Archive

Posts Tagged ‘Iran’

Cthulhu planuje najbliższe wakacje na Karaibach

Znowu dzień opóźnienia. Ale co mówić – wyścigi się zaczęły na Służewcu.

1. Początek sezonu

W Afryce już chyba na dobre rozpoczął się sezon zamachów stanu. Po nieudanych próbach w Demokratycznej Republice Konga i na Madagaskarze, przyszedł czas na Burkina Faso.
Ruchawka zaczęła się już w czwartek, kiedy na ulice Ouagadougou wyległy tłumy, jakich stolica nie widziała od lat. Tysiące ludzi protestowało przeciw rosnącym kosztom życia, bo konflikt w sąsiednim Wybrzeżu Kości Słoniowej spowodował, że w kraju mocno podskoczyły ceny cukru, oleju do smażenia, mleka w proszku itd. Na cywilnym proteście pewnie by się skończyło, ale na nieszczęście dla głowy państwa, adrenalina przelała się do jego pałacu. I za broń chwycili żołnierze z jego straży przybocznej, którzy gwałtownie postanowili dać do zrozumienia, że nie podobają im się opóźnienia w wypłatach żołdu. Strzelanina rozpoczęła się tuż po zachodzie słońca, a bunt szybko rozprzestrzenił się na inne wojskowe baraki. Prezydent Blaise Compaore musiał salwować się ucieczką.
Jakby tego było mało, w sobotę – kiedy wojskowi już się uspokoili – stolicę spustoszyli lokalni kupcy. Z dymem poszła siedziba partii rządowej, zdemolowane zostały też budynki parlamentu, ministerstwa handlu i jeszcze kilka innych. Manifestanci wykrzykiwali, że żołnierze złupili ich kramy, ograbili ich z oszczędzności życia, że biją i gwałcą, a rząd nic sobie z tego nie robi (faktycznie, żeby nie sięgać daleko – w marcu grupa wojskowych też podniosła krótkotrwały bunt i z bronią w ręku odbiła z więzienia kolegów, odsiadujących tam kary za gwałty, a władze po prostu przymknęły oko na cały incydent).
Campaore do niedzieli odzyskał kontrolę, mianował nowych szefów armii i gwardii przybocznej, a w kraju zapanował spokój. Pytanie tylko na jak długo. Prezydent zdobył władzę w 1987 r. w zamachu stanu, ale przez ostatnie lata wyrósł na regionalnego rozjemcę. Aktywnie mediował pomiędzy zwaśnionymi stronami na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w zeszłym roku pomógł wynegocjować przekazanie władzy cywilom przez juntę wojskową w Gwinei, wcześniej załagodził też konflikt w Togo. Niewykluczone, że jeżeli sytuacja w Burkina Faso się nie poprawi, to niedługo sam będzie potrzebował pomocy jakiegoś kolegi z sąsiedztwa.

2. Jesteśmy twierdzą

A tymczasem, po drugiej stronie kontynentu temperatura też nie spada. W Swazilandzie (mimo zapewnień ministra, że do niczego nie dojdzie) tłumy wyszły na ulice w 38. rocznicę delegalizacji wszystkich partii politycznych. Policja odpowiedziała armatkami wodnymi, gazem łzawiącym, gumowymi kulami i starym dobrym obijaniem pałą po plecach. Aresztowano przywódców związków zawodowych, działaczy opozycji demokratycznej i relacjonujących wydarzenia dziennikarzy. A kilku polityków z sąsiedniej RPA, którzy głośno wyrazili swoje oburzenie wydarzeniami po drugiej stronie granicy, dostało bana na wjazd do Swazilandu. Co ulubieniec Działu Zagranicznego, minister Lutfo Dlamini, skomentował jak na siebie przystało: “Nic mi o tym nie wiadomo”.

Swoją drogą, oficjalna dewiza Swazilandu brzmi: “Jesteśmy twierdzą”. Ehe.

