Archive

Posts Tagged ‘Kuba’

Czytaj w kontekście

Mam problem z Kubą.

Problem polega na tym, że z jednej strony wiem, że to autokratyczna dyktatura i chciałbym, żeby bracia Castro wreszcie zluzowali (Fidel, serio, jak się ma 85 lat, to można wnuka na kolanie bujać, a nie decydować o życiu 11 mln osób). Ale z drugiej działa mi na nerwy, kiedy przedstawia się ją w mediach jak jakiś wielki gułag, normalnie Koreę Północną na sterydach. Bo to po prostu nieprawda i mydlenie ludziom oczu.

Sęk w tym, że jak już ktoś próbuje wyprostować kilka błędnych informacji, albo chociaż pokazać bardziej zniuansowany obraz Kuby, to bardzo łatwo przypiąć mu łatkę obrońcy reżimu i zaślepionego lewaka (a sytuacji nie poprawia fakt, że wielu takich użytecznych idiotów naprawdę głośno gardłuje na rzecz braci Castro). Szczególnie w Polsce, gdzie doświadczenia mamy, jakie mamy.

Tak więc z polskich mediów możemy się np. co jakiś czas dowiedzieć jak bardzo gnębiona jest kubańska opozycja, przedstawiana nad Wisłą niemal jak latynoski KOR i Solidarność w jednym. Nie dowiemy się za to, że opozycjonistów jest dosłownie garstka, że są kompletnie zdezorganizowani, że poszczególne grupy są ze sobą skłócone i kopią pod sobą nawzajem dołki, że ich głównym działaniem jest wyciąganie kasy od amerykańskich dyplomatów w Hawanie (o czym ci ostatni pisali w depeszy z kwietnia 2009 r., ujawnionej przed kilkoma miesiącami przez Wikileaks), przez co zostaje im już mało czasu i energii na faktyczne “opozycjonowanie”, ani że większość z nich to starsi państwo w wieku okołoemerytalnym, przez co kompletnie nie mają pojęcia jak trafić do młodzieży, wśród której większym autorytetem cieszą się nawet zespoły muzyczne jak hip hopowe Los Aldeanos czy punkowe Porno Para Ricardo, albo chociaż blogerzy, jak znana i u nas Yoani Sánchez.

Inny gorący temat to więźniowie polityczni, szczególnie, że przez ostatnie kilka miesięcy reżim wielu z nich wypuścił na wolność (zmuszając zarazem do emigracji). Za każdym razem kiedy mury więzienia opuszcza kilku z nich, możemy się dowiedzieć, że osadzonych pozostaje wciąż wielu innych, a ich liczba (jeżeli w ogóle jest podawana) waha się między kilkudziesięcioma, a nawet 340 osobami (taką ilość podaje chociażby portal Solidarni z Kubą, prowadzony przez Instytut Lecha Wałęsy).
No i wszystko spoko, do momentu, kiedy zadamy sobie trud sprawdzenia tych nazwisk. Bo obok osób autentycznie zaangażowanych w demokratyzację życia na Kubie, prawdziwych opozycjonistów, albo ludzi siedzących za jakieś absurdalne sprawy (np. facet, który dostał wyrok, bo przed domem wywiesił krytyczny wobec Fidela transparent), znajdziemy też pięciu mężczyzn, którzy za kraty trafili, bo chcieli uciec z wyspy, a w tym celu postanowili porwać łódkę z francuskimi turystami i przystawiać im noże do gardeł, grożąc śmiercią, jeżeli nie dowiozą ich do USA, pięciu innych, którzy uzbrojeni w karabinyc maszynowe zaatakowali w 1994 r. posterunek policji i zabili jednego funkcjonariusza, albo dwóch kolejnych, którzy w 1997 r. przeprowadzili na wyspie serię zamachów bombowych, w których ranne zostały zupełnie przypadkowe osoby, a śmierć poniósł włoski turysta.
Powiedzmy sobie wprost, że trzeba by bardzo naciągnąć definicję więźnia politycznego, żeby objęła tych panów.

Tak więc naprawdę ciekawe teksty i wartościowe analizy na temat Kuby, trafiają się w polskich mediach dość rzadko. Ale jeżeli ktoś chce znaleźć rzetelne informacje z wyspy, to niekoniecznie musi uczyć się hiszpańskiego, styknie angielski. Media brytyjskie są dość dobrze ogarnięte, czasem można znaleźć coś ciekawego na blogach prowadzonych przez angielskich i amerykańskich latynoamerykanistów, a wbrew pozorom nawet w USA obraz Kuby niekoniecznie będzie odbiegał daleko od prawdy (no chyba, że ktoś czerpie informacje z Fox News itp.).

