Archive

Posts Tagged ‘Marihuana’

Toalety i debaty

Najnowsze podsumowanie tygodnia zaczniemy od przyjrzenia się trzem poruszanym już wcześniej na tym blogu sprawom.

1. Uspokójcie się, przecież mianowałem się na tego ministra!

Po pierwsze, Burkina Faso. W połowie kwietnia Dział Zagraniczny informował, że na ulice stolicy Ouagadougou wyległy tłumy protestujących przeciw podwyżkom, a już dzień później swoje niezadowolenie z opóźnień w wypłacaniu żołdu postanowili pokazać żołnierze z prezydenckiej straży przybocznej. I trochę postrzelali w powietrze. Półtora miesiąca później i sytuacja jest daleka od spokojnej.
Do wojskowych ze stolicy przyłączyli się bowiem koledzy z garnizonów w innych miastach, a równolegle protesty zorganizowali cywile, między innymi studenci i nauczyciele. Rządzący już od 24 lat prezydent Blaise Compaoré próbował załagodzić sytuację, proponując podwyżki, dymisjonując rząd i mianując nowych ministrów, w tym… siebie – na Ministra Obrony.
Jednak to wszystko na nic, bo zbuntowani żołnierze nie chcieli iść na żaden kompromis. Najmocniej poczuli się ci skoszarowani w położonym ok. 350 km na zachód od stolicy Bobo-Dioulasso. Sytuacja w tym mieście przyśpieszyła w ciągu kilku ostatnich dni. Najpierw, w środę, wojskowi splądrowali tam sklepy i kramy na targu. Więc w czwartek kupcy, w proteście, że rząd nie jest w stanie zapewnić im spokoju, zdemolowali między innymi siedzibę burmistrza, urząd celny, oraz biura krajowego przedsiębiorstwa energetycznego. Wobec czego władze wprowadziły w Bobo-Dioulasso godzinę policyjną. Efekt? Zbuntowani żołnierze jeszcze raz zrabowali handlarzy, których i tak wyczyścili z towaru dwa dni wcześniej.
Blaise Compaoré najwyraźniej stracił cierpliwość, bo na miejsce wysłał wierne sobie elitarne jednostki, które wzięły koszary szturmem. Zginęło 6 zbuntowanych wojskowych i jedna przypadkowo postrzelona dziewczynka, ponad 30 osób zostało rannych. Na tym się jednak prawdopodobnie nie skończy, bo sytuacja w kraju jest napięta.
Dział Zagraniczny będzie się jej przyglądał.

2. Obcokrajowiec w Obcokrajowni Wewnętrznej

Po drugie, Mongolia. Konkretnie Mongolia Wewnętrzna, czyli region w północnych Chinach. W zeszłym tygodniu Dział Zagraniczny podawał, że tamtejsza mongolska mniejszość (w samej prowincji stanowią tylko 20 proc. ludności, w całym kraju to zaledwie promil), sprowokowana przez zabójstwo dwóch swoich pobratymców, wyszła na ulice lokalnej stolicy protestować przeciw dyskryminacji. W tym tygodniu protesty rozszerzyły się ponoć na inne miasta w okolicy, ale trudno to potwierdzić, bo władze szybko wprowadziły blokadę informacyjną. Dziennikarzom udało się tylko dotrzeć do informacji od osób na miejscu, że ponoć zgromadzenia są rozpędzane przez siły porządkowe, kampus uniwersytecki zamknięto i wprowadzono tymczasowy stan wyjątkowy.
Tymczasem Pekin raz twierdzi, że w Mongolii Wewnętrznej nic się nie dzieje i wiadomości o protestach to tylko plotki, a za chwilę przyznaje, że coś jednak jest na rzeczy.
– Problemy wywołują obcokrajowcy – stwierdziła rzeczniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale, jak zauważa BBC, nie powiedziała, o jakich dokładnie obcokrajowców chodzi.

Dział Zagraniczny zgaduje: o Mongołów?

MongołowieObcokrajowcy wywołują problemy w Xilinhot (Fot. Reuters)

3. W przerwie zapraszamy do bufetu na zimne przekąski

Po trzecie, Sri Lanka. Na początku maja, Dział Zagraniczny opisywał zarzuty, jakie pojawiają się wobec władz wyspy. W skrócie: że dwa lata wcześniej, rozprawiając się ostatecznie z Tamilskimi Tygrysami, wojsko siekało wszystkich równo, nie bacząc na cywilów i miały miejsce zbrodnie przeciw ludzkości. Na końcu znalazła się też informacja, że rząd (który oczywiście odrzuca wszystkie oskarżenia), na 30 maja zaplanował konferencję “Pokonać Terroryzm: Doświadczenie Sri Lanki”, w której udział zapowiedziały delegacje z 30 krajów, w tym Turcji, Izraela, Czadu czy Zimbabwe.
No więc, konferencja się odbyła. A dwa dni później, w siedzibie Rady Praw Człowieka ONZ w Genewie przedstawiono dowody śledztwa, które potwierdza łamanie praw człowieka. Pokazano między innymi nagrany przez samych żołnierzy film, na którym mordują cywilów.