Swaziland protestujeTwierdza od środka (Fot. AP)

3. Szacunek za podjęcie walki

Marsze przeciw wysokim cenom odbyły się też w Ugandzie, mimo że – uwaga, suspens – władze ich zakazały. W skrócie było tak: Kizza Besigye (który w lutym przegrał wybory prezydenckie z rapującym Yowerim Musevenim) stanął sobie na czele tłumu i ruszył dumnie do przodu, tylko po to, żeby 10 minut później zostać zblokowanym przez policję i stać na środku wielkiego rowu pod palącym słońcem. Kiedy wreszcie po kilku godzinach, stróżom prawa wydawało się, że manifestanci są zmęczeni i kordon poluzowano, ci ruszyli w dalszą trasę. Więc kilometr dalej dostali gazem łzawiącym i gumowymi kulami. Jedna z nich uszkodziła dłoń Besigye, który natychmiast po wydarzeniach został hospitalizowany, a w tym czasie kilku jego kolegów, w tym nowo wybrany burmistrz Kampali, zostało na parę godzin wsadzonych z kratki.

W Polsce działają triady, tzn. porozumienia nabojek różnych zaprzyjaźnionych klubów z północy, centrum i południa. Na przykład zgoda Arki z Lechem i Cracovią, albo Lechii ze Śląskiem i Wisłą. Dział Zagraniczny zastanawia się, czy podobną zawiążą Campaore, Museveni i Mswati III.

4. Peja nosi brodę

Zupełnie inaczej radzi sobie inny ulubiony rząd Działu Zagranicznego. Władze Somalii (przynajmniej te oficjalnie uznawane na świecie, czyli de facto kontrolujące tylko stolicę) po tym, jak same sobie przedłużyły kadencję, postanowiły ogłuchnąć na krytykę. W Nairobi odbyło się spotkanie z inicjatywy ONZtu, którego uczestnicy powiedzieli rządowi w Mogadiszu: “Chłopaki, nie wygłupiajcie się”. Na co ci drudzy, olawszy wcześniej wysłanie jakiegokolwiek przedstawiciela do Kenii, odpowiedzieli w oficjalnym komunikacie: “To spotkanie nie realizuje potrzeb Somalijczyków”.

+20 za konsekwencję.

Tymczasem przeciwnicy rządu numer jeden, czyli islamistyczne bojówki Al-Shabab, też walnęli stylóweczkę. Walczący w ich oddziałach Omar Hammami, urodzony i wychowany w Stanach, miał rzekomo zginąć w marcu. Ale żyje. Co postanowił ogłosić światu w jedny właściwy religijnym fanatykom sposób. Nagrywając gorącego rapa. Fragment tego militarystycznego bałnsu:

“There’s nothing as sweet as the taste of a tank shell
But it could be compared to being where the mortar fell”.

Dla zainteresowanych, całość do odsłuchania tutaj.

Dział Zagraniczny widzi co najmniej kilka możliwych duetów na polskiej scenie.

5. Dział Zagraniczny chce być członkiem tej komisji

Jak już o muzyce mowa, to dwie dobre wiadomości z Jamajki.

Po pierwsze, będzie remake “The Harder They Come”. Legendarny film z 1972 r., w którym po raz pierwszy na szeroką skalę pojawiło się reggae, w roli głównej wystąpił Jimmy Cliff, a na ścieżce dzwiękowej znaleźli się między innymi Desmond Dekker czy Toots and the Maytals, powróci w odświeżonej formie za sprawą Trudie Styler (producentki między innymi “Snatch” czy “Lock Stock and Two Smoking Barrels”), oraz Justine Henzell, córki zmarłego w 2006 r. Perriego Henzella, scenarzysty i reżysera oryginału.
Dział Zagraniczny nie może się doczekać.

Druga dobra informacja, to że gabinet Bruce’a Goldinga zastanawia się nad wprowadzeniem w życie postulatów z raportu Narodowej Komisji do spraw Ganji. Serio, tak się nazywało to grono (złożone z socjologów, prawników, lekarzy i innych tęgich głów dobranych na miejscowych wyszych uczelniach) w 2001 r., kiedy ówczesny rząd zlecił mu badania nad ewentualną legalizacją marihuany. Komisja powiedziała “irie!”, ale władze jakoś się do propozycji nie zapaliły (tak, wiem, nic nie poradzę, takie mam poczucie humoru, bliscy już narzekają). Teraz jednak parlamentarzyści wydają się sprawie przychylniejsi.

