Archive

Posts Tagged ‘Honduras’

Sandra robi botoks

Upływający tydzien spokojnie możemy zaklasyfikować jako mocno penitencjarny.

1. Świstak zaraz nie będzie miał w co zawijać

Wiadomość tygodnia, to oczywiście powrót wojny domowej na Wybrzeże Kości Słoniowej. Co prawda jeszcze nie oficjalnie, ale wszystko na to wskazuje.
Podłoże jest dokładnie wyjaśnione we wpisie z 12 grudnia, ale przypomnijmy szybko, że poprzedni konflikt wybuchł w 2002 r. i de facto podzielił kraj na dwie połowy: kontrolowaną przez rebeliantów północ i rządowe południe. W 2007 obie strony podpisały zawieszenie broni i wszystko miało pójść w niepamięć w listopadzie zeszłego roku, podczas wyborów prezydenckich. Z tym, że rządzący do tej pory Laurent Gbagbo obraził się na wyniki, powiedział, że nie uzna swojej przegranej i zamknął się w budynkach rządowych. Tymczasem uznawany przez resztę świata za nową głowę państwa Alassane Ouattara też nie wychodzi ze swojej siedziby, którą jest obstawiony przez błękitne hełmy luksusowy hotel. W kraju pat, czasem jakieś ruchawki na ulicach, są zabici i ranni.
Partyzanci z północy najwyraźniej nie wytrzymali już ciśnienia i w nocy z czwartku na piątek zajęli miasto Zouan-Hounien przy granicy z Liberią. Z której na pomoc Gbagbo ciągną ponoć wzywani przez niego najemnicy. Według statystyk UNHCR, z kraju ucieka już ok. 5 tys. osób dziennie. Nowa wojna wisi w powietrzu.
Tymczasem ceny kakao osiągnęły najwyższy poziom od 32 lat (przypomnijmy, że 1/3 nasion na świecie jest produkowana właśnie na Wybrzeżu Kości Słoniowej, a Unia Europejska nałożyła na nie embargo, licząc, że zmusi Gbagbo do oddania władzy). Innymi słowy: ruszajcie do sklepów po czekoladę, bo Dział Zagraniczny przewiduje smutną Wielkanoc.

2. Prison botoks

W grudniu Dział Zagraniczny zajmował się też tym, że kartele narkotykowe w Meksyku się feminizują, a najsłynniejszą kobietą-narco jest tam Sandra Ávila Beltrán. Znana jako Królowa Pacyfiku.
Królowa siedzi teraz w stołecznym więzieniu i czeka, jak potoczą się jej losy, a na rozprawach ewidentnie nie chce wypaść źle, bo dwa tygodnie temu przez media przetoczyła się wiadomość, że władze aresztu pozwoliły pewnemu doktorowi odwiedzić Sandrę za kratkami i strzelić jej kilka zastrzyków z botoksu. Co – jak łatwo się domyślić – nie należy do tej samej grupy praw więźnia, co np. prysznic.
Naczelnika zakładu oczywiście zwolniono, ale w ten piątek zdołał się poskarżyć, że nieniesłusznie, bo botoks był nie dla Królowej, tylko dla niego samego. Chciał chłopak dobrze wyglądać na spacerniaku. Sandra całą sprawę komentuje tak:

Sandra robi botoksJaki botoks? Fot. EFE

3. Tenis, mąka, sznaucery

Skoro już Meksyk, to odnotujmy, że w poprzedni weekend zaczął się w Acapulco Mexican Open. Miejscowi gangsterzy postanowili uczcić turniej tenisa, mordując 13 osób i podpalając pięć samochodów. Nie wiadomo, czy wcześniej robili sobie zastrzyki z botoksu.

Rzutem na taśmę, przelećmy sobie jeszcze jeden z ulubionych tematów Działu Zagranicznego: przestępczość w Ameryce Centralnej. W poprzednią niedzielę, w Gwatemali komuś nie spodobało się, że klub piłkarski Xinabajul (z miasta Huehuetenango) ma kiepskie wyniki, w związku z czym zastrzelił jego prezesa (w listopadzie to samo spotkało szefa klubu Malacateco). We wtorek, w stolicy kraju tłum zlinczował czterech mężczyzn podejrzanych o kradzież… mąki (w zeszłym roku kolektywna sprawiedliwość ulicy zakatowała w sumie 39 osób). A tego samego dnia, w sąsiednim Hondurasie, inni złodzieje zastrzelili ewangelickiego pastora, bo nie chciał im oddać… swoich dwóch sznaucerów. Dział Zagraniczny doszukał się tylko, ze oba skradzione psy to szczeniaki, nie wiadomo czy miniaturki, czy olbrzymy.

4. No tak, no, zabił, ale ma kartę “Wychodzisz z więzienia”

Informowaliśmy już w dwóch podsumowaniach tygodnia, o sytuacji Amerykanina w Pakistanie, który zastrzelił dwóch mężczyzn na ulicy, twierdząc że w samoobronie. Ten tydzien przyniósł już pewne informacje, że Raymond Davis co prawda członkiem CIA nie był, ale działał “na zlecenie” agencji. Czytaj: był płatnym mordercą. Stany mają jednak taką twardą zasadę, że nie porzucają swoich ludzi w potrzebie, w związku z czym dowodzą, że zabójca czy nie, to przed strzelaniną został wpisany na listę pracowników ambasady i immunitet ma. Więc, Pakistanie, przestań szlochać i wypuść Raymonda.
Dział Zagraniczny nie wgłębia się w sprawę jakoś szczególnie, ale pierwsze co przychodzi do głowy to: Waszyngtonie, bardzo git z twojej strony, że nie porzucasz ziomka w potrzebia, szkoda że równocześnie dajesz wszystkim prawdziwym pracownikom ambasady w Islamabadzie jasny sygnał “Chłopaki, czas bardzo szybko zmienić siedzibę firmy”.

5. Łaska pańska

Zajrzyjmy szybko do sąsiada. W Afganistanie na wolność wyszedł właśnie Sayed Mussa. Mężczyzna trafił do więzienia w maju zeszłego roku, po tym jak lokalna telewizja pokazała nagrania, na których widać modlących się Afgańczyków, którzy zmienili wiarę na chrześcijaństwo. Większość szybko się ukryła, ale Sayed wpadł.
W kraju teoretycznie panuje wolność wyznania, ale prozelityzm (czyli właśnie zmiana wiary, czytaj: przede wszystkim z islamu na jakąkolwiek inną) jest surowo zabroniony. Mussie groziła nawet kara śmierci. Po 9 miesiącach odsiadki i licznych międzynarodowych naciskach, mężczyzna został wypuszczony z aresztu, a prokuratura umorzyła dochodzenia. Formalnie z braku wystarczających dowodów, nieoficjalnie podobno pod warunkiem, że Sayed wróci do dawnego wyznania.
W więzieniu wciąż przebywa inny mężczyzna, zatrzymany pod tymi samymi zarzutami.

6. Kto butem wojuje, od buta ginie

Jeszcze kraje muzułmańskie. Czytelnicy Działu Zagranicznego być może kojarzą kim jest Muntazer al-Zaidi, ale jeżeli nie, to wyjaśniamy, że to ten były dziennikarz z Iraku, który wsławił się ciśnięciem buta w stronę ówczesnego prezydenta USA, George’a W. Bush. Przypomnijmy:

Al-Zaidi został wówczas na krótko aresztowany. W tym tygodniu powtórnie trafił do paki, za publiczne nawoływanie do rebelii w stylu egipskim. Na razie nie wiadomo jeszcze, ile czasu spędzi za kratkami.
W ramach ciekawostki, przypomnijmy tylko, co przez ostatnie lata działo się z facetem, który zapoczątkował prawdziwą falę rzucania butami w nielubianych polityków (ofiarami, oprócz Busha, padli też między innymi Wen Jiabao, Dominique Strauss-Kahn, Palaniappan Chidambaram, oraz Mahmud Ahmadineżad). Otóż w grudniu 2009, Al-Zaidi sam stał się celem takiego ataku: swoim obuwiem cisnął weń na konferencji prasowej inny dziennikarz, który oskarżył Muntazera o wybielanie dyktatury Saddama Husajna. Zaidi od jakiegoś czasu mieszkał w Bejrucie, gdzie pisywał felietony do miejscowej gazety. Emigracja mu się najwyraźniej znudziła, ale jak widać, powrót do domu w jego przypadku oznaczał powrót na więzienną pryczę.
Ciekawe, czy w bagdadzkim areszcie robią botoks?

7. Kevin Costner wraca do gry!

Wyspy Marshalla zalało. Konkretnie Majuro, stolicę, którą zamieszkuje ponad połowa z wszystkich 55 tys. mieszkańców archipelagu.
Wyspy Marshalla są znane z dwóch rzeczy. Pierwsza jest taka, że drugie największe skupisko ich mieszkańców – wyspa Ebeye – jest powszechnie uważana za najgorszy slums na Pacyfiku. A druga to fakt, że najwyższe wzniesienie w kraju to niecałe 3 metry nad poziomem morza. A według oceanologów, poziom wód na świecie będzie się przez następne lata podnosił. W związku z czym rząd Wysp Marshalla ogłosił właśnie, że wybuduje wokół stolicy wielki mur, który powstrzyma zalania.
Dział Zagraniczny mówi: Waterworld!

KevinNiektórzy w młodości wierzyli w Jezusa, Dział Zagraniczny wierzył w Kevina Costnera

8. Czyli nie macie kasy?

I to podsumowanie tygodnia zakończmy radosnym, morskim właśnie akcentem. Na Sri Lankę wrócili właśnie rybacy, których kuter zaginął na Oceanie Indyskim na początku miesiąca. Marynarze wyjaśnili, że po prostu napadli ich piraci, którzy dokonali abordażu, zabijając dwóch rybaków i uprowadzili łódź do Somalii. I dopiero wtedy postanowili pogadać ze swoimi ofiarami. Według tych drugich, dialog wyglądał z grubsza tak:
– Jesteście z Iranu?
– Nie, ze Sri Lanki.
– A, czyli nie macie kasy? No to sorry, nasza pomyłka. Możecie wracać do domu.
Dział Zagraniczny nie posiada się z radości, że są jeszcze na świecie piraci, którzy wykazują empatię.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

PS W ramach tygodniowego bonusa, video ze spotkania piłkarskich reprezentacji do lat 20 w meczu Ekwador-Chile. Komentarz po hiszpańsku, ale wystarczy się przyglądać:

Advertisements

Kanibale i bluźniercy

Kolejny raz z rzędu mamy obsuwę jednego dnia. I z następnym podsmowaniem tygodnia może niestety być tak samo, ale później wrócimy już do zamieszczenia podsumowań tygodnia w niedziele. Przepraszamy, zapraszamy.

1. James Bond w galabiji

Wydarzenie tygodnia to oczywiście niepokój w krajach arabskich. Ale nie tych od ośrodków wczasowych. Oman ogłosił, że nakrył u siebie szpiegów z sąsiednich Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Podobno chodzi o to, że Maskat trzyma się blisko z Teheranem, a Abu Zabi z Waszyngtonem i Bondowie w galabijach mieli się dla kolegów ze Stanów dowiedzieć co w trawie piszczy. Ale wpadli i teraz tradycyjnie jeden kraj oskarża, drugi mówi, że nie wie o co chodzi, a Amerykanie martwią się, że podrożeje benzyna.
Trzeba było zatrudnić Daniela Craiga w przerwie zdjęć do filmu, gdzie kowboje walczą z UFO.

2. Madagaskar

Stany zaliczyły też małą wpadkę na fali ostatnich palestyńskich sukcesów. Przez Amerykę Łacińską przetoczyła się bowiem fala oficjalnych uznań arabskiego państwa i nawiązywania stosunków dyplomatycznych (np. w tym tygodniu do tego grona dołączył Paragwaj). We wszystkich przypadkach powody tej decyzji są różne, ale np. Chile nie chciało pozostawać w tyle za sąsiadami, zważywszy na to, że ma na kontynencie największą palestyńską mniejszość. Co nie uszło uwadze Condoleezzie Rice w czasach, gdy jeszcze była Sekretarzem Stanu w administracji Busha. Według ujawnionych właśnie przez Wikileaks dokumentów, trzy lata temu zaproponowała na spotkaniu w Berlinie, żeby zamiast rozważać powrót palestyńskich uchodźców do ich dawnych domów w dzisiejszym Izraelu, wszystkich hurtowo wysłać właśnie do Chile. I może jeszcze Argentyny, bo ma sporo miejsca.
Błyskotliwy pomysł! Pani Sekretarz, co potem? Żydzi na Madagaskar?

2. Eugenika trzyma się mocno

W Rwandzie na 26 tys. kilometrów kwadratowych gnieździ się ponad 10 mln mieszkańców, a wysoki przyrost naturalny oznacza, że już niedługo będzie ich jeszcze więcej. Inaczej mówiąc: jest ciasno. Rząd w Kigali postanowił walczyć z przeludnieniem, zanim osiągnie niepokojące rozmiary. I proponuje mężczyznom bezpłatną wazektomię.
– W ciągu trzech lat chcielibyśmy wysterylizować 700 tys. mężczyzn – oświadczył Minister Zdrowia Richard Seizbera.
Tymczasem zupełnie inaczej z nadmiarem obywateli radzi sobie Etiopia. Departament Stanu USA ogłosił właśnie, że co prawda w ubiegłym roku Amerykanie adoptowali najmniej zagranicznych dzieci od 1995 roku, ale za to nowy dom w Stanach znalazło aż o 200 proc. więcej sierot z Etiopii niż zwykle.
Rwando, da się bez sterylizacji.

3. Strefa podwyższonego ryzyka

Honduras to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie (drugie miejsce – po Salwadorze – w rankingu morderstw na głowę mieszkańców), ale dla osób, które w pewnym momencie postanowiły zmienić płeć, to już zupełny koszmar. W zeszłym roku brutalnie zamordowano tu 21 kobiet trans, a tylko przez ostatnie dwa miesiące ofiarami zostało kolejnych 6. W dodatku ślady na ciałach wskazują, że wszystkie były przed śmiercią torturowane.
Transsekusaliści są szczególnie narażeni na niebezpieczeństwo, bo prawie nikt nie chce ich zatrudniać i żeby zarobić na życie, muszą się prostytuować, często narażając się na przemoc ze strony swoich klientów. Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka wyraziła “głębokie zaniepokojenie” sytuacją transseksualistów w Hondurasie, a rząd odpowiedział stworzeniem specjalnej komórki policyjnej, która będzie zajmować się przestępstwami wobec członków tej społeczności. Tymczasem na spotkaniu zorganizowanym w tym tygodniu w Tegucigalpie przez organizacje LGBT, transseksualiści opowiadali, że często to właśnie stróże prawa są tymi, którzy ich napadają, katują i wymuszają pieniądze. Rzecznik policji powiedział, że będą się starać. Cokolwiek by to nie znaczyło.

4. Hannibal Lecter to mięczak

Jeżeli już o latynoskiej policji, to na pewno postarała się w Argentynie, aresztując w tym tygodniu Marcela Brandana Juareza, który ukradł samochód, pistolet, a potem próbował porwać dwóch biznesmenów. Kraj ogarneła panika, ale bardziej z powodu tego, co Marcelo robił wcześniej. W 1996 roku był on bowiem przywódcą najkrwawszego w argentyńskiej historii buntu więziennego. Kilkunastu skazańców, których media błyskawicznie okrzyknęły “12 apostołami śmierci”, z zimną krwią zamordowało pilnujących ich w Sierra Chica strażników, wzięło resztę więźniów jako zakładników, a po kilku dniach niektórych z nich też zabiło, żeby móc ich ugotować i zjeść. Tak, zjeść. Nie wymyślam tego. Zanim szturm sił porządkowych zdołał spacyfikować buntowników, zdążyli jeszcze rzutem na taśmę grupowo zgwałcić kobietę, która została do nich wysłana jako negocjatorka, a potem jeszcze podpalić kilka budynków.
Dlatego teraz szybka i sprawna akcja policji została całkowicie zignorowana, za to wszyscy od Patagonii po Jujuy ryglują zamki i zastanawiają się jak to możliwe, że masowy morderca i kanibal w ogóle wyszedł na wolność.
Dział Zagraniczny widzi tu nowy film Roberta Rodrigueza.

KanibalArgentyński sposób na przejęcie horroru od hiszpańskiej kinematografii (Fot. Clarin)

5. Analfabeci piszą bluźnierstwa

Tymczasem na innym kontynencie kary więzienia rozdają jak leci. W Pakistanie sądzony jest właśnie nastolatek, który zdaniem jego nauczyciela, obraził na pisemnej klasówce Mahometa. Sprawa jest o tyle ciężka, że artykuł 295 (paragraf C) pakistańskiego prawa karnego przewiduje za bluźnierstwo tylko jedną karę: śmierć. I nieletni nie mają w tej kwestii żadnej ulgi. W 1995 roku sąd wydał taki właśnie wyrok (i dorzucił jeszcze grzywnę i ciężkie roboty przed egzekucją) na zaledwie 14 letniego Salamata Masiha, który też miał rzekomo napisać coś obraźliwego wobec Proroka. Oskarżenie miało jednak pewien feler: okazało się, że Salamat to analfabeta. Więc sędzia wykazał się myśleniem i chłopca uniewinnił.
Organizacje praw człowieka zalewają teraz rząd w Islamabadzie listami, w których domagają się zwolnienia aresztowanego nastolatka i zmiany kontrowersyjnego prawa. To ostatnie może być jednak wyjątkowo trudne, jeżeli nie niemożliwe. Dział Zagraniczny już na początku stycznia informował, że Salman Taseer, gubernator Pendżabu, który głośno krytykował prawo o bluźnierstwie, został za to zamordowany przez własnego ochroniarza. A Arif Iqbal Bhatti, sędzia, który przed laty uniewinnił analfabetę Salamata, po latach też został zastrzelony. Zamachowiec nie ukrywał, że właśnie za tamten wyrok.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Plecak to nie bank

Po sympatycznym pierwszym tygodniu roku, wszystko wróciło do normy: na świecie znowu jest niefajnie.

1. Alchemik i ajatollahowie

Trudno nie zacząć od informacji, która sprawia, że pół Facebooka wchodzi na fanpejdża rządu Iranu i klika “I like”. Ajatollahowie zbanowali twórczość Paulo Coelho. Całą, bez wyjątku. Tym samym czytelnikom od Tebryzu do Zahedanu miłościwie oszczędzono takich perełek jak: “Czasami zło przychodzi pod maską dobra, lecz jego prawdziwym celem jest szerzenie zła”, albo “Wszystkie twoje myśli i odczucia mogą przyczynić się do twojego rozwoju”.
Na tym niestety kończy się schadenfreude, bo okazuje się, że zakaz ma uderzyć nie tyle w patrona wakacyjnych miłości na koloniach we Fromborku, co w jego lokalnego wydawcę. Arash Hejazi był bowiem jednym z mężczyzn, którzy w czerwcu 2009 roku próbowali bezskutecznie reanimować Nedę Agha-Soltan, zastrzeloną przez tajną milicję podczas zamieszek po sfałszowanych wyborach prezydenckich. Zamieszczone na Youtube nagranie jej śmierci szybko stało się symbolem tamtych wydarzeń, a Hejazi (na filmie to ten w białej koszulce) wielokrotnie wypowiadał się później w opozycyjnych i zachodnich mediach przeciw reżimowi w Teheranie. Ostatni zakaz ma być tylko częścią represji, które rząd stosuje wobec niepokornego wydawcy.
Coelho na swoim blogu apeluje do rządu Brazylii o działanie w tej sprawie. Dział Zagraniczny po raz pierwszy w życiu go popiera.