“Pokonać Terroryzm: Doświadczenie Sri Lanki”. Uczcie się, Czadzie i Zimbabwe.

4. Pan na tronie

O właśnie, Zimbabwe. Dział Zagraniczny musiał tę informację sprawdzić z 10 razy, przespać się, znowu sprawdzić, zbadać się alkomatem i sprawdzić jeszcze raz. Ale okazuje się, że władze tego kraju właśnie wysunęły się na dalekie prowadzenie w konkurencji “Represje 2.0 – Absurd i Groteska edition”. A było tak.
Jest 6 maja, Bulawayo, drugie co do wielkości miasto Zimbabwe. Trwają doroczne Międzynarodowe Targi Handlowe. Alois Mabhunu, ubrany po cywilnemu policjant z miejscowego wydziału zabójstw, poci się i przestępuje z nogi na nogę. Poci się i zaciska zęby, ale dłużej nie wytrzyma: musi iść za potrzebą. Rusza do najbliższej toalety, jak burza przepycha się przez kilku stojących przed nią mężczyzn i dopada muszli. Po kilku chwilach, szczęśliwy i odprężony, spuszcza wodę i chce wrócić do pracy. Zamiast tego, trafi do wojskowego aresztu. Bo kibel, a którego skorzystał, był zarezerwowany dla prezydenta Roberta Mugabego.

Noł szit, Mabhunu przesiedział trzy tygodnie w areszcie miejscowych baraków, aż w środę sąd skazał go na bonusowe 10 dni “normalnego” więzienia. Został też zdegradowany. Ale nie wyrzucony – znaj łaskę pana, Alojzy.

Prasa opozycyjna oburza się, że po pierwsze nie miał żadnego adwokata, a po drugie akt oskarżenia nie wskazuje, jakie artykuły kodeksu karnego złamał, korzystając z prezydenckiej toalety.

Dział Zagraniczny też należy do tych mężczyzn, którzy też nerwowo reagują, kiedy ich ziomki najpierw pochłaniają dwa kebaby z ostrym sosem, a potem – z gazetą w ręku – bezceremonialnie zmierzają w stronę toalety. Prezydent Zimbabwe właśnie pokazał, że da się temu przeciwdziałać. Robercie! Piąteczka za innowacyjność!

5. Meanwhile, in Korea…

– Od tej pory, rozpoczniemy praktyczne i ogólne odwetowe działania militarne, żeby za jednym zamachem zetrzeć [z powierzchni ziemi – tak domyśla się DZ] zdrajców! – piszą w oświadczeniu władze Korei Północnej. O jakich zdrajców chodzi? O Koreę Południową, jak zawsze. Ale powód do ostatniego wybuchu gniewu, jest tym razem bardzo konkretny: tarcze strzelnicze.
Pojawiły się bowiem zdjęcia, na których żołnierze armii Południa trenują celność, oddając salwy do zdjęć Kim Ir Sena, Kim Dzong Ila i Kim Dzong Una (który prawdopodobnie obejmie władzę po śmierci swojego ojca). W związku z czym Korea Północna zapowiada, że zmaże zniewagę siłą.

Zdjęcia Kimów na tarczachTrochę to niesprawiedliwe, że w najmłodszego tak łatwo trafić (Fot. Park Jung-Ho/AP)

Nikt nie wie, co by zrobiła, gdyby komandosi z Południa zamiast do zdjęć strzelać, używaliby ich jako papieru toaletowego. A, nie, poprawka: Robert Mugabe wie.

6. Doświadczonego w używaniu sznura, zatrudnię od zaraz

Zaprzyjaźniona z Działem Zagranicznym graficzka, znalazła wczoraj w gazecie ogłoszenie o treści: “Ochrona mężczyzn. Kobiety do lat 40 zatrudnię”. I jeszcze kilka podobnych kwiatków, czasem z rzetelnym: “Doświadczenie w branży nie jest wymagane”. Poeci krótkiej formy mogliby się teraz popisać w Indiach, gdzie właśnie poszukuje się kandydata na dość nietypowe stanowisko. Na kata.
Okazuje się, że na subkontynencie od 2004 r. nie wykonano żadnego wyroku śmierci. Aż tu nagle zdarzyły się (czy raczej – mają się zdarzyć) dwie egzekucje. Prośby o łaskę Devindera Pala Singh Bhullara (skazanego za planowanie ataków terrorystycznych) i Mahendry Nath Dasa (pospolitego mordercy) zostały odrzucone, więc obu rychło powinien spotkać smutny koniec. Ale sprawa się odwleka, bo… na etacie już dawno nie ma kata. Więc teraz władze gorączkowo jakiegoś szukają.

Egzekucja ma się odbyć przez powieszenie. Podobno kandydat musi się wykazać doświadczeniem w tej dziedzinie. Dział Zagraniczny usilnie się zastanawia: gdzie odbywa się staż w takiej profesji?! W Arabii Saudyjskiej? Chinach? USA?