KongresProszę wstać, pan dyrektor wchodzi do klasy (Fot. AP)

Piszę o tym wszystkim, bo w zeszłym tygodniu miał miejsce VI Kongres Komunistycznej Partii Kuby. Rzecz bardzo ważna, bo poprzedni odbył się w 1997 r., a to na tych spotkaniach partia ustala (albo klepie wcześniejsze ustalenia) w jakim kierunku pójdzie kraj. Kuba przechodzi właśnie wielkie zmiany, wielu analityków spekuluje, że pójdzie chińską drogą, czyli zachowania komunizmu w sferze ideologicznej i wprowadzenia kapitalizmu w gospodarce. Więc można się było spodziewać jakiś przełomowych decyzji, albo deklaracji.
A wyszło średnio, żeby nie powiedzieć rozczarowująco (np. moim zdaniem mianowanie José Ramóna Machado, 80-letniego weterana rewolucji, na fotel następnego w kolejce do władzy, to zupełne nieporozumienie).

W każdym razie, teraz hurtowo zczytuję analizy i trafiłem na depeszę agencji UPI, w której podają takie dane:

“W tej piętnastce [członków Biura Politycznego – przyp. DZ] pojawiają się trzy nowe twarze, ale tylko jedna kobieta. (…) Komitet Centralny składa się ze 115 członków, spośród których 48 to kobiety (41,7 proc.) a 36 to czarni albo mulaci (31 proc.). (…) Całkowita liczba mężczyzn to 67, a tych którzy są biali 79. Jeżeli chodzi o pozycję polityczną, kobiety, czarni i mulaci wciąż wypadają niekorzystnie”.

No niby tak, chociaż jak się spojrzy na inne państwa latynoskie, to widać, że akurat w tej kategorii Kuba nie wypada tak źle. Ale z ciekawości sprawdziłem, jak to wygląda w kraju, skąd jest agencja UPI, czyli w Stanach.
No więc, na 435 członków Izby Reprezentantów, 363 to mężczyźni (czyli 83 proc.), kobiet jest tylko 72. Biali to 362 osoby (czyli znowu 83 proc.), czarnych jest tylko 42 (9 proc.), latynosów zaledwie 24 (5 proc.), a Azjatów 6 (czyli 1 proc.). Jest 1 (słownie: jeden) indianin.

Jeden Barack Obama wiosny nie czyni.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Osiem krzaków na własny użytek i grobowiec na sprzedaż

W tym tygodniu nie było żadnego artykułu na Dziale Zagranicznym, bo przytłoczyły mnie inne obowiązki, a od piątku rano już szczególnie. Pozdrawiamy Antka Słodkowskiego, który często tu zagląda, a w przerwach od czytania dzielnie zasuwa dla Reutersa w Tokio. Ogrom zniszczeń w Japonii jest przerażający, ale w polskich mediach macie już setki ekspertów od trzęsień ziemi, tsunami, sushi, kimon i tajników japońskiej duszy, więc w Dziale Zagranicznym darujemy sobie rozstrząsanie “jak my byśmy się w tej sytuacji zachowali, panie profesorze” i po prostu rzućmy okiem, co działo się na świecie w tym tygodniu.

1. Patrz, ale nie pytaj

Zaczynamy od przypomnienia informacji z zeszłego tygodnia, o nieudanym zamachu stanu w Demokratycznej Republice Konga. Władze kraju wciąż twardo trzymają się wersji, że był to atak terrorystyczny i na razie nie ma żadnych twardych dowodów za jedną, bądź drugą wersją.
Chwilowo pewne są tylko dwie informacje. Po pierwsze, ostateczna liczba ofiar śmiertelnych to 19 osób, z czego 8 to żołnierze wierni prezydentowi Kabili. I po drugie: władze jak do tej pory aresztowały 126 podejrzanych o związki z napastnikami. W poniedziałek ściągnięto wszystkich zagranicznych dziennikarzy do więzienia w Kinszasie, żeby mogli ich sobie obejrzeć. Zatrzymani nosili ślady brutalnego pobicia i głośno krzyczeli, że są niewinni. Prasie nie wolno było jednak zadawać żadnych pytań.
Zobaczymy, jak sytuacja rozwinie się do przyszłego tygodnia.

