w Basse Terre (formalnej stolicy departamentu) miejscowy ćpun i alkoholik zaatakował maczetą Victorina Lurela, przewodniczącego Rady Regionalnej.

Być może szef lokalnej komórki Partii Socjalistycznej stał się postronną ofiarą skandalu, jaki niewiele wcześniej wywołały słowa współpracującej z nim pani kryminolog: “To wstrząsające, że większość z tych przestępstw popełniają mieszkańcy afrykańskiego pochodzenia”. Opinia publiczna zagrzmiała, że to rasizm. Niesłusznie. Rasistowskie są dopiero powody, dla których to właśnie czarni, a nie biali obywatele Gwadelupy, sięgają po rozbój i kradzieże.

Protesty na GwadelupieFrancuskie Karaiby, czyli miejsce, gdzie zmieniły się nazwy, a wszystko inne zostało po staremu (Fot. Reuters)

Chociaż niewolnictwo zniesiono we Francji formalnie w 1818 r. (i to już po raz trzeci, bo wcześniej abolicję ogłaszano już w XIV i XVIII w., choć najwyraźniej bez przekonania), to na Karaibach była to raczej zmiana kosmetyczna, niż rzeczywista: za wyjątkiem Haiti, gdzie niewolnicy obalili swoich dawnych panów w krwawej rewolucji, wszystko pozostało po staremu, z tym, że wyzysk fizyczny został zamieniony na ekonomiczny. Tak zwani “békés”, czyli biali potomkowie europejskich kolonistów, zachowali pieniądze, ziemię i wszystkie biznesy na wyspach. Dzieci i wnuki Afrykanów zostały na lodzie, musieli się dostosować do zasad narzucanych im przez klasę rządzącą.

Békés są jak ziarnko grochu w fałdach pościeli (np. w sąsiedniej Martynice stanowią zaledwie 1 proc. populacji), ale mogą robić co chcą. To do nich należą wszystkie miejscowe supermarkety. Konkurujący z nimi drobni sklepikarze, w rzeczywistości napędzają zyski ich właścicielom, bo muszą się zaopatrywać w żywność u miejscowych gospodarstw, które również są własnością potomków kolonistów (na Gwadelupie należy do nich ponad 90 proc. przemysłu żywnościowego). Sprowadzanie produktów z Europy jest nieopłacalne, a import z bliższej Ameryki Łacińskiej jest obłożony zaporowymi cłami, których békés bronią jak reduty Ordona. Pieniądze z hoteli, barów i restauracji płyną szerokim strumieniem właśnie do ich kieszeni. Wszystkie stacje benzynowe, co do jednej, należą właśnie do békés. Dzięki temu monopolowi, mogą utrzymywać dwukrotnie wyższe ceny paliwa, niż na kontynencie. Na Martynice prawie wszystkie stanowiska w administracji publicznej są obsadzone przez białych.

Codzienność czarnych mieszkańców jest dramatycznie inna. Chociaż koszty życia na Gwadelupie są wyższe niż w kontynentalnej Francji, to średnia płaca jest znacznie niższa. Do wybuchu światowego kryzysu gospodarczego,karaibskie departamenty miały najwyższe bezrobocie w całej Unii Europejskiej. Na Gwadelupie, wśród młodzieży do 24. roku życia, wynosiło ono aż 55 proc.! Co dziesiąty mieszkaniec Antyli żyje poniżej granicy ubóstwa. 2/3 mieszkańców Pointe-a-Pitre gnieździ się w lokalach socjalnych.

We Francji nigdy nie było to tajemnicą, ale reszta świata dowiedziała się, że karaibskie departamenty nie są rajem, dopiero w styczniu 2009 r. Globalny kryzys gospodarczy zaczynał rozkręcać się na dobre, koszty utrzymania szły cały czas w górę, a płace ani drgnęły. Mieszkańcy Antyli w końcu stracili cierpliwość. Strajki ogarnęły najpierw Gwadelupę, a chwilę później Martynikę. Lokalne związki zawodowe utworzyły Kolektyw Przeciw Wyzyskowi, który zaczął się domagać podniesienia płacy minimalnej, a gdy spotkał się z odmową – ogłosił strajk generalny. Wysłane do rozpędzania tłumu oddziały policji obrzucono kamieniami, doszło do zamieszek, jeden z działaczy związkowych został zastrzelony na ulicy. Mieszkańcy zaczęli budować barykady, podpalać samochody, sklepy i restauracje. Zamknięto stacje benzynowe, banki, oraz szkoły. Protestujący na Gwadelupie zaczęli okupację portu i jedynego w departamencie lotniska.