Gdyby Jamajka pośpieszyła się z legalizacją, to Dział Zagraniczny podejrzewa, że premiera “The Harder They Come” będzie najwspanialszym seansem w historii kina.

6. A teraz, drogie dzieci, opowiem Wam bajkę

A pierwszym, który wyrwał się przed szereg i postanowił skorzystać na rozluźnieniu kagańca na Jamajce, został ajatollach Mohammad Saeedi. Podczas niedawnej transmisji w irańskiej telewizji, postanowił podzielić się z widzami anegdotką o narodzinach Aliego Chameneiego, kolegi po fachu i faktycznego przywódcy Iranu.
– Tuż przed opuszczeniem ciałą swej matki, ajatollach rzekł “Ya Ali!”, na co położna odpowiedziała “Niech Ali otoczy Cię swoją opieką” – rzucił do kamer Saeedi, a Dział Zagraniczny od razu wiedział, że następne wakacje na Karaibach spędzą razem.

7. Lepsza połowa

A w ogóle, o co chodzi z tymi żonami? Dział Zagraniczny śledzi walkę Sandry Colom o fotel prezydencki po swoim mężu, a w tym tygodniu takie same plany ogłosiły Pierwsza Dama Dominikany, pani Margarita Cedeño, oraz koleżanka po fachu z Ghany, pani Nana Konadu Agyeman-Rawlings (choć trzeba przyznać, że pan Rawlings, na imię Jerry, jest na emeryturze od 2001 r.; na drugiej emeryturze, bo władzę brał w zamachach stanu dwukrotnie).

To może pomysł dla Mswatiego III? Żeby uspokoić Swaziland, może oddać władzę swojej żonie. W końcu ma ich 18, więc szerokie pole do popisu.

8. Czemu interpretują

Skandal na Niue. Jak widać, Barbuda nie jest jedynym wyspiarskim państewkiem, które postanowiło skapitalizować na ślubie Kate i Williama. Kraj na Pacyfiku wypuścił serię znaczków pocztowych z młodą parą. Sęk w tym, że znaczki są podwójne. To znaczy, na tym po lewej jest Kate. A na tym po prawej William. A przez sam środek idzie perforacja.
– Ludzie uważają, ze znaczki sugerują, że para w przyszłości się rozejdzie. Nie wiem, czemu tak to interpretują – powiedział premier Toke Talagi.

Znaczek slubnyZnaczki można zamówić w Nowej Zelandii za 5.80 NZD (Fot. AP)

9. Koon end Frends

A na koniec: Atlantyk. A konkretnie, jego część na północ od wybrzeży Gujany i Surinamu.
Brazylijczycy odkryli tam bowiem… ogromne wiry wodne. Oba mają po 400 km średnicy. Generalnie nie chce mi się o tym pisać, możecie sobie o nich poczytać tu i tu. W skrócie można tylko podsumować, że naukowcy nie do końca wiedzą, skąd te wiry się wzięły.

A Dział Zagraniczny wie: Cthulhu! Coon and Friends strajk bek, unikajcie koncertów Bibera.

No. ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Argentyńskie telenowele i Rastamysz

W tym tygodniu sporo wydarzeń miało coś wspólnego z opisywanymi już wcześniej w Dziale Zagranicznym historiami. Poświęćmy im trochę uwagi.

1. Twoja czekolada jest z przemytu

Dział Zagraniczny uwielbia czekoladę, więc zacznijmy od Wybrzeża Kości Słoniowej, gdzie od listopada zmieniło się niewiele. Gbagbo wciąż jest nieuznawany przez nikogo, ale nie chce się pogodzić z faktami. Ouattara jest dla reszty świata legalnym prezydentem, ale wciąż nie wychodzi z chronionego przez Błękitne Hełmy hotelu. Na ulicach ścierają się zwolennicy jednego i drugiego, jest już prawie 300 ofiar śmiertelnych, a ponad 80 tys. osób to uchodźcy wewnętrzni. No i oczywiście kakao osiąga ogromne ceny na rynku, bo świat wpadł na pomysł, że Laurenta zmusi do rezygnacji embargo na eksport tego owocu. Efekt? Szmugiel na ogromną skalę.
Tymczasem we wtorek, w siedzibie Ministerstwa Skarbu wybuchł gwałtowny pożar. Zanim strażacy opanowali sytuację, ogień zdążył strawić większość dokumentów i baz danych z państwowymi przychodzami i rozchodami. Dobry ruch, jeżeli chce się na uchodźctwie żyć z klasą.