7. Słowik na uwięzi

Tymczasem jedno z więzień w Kolumbii już niedługo będzie miało trochę muzycznej rozrywki. W Wenezueli został bowiem pojmany (i ma zostać wydany sąsiadowi) jeden z bardziej charakterystycznych członków lewackiej partyzantki FARC: Guillermo Enrique Torres Cueter vel Julian Conrado. Szerzej znany jako “Śpiewak”. Torres dorobił się tej ksywy, bo na plecach oprócz karabinu, nosił też gitarę. Z której korzystał przy każdej okazji. Przypisuje mu się autorstwo ponad stu piosenek sławiących kolegów z dżungli i ich walkę. W roku 2000, gdy doszło do krótkotrwałego rozejmu między rządem a partyzantką, to właśnie jego wytypowano, żeby zaśpiewał przed otwarciem pierwszej rundy negocjacji.

Tu na jednym z występów:

8. Konrad Wallenrod

No i na sam koniec, trochę rozrywki. Ten tydzień upłynął Działowi Zagranicznemu pod znakiem narkotyków – a to na promocji książki “Wojny Narkotykowe” w łódzkim klubie Krytyki Politycznej, a to w Programie III Polskiego Radia, objaśniając najnowszy raport Światowej Komisja ds. Polityki Narkotykowej. Więc trzymajmy się tego wątku i narkotykami zakończmy też niedzielę.

W sierpniu 2009 r., Trybunał Konstytucyjny Argentyny stwierdził, że pociąganie do odpowiedzialności karnej dorosłych osób palących marihuanę jest sprzeczne z tamtejszą ustawą zasadniczą. Co stwarza pewien problem, bo orzeczenie Trybunału nie oznacza wcale legalizacji marihuany, nie pozwala tylko, by za skręta w kieszeni ładować kogoś za kratki. Więc jakiegoś czasu w kraju trwa ożywiona debata, czy nie skończyć z tą farsą i po prostu nie zalegalizować trawy. I “ożywiona” była też wtorkowa wymiana zdań w programie dyskusyjnym kanału C5N. W rolach głównych Sebastián Basalo (redaktor naczelny magazynu “THC” i działacz kampanii na rzecz legalizacji) oraz Claudio Izaguirre (z Argentyńskiego Stowarzyszenia Przeciw Narkotykom). Łoczyt (jeżeli ktoś zna hiszpański, to niech ogląda całość, jeżeli nie, to może od razu przewinąć do mniej więcej drugiej minuty):

Señor Izaguirre, w imieniu wszystkich znajomych Argentyńczyków, którzy popierają legalizację miękkich narkotyków, Dział Zagraniczny składa ogromne podziękowania za fantastyczny PR! Oby tak dalej!

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Advertisements

Cthulhu planuje najbliższe wakacje na Karaibach

Znowu dzień opóźnienia. Ale co mówić – wyścigi się zaczęły na Służewcu.

1. Początek sezonu

W Afryce już chyba na dobre rozpoczął się sezon zamachów stanu. Po nieudanych próbach w Demokratycznej Republice Konga i na Madagaskarze, przyszedł czas na Burkina Faso.
Ruchawka zaczęła się już w czwartek, kiedy na ulice Ouagadougou wyległy tłumy, jakich stolica nie widziała od lat. Tysiące ludzi protestowało przeciw rosnącym kosztom życia, bo konflikt w sąsiednim Wybrzeżu Kości Słoniowej spowodował, że w kraju mocno podskoczyły ceny cukru, oleju do smażenia, mleka w proszku itd. Na cywilnym proteście pewnie by się skończyło, ale na nieszczęście dla głowy państwa, adrenalina przelała się do jego pałacu. I za broń chwycili żołnierze z jego straży przybocznej, którzy gwałtownie postanowili dać do zrozumienia, że nie podobają im się opóźnienia w wypłatach żołdu. Strzelanina rozpoczęła się tuż po zachodzie słońca, a bunt szybko rozprzestrzenił się na inne wojskowe baraki. Prezydent Blaise Compaore musiał salwować się ucieczką.
Jakby tego było mało, w sobotę – kiedy wojskowi już się uspokoili – stolicę spustoszyli lokalni kupcy. Z dymem poszła siedziba partii rządowej, zdemolowane zostały też budynki parlamentu, ministerstwa handlu i jeszcze kilka innych. Manifestanci wykrzykiwali, że żołnierze złupili ich kramy, ograbili ich z oszczędzności życia, że biją i gwałcą, a rząd nic sobie z tego nie robi (faktycznie, żeby nie sięgać daleko – w marcu grupa wojskowych też podniosła krótkotrwały bunt i z bronią w ręku odbiła z więzienia kolegów, odsiadujących tam kary za gwałty, a władze po prostu przymknęły oko na cały incydent).
Campaore do niedzieli odzyskał kontrolę, mianował nowych szefów armii i gwardii przybocznej, a w kraju zapanował spokój. Pytanie tylko na jak długo. Prezydent zdobył władzę w 1987 r. w zamachu stanu, ale przez ostatnie lata wyrósł na regionalnego rozjemcę. Aktywnie mediował pomiędzy zwaśnionymi stronami na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w zeszłym roku pomógł wynegocjować przekazanie władzy cywilom przez juntę wojskową w Gwinei, wcześniej załagodził też konflikt w Togo. Niewykluczone, że jeżeli sytuacja w Burkina Faso się nie poprawi, to niedługo sam będzie potrzebował pomocy jakiegoś kolegi z sąsiedztwa.

2. Jesteśmy twierdzą

A tymczasem, po drugiej stronie kontynentu temperatura też nie spada. W Swazilandzie (mimo zapewnień ministra, że do niczego nie dojdzie) tłumy wyszły na ulice w 38. rocznicę delegalizacji wszystkich partii politycznych. Policja odpowiedziała armatkami wodnymi, gazem łzawiącym, gumowymi kulami i starym dobrym obijaniem pałą po plecach. Aresztowano przywódców związków zawodowych, działaczy opozycji demokratycznej i relacjonujących wydarzenia dziennikarzy. A kilku polityków z sąsiedniej RPA, którzy głośno wyrazili swoje oburzenie wydarzeniami po drugiej stronie granicy, dostało bana na wjazd do Swazilandu. Co ulubieniec Działu Zagranicznego, minister Lutfo Dlamini, skomentował jak na siebie przystało: “Nic mi o tym nie wiadomo”.

Swoją drogą, oficjalna dewiza Swazilandu brzmi: “Jesteśmy twierdzą”. Ehe.

Swaziland protestujeTwierdza od środka (Fot. AP)

3. Szacunek za podjęcie walki

Marsze przeciw wysokim cenom odbyły się też w Ugandzie, mimo że – uwaga, suspens – władze ich zakazały. W skrócie było tak: Kizza Besigye (który w lutym przegrał wybory prezydenckie z rapującym Yowerim Musevenim) stanął sobie na czele tłumu i ruszył dumnie do przodu, tylko po to, żeby 10 minut później zostać zblokowanym przez policję i stać na środku wielkiego rowu pod palącym słońcem. Kiedy wreszcie po kilku godzinach, stróżom prawa wydawało się, że manifestanci są zmęczeni i kordon poluzowano, ci ruszyli w dalszą trasę. Więc kilometr dalej dostali gazem łzawiącym i gumowymi kulami. Jedna z nich uszkodziła dłoń Besigye, który natychmiast po wydarzeniach został hospitalizowany, a w tym czasie kilku jego kolegów, w tym nowo wybrany burmistrz Kampali, zostało na parę godzin wsadzonych z kratki.

W Polsce działają triady, tzn. porozumienia nabojek różnych zaprzyjaźnionych klubów z północy, centrum i południa. Na przykład zgoda Arki z Lechem i Cracovią, albo Lechii ze Śląskiem i Wisłą. Dział Zagraniczny zastanawia się, czy podobną zawiążą Campaore, Museveni i Mswati III.

4. Peja nosi brodę

Zupełnie inaczej radzi sobie inny ulubiony rząd Działu Zagranicznego. Władze Somalii (przynajmniej te oficjalnie uznawane na świecie, czyli de facto kontrolujące tylko stolicę) po tym, jak same sobie przedłużyły kadencję, postanowiły ogłuchnąć na krytykę. W Nairobi odbyło się spotkanie z inicjatywy ONZtu, którego uczestnicy powiedzieli rządowi w Mogadiszu: “Chłopaki, nie wygłupiajcie się”. Na co ci drudzy, olawszy wcześniej wysłanie jakiegokolwiek przedstawiciela do Kenii, odpowiedzieli w oficjalnym komunikacie: “To spotkanie nie realizuje potrzeb Somalijczyków”.

+20 za konsekwencję.

Tymczasem przeciwnicy rządu numer jeden, czyli islamistyczne bojówki Al-Shabab, też walnęli stylóweczkę. Walczący w ich oddziałach Omar Hammami, urodzony i wychowany w Stanach, miał rzekomo zginąć w marcu. Ale żyje. Co postanowił ogłosić światu w jedny właściwy religijnym fanatykom sposób. Nagrywając gorącego rapa. Fragment tego militarystycznego bałnsu:

“There’s nothing as sweet as the taste of a tank shell
But it could be compared to being where the mortar fell”.

Dla zainteresowanych, całość do odsłuchania tutaj.

Dział Zagraniczny widzi co najmniej kilka możliwych duetów na polskiej scenie.

5. Dział Zagraniczny chce być członkiem tej komisji

Jak już o muzyce mowa, to dwie dobre wiadomości z Jamajki.

Po pierwsze, będzie remake “The Harder They Come”. Legendarny film z 1972 r., w którym po raz pierwszy na szeroką skalę pojawiło się reggae, w roli głównej wystąpił Jimmy Cliff, a na ścieżce dzwiękowej znaleźli się między innymi Desmond Dekker czy Toots and the Maytals, powróci w odświeżonej formie za sprawą Trudie Styler (producentki między innymi “Snatch” czy “Lock Stock and Two Smoking Barrels”), oraz Justine Henzell, córki zmarłego w 2006 r. Perriego Henzella, scenarzysty i reżysera oryginału.
Dział Zagraniczny nie może się doczekać.

Druga dobra informacja, to że gabinet Bruce’a Goldinga zastanawia się nad wprowadzeniem w życie postulatów z raportu Narodowej Komisji do spraw Ganji. Serio, tak się nazywało to grono (złożone z socjologów, prawników, lekarzy i innych tęgich głów dobranych na miejscowych wyszych uczelniach) w 2001 r., kiedy ówczesny rząd zlecił mu badania nad ewentualną legalizacją marihuany. Komisja powiedziała “irie!”, ale władze jakoś się do propozycji nie zapaliły (tak, wiem, nic nie poradzę, takie mam poczucie humoru, bliscy już narzekają). Teraz jednak parlamentarzyści wydają się sprawie przychylniejsi.

Gdyby Jamajka pośpieszyła się z legalizacją, to Dział Zagraniczny podejrzewa, że premiera “The Harder They Come” będzie najwspanialszym seansem w historii kina.

6. A teraz, drogie dzieci, opowiem Wam bajkę

A pierwszym, który wyrwał się przed szereg i postanowił skorzystać na rozluźnieniu kagańca na Jamajce, został ajatollach Mohammad Saeedi. Podczas niedawnej transmisji w irańskiej telewizji, postanowił podzielić się z widzami anegdotką o narodzinach Aliego Chameneiego, kolegi po fachu i faktycznego przywódcy Iranu.
– Tuż przed opuszczeniem ciałą swej matki, ajatollach rzekł “Ya Ali!”, na co położna odpowiedziała “Niech Ali otoczy Cię swoją opieką” – rzucił do kamer Saeedi, a Dział Zagraniczny od razu wiedział, że następne wakacje na Karaibach spędzą razem.

7. Lepsza połowa

A w ogóle, o co chodzi z tymi żonami? Dział Zagraniczny śledzi walkę Sandry Colom o fotel prezydencki po swoim mężu, a w tym tygodniu takie same plany ogłosiły Pierwsza Dama Dominikany, pani Margarita Cedeño, oraz koleżanka po fachu z Ghany, pani Nana Konadu Agyeman-Rawlings (choć trzeba przyznać, że pan Rawlings, na imię Jerry, jest na emeryturze od 2001 r.; na drugiej emeryturze, bo władzę brał w zamachach stanu dwukrotnie).

To może pomysł dla Mswatiego III? Żeby uspokoić Swaziland, może oddać władzę swojej żonie. W końcu ma ich 18, więc szerokie pole do popisu.

8. Czemu interpretują

Skandal na Niue. Jak widać, Barbuda nie jest jedynym wyspiarskim państewkiem, które postanowiło skapitalizować na ślubie Kate i Williama. Kraj na Pacyfiku wypuścił serię znaczków pocztowych z młodą parą. Sęk w tym, że znaczki są podwójne. To znaczy, na tym po lewej jest Kate. A na tym po prawej William. A przez sam środek idzie perforacja.
– Ludzie uważają, ze znaczki sugerują, że para w przyszłości się rozejdzie. Nie wiem, czemu tak to interpretują – powiedział premier Toke Talagi.

Znaczek slubnyZnaczki można zamówić w Nowej Zelandii za 5.80 NZD (Fot. AP)

9. Koon end Frends

A na koniec: Atlantyk. A konkretnie, jego część na północ od wybrzeży Gujany i Surinamu.
Brazylijczycy odkryli tam bowiem… ogromne wiry wodne. Oba mają po 400 km średnicy. Generalnie nie chce mi się o tym pisać, możecie sobie o nich poczytać tu i tu. W skrócie można tylko podsumować, że naukowcy nie do końca wiedzą, skąd te wiry się wzięły.

A Dział Zagraniczny wie: Cthulhu! Coon and Friends strajk bek, unikajcie koncertów Bibera.

No. ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Osiem krzaków na własny użytek i grobowiec na sprzedaż

W tym tygodniu nie było żadnego artykułu na Dziale Zagranicznym, bo przytłoczyły mnie inne obowiązki, a od piątku rano już szczególnie. Pozdrawiamy Antka Słodkowskiego, który często tu zagląda, a w przerwach od czytania dzielnie zasuwa dla Reutersa w Tokio. Ogrom zniszczeń w Japonii jest przerażający, ale w polskich mediach macie już setki ekspertów od trzęsień ziemi, tsunami, sushi, kimon i tajników japońskiej duszy, więc w Dziale Zagranicznym darujemy sobie rozstrząsanie “jak my byśmy się w tej sytuacji zachowali, panie profesorze” i po prostu rzućmy okiem, co działo się na świecie w tym tygodniu.

1. Patrz, ale nie pytaj

Zaczynamy od przypomnienia informacji z zeszłego tygodnia, o nieudanym zamachu stanu w Demokratycznej Republice Konga. Władze kraju wciąż twardo trzymają się wersji, że był to atak terrorystyczny i na razie nie ma żadnych twardych dowodów za jedną, bądź drugą wersją.
Chwilowo pewne są tylko dwie informacje. Po pierwsze, ostateczna liczba ofiar śmiertelnych to 19 osób, z czego 8 to żołnierze wierni prezydentowi Kabili. I po drugie: władze jak do tej pory aresztowały 126 podejrzanych o związki z napastnikami. W poniedziałek ściągnięto wszystkich zagranicznych dziennikarzy do więzienia w Kinszasie, żeby mogli ich sobie obejrzeć. Zatrzymani nosili ślady brutalnego pobicia i głośno krzyczeli, że są niewinni. Prasie nie wolno było jednak zadawać żadnych pytań.
Zobaczymy, jak sytuacja rozwinie się do przyszłego tygodnia.

2. Dyktatorzy ćwierkają sami do siebie

W państwach autorytarnych mieliśmy tydzień Twittera.

Kamerun zablokował swoim obywatelom możliwość korzystania z serwisu za pośrednictwem sieci komórkowych. Wszystko dlatego, że od kilku tygodni opozycja w kraju próbuje urządzić wielkie manifestacje niezadowolenia w stylu egipskim.
Nie bardzo tylko wiadomo, dlaczego rząd uderza w Twittera właśnie teraz. Prawie wszyscy czołowi przeciwnicy prezydenta Paula Biyai zostali aresztowani trzy tygodnie temu (siedzi między innymi Louis Tobie Mbida, syn pierwszego premiera Kamerunu po uzyskaniu niepodległości), jedyna manifestacja, jaka się odbyła, została ostro stłumiona przez policję, a z samego serwisu internetowego korzystała tu dosłownie garstka osób. Opozycja do działania wzywała przez zwykłe SMSy. Ale tych – na razie – Kamerun jeszcze nie zablokował.

Prezydent KamerunuMiędzy małżeństwem Obamów Paul Biya, prezydent Kamerunu, a pierwsza od lewej jego małżonka Chantal, która we włosach ukrywa trzy tajne więzienia, zagłuszacz fal radiowych i lotniskowiec (fot. Lawrence Jackson/whitehouse.gov)

Tymczasem inny przywódca nie tylko Twittera się nie boi, ale wręcz odnosi na nim sukcesy. Fidel Castro założył sobie konto mniej więcej rok temu, a w tym tygodniu przekroczył magiczną liczbę 100 tys. czytelników, śledzących jego wpisy o tym, że NATO chce najechać Libię itd. Wielbiciele są zapewne z zagranicy, bo choć Fidel lubi sobie poćwierkać, to tej samej przyjemności odmawia swoim rodakom. Według rządowych statystyk, z internetu korzysta na Kubie zaledwie 3 proc. mieszkańców. Nie wolno go podłączać w domu, a w oficjalnych kafejkach i hotelach jest często cenzurowany. W dodatku z siecią można się połączyć tylko za pomocą modemu telefonicznego, a prędkość transmisji danych jest wolniejsza tylko w jednym miejscu na świecie – na francuskiej wyspie Mayotte koło Madagaskaru.
Władze od dawna zwalały winę na amerykańskie embargo. Zresztą słusznie, Biały Dom przez lata skutecznie blokował możliwość poprowadzenia światłowodów z Florydy na Kubę. Ale w lutym bracia Castro z pompą świętowali doprowadzenie takiego kabla z zaprzyjaźnionej Wenezueli i pretekst do wymówek się skończył. Według prognoz, prędkość połączenia ma skoczyć jakieś 3 tys. razy, ale mieszkańcy niewiele na tym skorzystają. Ministerstwo Informacji od razu zapowiedziało, że na nowej sytuacji skorzystają szkoły i instytucje rządowe. Dla osób prywatnych, stałe łącze wciąż pozostaje marzeniem.

3. Fortuna kołem się toczy

Jeżeli mowa o technologiach, to rzućmy okiem na Nową Zelandię, która właśnie ekscytuje się powrotem Kary Hurring na łono ojczyzny. W kwietniu 2009 r. kobieta pośpiesznie uciekła wraz ze swoim ówczesnym chłopakiem do Chin (skąd pochodził mężczyzna) po tym, jak miejscowy bank przez pomyłkę przelał na jej konto równowartość 6 mln dolarów. Poszukiwana dobrowolnie wróciła na wyspy w tym tygodniu i odpowiada przed sądem z wolnej stopy. Jak się jednak okazuje, Hurring nie pchnęła do powrotu skrucha, tylko… brak kasy. Bo jej narzeczony większość łupu przegrał w kasynach w Makao. Po czym nawiał.
Dział Zagraniczny przeczuwa, że Kary sprzeda prawa do biografii/scenariusza i tak czy inaczej odbije się od dna. Mała rada: dziewczyno, gdy tak się stanie, to na wakacje jedź bez faceta.

4. Czemu ta dziewczyna chodzi ciągle na palcach?

Jeszcze przy okazji Chin, krótka informacja z Szanghaju: Mattel właśnie zamknął otwierany dwa lata temu z hukiem concept store z Barbie (sześć pięter różu i prawie tysiąc unikatowych lalek o nieludzkich proporcjach). Powód? Niewystarczająca ilość klientów – Chinczycy podobno nie bardzo znają tę markę.
Oczko w górę na liście krajów, gdzie Dział Zagraniczny chciałby się przeprowadzić.

5. Osiem krzaków dla każdego

A na tejże liście na podium wciąż mocno trzyma się Urugwaj, dlatego śledzimy doniesienia z tego małego latynoskiego państwa. Po zeszłotygodniowym raporcie ONZ, o coraz większej dostępności kokainy w Montevideo i okolicach, ostatnie dni przynoszą bardziej interesujące wieści. Do parlamentu właśnie trafił projekt ustawy, która ma całkowicie zliberalizować paragrafy dotyczące marihuany. Jeżeli tylko posłowie klepną nowe prawo, to każdy będzie mógł nosić sobie w kieszeni aż do 25 gramów, a w domu uprawiać cztery krzaki. Wszystko wskazuje na to, że już niedługo plany staną się rzeczywistością, bo projekt zgłosili posłowie koalicji rządzącej, ale za jest też i opozycja.
– Tak, powinna być z góry ustalona liczba krzaków, jakie każdy może posiadać, a sądy musiałyby jedynie decydować, czy uprawa jest na użytek własny, czy w celu sprzedaży – podsumował sprawę Luis Lacalle Pou, przewodniczący Izby Deputowanych z opozycyjnej Partii Narodowej.
Podobne zasady obowiązują od jakiegoś czasu po drugiej stronie La Platy. W sierpniu 2009 r. argentyński Sąd Najwyższy stwierdził, że małe ilości marihuany na własny użytek są jak najbardziej dozwolone, a próby sądzenia za jej posiadanie są niekonstytucyjne.
Dział Zagraniczny był i sprawdził: faktycznie, policja nie zatrzymuje.

6. Templariusze: reanimacja

Skoro narkotyki, to nie możemy nie rzucić okiem na Meksyk. Dział Zagraniczny już pisał o jednym z tamtejszych karteli – groteskowej La Familia. Otóż w styczniu gangsterzy ogłosili, że kończą karierę. A w tym tygodniu przy drogach w zachodnim Michoacan zawisły bannery, w którym inna ekipa ślubuje podjąć ich dzieło. Zacytujmy sobie w całości: “Będziemy na usługi mieszkańców Michoacan, żeby rozwiązać jakąkolwiek sytuację, która stanowiłaby zagrożenie dla Michoacanos. Naszymi zobowiązaniami są: utrzymać porządek, unikać kradzieży, porwań, wymuszeń i chronić stań przed możliwymi interwencjami rywali. Podpisano: Templariusze”.
Git. Dział Zagraniczny czeka, kiedy Kartel z Sinaloa zmieni nazwę na “Krzyżacy”. Najbardziej poszukiwany człowiek w kraju – Joaquín von Jungingen Guzmán.

7. Międzynarodowy model biznesowy

Jest jeszcze jeden kraj, gdzie chętnych do zostania przestępcą nie brakuje. W Peru ktoś najwyraźniej czyta Dział Zagraniczny i wziął sobie do serca nasze doniesienia, że piractwo jest jednym z nielicznych biznesów, który w ostatnich latach nie tylko nie przejmuje się kryzysem, ale jeszcze się rozwija. W tamtejszym Callao grupka 20 bandytów dokonała abordażu na japoński kuter, kradnąc gotówkę, komórki i sprzęt radiowy. Co więcej, to już drugi atak tej samej (prawdopodobnie) ekipy w tym roku.
Johnny Depp? Może następna część w Peru? “Piraci z Pacyfiku i Zemsta Meksykanskiego Jaquesa de Molay”.

8. Lokal sprzedam, atrakcyjna lokalizacja, trochę wilgotno

I kolejny news, który zahacza o kinematografię. Większość Polaków pewnie kojarzy Evitę z kreacji Madonny i piosenki, która w 1996 r. atakowała na wszystkich frontach: od sklepów ze spodniami, przez PKSy, na budkach z zapiekankami skończywszy. Ale w Argentynie Eva Peron jest druga po Bogu (czyli Maradonie) i każdy, kto wpadnie do Buenos Aires musi obowiązkowo zaliczyć jej grobowiec na cmentarzy w Recolecie. No, ale jeżeli jest prawdziwym fanem, to od teraz może sobie też kupić miejscówkę obok.
Damian Sabelli ma kryptę po sąsiedzku i potrzebuje kasy. Więc wyprzedaje lokale wewnątrz. Co prawda w grobowcu leży już 14 jego przodków, ale Damian się nie przejmuje. – Wszystkich można usunąć już dzień po sprzedaży. Przestrzeń będzie natychmiast gotowa do zajęcia – ogłosił radośnie.
Miejsc jest w sumie 20. Cena to mniej więcej 220,5 tys. euro. Za tyle można sobie w Recolecie (jednej z bardziej prestiżowych dzielnic Buenos Aires) kupić trzy pokoje z kuchnią i tarasem.
Ale tak, Dział Zagraniczny rozumie, że to wszystko blednie przy wcześniejszej informacji, że można w Argentynie palić skręty. Co Damianowi bez wątpienia nie jest obce.

9. Lukbuk wiosna/lato

No i na sam koniec: idzie lato. W związku z czym warto się zainteresować firmą 46664. Taki był więzienny numer Nelsona Mandeli, który za czasów apartheidu spędził za kratami 27 lat. I tak też nazywa się jego fundacja charytatywna, która wspiera walkę z AIDS w RPA. Teraz organizacja zapowiedziała wypuszczenie na rynek kolekcji ubrań inspirowanych kolorowymi koszulami, w jakich gustuje były prezydent. Pieniądze ze sprzedaży mają zostać wykorzystane przez 46664 do finansowania swoich projektów.
Szukajcie w dobrych sklepach od sierpnia.

46664Szał na następnej edycji Łódź Fashion Week (fot. 46664.com)

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Piractwo popłaca

Następny tydzień za nami. Czas wymyślić jakąś nazwę dla tego cyklu. Propozycje czytelników mile widziane. W komenatarz do tego wpisu, albo na fejsbukowym fanpejdżu.

1. Niech nie pouczają

Zaczynamy od informacji, na którą Dział Zagraniczny bardzo czekał planując wakacje. Rada Rastafariańska Gujany od dawna walczy o legalizację marihuany w swojej ojczyźnie. Zioło i tak jest palone dość powszechnie, ale jak argumentuje przywódca organizacji – Ras Leon Saul – oni chcą zezwolenia ustawowego, bo względny religijne itd. Miejscowi rasta byli do całej sprawy nastawieni bardzo optymistycznie, bo prezydent Bharrat Jagdeo ma do sprawy dość ludzkie podejście (“W Kalifornii mają 800 sklepów z medyczną marihuaną, więc niech nas nie pouczają”), a poza tym ONZ ogłosiło 2011 Międzynarodowym Rokiem Ludności Pochodzenia Afrykańskiego i Gujana chce to stosownie uczcić.
Niestety dla rastamanów, Jadeo powiedział legalizacji “nie”. Łączymy się w bólu.

2. Day of the zombie elections

W tym roku w Zimbabwe będą wybory. A że we wszystkich poprzednich było dość głośno o fałszerstwach, to pozarządowa organizacja Zimbabwe Election Support Network postanowiła sprawdzić listy uprawnionych do głosowania. I okazało się, że np. 2344 wyborców ma według oficjalnych dokumentów między 101 a 110 lat. Przypomnijmy, że przewidywana długość życia w Zimbabwe to 44 lata. Oszczędzając czytelnikom szczegółów: według organizacji prawie 1/3 oficjalnie zarejestrowanych obywateli jest w rzeczywistości albo martwa albo nigdy nie istniała. George Romero już wie, gdzie kręci swój następny film.

Wybory zombiTak się oddaje głosy w Zimbabwe (Fot. Zombie-popcorn.com)

3. Gdzie Dział Zagraniczny będzie szukał pracy w tym roku

International Maritime Bureau informuje w swoim najnowszym raporcie, że rok 2010 był rekordowy w dziedzinie piractwa. Morscy bandyci zaatakowali w sumie 445 razy (to o 10 proc. więcej niż w 2009, do tej pory rekordowym) i udało im się porwać 53 statki (49 z nich uprowadzili Somalijczycy) z łącznie 1016 zakładnikami.
Miło słyszeć, że w dobie kryzysu światowego są takie gałęzie gospodarki, które wciąż się prężnie rozwijają.

4. Minister Pirat

W ogóle piraci w tym tygodniu byli na topie. Większość czytelników na pewno słyszała o Partii Piratów, ale pozostałym wyjaśnijmy, że ten pospolity ruch polityczny ma na sztandarach nieskrępowaną wolność w internecie i reformę prawa własności intelektualnej. Wywodzi się ze Szwecji (i stamtąd pochodzi jego dwóch europosłów), ale ideową przynależność deklarują aktywiści (blogerzy, hackerzy itp.) z całego świata.
Jednym z nich jest Slim Amamou, lider tunezyskich internautów, aktywizujący tłumy zwolenników podczas zakończonej właśnie rewolucji, która obaliła rządzącego od 1987 r. prezydenta Ben Aliego. W ulubionym kraju tyrystów olinklusiw od Wałbrzycha po Rzeszów trwa właśnie kompletowanie nowego gabinetu. W którym Amamou dostał tekę Sekretarza Stanu do spraw Młodzieży i Sportu. Nasz człowiek w rządzie!

Blog Slima pod tym adresem.

SlimDział Zagraniczny głosowałby na tego pana (Fot. Artificialeyes.tv)

5. Aj lajk

I kończymy sieciowym akcentem. Dokładnie rok temu Salvador Cabañas, utalentowany piłkarz z Paragwaju, grający wówczas w meksykańskim klubie América, bawił się w najlepsze na stołecznej dyskotece. Gdy na chwilę zniknął w toalecie, cały parkiet zamarł słysząc strzały z pistoletu. Cabañas dostał w głowę. Przeżył, ale lekarze do dziś nie usunęli mu kuli z czaszki, bo zabieg jest zbyt niebezpieczny. Piłkarz musiał zrezygnować z zawodowej kariery.
Głównym podejrzanym od początku był Jose Balderas Garza, miejscowy handlarz narkotyków. Ale zaraz po strzelaninie przepadł jak kamień w wodę i policja nie mogła go znaleźć. Aż ktoś im doniósł, że jego narzeczoną jest Juliana Sossa, kolumbijska modelka mieszkająca w Meksyku. Stróże prawa zalogowali się na Fejsbuka, wstukali sobie imię i nazwisko dziewczyny, sprawdzili jaki podaje adres zamieszkania i we wtorek zastukali do drzwi. Jose siedzi i czeka na proces.
Morał? Jeżeli jesteście w związku z poszukiwanym, na FB jest taka zakładka jak ustawienia prywatności. Dział Zagraniczny poleca.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.