Początkowo, głównie pod wpływem békés, Paryż twardo bronił statusu quo. Ale protesty wybuchły w trakcie sezonu turystycznego, hotelowi goście byli przerażeni, na odbite lotnisko transportowano ich pod obstawą, Francja zaliczyła blamaż w międzynarodowych mediach, a podobne demonstracje zapowiedziały także związki w Gujanie Francuskiej i na Reunionie. Nicolas Sarkozy nie miał już innego wyjścia, jak tylko zgodzić się na najważniejsze postulaty protestujących.

Bekes na MartyniceZa dziadka butów nie mieli: postęp jest (Fot. Christophe Calais/Paris Match)

Od tamtych wydarzeń minęły już prawie trzy lata, ale poprawy nie widać. Kryzys gospodarczy wcale się nie skończył, bezrobocie nie zmalało, a békés nie spuścili z tonu. Przestępcy są coraz brutalniejsi, a nawet nie ma im kto przeciwdziałać: w całym Pointe-à-Pitre jest tylko 21 policjantów. W dodatku, fatalnie wyposażonych. Sprowadzane z kontynentu radiowozy nie są przystosowane do karaibskiego klimatu – zdarzają się tygodnie, kiedy nie działa żaden wóz policyjny.

Nie wszędzie jednak jest tak źle. W Baie-Mahault na służbie jest aż 40 policjantów, patrolujących miasto na zmianę dzień i noc. Przestępczość jest o wiele niższa niż w innych częściach departamentu. Ale wbrew pozorom nie ze względu na zwiększoną obecność mundurowych. Po prostu miejscowe władze (przewodniczącym rady miejskiej jest niezależny Ary Chalus, polityk nie związany ani z lewicą, ani z prawicą) inwestują w liczne programy społeczne. Tutejsza młodzież może za darmo uczestniczyć w kursach doszkalających i zajęciach sportowych, działa specjalny urząd pomagający im w znalezieniu zatrudnienia, a nawet organizowane są zajęcia mające przygotować kandydatów do egzaminów policyjnych (co wyjaśniałoby nadwyżkę w tej gałęzi budżetówki). Baie-Mahault może sobie na to wszystko pozwolić, bo po mistrzowsku wykorzystuje wszystkie możliwe dofinansowania z Unii Europejskiej.

W listopadzie, Rada Regionalna zaleciła podobne działania na całej Gwadelupie. Ale jak na razie, nikt się do nich nie pali. Békés łatwych zarobków nie odpuszczą. Przestępczość im niestraszna: chronią ich wysokie mury rezydencji. Te same, w których wcześniej zamykali niewolników.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

  1. Krystyn
    27/01/2012 at 20:40

    Bardzo ciekawe i pożyteczne info.Dziękuję.

    ps.jestem polakiem :->

  2. Carla44
    31/01/2012 at 11:18

    horyzonty, horyzonty…
    Czego innego szukałam, co innego znalazłam:)

  3. mariusz
    31/01/2012 at 19:59

    “Za dziadka butów nie mieli: postęp jest”
    moja babcia też opowiadała, że przed ww2 to miała tylko chodaki (drewniaki) na wsi…
    Lubię artykuły tutaj ale ten jest zbyt rasistowski jak dla mnie: dobry czarny cierpi pod knutem złego białego… za dużo lukru społecznej wrażliwości…

  4. 01/02/2012 at 09:09

    Krystyn:

    Proszę.

    Carla:

    Ale chyba się nie rozczarowałaś?

    Mariusz:

    Na zdjęciu mojej rodziny (tej części ze wsi) sprzed wojny, buty ma tylko pradziadek. Moja babcia nie miała nawet chodaków, a w co zimniejsze poranki, kiedy musiała wypasać krowy przed pójściem do szkoły, sikała sobie na stopy, żeby je rozgrzać.

    Nie jestem bojowym aktywistą, nie uważam, że każdy czarny to święty, a każdy biały to diabeł, nie zachwycam się odbieraniem farm białym farmerom w Zimbabwe itp. Ale opisałem sytuację na francuskich Karaibach w taki, a nie inny sposób, bo przyczyną nieciekawej sytuacji jest tam właśnie skrajny rasizm z korzeniami jeszcze w czasach niewolnictwa. Békés kultywują szowinistyczne poczucie wyższości i odrębności, o którym w ogóle nie wstydzą się mówić – po zamieszkach w 2009 r., w Canal+ można było obejrzeć dokument, gdzie jeden z liderów tej społeczności otwarcie stwierdził, że mieszanie się ras jest niedopuszczalne. I mówił to takim tonem, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Ci z békés, którzy decydują się związać z kimś afrykańskiego pochodzenia, są poddawani ostracyzmowi. Ricardo Orizio w książce “Zaginione białe plemiona” (polskie wydanie: Czarne, 2009) opisuje tak zwanych Blancs Matignon z Gwadelupy, którzy woleli ukryć się w górach i przez całe pokolenia mieszać się w kazirodczych związkach, niż wymieszać krew z dawnymi niewolnikami.