2. Dyktatorzy ćwierkają sami do siebie

W państwach autorytarnych mieliśmy tydzień Twittera.

Kamerun zablokował swoim obywatelom możliwość korzystania z serwisu za pośrednictwem sieci komórkowych. Wszystko dlatego, że od kilku tygodni opozycja w kraju próbuje urządzić wielkie manifestacje niezadowolenia w stylu egipskim.
Nie bardzo tylko wiadomo, dlaczego rząd uderza w Twittera właśnie teraz. Prawie wszyscy czołowi przeciwnicy prezydenta Paula Biyai zostali aresztowani trzy tygodnie temu (siedzi między innymi Louis Tobie Mbida, syn pierwszego premiera Kamerunu po uzyskaniu niepodległości), jedyna manifestacja, jaka się odbyła, została ostro stłumiona przez policję, a z samego serwisu internetowego korzystała tu dosłownie garstka osób. Opozycja do działania wzywała przez zwykłe SMSy. Ale tych – na razie – Kamerun jeszcze nie zablokował.

Prezydent KamerunuMiędzy małżeństwem Obamów Paul Biya, prezydent Kamerunu, a pierwsza od lewej jego małżonka Chantal, która we włosach ukrywa trzy tajne więzienia, zagłuszacz fal radiowych i lotniskowiec (fot. Lawrence Jackson/whitehouse.gov)

Tymczasem inny przywódca nie tylko Twittera się nie boi, ale wręcz odnosi na nim sukcesy. Fidel Castro założył sobie konto mniej więcej rok temu, a w tym tygodniu przekroczył magiczną liczbę 100 tys. czytelników, śledzących jego wpisy o tym, że NATO chce najechać Libię itd. Wielbiciele są zapewne z zagranicy, bo choć Fidel lubi sobie poćwierkać, to tej samej przyjemności odmawia swoim rodakom. Według rządowych statystyk, z internetu korzysta na Kubie zaledwie 3 proc. mieszkańców. Nie wolno go podłączać w domu, a w oficjalnych kafejkach i hotelach jest często cenzurowany. W dodatku z siecią można się połączyć tylko za pomocą modemu telefonicznego, a prędkość transmisji danych jest wolniejsza tylko w jednym miejscu na świecie – na francuskiej wyspie Mayotte koło Madagaskaru.
Władze od dawna zwalały winę na amerykańskie embargo. Zresztą słusznie, Biały Dom przez lata skutecznie blokował możliwość poprowadzenia światłowodów z Florydy na Kubę. Ale w lutym bracia Castro z pompą świętowali doprowadzenie takiego kabla z zaprzyjaźnionej Wenezueli i pretekst do wymówek się skończył. Według prognoz, prędkość połączenia ma skoczyć jakieś 3 tys. razy, ale mieszkańcy niewiele na tym skorzystają. Ministerstwo Informacji od razu zapowiedziało, że na nowej sytuacji skorzystają szkoły i instytucje rządowe. Dla osób prywatnych, stałe łącze wciąż pozostaje marzeniem.

3. Fortuna kołem się toczy

Jeżeli mowa o technologiach, to rzućmy okiem na Nową Zelandię, która właśnie ekscytuje się powrotem Kary Hurring na łono ojczyzny. W kwietniu 2009 r. kobieta pośpiesznie uciekła wraz ze swoim ówczesnym chłopakiem do Chin (skąd pochodził mężczyzna) po tym, jak miejscowy bank przez pomyłkę przelał na jej konto równowartość 6 mln dolarów. Poszukiwana dobrowolnie wróciła na wyspy w tym tygodniu i odpowiada przed sądem z wolnej stopy. Jak się jednak okazuje, Hurring nie pchnęła do powrotu skrucha, tylko… brak kasy. Bo jej narzeczony większość łupu przegrał w kasynach w Makao. Po czym nawiał.
Dział Zagraniczny przeczuwa, że Kary sprzeda prawa do biografii/scenariusza i tak czy inaczej odbije się od dna. Mała rada: dziewczyno, gdy tak się stanie, to na wakacje jedź bez faceta.

4. Czemu ta dziewczyna chodzi ciągle na palcach?

Jeszcze przy okazji Chin, krótka informacja z Szanghaju: Mattel właśnie zamknął otwierany dwa lata temu z hukiem concept store z Barbie (sześć pięter różu i prawie tysiąc unikatowych lalek o nieludzkich proporcjach). Powód? Niewystarczająca ilość klientów – Chinczycy podobno nie bardzo znają tę markę.
Oczko w górę na liście krajów, gdzie Dział Zagraniczny chciałby się przeprowadzić.

5. Osiem krzaków dla każdego

A na tejże liście na podium wciąż mocno trzyma się Urugwaj, dlatego śledzimy doniesienia z tego małego latynoskiego państwa. Po zeszłotygodniowym raporcie ONZ, o coraz większej dostępności kokainy w Montevideo i okolicach, ostatnie dni przynoszą bardziej interesujące wieści. Do parlamentu właśnie trafił projekt ustawy, która ma całkowicie zliberalizować paragrafy dotyczące marihuany. Jeżeli tylko posłowie klepną nowe prawo, to każdy będzie mógł nosić sobie w kieszeni aż do 25 gramów, a w domu uprawiać cztery krzaki. Wszystko wskazuje na to, że już niedługo plany staną się rzeczywistością, bo projekt zgłosili posłowie koalicji rządzącej, ale za jest też i opozycja.
– Tak, powinna być z góry ustalona liczba krzaków, jakie każdy może posiadać, a sądy musiałyby jedynie decydować, czy uprawa jest na użytek własny, czy w celu sprzedaży – podsumował sprawę Luis Lacalle Pou, przewodniczący Izby Deputowanych z opozycyjnej Partii Narodowej.
Podobne zasady obowiązują od jakiegoś czasu po drugiej stronie La Platy. W sierpniu 2009 r. argentyński Sąd Najwyższy stwierdził, że małe ilości marihuany na własny użytek są jak najbardziej dozwolone, a próby sądzenia za jej posiadanie są niekonstytucyjne.
Dział Zagraniczny był i sprawdził: faktycznie, policja nie zatrzymuje.

6. Templariusze: reanimacja

Skoro narkotyki, to nie możemy nie rzucić okiem na Meksyk. Dział Zagraniczny już pisał o jednym z tamtejszych karteli – groteskowej La Familia. Otóż w styczniu gangsterzy ogłosili, że kończą karierę. A w tym tygodniu przy drogach w zachodnim Michoacan zawisły bannery, w którym inna ekipa ślubuje podjąć ich dzieło. Zacytujmy sobie w całości: “Będziemy na usługi mieszkańców Michoacan, żeby rozwiązać jakąkolwiek sytuację, która stanowiłaby zagrożenie dla Michoacanos. Naszymi zobowiązaniami są: utrzymać porządek, unikać kradzieży, porwań, wymuszeń i chronić stań przed możliwymi interwencjami rywali. Podpisano: Templariusze”.
Git. Dział Zagraniczny czeka, kiedy Kartel z Sinaloa zmieni nazwę na “Krzyżacy”. Najbardziej poszukiwany człowiek w kraju – Joaquín von Jungingen Guzmán.

7. Międzynarodowy model biznesowy

Jest jeszcze jeden kraj, gdzie chętnych do zostania przestępcą nie brakuje. W Peru ktoś najwyraźniej czyta Dział Zagraniczny i wziął sobie do serca nasze doniesienia, że piractwo jest jednym z nielicznych biznesów, który w ostatnich latach nie tylko nie przejmuje się kryzysem, ale jeszcze się rozwija. W tamtejszym Callao grupka 20 bandytów dokonała abordażu na japoński kuter, kradnąc gotówkę, komórki i sprzęt radiowy. Co więcej, to już drugi atak tej samej (prawdopodobnie) ekipy w tym roku.
Johnny Depp? Może następna część w Peru? “Piraci z Pacyfiku i Zemsta Meksykanskiego Jaquesa de Molay”.