2. Wielkanoc wciąż niespokojna

Na początku grudnia Dział Zagraniczny informował o zamieszkach na Wyspie Wielkanocnej, gdzie część mieszkańców chce ograniczenia liczby turystów odwiedzających co roku ich ojczyznę, a niektórzy dodatkowo żądają od Chile niepodległości.
Taktyka okupacji wciąż trwa i po tym, jak usunięto ich z lotniska i budynków rządowych, grupa protestujących zajęła jeden z luksusowych hoteli. Po wielu tygodniach negocjacji, siłom porządkowym skończyła się cierpliwość, więc policja przeprowadziła szturm na ośrodek i po prostu wyniosła aktywistów.
Ale wbrew pozorom, zbuntowani mieszkańcy odnieśli małe zwycięstwo. Podczas rozprawy sędzia Nora Bahamondes zawiesiła zarzuty o zajęcie cudzej własności, uzasadniając, że najpierw należy ustalić czy ziemia rzeczywiście należy do dewelopera, czy też faktycznie do miejscowej rodziny (która twierdzi, że ich przodkowie zostali jej pozbawieni podstępem).
Sprawę rozpatrzy Sąd Najwyższy.

3. Wybuch w mateczniku

Również w grudniu, nasz korespondent w La Paz opisywał sytuację na ulicach Boliwii po tym, jak rząd ogłosił, że przestanie dopłacać do benzyny, przez co z dnia na dzień jej cena skoczyła o blisko 80 proc. Chociaż władze bardzo szybko wycofały się z tego pomysłu, było to o tyle ciekawe, że to pierwszy przypadek, kiedy przeciw Evo Moralesowi wystąpili nie przedstawiciele opozycji z bogatego wschodu kraju, tylko jego najwierniejsi zwolennicy – biedota z Altiplano. Wtedy prezydent sprawnie rozbroił sytuację: podwyżki ogłoszono, kiedy był z wizytą w Wenezueli, a kiedy stało się jasne, że ulica tego nie zaakceptuje, wrócił i natychmiast je anulował.
Jednak w tym tygodniu musiał stanąć twarzą w twarz z problemami. Podczas przemówienia w rodzinnym Oruro, miejscowi górnicy najbierw głośno go wybuczeli, a chwilę później zaczęli demonstrację w typowy dla siebie sposób: odpalili dynamit. Morales pośpiesznie opuścił miasto. Tymczasem do protestów doszło też w La Paz, Cochabambie i Santa Cruz. Na szczęście dla rządu, fatalna pogoda szybko rozgoniła manifestantów.
Niezadowolenie bierze się z tego, że ceny transportu (a w Boliwii jest on całkowicie prywatny, więc władze niewiele mogą na tym polu zdziałać) wciąż rosną, a w zaopatrzeniu pojawiają się braki (zaczyna np. brakować cukru). I chociaż wynika to w dużej mierze z sytuacji globalnej (żywność drożeje na całym świecie), to dla Moralesa jest to na pewno poważny sygnał, że z reguł miłość ludu jest odwrotnie proporcjonalna do ceny mięsa.

Boliwia protestBoliwijska forma demokracji bezpośredniej (Fot. Juan Karita/AP)

4. Tragedii ciąg dalszy

Dział Zagraniczny podawał dwa tygodnie temu informację o pechowym skrzyżowaniu w Lahore, gdzie pewien Amerykanin najpierw zastrzelił dwóch mężczyzn, a chwilę później jego rodak – pracownik konsulatu – w tym samym miejscu przejechał jeszcze jednego.
Okazuje się, że sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, niż się z początku wydawała. Strzelec nazywa się Raymond Davies i od samego początku twierdzi, że działał w samoobronie. Tymczasem świadkowie zeznają, że to on pierwszy zaatakował mężczyzn i zastrzelił ich z zimną krwią. Amerykański konsulat przekonuje, że Davies jest ich pracownikiem i chroni go immunitet, tymczasem jego zatrudnienia nie potwierdzają żadne oficjalne dokumenty. Stany chcą załagodzić sytuację, oferując rodzinie ofiar wysokie odszkodowania, jednak wydaje się, że nic z tego nie będzie: sprawa stała się zbyt głośna, ulicami przetaczają się wściekłe demonstracje żądające kary śmierci dla sprawcy. W dodatku od poniedziałku sprawa ma jeszcze tragiczniejsze oblicze: żona jednego z zastrzelonych powiedziała, że nie wierzy w sprawiedliwość i popełniła samobójstwo.

5. Argentyńska telenowela

Skoro jesteśmy przy tragicznych losach żon, to spójrzmy na chwilę na Argentynę. W ciągu ostatnich dwóch tygodni cztery kobiety zostały tam zamordowane w ten sam bestialski sposób – ich partnerzy oblali je wódką i podpalili. A żeby było bardziej groteskowo, to wszyscy sprawcy tłumaczą się tak samo: “No, oblała się sama, pijąc z butelki, a potem próbowała zapalić papierosa”. Fantastyczna wyobraźnia, Dział Zagraniczny wróży panom wielką przyszłość w pisaniu scenariuszy do telenowel.

A, no i przy okazji. Czytelnicy Działu Zagranicznego oczywiście kojarzą Cristinę Fernández de Kirchner, prezydent Argentyny i żonę Néstora Kirchner, który w październiku zmarł na zawał. Mąż był głową państwa przed Cristiną, planowali się wymieniać urzędem co kadencja i z tego oraz innych powodów (np. prawniczego wykształcenia obojga i pochodzenia z mało ważnego stanu) nazywano ich często latynoskimi Clintonami.
No więc właśnie się okazało, że Néstor miał z Billem więcej wspólnego, niż się wszystkim wydawało: z sekretarką przez lata łączyło go zdecydowanie więcej niż urzędowa papeteria. Elizabeth Miriam Quiroga zostałą kochanką Kirchnera jeszcze w latach 90., kiedy był gubernatorem prowincji Santa Cruz, a kiedy został prezydentem, porzuciła wszystko i podążyła za nim do Buenos Aires, gdzie dał jej pracę w swojej administracji, żeby mogli być blisko siebie.
Ale Néstor zmarł i Cristina rywalkę zwolniła. Co ta ostatnia przyjęła z klasą, o wszyskim opowiadając w gazetach.

Natalio Oreiro: nowe wyzwanie.

6. Halo? Tu Ziemia

Skoro już o przywódcach mowa, to podczas piątkowych modłów w Teheranie, ajatollach Chamanei, faktyczny szef Iranu, rzucił:
– Ten wybuch, który widzimy u narodu egipskiego to właściwa odpowiedź na wielką zdradę, którą zdradziecki dyktator popełnił wobec swojego ludu!
Ali? Serio? Wychodzisz czasem z domu?

7. Grzegorz Lato i Rastamysz

And last but not least, w zeszłą niedzielę obchodziliśmy 66. rocznicę urodzin Boba Marleya. W związku z czym Olivia Grange, Minister Młodzieży, Sportu i Kultury na wyspie, zapewniła że osobiście poprowadzi starania o uznanie piosenkarza za bohatera narodowego. Tak, dokładnie, nie ma tu pomyłki: Tuff Gong może i symbolem jest, ale tylko w powszechnej świadomości, a oficjalnie nie. To ostatnie ma miejsce dopiero, kiedy rząd przyzna mu Order Bohatera Narodowego, którym do tej pory uhonorowano dopiero siedem osób. Wymieńmy je sobie: Queen Nanny, Samuel Sharpe, Marcus Garvey, Paul Bogle, George William Gordon, Alexander Bustamante i Norman Manley.
Czy komuś te nazwiska coś mówią? Działowi Zagranicznemu akurat tak, ale z pełną świadomością że jest w mniejszości. Karaibka wyspa ma chyba tę samą przypadłość co Polska: nad Wisłą wszyskim się wydaje, że świat kojarzy nas z Papieża (ale tego prawdziwego), ewentualnie Lecha Wałęsy, a potem człowiek trafia do Tanzanii albo Argentyny i wszyscy pytają tylko, czy Grzegorz Lato jeszcze żyje.
Jamajko, ogarnij się.

A już na kawę po deserze też karaibka popkultura. BBC na swoim kanale dziecięcym CBeebies nadaje bajkę, której głównym bohaterem jest… Rastamysz. Gryzoń uczy dzieci szacunku i miłości do bliźniego, czasem złapie jakiegoś przestępcę, a na codzień jeździ na desce i gra w kapeli reggae. Sami zobaczcie:

Oczywiście mnóstwo widzów wysłało do stacji listy protestacyjne, że utwierdza krzywdzący stereotyp mieszkańca Karaibów (choć serial jest oparty na bardzo popularnych właśnie na Jamajce ilustrowanych książeczkach dla dzieci).
Ciekawe jak zareagują na plany jednego z synów Marleya. Ziggy ogłosił właśnie, że w kwietniu wyda 48-stronicowy komiks z przygodami sperbohatera z innej planety. Imię herosa? MarijuanaMan.

MarijuanamanTwój czas minął, Clarku Kencie

Nie wiadomo, czy kosmita będzie tak silny jak Superman. Ale bankowo mniej spięty.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Plecak to nie bank

Po sympatycznym pierwszym tygodniu roku, wszystko wróciło do normy: na świecie znowu jest niefajnie.

1. Alchemik i ajatollahowie

Trudno nie zacząć od informacji, która sprawia, że pół Facebooka wchodzi na fanpejdża rządu Iranu i klika “I like”. Ajatollahowie zbanowali twórczość Paulo Coelho. Całą, bez wyjątku. Tym samym czytelnikom od Tebryzu do Zahedanu miłościwie oszczędzono takich perełek jak: “Czasami zło przychodzi pod maską dobra, lecz jego prawdziwym celem jest szerzenie zła”, albo “Wszystkie twoje myśli i odczucia mogą przyczynić się do twojego rozwoju”.
Na tym niestety kończy się schadenfreude, bo okazuje się, że zakaz ma uderzyć nie tyle w patrona wakacyjnych miłości na koloniach we Fromborku, co w jego lokalnego wydawcę. Arash Hejazi był bowiem jednym z mężczyzn, którzy w czerwcu 2009 roku próbowali bezskutecznie reanimować Nedę Agha-Soltan, zastrzeloną przez tajną milicję podczas zamieszek po sfałszowanych wyborach prezydenckich. Zamieszczone na Youtube nagranie jej śmierci szybko stało się symbolem tamtych wydarzeń, a Hejazi (na filmie to ten w białej koszulce) wielokrotnie wypowiadał się później w opozycyjnych i zachodnich mediach przeciw reżimowi w Teheranie. Ostatni zakaz ma być tylko częścią represji, które rząd stosuje wobec niepokornego wydawcy.
Coelho na swoim blogu apeluje do rządu Brazylii o działanie w tej sprawie. Dział Zagraniczny po raz pierwszy w życiu go popiera.

2. Znikające setki

W okolice Iranu (a konkretnie do Turcji, Kuwejtu i Kataru) miała jakoś w najbliższych dniach wpaść z wizytą Cristina Fernandez, prezydent Argentyny. W podróż zabierze pewnie tylko krakersy i wodę, bo na więcej jej nie stać, po tym jak została okradziona. Serio, to tak głupia historia, że Dział Zagraniczny musiał sprawdzić w kilku źródłach czy to czasem nie jakiś lokalny prima aprilis.
W skrócie było tak, że pracownik jej kancelarii podjął dokładnie 68 tys. dolarów i 17 tys. euro w Departamencie Skarbu, wypchał sobie nimi plecak i pojechał do domu. Według jego zeznań, kilka skrzyżowań od mieszkania napadło go trzech zamaskowanych mężczyzn na motorach i zrabowało forsę.
Moc. Rzecz działa się w uwielbianej przez artystów i studentów dzielnicy Palermo. Która przez cały poprzedni rok była na czołówkach lokalnych gazet z powodu dramatycznej fali napadów z bronią w ręku. Dział Zagraniczny ma radę dla pani prezydent: Cristino, zatrudniaj chłopaków, którzy czytają prasę.

Zostańmy jeszcze na chwilkę przy kasie i Palermo. W środku dzielnicy jest niewielki park poświęcony Conquista del Desierto, militarnej kampanii z końca XIX w., dzięki której Argentyna zapewniła sobie kontrolę nad Patagonią. I w której dowodcą był Julio Argentino Roca, późniejszy prezydent republiki. Julio do tej pory miał w kraju swoje ulice, place, pomniki, trafił też na 100-pesowy banknot. Ale niedługo może z niego zniknąć.
Podbój południa był bowiem takim lokanym holocaustem na małą skalę. Wszystkich indian, którzy stawiali jakikolwiek opór, wycięto, a resztę wzięto w niewolę i zadbano, żeby nie mogli się rozmnażać. W rezultacie dziś Patagonię zamieszkuje zaledwie garstka rdzennych mieszkańców, reszta to potomkowie imigrantów z Europy.
Coraz więcej Argentyńczyków zaczyna więc dochodzić do wniosku, że 10-metrowe pomniki ku czci Julia są może lekko passé. Tucumán i Santa Cruz już zmieniły nazwy ulic wcześniej noszące jego imię, takie same plany są rozpatrywane w Mendozie, Rosario i Buenos Aires. Podobno niedługo do parlamenty ma wpłynąć wniosek o usunięcie byłego prezydenta z banknotów.
Dział Zagraniczny znowu radzi: na kolejną podróż zagraniczną wyciągnąć tylko nieaktualne setki i wymieniać już na miejscu.

PesoTo już niedługo będzie item kolekcjonerski

3. Łuski

W poniedziałek straż straż Jamajki ostrzelała kuter rybacki z Hondurasu, który rzekomo kłusował na ich wodach terytrialnych. Zginął kapitan jednostki. Kilka godzin wcześniej w identycznej sytuacji, iracki kuter na swoich wodach zaatakowały siły kuwejckie. Tylko, że w Zatoce Perskiej rybacy odpowiedzieli ogniem. Trzech jest rannych, czterech “zaginionych”, nie żyje też funkcjonariusz z Kuwejtu.
Panowie, może przed otwarciem ognia warto podpłynąć i zagadać?

4. Teresa Orlowsky w hidżabie

Zostajemy w regionie i spoglądamy na nasz ulubiony Somaliland. Gdzie pewien Niemiec kręcił sobie amatorskie porno. Ale niestety wpadł. I zgodnie z surowym islamskim prawem, został skazany na cztery lata odsiadki (po której zostanie deportowany i dostanie urzędowy zakaz powrotu do kraju nad Zatoką Adeńską) oraz 10 tys. dolarów grzywny. Dla 72-latka jest jednak pewnie jakaś nadzieja, bo jak wiemy ze sprawy najemników z Saracen International, dla okazujących hojność rząd w Hargejsie ma w rękawie ułaskawienia.
Na które jednak nie mogą liczyć występujące w filmach miejscowe dziewczyny, również skazane. Rok i 900 dolarów grzywny każda. Gunter, okaż solidarność koleżankom z planu.

5. Polowanie po brazylijsku

No i last but not least, skandal dyplomatyczny w Brazylii. Skandal z paszportami dyplomatycznymi, konkretnie. Wyszło bowiem na jaw, że w ostatnich dniach swojego urzędowania, prezydent Lula da Silva (magiczne 87 proc. poparcia na koniec drugiej kadencji: Białorusio, a jednak można bez dodatkowych kart do głosowania), sprezentował swoim dwóm synom takie właśnie dokumenty.
Prawo mówi, że paszporty dyplomatyczne przysługują prezydenckim dzieciom do 21 roku życia, chyba że studiują – wtedy granica zostaje podniesiona do 24. Rzecz w tym, że Luiz Claudio ma lat 25, a Marcos Claudio 39. Wykorzystano więc artykuł, który mówi, że papiery można dać w zasadzie każdemy, pod warunkiem, że “służy to interesom państwa”.
Nie wiadomo, czy prawo do wjazdu prezydenckich pociech na teren USA bez wizy faktycznie przysłuży się Brazylii, ale cała sprawa inspiruje Dział Zagraniczny. Bronku, 40 milionów paszportów dyplomatycznych i nie będziesz musiał już publicznie gadać o bezpiecznych kobietach podczas polowania.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.