    Łatwo odczytać ten tekst, jako moralizatorstwo. A to rzeczywisty problem. O którym niewiele się mówi, chyba że wybuchają ogromne zamieszki i nie można w styczniu przylecieć z Paryża na plażę. W innym wypadku, francuskiego czytelnika to nie interesuje.

  5. Anonymous
    05/02/2012 at 22:08

    WItam,

    Mam pytanie,

    Skąd czerpiecie informacje źródłowe do artykułów jeśli to nie tajemnica? Publikacje, książki, dokumenty? P.S Świetny blog

  6. wersh
    06/02/2012 at 03:01

    Czyli generalnie obala sie teza, ze gdyby nie zabawy w niepodleglosc, to imperia plynelyby teraz mlekiem i miodem…

  7. 06/02/2012 at 22:12

    Wersy:

    Przed zabawami w niepodległość też nie płynęły. Nostalgia za dobrymi czasami królowej Wiktorii dobrze wygląda w książkach i filmach. I tylko tam.

    Anonim:

    Głównie z doniesień zagranicznych mediów. Plus książki, filmy dokumentalne, publikacje organizacji pozarządowych, blogi, doświadczenia własne itd. Żadna tajemnica.

  8. Maciek
    19/02/2012 at 09:52

    Czy na pewno békés mają decydujący wpływ na wysokość cła na żywność? Przecież Gwadelupa należy do Unii celnej UE, co powoduje że chyba nie mogą sobie sami ustalać cła jak im się podoba.

    Dziwna jest też informacja o dwukrotnie wyższych cenach paliwa:
    http://www.rfi.fr/actuen/articles/110/article_2821.asp – wspomniana jest tam cena 1.16eur za litr, czyli generalnie podobna do tego co na kontynencie: http://www.francethisway.com/wp/price-of-petrol-in-france-how-to-cope/2008/05/ (komentarz z 22 lutego 2009). No chyba, że autor miał na myśli kontynent amerykański.
    Co ciekawe protestujący chcieliby obniżki rzędu 50 centów za litr. Oni chyba zapomnieli że żyją w UE😉

    Natomiast struktura własności większych biznesów dziwnie przypomina tą z naszego kraju, tutaj też spora część przemysłu (o bankach nie wspomnę) nie należy do mieszkańców tego kraju.

  9. 21/02/2012 at 13:48

    Przyznam szczerze, że nie znam się na cenach benzyny – nie mam samochodu, nie interesuje mnie to. Pisałem tekst w oparciu o materiały z “Le Monde”, “Guardiana”, “BBC” itd., więc musiałem tę informację znaleźć w którymś z nich, bo bym jej sobie nie wymyślił.

    Jeżeli chodzi o cła na żywność, to nie pamiętam już gdzie to znalazłem, ale z grubsza chodziło o to, że właśnie ze względu na to, że Gwadelupa czy Martynika to część Francji, to są w unii celnej. Przez co trzeba sprowadać żywność z kontynentu, a to kosztuje. Efekt: jedzenie jest droższe niż w metropolii, a odczuwa się to jeszcze mocniej, bo płace są niskie. Dlatego podobno powstała inicjatywa, żeby wyłączyć wyspy z unii i żeby można było sprowadzać tańszą żywność z okolicy, ale bekes mieli to zablokować. Nie jestem pewien, jak to dokładnie wygląda, w wolnej chwili (której teraz mi brak), postaram się to sprawdzić i dać znać.

    Pzdr.

    PS Sorry, że Twój komentarz się nie wyświetlał – WordPress robi tak, że jak dajesz linki do jakiś stron zewnętrznych, to na wszelki wypadek wrzuca to do spamu.

  10. Ani
    02/11/2012 at 07:09

    Witam, od roku mieszkam na Gwadelupie, mam pytanie moze masz jakis kontakt do Polakow tutaj mieszkajacych? Jakos nie moge do nikogo dotrzec:((

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: