Home > Uncategorized > Działaczu, rzuć palenie

Działaczu, rzuć palenie

Jak się nazywa najwyższa liga w polskiej piłce nożnej? Nie, nie Ekstraklasa, tylko Bitwa pod Cecorą, oczywiście. Tak, jak Primera división to w rzeczywistości Trafalgar, a Ligue 1 to nic innego, jak Waterloo. Przynajmniej w świecie, gdzie za nazywanie rozgrywek odpowiadaliby Argentyńczycy.

W piątek, nad La Platą ruszają rozgrywki tamtejszej ligi, która od tego roku będzie się oficjalnie nazywać Crucero General Belgrano Primera División. A Crucero General Belgrano, to nic innego, jak krążownik “Generał Belgrano” – okręt zatopiony w groteskowej wojnie z Wielką Brytanią, której 30. rocznicę Buenos Aires będzie z pompą obchodzić w kwietniu.

Stadion w ArgentynieDzieci, pamiętajcie: wiwatujemy na cześć klęski (Fot. Maciej Okraszewski/Dział Zagraniczny)

Jak Dział Zagraniczny informował już wielokrotnie, futbol w Argentynie przeżywa najgorszy kryzys od kilkudziesięciu lat. Ale zarazem, o czym również szeroko informowano na tych łamach, od 2009 r. palenie marihuany nie jest tam karalne. Co pozwala wysnuć wnioski, że atmosfera na zebraniach tamtejszego Związku Piłki Nożnej musi być prawdziwie zabawowa. A efekty to potwierdzają.

Działacze popalać zaczęli zapewne już wiele lat temu, bo wpadli wówczas na pomysł, że nad La Platą nie mogą obowiązywać normalne zasady, zgodnie z którymi do niższych lig spadają najsłabsze drużyny zakończonego sezonu. Nie, w Argentynie działa system, w którym zlicza się trzy kolejne lata rozgrywek i dopiero wtedy spuszcza w dół pechowców. Że co? Że to nieuczciwe, bo dzięki temu najbogatsze kluby po słabych dwóch sezonach mogą sobie na trzeci podkupić najlepszych graczy? E. Podaj bonga.

System nie sprawdził się jednak rok temu, a konkretnie sprawę zawaliła najbardziej utytułowana ekipa w kraju River Plate, która położyła trzy kolejne sezony i po raz pierwszy w swojej 110-letniej historii spadła do II ligi. Wtedy w centrali zapewne też poważnie przykurzyli, bo w grudniu Związek ogłosił, że tak w ogóle, to po co rozróżnienie na ligę taką, czy siaką: oni proponują zniesienie dotychczasowych i utworzenie jednego wielkiego turnieju, w którym mogłyby się ze sobą zmierzyć czołowe drużyny z obu pierwszych dywizji. Czytaj: “River spadł. Ale jednak nie”. W internecie rozpętała się jednak taka kampania gniewu, że polska wojna o ACTA to przy niej pikuś, więc władze szybko wycofały się z tego pomysłu.

Nic to! Zioło najwyraźniej wciąż krążyło, to w styczniu Związek zorganizował Superclásico, czyli derby między River a odwiecznym rywalem Boca Juniors. Dodajmy – derby o nic, bo obie ekipy są wciąż w różnych ligach, żaden to puchar, żadne eliminacje. “Przyjacielskie derby”, jak powiedział rzecznik prasowy Związku. Stawka mniej więcej taka, jak w meczu TVNu z reprezentacją Sejmu. Ale kasa za bilety jest, z reklam też spłynęło co trzeba: można palić dalej.

Efekt? Ostatnie posiedzenie władz argentyńskiej piłki wyglądało zapewne tak:
Działacz 1: A może by tak już nie trzymać pozorów i nazwać I ligę po jakiejś klęsce?
Działacz 2: Świetny pomysł. Skocz po kebaba.

BelgranoPierwsza ligo, czas zaadaptować tonący “Belgrano” na logo (Fot. AP)

Nad wojną o Falklandy/Malwiny nie ma się co zbytnio rozwodzić. Jest rok 1982, a w Argentynie pogłębia się kryzys gospodarczy. Więc rządząca nią junta wojskowa wpada na doskonały pomysł, jak odwrócić uwagę opinii publicznej: wypowiedzieć Wielkiej Brytanii wojnę o kilka bezużytecznych skał, które zamieszkuje więcej owiec niż ludzi. Konflikt potrwa 10 tygodni i pochłonie 649 latynoskich żołnierzy. Z czego aż 323 zginie na zatopionym krążowniku “Generał Belgrano”.

No i to cała historia. Mało kogo obchodzi, że “Generał Belgrano” nazywał się wcześniej “USS Phoenix”, a Amerykanie wyeksploatowali go do cna podczas II Wojny Światowej i w 1951 r. sprzedali Argentyńczykom, uznając że do niczego się już więcej nie nadaje, więc zatopiłaby go nawet Margaret Thatcher prowadząca w pojedynkę U-boota.