8. Lokal sprzedam, atrakcyjna lokalizacja, trochę wilgotno

I kolejny news, który zahacza o kinematografię. Większość Polaków pewnie kojarzy Evitę z kreacji Madonny i piosenki, która w 1996 r. atakowała na wszystkich frontach: od sklepów ze spodniami, przez PKSy, na budkach z zapiekankami skończywszy. Ale w Argentynie Eva Peron jest druga po Bogu (czyli Maradonie) i każdy, kto wpadnie do Buenos Aires musi obowiązkowo zaliczyć jej grobowiec na cmentarzy w Recolecie. No, ale jeżeli jest prawdziwym fanem, to od teraz może sobie też kupić miejscówkę obok.
Damian Sabelli ma kryptę po sąsiedzku i potrzebuje kasy. Więc wyprzedaje lokale wewnątrz. Co prawda w grobowcu leży już 14 jego przodków, ale Damian się nie przejmuje. – Wszystkich można usunąć już dzień po sprzedaży. Przestrzeń będzie natychmiast gotowa do zajęcia – ogłosił radośnie.
Miejsc jest w sumie 20. Cena to mniej więcej 220,5 tys. euro. Za tyle można sobie w Recolecie (jednej z bardziej prestiżowych dzielnic Buenos Aires) kupić trzy pokoje z kuchnią i tarasem.
Ale tak, Dział Zagraniczny rozumie, że to wszystko blednie przy wcześniejszej informacji, że można w Argentynie palić skręty. Co Damianowi bez wątpienia nie jest obce.

9. Lukbuk wiosna/lato

No i na sam koniec: idzie lato. W związku z czym warto się zainteresować firmą 46664. Taki był więzienny numer Nelsona Mandeli, który za czasów apartheidu spędził za kratami 27 lat. I tak też nazywa się jego fundacja charytatywna, która wspiera walkę z AIDS w RPA. Teraz organizacja zapowiedziała wypuszczenie na rynek kolekcji ubrań inspirowanych kolorowymi koszulami, w jakich gustuje były prezydent. Pieniądze ze sprzedaży mają zostać wykorzystane przez 46664 do finansowania swoich projektów.
Szukajcie w dobrych sklepach od sierpnia.

46664Szał na następnej edycji Łódź Fashion Week (fot. 46664.com)

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Pytony i sataniści

Co przyniósł pierwszy tydzień 2011? Mnóstwo uniesień duchowych.

1. Zmiany koncesjonowane

Jak co roku, na Kubie zjechali się kapłani Santerii. To taki typowy dla zachodniej hemisfery kult synkretyczny, łączący elementy chrześcijaństwa z wierzeniami afrykańskimi. No i też jak co roku, przywódcy tej religii wydali “Letra del Año”, “List Roku”, w którym przewidują jakie będzie nadchodzące 12 miesięcy. A według nich przyniosą one wielkie zmiany, otwarcie ekonomiczne, wzrost importu i eksportu, ale też śmierć znanych polityków i zagrożenie zamachów stanu.
Jeżeli się cofniemy do stycznia 2010 roku i zajrzymy do ówczesnego “Listu Roku”, to zawiera on z grubsza takie same wróżby. Z których żadna się jakoś nie sprawdziła (Dział Zagraniczny zgaduje, że może po prostu bogowie lubią sobie robić jaja ze swoich wyznawców). Tym razem jednak santeros nie strzelają na ślepo, bo przecież w życie właśnie zaczynają wchodzić największe reformy ekonomiczne od czasów rewolucji (częściowa prywatyzacja zatrudnienia, zwolnienie pół miliona pracowników budżetówki, itd.), a w kwietniu ma się odbyć pierwszy od kilkunastu lat zjazd partii, na którym – według słów Raula Castro – obecna generacja przywódców przekaże dużą część odpowiedzialności następcom. Dział Zagraniczny zawsze uważał, że podstawą dobrej wróżby, jest dokładna lektura prasy.
Nie bez znaczenia jest chyba też, że z powyższymi przewidywaniami zgodzili się inni kapłani Santerii, zrzeszeni w oficjalnie przez rząd koncesjonowanym stowarzyszeniu. Ci jeszcze dorzucili, że wszelkie utrudnienia zostaną w tym roku przezwyciężone. Ciekawe, czy zaśpiewali to do magnetofonu w kredensie?

SanteriaLepsza impreza niż na Andrzejkach (Fot. Javier Galeano/AP)

2. Ślub wagi ciężkiej

Trzymając się przesądów, zaglądamy do wsi niedaleko kambodżańskiej stolicy Phnom Penh. Tam z kolei, szczęście w nowym roku ma przynieść świeżo zawarte małżeństwo dwóch pytonów. Ceremonię przeprowadzili buddyjscy mnisi, a goście weselni zarzucili młodą parę kwiatami. Długa na 5 metrów i ważąca 90 kg panna młoda ponoć wyglądała w nich pięknie.

3. Miss Carla Bruni

Pięknie było też podobno na zaprzysiężeniu Dilmy Rousseff na prezydenta Brazylii w zeszłą niedzielę. Ale według brazylijskich internautów, nie z powodu pani prezydent, ani zaproszonych przez nią na ceremonię 13 koleżanek, z którymi siedziała w jednej celi w czasach, gdy była więźniem dyktatury. Tylko z powodu Marceli Temer, małżonki wiceprezydenta Michela Temera. Tabloidy zachwycają się wysoką blondynką i porównują ją do Carli Bruni. Z żoną przywódcy Francji, Marcelę łączy to, że też przez jakiś czas zajmowała się modelingiem no i w 2002 zdobyła tytuł wicemiss Sao Paulo. To właśnie wtedy dojrzał ją Michel, z którym wzięła ślub rok później (nie wiadomo, czy równie piękny, jak ceremonia pytonów).
Z ciekawostek: wiceprezydent ma 70 lat, jego Carla Bruni 27. Jest młodsza od każdego z piątki swoich pasierbów.

4. Fejsbukowa konspiracja

Z poważniejszych informacji politycznych, czytelnicy Działu Zagranicznego na pewno już słyszeli, że Salman Taseer, gubernator Pendżabu (tego w Pakistanie, a nie Indiach), został we wtorek zastrzelony przez własnego ochroniarza. Polityk zginął, bo głośno popierał potrzebę większej sekularyzacji w państwie, a podobno bezpośrednim powodem zabicia go przez swojego fanatycznego – jak się teraz okazuje – goryla, było opowiedzenie się przeciw prawu każącemu bardzo szeroko rozumiane bluźnierstwa religijne.
Tak czy inaczej, to wielki cios dla pakistańskiej państwowości. Ale może da skutecznie zapobiec podobnym w przyszłości. Okazuje się bowiem, że zaledwie w kilka godzin po morderstwie na Fejsbuku została założona strona wychwalająca zamachowca. Błyskawicznie lajknęło ją setki osób, kolejne kilkadziesiąt zostawiło tam komentarze, jak to bardzo dumni są z całego wydarzenia.
Strona została już zamknięta, a dane personalne prawdopodobnie trafiły do znanych z brutalności pakistańskich służb bezpieczeństwa. Przepełnionym celom w Karaczi pewnie już niedługo przybędzie kilku nowych lokatorów.
Dział Zagraniczny nie kryje radości, że fanatyzm wciąż idzie w parze z byciem kretynem.

5. Ukryta kamera

Innym smutnym zabójstwem politycznym tygodnia, było morderstwo Reynaldo Dagsy na Filipinach. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że azjatycki polityk padł od kuli zamachowca akurat w chwili, kiedy robił zdjęcie swojej świętującej noworoczny pokaz ogni rodzinie. Dzięki czemu niechcący uchwycił bandytę w kadrze:

Bandyta w kadrze

6. Kto rano wstaje

W podsumowaniu nie może oczywiście zabraknąć piłki nożnej. Krótko: Paulo Rogerio Reis da Silva, znany bardziej jako Somalia, na codzień gra sobie w brazylijskim Botofago. W tym tygodoniu nie pojawił się na jednym z treningów, a później wyjaśniał, że wychodząc rano z domu został porwany i obrabowany. Policja jednak nie bardzo uwierzyła w opowieść piłkarza, sprawdziła nagrania z kamer przemysłowych i wyszło na jaw, że Somalia po prostu zaspał i z domu wyszedł dwie godziny później niż powinien, a cała historia to tylko wymówka, żeby nie iść już tego dnia na trening.
Klub zapowiedział, że obetnie swojemu graczowi wynagrodzenie o połowę. Głupia sprawa, Rogeiro. Teraz będziesz musiał jeździć do roboty autobusem. Dział Zagraniczny proponuje ci, żebyś za pozostałe pół pensji kupił sobie budzik.

7. Szatan wciąga kokę

Zaczeliśmy od religii i na religii skończymy. W Meksyku, o czym Dział Zagraniczny już wielokrotnie informował, trwa regularna wojna z kartelami narkotykowymi. W działania zbrojne postanowił się właśnie włączyć miejscowy Kościół. Jak? Archidecezja miasta Meksyk przeszkoli po prostu więcej księży na egzorcystów, bo jak tłumaczą duchowni: “Za falą przestępczości stoją sataniści”. Amen!

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Ze świątecznego tygodnia

Miało być co niedziela, ale ta wypadła w święta, więc podsumowanie tygodnia znowu w poniedziałek.

1. Premier Laosu składa dymisję

Tak. Nie wiadomo, czy ma to coś wspólnego z tą wiadomością. Sam Bouasone Bouphavanh twierdzi, że nie i że odchodzi “z powodów rodzinnych”. Dział Zagraniczny liczył na to, że Laos osunie się w anarchię, a uprawa opium jeszcze wzrośnie. Niestety. Zgromadzenie Narodowe od razu wybrało nowego szefa rządu. No i po sylwestrowej imprezie dekady.

2. Najrzadszy kot świata sfotografowany

Jak wygląda gepard wie każde dziecko (chyba, że myli go z lampartem). Ale jak wygląda gepard saharyjski nie wie prawie nikt, a to dlatego, że jest ich na świecie tylko 250. Albo trochę mniej, trudno oszacować. W ogóle o gepardzie saharyjskim wiadomo tylko tyle, że potrawi przetrwać w ekstremalnie gorących temperaturach, bardzo mało pije i żeruje tylko po zmroku. Właśnie w jedną z takich nocy na masywie Termit w Nigrze aparatowi z samowyzwalaczem udało się sfotografować tajemniczego zwierza. Który wygląda tak:

Gepard SaharyjskiCholerni paparazzi (Fot. Maclennan/SCF)

3. Un olímpico llamado Fidel

O tym akurat było dość głośno. Rząd Kuby postanowił ufundować własną Wikipedię. Rzecz nazywa się EcuRed i jest fascynująca. Jest na przykład cały wpis poświęcony tylko i wyłącznie temu, jakim fantastycznym sportowcem jest Fidel. Dział Zagraniczny bardzo poleca wszystkim tym, którzy albo mówią po hiszpańsku, albo interesują się teorią światów równoległych.

4. Open’er Kaukaz stylee

Rząd Gruzji usilnie się stara, żeby drugim najpopularniejszym językiem w kraju uczynić angielski, zamiast okopanego na tym miejscu rosyjskiego. Nie za bardzo wychodzi, bo do Tbilisi jakoś nie zjeżdżają amerykańskie wycieczki zorganizowane i po prostu nie za bardzo jest z kim gadać. Ale władze wpadły na pomysł, jak to zmienić i zgłosiły się do MTV. I tak, w czerwcu przyszłego roku w nadmorskim Batumi ma się odbyć wielka impreza MTV Impact, transmitowana na cały świat.
Gdynio, drżyj.

5. Świstak zawija

Na Wybrzeżu Kości Słoniowej wciąż ruchawka. Laurent Gbagbo obraził się już chyba na dobre i powiedział, że zabawek nie odda, mimo że traci przez to kolegów od Unii Afrykańskiej po ONZ. Poszukał więc sobie nowych i znalazł niedaleko: najemników z Liberii. Chłopcy tak się rozbujali razem z wiernymi byłemu/obecnemu prezydentowi wojskowymi, że oficjalna liczba zabitych w ulicznych starciach sięgnęła 173 ofiar, ale pewnie będzie większa, bo dalsze pół tysiąca osób uznaje się za zaginione.
W tym całym zamieszaniu jest jeden szczegół, który trochę umyka: WKS produkuje 40 proc. światowych zasobów kakao, z którego robi się czekoladę. Na razie ceny poszły tylko trochę w górę, bo rolnicy mają takie zbiory, jak wcześniej i w razie problemów w stolicy, będą je wywozić do sąsiadów. Ale niektórzy analitycy obawiają się, że gdyby przemoc wylała się na resztę kraju, to ucierpieć mogą bezpośrednio plantacje.
Groza! Dział Zagraniczny apeluje: Laurent! Opanuj się! Bierz przykład z premiera Laosu.

KakaoStąd się bierze Twoje Nestle (Fot. Luc Gnago/Reuters)

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

PS Magiczne statystyki pokazują, że wystarczyło w zeszłym tygodniu napisać “marihuana” i dołączyć zdjęcie faceta koło jej krzaków, żeby stronę odwiedziło kilkadziesiąt nowych osób wstukujących w wyszukiwarkę “ganja”, “zioło” albo “jaranie na Jamajce”. Trudno w tym nie dostrzec mega potencjału reklamowego, a zatem: pornografia, Doda, jak powiększyć penisa. Dział Zagraniczny serdecznie wita nowych czytelników!

Kolejny tydzień za nami

1. Koniec marzeń i chińskie koszmary w Lubumbashi

Dział Zagraniczny czekał na sensację, ale niestety było tak, jak obstawiali bukmacherzy: w finale Klubowych Mistrzostw Świata (w piłkę, oczywiście) Inter Mediolan rozbił 3:0 Tout Puissant Mazembe.

Założony przez Benedyktynów w 1939 roku zespół z Lubumbashi (Demokratyczna Republika Konga) zdążył wcześniej narobić kibicom sporo nadziei. Najpierw drugi raz z rzędu obronił tytuł w Afrykańskiej Lidze Mistrzów. To dało im prawo do ponownego startu w Klubowych Mistrzostw Świata, na których zaledwie rok wcześniej doznali sromotnych upokorzeń, więc nikt się po nich za wiele nie spodziewał. Ale niespodziewanie dla wszystkich Kruki – jak fani nazywają drużynę – najpierw w ćwierćfinale pokonały meksykańską Pachucę 1:0, a w półfinale rozjechały brazylijski Internacional 2:0 i stały się pierwszą w historii afrykańską ekipą, która doszła do finału zawodów.

No i piękna historia skończyła się właśnie zawodem dla kibiców z Lubumbashi, którzy szybko znaleźli winnego: sędziego z Japonii. Z tym, że w mieście Japończyków nie ma, jest za to mnóstwo Chińczyków, więc fani uznali, że wszystko jedno i ruszyli plądrować sklepy i bary Azjatów. Ostatnie doniesienia są takie, że policja strzela.

Futbol: uniwersalna wspólnota uczuć!

 

2. Jamajczycy w ogóle się nie odzywają

Wikileaks ujawnia kolejne amerykańskie depesze. Tym razem o tym, pracownicy kubańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych skarżą się kolegom (?) ze Stanów, że mimo ich wielu próśb, Jamajka kompletnie olewa sobie walkę z przemytem narkotyków. Kuba skarży, że na dwustronnych spotkaniach przedstawiciele południowego sąsiada “tylko siedzą i w ogóle się nie odzywają”. Dział Zagraniczny domyśla się dlaczego.

Wikileaks pewnie też, dowiadujemy się od nich bowiem, że Jamajka jest największym na Karaibach źródłem  marihuany przemycanej do USA. Dzięki Ci, Julianie Assange, bez Ciebie świat nawet by nie podejrzewał.

JamajkaMoże na Kubie negocjowali z tym panem? (Fot. JamaicaMax)

3. Makowiec na święta

Zostajemy przy narkotykach. ONZ ogłosiło, że w porównaniu z rokiem ubiegłym, uprawa makówek, z których uzyskuje się opium, wzrosła w Indochinach o 22 proc. Największy wzrost notuje Laos, gdzie 2010 przyniósł o 58 proc. więcej upraw.

Święta za pasem, turyści znowu zaleją Tajlandię i Wietnam, raczej olewając Laos. Dział Zagraniczny zawsze uważał, że mniej popularne państwa są bardziej interesujące. Cieszy, że ONZ jest tego samego zdania.

 

4. Ferst kys

Władze miejskie Tokio przegłosowały uchwałę, nakłądającą kary finansowe na wydawców mang, którzy nie przyhamują z niecenzuralnymi treściami, głównie scenami gwałtów na nieletnich. Wydawcy protestują. Wschodnia Ojima zapewne też. Dział Zagraniczny po prostu dzieli się filmikiem:

5. Choinką w partyzanta

Elitarne jednostki kolumbijskich komandosów, przy wsparciu helikopterów Black Hawk (te, co spadają w Somalii), wdarły się wgłąb kontrolowanego przez partyzantów z FARC regionu Macarena i przeprowadziły błyskotliwą akcję udekorowania 25-metrowej choinki. Serio. Rząd tak bardzo wierzy, że lampki i hasła “Zdemobilizujcie się, na Gwiazdkę wszystko jest możliwe” mogą skutecznie osłabić wroga, że ciągu kilku dni wojsko ubierze jeszcze 9 innych drzew w opanowanych przez marksistów okolicach.

Dział Zagraniczny wierzy za to, że ktoś odpowiedzialny za tę decyzję pewnie niedawno wizytował Laos.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.