2. Znikające setki

W okolice Iranu (a konkretnie do Turcji, Kuwejtu i Kataru) miała jakoś w najbliższych dniach wpaść z wizytą Cristina Fernandez, prezydent Argentyny. W podróż zabierze pewnie tylko krakersy i wodę, bo na więcej jej nie stać, po tym jak została okradziona. Serio, to tak głupia historia, że Dział Zagraniczny musiał sprawdzić w kilku źródłach czy to czasem nie jakiś lokalny prima aprilis.
W skrócie było tak, że pracownik jej kancelarii podjął dokładnie 68 tys. dolarów i 17 tys. euro w Departamencie Skarbu, wypchał sobie nimi plecak i pojechał do domu. Według jego zeznań, kilka skrzyżowań od mieszkania napadło go trzech zamaskowanych mężczyzn na motorach i zrabowało forsę.
Moc. Rzecz działa się w uwielbianej przez artystów i studentów dzielnicy Palermo. Która przez cały poprzedni rok była na czołówkach lokalnych gazet z powodu dramatycznej fali napadów z bronią w ręku. Dział Zagraniczny ma radę dla pani prezydent: Cristino, zatrudniaj chłopaków, którzy czytają prasę.

Zostańmy jeszcze na chwilkę przy kasie i Palermo. W środku dzielnicy jest niewielki park poświęcony Conquista del Desierto, militarnej kampanii z końca XIX w., dzięki której Argentyna zapewniła sobie kontrolę nad Patagonią. I w której dowodcą był Julio Argentino Roca, późniejszy prezydent republiki. Julio do tej pory miał w kraju swoje ulice, place, pomniki, trafił też na 100-pesowy banknot. Ale niedługo może z niego zniknąć.
Podbój południa był bowiem takim lokanym holocaustem na małą skalę. Wszystkich indian, którzy stawiali jakikolwiek opór, wycięto, a resztę wzięto w niewolę i zadbano, żeby nie mogli się rozmnażać. W rezultacie dziś Patagonię zamieszkuje zaledwie garstka rdzennych mieszkańców, reszta to potomkowie imigrantów z Europy.
Coraz więcej Argentyńczyków zaczyna więc dochodzić do wniosku, że 10-metrowe pomniki ku czci Julia są może lekko passé. Tucumán i Santa Cruz już zmieniły nazwy ulic wcześniej noszące jego imię, takie same plany są rozpatrywane w Mendozie, Rosario i Buenos Aires. Podobno niedługo do parlamenty ma wpłynąć wniosek o usunięcie byłego prezydenta z banknotów.
Dział Zagraniczny znowu radzi: na kolejną podróż zagraniczną wyciągnąć tylko nieaktualne setki i wymieniać już na miejscu.

PesoTo już niedługo będzie item kolekcjonerski

3. Łuski

W poniedziałek straż straż Jamajki ostrzelała kuter rybacki z Hondurasu, który rzekomo kłusował na ich wodach terytrialnych. Zginął kapitan jednostki. Kilka godzin wcześniej w identycznej sytuacji, iracki kuter na swoich wodach zaatakowały siły kuwejckie. Tylko, że w Zatoce Perskiej rybacy odpowiedzieli ogniem. Trzech jest rannych, czterech “zaginionych”, nie żyje też funkcjonariusz z Kuwejtu.
Panowie, może przed otwarciem ognia warto podpłynąć i zagadać?

4. Teresa Orlowsky w hidżabie

Zostajemy w regionie i spoglądamy na nasz ulubiony Somaliland. Gdzie pewien Niemiec kręcił sobie amatorskie porno. Ale niestety wpadł. I zgodnie z surowym islamskim prawem, został skazany na cztery lata odsiadki (po której zostanie deportowany i dostanie urzędowy zakaz powrotu do kraju nad Zatoką Adeńską) oraz 10 tys. dolarów grzywny. Dla 72-latka jest jednak pewnie jakaś nadzieja, bo jak wiemy ze sprawy najemników z Saracen International, dla okazujących hojność rząd w Hargejsie ma w rękawie ułaskawienia.
Na które jednak nie mogą liczyć występujące w filmach miejscowe dziewczyny, również skazane. Rok i 900 dolarów grzywny każda. Gunter, okaż solidarność koleżankom z planu.

5. Polowanie po brazylijsku

No i last but not least, skandal dyplomatyczny w Brazylii. Skandal z paszportami dyplomatycznymi, konkretnie. Wyszło bowiem na jaw, że w ostatnich dniach swojego urzędowania, prezydent Lula da Silva (magiczne 87 proc. poparcia na koniec drugiej kadencji: Białorusio, a jednak można bez dodatkowych kart do głosowania), sprezentował swoim dwóm synom takie właśnie dokumenty.
Prawo mówi, że paszporty dyplomatyczne przysługują prezydenckim dzieciom do 21 roku życia, chyba że studiują – wtedy granica zostaje podniesiona do 24. Rzecz w tym, że Luiz Claudio ma lat 25, a Marcos Claudio 39. Wykorzystano więc artykuł, który mówi, że papiery można dać w zasadzie każdemy, pod warunkiem, że “służy to interesom państwa”.
Nie wiadomo, czy prawo do wjazdu prezydenckich pociech na teren USA bez wizy faktycznie przysłuży się Brazylii, ale cała sprawa inspiruje Dział Zagraniczny. Bronku, 40 milionów paszportów dyplomatycznych i nie będziesz musiał już publicznie gadać o bezpiecznych kobietach podczas polowania.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Babylon by Bus

Już kilka razy poruszaliśmy w Dziale Zagranicznym problem autobusów: jeżeli mieszkasz w niespokojnym kraju, to chodź piechotą, bo pierwsze za co tłum bierze się podczas zamieszek, to podpalanie właśnie autobusów. Ale jest takie miejsce, gdzie nie trzeba nawet małej demonstracji, żeby transport publiczny poszedł na złom razem ze swoimi pasażerami.

Ameryka Środkowa i Karaiby to najniebezpieczniejsze miejsce na ziemi. W pierwszej dziesiątce rankingu państw z największą liczbą morderstw na 100 tys. obywateli, aż 8 to reprezentanci tego regionu. Statystycznie na Jamajce czy w Belize łatwiej paść od kuli bandyty niż w Iraku czy Afganistanie. A śmierć pod ostrzałem jest najbardziej prawdopodobna, gdy bierzesz autobus z pracy do domu.

Wystarczy przejrzeć najnowsze wiadomości. Dziś rano nieznani sprawcy ostrzelali minibusik w Hondurasie, zabijając osiem osób. Wczoraj w Georgetown, stolicy Gujany, ktoś odpalił granat na przystanku autobusowym: jedna ofiara śmiertelna, dziewiętnaście rannych. Do rachunku można jeszcze dorzucić sześć osób, które w poniedziałek rozerwała bomba podłożona pod autobus w Gwatemali.

Autobus po atakuGwatemalski autobus po wybuchu (Fot. Rodrigo Abd/AP)

W tym ostatnim kraju jest zresztą najgorzej. To panoszące się po kraju Maras (brutalne uliczne gangi wywodzące się z latynoskich dzielnic Los Angeles, ale obecnie siejące postrach w Ameryce Środkowej) stoją za prawie wszystkimi brutalnymi morderstwami. Wymuszają na kierowcach autobusów wysokie haracze, które nazywają “podatkiem drogowym”. Jeżeli chcesz dowieźć pasażerów swojego Ikarusa do celu żywych, to nie ma bata: musisz bulić. Dla tych, którzy się stawiają, albo po prostu nie wyrabiają z opłatami, gangi nie mają litości: w 2010 roku z zimną krwią zastrzelili prawie 200 pracowników transportu.

Pasażerowie czasem nie wytrzymują i tłumom na ulicach zdarza się zlinczować gangsterów, w których przechodnie rozpoznają zabójców. Ale, jak widać, nie powstrzymuje to pozostałych od dalszego siania terroru na drogach.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.