Tu chodzi o symbol. Kto chociaż raz był na jakimkolwiek meczu w Argentynie, ten wie, że na każdym stadionie wielkie graffiti będzie mu przypominać, że Anglicy ukradli wyspy. Jeden z tych, na których w zeszłym roku rozgrywano Copa América, nazwano wprost “Malvinas Argentinas”. Kibice River i Boca mogą się nienawidzić, ale za przypomnienie, że to sami mieszkańcy Falklandów chcą pozostać Brytyjczykami, zgodnie naplują ci w twarz.

Jak informuje miejscowa prasa, władze postanowiły więc iść za ciosem. Chciałyby ochrzcić pierwszoligowy puchar jako “Gaucho Rivero”, od nazwiska argentyńskiego chłopa, który półtora wieku temu miał wszczynać na Falklandach/Malwinach rebelię przeciwko Brytyjczykom. To, że podobno poszło nie o patriotyczne uniesienia, tylko niezapłaconą dniówkę, jest już najwyraźniej nieistotne.

Dział Zagraniczny ma więc jeszcze kilka pomysłów. Dlaczego by tak nie pozmieniać także innych nazw? Buenos Aires przemianować na “Esto no es Londres”. A z Patagonią w ogóle się nie cackać i trzasnąć po angielsku “Fuck you Thatcher”. Brzmi, jak brzmi, ale jak widać – w Argentynie nic nie jest niemożliwe.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

PS Piłkarscy działacze w Argentynie najwyraźniej palą nie tylko marihuanę. W październiku, wicedyrektor departamentu prasowego River zdenerwował się, że jakiś facet sprzedał mu dom z wysoką wilgotnością. Więc go zadźgał. Ciekawe, którą trybunę po nim nazwą?

  1. Krystyn
    09/02/2012 at 13:50

    Jestem, jestem..brawo.viva la boca

  2. wersy
    09/02/2012 at 19:58

    Ale ta cala sprawa jest tak niesamowita, ze wciaz jej nie pojmuje.
    Argentynczycy zachowuja sie tak, jakby z okazji defaultu zresetowali sobie tez kalendarze i nadal zyli w dwudziestym wieku.

    Ludzie zlocisci, skad ta chec do wzajemnego wyzynania sie? Mamy rok 2012, myslalem, ze naprawde zostawilismy juz takie rzeczy za nami. Zeby politycy w panstwach Zachodnich mogli szczuc spoleczenstwa na siebie i wygrywac na tym punkty w sondazach…ech, naprawde niczego sie nie uczymy.

    Co ci Argentynczycy maja zamiar w zasadzie ugrac na tym konflikcie falklandzkim?

  3. Casiel
    09/02/2012 at 21:34

    zauważam pewne podobieństwo do jednego z krajów w środkowej Europie, równie ochoczo celebrującego różne historyczne tragedie i niepowodzenia.

  4. inz.
    10/02/2012 at 12:04

    Z nami nie jest tak zle. 1 sierpnia nie jest dniem wolnym od pracy, a ze ten dzien pamietamy, czemu tu sie dziwic, skoro stracilismy tylu ludzi i cala stolice. Analogicznie z 1 i 17 wrzesnia.
    Obchodzimy 15 sierpnia i 11 listopada, czy 3 maja, szkoda ze troche inaczej niz w USA 4 lipca, ale pomijajac 11.11.11, we wszystkie ostatnie takie dni bawilem sie dobrze. Wiecej zabawy i radosci.
    Wiec ludzie, opanujcie sie w pluciu na wlasna ojczyzne i projekcji wlasnych kompleksow na Polske. Swietujemy nasze zwycieztwa, czasem tak odlegle jak Grunwald, na ktory podobno az ciezko dojechac tylu ludzi chce co rok zobaczyc jak nasi bija Niemca.
    Przedwczoraj rozmawialem z jednym z tworcow gigantycznych zlotow rekonstruktorow – ubieraja sie w historyczne ubrania z epoki i pozwalaja odczuc klimat minionych bitew. W ogole nie mam z tym nic wspolnego, poza kochaniem historii, wiec bylem szczerze zachwycony slyszac ilu mlodych ludzi zaczyna sie w to bawic, jak rozwijaja sie takie imprezy.
    Polacy nie swietuja swoich porazek, wrecz przeciwnie – czasem zbyt malo o nich mowia na arenie miedzynarodowej. Izraela mozna nie kochac, ale polityke historyczna maja najskuteczniejsza na calym swiecie. Jakos z Niemcami nie maja przez to konfliktu. Ale to koniec dywagacji.
    Bo analogia byloby nazywanie przez Niemcow Bundesligi imieniem pancernika Bismarck – sami zaczeli wojne i ja przegrali walczac o tereny, ktore wcale nie chcialy byc pod ich wladaniem.

  5. zeus
    13/02/2012 at 20:58

    A propos piłka nożna: może byś wymęczył jakiś nudny tekst o Zambii, który nikogo nie będzie interesował🙂
    Pozdrawiam

  6. 14/02/2012 at 08:53

    Raczej nie, z dwóch powodów.

    Po pierwsze: wygrana Zambii jest tak wielką sensacją (może nie tyle sam finał, co w ogóle ich triumf w Pucharze, bo przed jego startem nikt przecież nie typował tej ekipy), że pojawiło się już wystarczająco dużo tekstów na ten temat, również po polsku.

    A po drugie, bo ostatnio tak mnie przytłoczyły kolejne zlecenia, że z trudem znajduję czas na wrzucenie jednego posta tygodniowo. Muszę popracować nad organizacją pracy…

    Pzdr!

  7. Anonymous
    14/02/2012 at 11:10

    Autorze, odstaw chlanie. Ja wiem, że Borygo pomaga niezamarznąć, ale jakbyś wystawił głowę na świat, to może byś zauważył, że nie o jointy, a nowe pobrzękiwanie szabelka przez Argentynę chodzi.

  8. agusia@onet.pl
    15/02/2012 at 10:31

    > Nic to! Zioło najwyraźniej wciąż krążyło, to w styczniu Związek zorganizował Superclásico, czyli derby między River a odwiecznym rywalem Boca Juniors. Dodajmy – derby o nic, bo obie ekipy są wciąż w różnych ligach, żaden to puchar, żadne eliminacje. “Przyjacielskie derby”, jak powiedział rzecznik prasowy Związku. Stawka mniej więcej taka, jak w meczu TVNu z reprezentacją Sejmu. Ale kasa za bilety jest, z reklam też spłynęło co trzeba: można palić dalej.

    takie “superclasico” towarzyskie są organizowane co roku w ramach Torneo de Verano i to normalne, że także w miastach na drugim końcu Argentyny (Mendoza), radzę odstawić zioło

  9. 15/02/2012 at 18:29

    Nie zgadzam się.

    Torneo de Verano są rozgrywane co roku, to prawda, ale są to mecze o nic, tylko dla satysfakcji kibiców w wakacje. Superclásico to mecze ligowe, gdzie gra się o punkty mogące zaważyć na mistrzostwie. Możemy się o to pospierać, ale ja odbieram to właśnie tak i dokładnie tak samo odbierali to moi argentyńscy znajomi, którzy w tym roku ostro używali sobie (i ci od Boca, i ci od River) na Facebook’u, pisząc, że chodzi tylko o wyciśnięcie kasy z ludzi. Szególnie, że nie wypalił plan “ratowania” River przez połączenie lig i de facto Superclásico zabrakło, więc trzeba było jako takie zareklamować grę o nic.

    To nie jest gazeta, encyklopedia, czy poważny serwis sportowy. To traktujący o sprawach zagranicznych blog. I nic więcej. Więc forma jest taka, a nie inna. Jeżeli komuś po przeczytaniu powyższego posta wydaje się, że naprawdę próbuję dowieść, że piłkarscy działacze w Argentynie palą na potęgę z bonga, to znaczy że powinien sobie porobić jakieś ćwiczenia ze zrozumienia ironii (to do pana Anonima).

    Post jest o tym, że argentyńska piłka osiąga coraz wyższe poziomy żenady. Żenadą jest, że po spadku piłkarskiego klubu do drugiej ligi, robi się z tego aferę, jakby chodziło o klęskę głodu, a Passarella dostaje natychmiastową audiencję u Cristiny “w sprawie kryzysu”. Żenadą jest, że później Związek debatuje publicznie o połączeniu dwóch lig, wciskając kity o tym i tamtym, kiedy każde dziecko wie, że chodzi o kasę. Żenadą jest, że na czele tego korupcyjnego układu od lat stoi Grondona i że mimo trwających od lat nawoływań w mediach, żeby się go wreszcie pozbyć, jest postacią nie do ruszenia. Żenadą jest też nazwanie tegorocznego sezonu “Generał Belgrano”. I nie chodzi o to, że w samej Argentynie to tak naprawdę nie jest jakiś gorący temat (sezon jest przecież chrzczony na nowo co roku), tylko że narodowy sport jest wykorzystywany do rozgrywek politycznych. Prowadzonych zresztą na żenującym poziomie.

    Tak, można to wszystko napisać prosto z mostu, z przecinkami we właściwych miejscach. A można też, sugerując, że to wszystko przez ogólnodostępną marihuanę. Ocenę pozostawiam czytelnikom.

    Pzdr.

  10. kociarz
    03/03/2012 at 20:51

    Jestem pod wrażeniem. Bardzo ciekawy tekst i przeczytałem go z przyjemnością (a jestem raczej antyfanem piłki kopanej).
    Jeżeli argentyńskich działaczy tłumaczy legalizacja marihuany to co tłumaczy polskich?
    Trafiłem na blog przypadkiem, ale raczej zostanę na dłużej – atmosfera, sposób pisania i tematyka bardzo mi odpowiadają. Pozdrawiam serdecznie autora🙂

  1. No trackbacks yet.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: