Archive

Posts Tagged ‘RPA’

Prezydent jest w kontakcie

Od razu na wstępie warto zaznaczyć, że podsumowania tygodnia nie będzie w następną niedzielę, ani w jeszcze następną, bo za kilka dni Dział Zagraniczny wyjeżdża – jak nazwa wskazuje – zagranico.

1. Sto lat, sto dziesięć

Zacznijmy od smutnej informacji. Jeszcze w marcu Dział Zagraniczny życzył z okazji 110. urodzin wszystkiego najlepszego Claudeowi Choulesowi, ostatniemu żyjącemu weteranowi I Wojny Światowej.
Niestety, urodziny okazały się ostatnie – w czwartek Choules zmarł. Był bohaterem kilku filmów dokumentalnych, w których mówił, że okropieństwa konfliktów zbrojnych (służył też w II Wojnie Światowej) zrobiły z niego pacyfistę i że jest przeciw gloryfikacji przemocy, dlatego między innymi odmawiał brania udziału w obchodach kolejnych rocznic związanych z wojnami, w których brał udział.
Może nie była to postać wielka, ani wybitna, ale jego postawa na pewno warta jest naśladowania.

Claude ChoulesClaude Choules 1901-2011 (Fot. AP)

2. Ziemia Święta

No to przy okazji konfliktów: wciąż nie wygasa ten na granicy Kambodży i Tajlandii.
O co chodzi? W IX w. Khmerowie zbudowali świątynię Preah Vihear mniej więcej w środku Indochin, które wówczas kontrolowali prawie w pełni. Po latach jednak, ich imperium zaczęło się kurczyć, a władzę na opuszczanych terenach przejmowali nowi władcy i nowe narody. Dziś, po wielu wiekach, trochę trudno dojść do porozumienia kto dokładnie jest spadkobiercą czego. Tak jest też w przypadku Preah Vihear – pretensje do kompleksu zgłaszają zarówno Tajlandia jak i Kambodża. W XX w. było co najmniej kilka prób rozwiązania dysputy, ale niewiele z nich wynikało. W końcu, w 1962 r., Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uznał, że świątynia należy się jednak Phnom Penh. Sęk w tym, że nie wypowiedział się w sprawie okolicznych ziem, a że są to tereny zalewowe, to Tajlandia uznała, że mapy z początku poprzedniego wieku (na podstawie których zapadł wyrok) nie oddają sytuacji na miejscu i że same budynki to Kambodża może sobie jeszcze wziąć, ale już okolicę bierze Bangkok.
I git, nikt by się sprawą w ogóle nie przejmował, bo powiedzmy sobie wprost: Preah Vihear leży na kompletnym zadupiu. Ale w lipcu 2008 r. Kambodża wystąpiła do UNESCO o wpisanie świątyni na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego. I nagle, w Bangkoku komuś się zagotowało pod czapką. Tajlandia wysłała na miejsce żołnierzy, sąsiad po drugiej stronie granicy zrobił dokładnie to samo, a co się dzieje, kiedy w gorącym klimacie rozlokujecie niedaleko siebie dwa obozy facetów z ciężką bronią, to naprawdę nie powinno być na nikogo wielką tajemnicą.
Więc szybko doszło do pierwszych potyczek, które z pewnymi przerwami powtarzają się do dziś. W sumie zginęło w nich już kilkadziesiąt osób, w tym paru cywilów.
W poniedziałek Kambodża powtórnie pozwała sąsiada do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości.

Czy panowie w togach zdołają położyć kres konfliktowi? Dział Zagraniczny nie wie, ale radzi, żeby się pośpieszyli – już dzień po złożeniu sprawy, w Preah Vihear do licznika dołączyła kolejna ofiara, żołnierz z Tajlandii.

3. Logroño, bierz przykład z Yorku i się nie wygłupiaj

A przecież da się rozwiązywać spory na spokojnie. Weźmy Hiszpanię i Argentynę. W Europie mają region, który nazywa się La Rioja i produkuje wina od IX w., a w Ameryce Łacińskiej Juan Ramirez de Velazco w 1591 r. założył miasto Todos los Santos de la Nueva Rioja, gdzie… tak, produkuje się wina.
Dopóki podróż z jednego kontynentu na drugi wymagała żagli, szczurów pod pokładem i szkorbutu po dotarciu do celu, to nikt się nie spinał. Ale przyszła globalizacja i procenty z Argentyny zaczęły zdobywać uznanie w Stanach i na Starym Kontynencie. Na co sepleniący wąsacze z Półwyspu Iberyjskiego nie mogli nie zareagować:
– Oddawać trejdmarka! – krzyknęli Hiszpanie i w 1999 r. poszli do sądu.
A ten wydał w tym tygodniu wyrok (12 lat, nawet nie chce mi się tego komentować), w którym odrzucił skargę, ponieważ nie tylko na wszystkich argentyńskich etykietkach jest wyraźnie napisane “La Rioja ARGENTINA”, ale w dodatku przytłaczająca większość winogron używanych w Europie to czarne Tempranillo, a z kolei w produkcji latynoskiej dominują białe Torrontes.

Dział Zagraniczny pił i jedne, i drugie. A, że na winach się tak naprawdę nie zna, to różnicy nie wyczuł. Poza tym, umówmy się, że chyba jednak większość świata – podobnie jak autor tego bloga – kieruje się jedną zasadą: butelka ma nie trzeszczeć więcej niż trzydzieści zeta. I chlup.

4. Bramka ważniejsza od flagi

Jeszcze przy okazji Argentyny dwa newsy.

Po pierwsze, był kiedyś Manuel Belgrano. Który zasłużył się tym, że zaprojektował flagę Argentyny. No i jeszcze kilkoma rzeczami, ale prawda jest taka, że liczy się przede wszystkim sztandar i za to Manuel trafił na 10-pesowe banknoty. Chociaż tyle od rodaków, którzy za życia się na niego wypięli, przez co umierał w nędzy.
Ale okazuje się, że w dzisiejszych czasach walka o niepodległość ojczyzny uległa inflacji. Bo chłopaki z Kościoła Maradony (tak, Ręka Boga ma kilkadziesiąt tysięcy zarejestrowanych wyznawców) rozkręcili na fejsbuku akcję, żeby jednak Manuela zastąpić Diegiem.

Dział Zagraniczny proponuje też, że jak ze stówek poleci Roca, to warto na nie dać Messiego. Dzięki temu oba typy banknotów będzie można fizycznie zmniejszyć o połowę. Ratujmy lasy!

Belgrano pesoTu już niedługo wyznawcy chcieliby widzieć Boskiego Diego

News drugi jest taki, że Policja Federalna założyła sobie oficjalne konto na Twitterze. Warto czytać. Ulubiony wpis Działu Zagranicznego: “Dzieci biorą narkotyki, żeby być w lepszym kontakcie ze społeczeństwem”.

5. Comando Wojtyła

Kto jeszcze bierze, żeby być w lepszym kontakcie? Kończący właśnie karierę prezyden Peru, Alan García. Rzecze bowiem Alan w poniedziałek przy okazji otwierania hydroelektrowni:
– Jego pierwszym cudem [“jego”, czyli Jana Pawła II, a pierwszym po beatyfikacji – przyp. DZ] było usunięcie ze świata wcielenia zła, inkarnacji przestępstwa i nienawiści!
Czytaj: Karol załatwił Osamę.

Alan, jak już bierzesz, to chociaż powiedz co konkretnie. Dział Zagraniczny też chce.

6. Najciemniej pod latarnią

Dział Zagraniczny nie wie, czy Alan García zna się z Sheryl Cwele, ale to możliwe. Kim jest pani Cwele? Szefową siatki, która przemycała duże ilości narkotyków z Ameryki Południowej i Turcji do RPA. Przestępcy wpadli, kiedy dwa lata temu w Sao Paulo aresztowano członkinię grupy, która w torbie między bikini a szortami upchała dodatkowe 10 kilo kokainy. I szybko zaczęła sypać wspólników.
Niby banał, ale sprawa staje się ciekawsza, kiedy uświadomimy sobie, że Sheryl Cwele jest żoną Siyabongi Cwele. Czyli… szefem Agencji Bezpieczeństwa Publicznego, odpowiedzialnej między innymi za walkę z przemytem narkotyków.
Sheryl dostaław piątek 12 lat. Siyabonga trzyma się jednak stołka, nie chce się podać do dymisji i twierdzi, że w ogóle o niczym nie wiedział. Jak dla mnie – Śledczy Roku.

7. A mógłby być świetnym gitarzystą

Policja walcząca z handlarzami narkotyków odniosła też sukces w Brazylii. We wtorek w Santa Catarina zatrzymano mężczyznę podejrzanego o działalność w tej branży, ale facet wykręcał się, podając za własnego brata i pokazując jego dokumenty (ale ze swoim zdjęciem). Na nic to jednak, bo brat miał u każdej dłoni palców pięć. A aresztowany sześć. Serio:

SześciopalczastyTrochę trudne do ukrycia cechy szczególne (Fot. AFP)

Kiedyś w “Wyborczej” był taki tekst o wyłudzeniach ubezpieczeń. Są ludzie, którzy dla kilku tysięcy odrąbują sobie własne palce u rąk, po jednym na parę miesięcy. Dział Zagraniczny widzi potencjał po drugiej stronie oceanu.

8. A podobno od nadmiaru głowa nie boli

And last but not least, Uniwersytet Nowej Południowej Walii (w Australii, znaczy się) przepytał kilka tysięcy mieszkańców kraju w kwestii ich preferencji seksualnych. I wyszło, że wśród chłopców w grupie wiekowej 16-24, tylko 1/3 respondentów chciałaby uprawiać seks częściej niż to się dzieje obecnie. Reszcie styka jak jest, a 12 proc. powiedziało nawet, że woleliby jednak kochać się rzadziej.

Dział Zagraniczny myślał nad interpretacją. Bardzo intensywnie. I przyznaje się do porażki.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Konstytucja? Jaka konstytucja?

Podsumowanie tygodnia znowu spóźnione o jeden dzień. Przepraszamy, zapraszamy.

1. No, tata obalił rząd, to teraz sobie wystartuję w wyborach

W zeszłym tygodniu pisaliśmy o tym, że Sandra Torres de Colom, żona prezydenta Gwatemali, chce po jesiennych wyborach zająć miejsce męża. Ale jest drobny szczegół: konstytucja latynoskiego kraju zabrania kandydowania “krewnym do czwartego pokolenia urzędującej głowy państwa”. W związku z czym Sandra przekonuje, że… przecież jest żoną, a nie krewną. Dział Zagraniczny chciał nawet sugerować rozwód, ale prezydent Álvaro Colom stanowczo odrzucił taką możliwość. “Stanowczo” oznacza “na kilka dni” – w tym tygodniu para ogłosiła, że jednak poświęci małżeństwo dla politycznej kariery Sandry.
– Rozwodzę się z mężem, ale biorę ślub z ludem! – ogłosiła (jeszcze) Pierwsza Dama, z trudem hamując łzy.

Dział Zagraniczny się wzrusza. Szczerze. Zwłaszcza, że Sandra jest już trzecią z rzędu panią Colom, a wcześniej brała już jeden rozwód z innym mężczyzną.

ColomowiePo prawej obecny prezydent, po lewej być może przyszły. Madonna już ćwiczy “Nie płacz po mnie, Gwatemalo” (Fot. Moises Castillo/AP)

Przeciwnicy polityczni (eks)małżeństwa Colomów oczywiście podnoszą alarm, że to niedopuszczalne kpiny z prawa. O tym, czy Sandra może ubiegać się o najwyższe stanowisko w państwie, ma ostatecznie rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny. Ten sam, który już w 1989 r. zabronił startu w wyborach innej Pierwszej Damie: Raquel Blandón (jej mąż, Vinicio Cerezo, był prezydentem w latach 1986-1991). No, ale Raquel wówczas rozwodu nie brała…

Co jeszcze ciekawsze, Sandra nie jest jedyną potencjalną kandydatką w tegorocznych wyborach, której start byłby sprzeczny z konstytucją. Do Pałacu Prezydenckiego chce się wprowadzić też Álvaro Arzú (który był już raz głową państwa, a ustawa zasadnicza Gwatemali zabrania reelekcji), Harold Caballeros (pastor ewangeliczny: prawo nie pozwala na start “kapłanom religijnym”), Zury Ríos, której ojciec rządził jakiś czas jako dyktator po zamachu stanu z 1982 r. (konstytucja odrzuca możliwość kandydowania krewnych osób odpowiedzialnych za przewroty) oraz Eduardo Suger (który urodził się w Szwajcarii, więc nie jest jasne, czy spełnia warunek bycia “Gwatemalczykiem z pochodzenia”).

Patrząc na to wszystko, informacja że Leonel Fernandez – prezydent Dominikany – chce w przyszyłym roku kandydować na trzecią kadencję, mimo że (tak, zgadliście) konstytucja tego zabrania, to mały pikuś.

Dział Zagraniczny przewiduje ciekawą polityczną telenowelę.

2. Samozatrudnienie

Można olewać prawo, żeby zdobyć władzę, a można je też olewać, żeby tej władzy nie stracić. Jak w Somalii.
W kraju, który od 1991 r. jest de facto czarną dziurą na mapie świata, trudno wyłonić rząd w normalny sposób. Dlatego obecny powstał w ramach porozumienia pomiędzy różnymi frakcjami w państwie (czy raczej jego części) i pod czujnym okiem Unii Afrykańskiej, ONZ i USA. Miał działać do sierpnia tego roku. Ale już wiadomo, że będzie istnieć dłużej.
– Potrzebujemy więcej czasu, żeby przywrócić bezpieczeństwo – powiedział w niedzielę Mohamed Mohamud Boon, somalijski Minister do spraw Konstytucji (sic!), ogłaszając, że wraz z kolegami postanowił sobie przedłużyć umowę o pracę jeszcze na rok.
Rząd mógł wziąć przykład z parlamentu (również nie pochodzącego z wyborów), który w lutym zagłosował, że przesuwa sobie koniec kadencji o trzy lata.

Dział Zagraniczny mówi: słusznie! W kraju targanym wojną domową warto dbać o już istniejące etaty. ZUS się sam nie opłaci.

A, no i są też doniesienia, że do Somalii wkroczyły pierwsze oddziały kenijskie, żeby pomóc rządowi z Mogadiszu w walce z islamistami kontrolującymi południe kraju. Nairobi na razie oficjalnie tej informacji nie potwierdza, ale gdyby okazała się prawdą (a wiele na to wskazuje), to byłby pierwszy w historii przypadek interwencji tego państwa w Somalii (w Mogadiszu walczą też żołnierze z Ugandy i Burundi, ale w ramach misji Unii Afrykańskiej).

3. Sezon na zamachy

W ogóle w Afryce jest obecnie bardzo gorąco. Albo tak przynajmniej wygląda. Dział Zagraniczny informował już o bardzo dziwnej próbie zamachu stanu (do dziś nie wiadomo, kto się zamachnął) w Demokratycznej Republice Konga i próbie zabicia przywódcy Madagaskaru.
Tymczasem w zeszłym tygodniu rząd w Senegalu również ogłosił, że pojmał “komando”, które miało rzekomo przygotowywać się do puczu. Szybko też ogłoszono, że rebelianci mają powiązania z opozycją. Która z kolei jeszcze szybciej oskarżyła służby prezydenta Wade o prowokację. I wydaje się, że miała rację: w czwartek aresztowani zostali zwolnieni z braku dowodów.

Szykuje się ciekawa wiosna na południe od Sahary.

4. Za kanapki czapa

Ostatnia w tym tygodniu wiadomość z Afryki będzie dotyczyć innego aresztowanego: Freda. Pawiana z RPA.
Jeżeli ktoś z czytelników miał okazję odwiedzić Kapsztad, a konkretnie Przylądek Dobrej Nadziei, to z pewnością zauważył grasujące małpy, które wymuszają na turystach jedzenie, a czasem po prostu je bezczelnie kradną. Jedna z nich – Fred właśnie – zyskała sobie szczególnie złą reputację. Pawian był coraz bardziej agresywny, demolował samochody, atakował turystów, kilkoro osób poważnie poturbował. Więc został pojmany i czeka go kara śmierci. Serio: chcą go uśpić. Za kanapki.

5. Sprawiedliwość inaczej

Nie wiadomo z kolei za co policja w Brazylii chciała zabić 14-letniego chłopca z Manaus. Na nagraniu, które ujawniły w tym tygodniu media i które wzburzyło cały kraj, widać, jak jeden z policjantów strzela nastolatkowi w klatkę piersiową z odległości dwóch metrów.
Jak się okazuje, sytuacja miała miejsce w sierpniu zeszłego roku, ale nagranie z kamery przemysłowej długo pozostawało nieznane, bo rodzina chłopca bała się zemsty ze strony policji. Wideo wyciekło teraz, bo zarówno nastolatek (który cudem przeżył), jak i wszyscy jego krewni zostali objęci programem ochrony świadków.

Dział Zagraniczny odwiedzał kiedyś swoją własną rodzinę w Brazylii, kiedy w Sao Paulo doszło do ogromnej strzelaniny pomiędzy dwoma ekipami. Po jednej stronie ulicy strzelała policja. A po drugiej ogniem odpowiadała… policja.
Stróże prawa 1 – Zdrowy rozsądek 0.

6. Senat pozwala

Tymczasem w piątek, Senat w Meksyku znowelizował prawo karne, dzięki czemu od tego tygodnia zdrada małżonka już nie jest przestępstwem. Na co sami Meksykanie reagują pytając: “A była?!”.

7. Żona nie dla emeryta

I tym sposobem zataczamy koło, bo skoro podsumowanie zaczęliśmy od małżeństw i kruczków prawnych, to tym samym skończymy.
Kambodża wprowadziła ograniczenia dla zagranicznych mężczyzn, którzy chcieliby się ożenić z miejscowymi dziewczynami. Konkretnie, to zabroniła tego panom, którzy są po pięćdziesiątce. A jakikolwiek młodszy obcokrajowiec musi się teraz w urzędzie wykazać dowodem, że zarabia przynajmniej 2,5 tys. dolarów miesięcznie (czyli kilkakrotnie więcej, niż wynosi średnia pensja w Kambodży). W przeciwnym wypadku, zgody na sakrament nie dostanie.
– To nie wygląda dobrze, kiedy widzi się młodą Kambodżankę ze starszym obcokrajowcem – wypalił bez ogródek rzecznik prasowy rządu.
Co ciekawe, zakaz nie obejmuje starych Kambodżan, którzy chcieliby się ożenić z młodą właścicielką obcego paszportu.

Premier kraju, Hun Sen, ma 60 lat. I jest brzydki. Ale to na marginesie.

Hun SenNie będzie obcokrajowiec kobiet nam łajdaczył! (Fot. EPA)

Generalnie starszy pan nie pierwszy raz pokazuje, że prawa kobiet średnio mu leżą na sercu. W 2007 r. wsławił się publiczną deklaracją, że jego adoptowana córka okazuje się być lesbijką, więc właśnie wykreśla ją z testamentu.

Drogie panie: emigracja. Dział Zagraniczny zaprasza.

No. Ale to polskiego czytelnika nie interesuje.

Osiem krzaków na własny użytek i grobowiec na sprzedaż

W tym tygodniu nie było żadnego artykułu na Dziale Zagranicznym, bo przytłoczyły mnie inne obowiązki, a od piątku rano już szczególnie. Pozdrawiamy Antka Słodkowskiego, który często tu zagląda, a w przerwach od czytania dzielnie zasuwa dla Reutersa w Tokio. Ogrom zniszczeń w Japonii jest przerażający, ale w polskich mediach macie już setki ekspertów od trzęsień ziemi, tsunami, sushi, kimon i tajników japońskiej duszy, więc w Dziale Zagranicznym darujemy sobie rozstrząsanie “jak my byśmy się w tej sytuacji zachowali, panie profesorze” i po prostu rzućmy okiem, co działo się na świecie w tym tygodniu.

1. Patrz, ale nie pytaj

Zaczynamy od przypomnienia informacji z zeszłego tygodnia, o nieudanym zamachu stanu w Demokratycznej Republice Konga. Władze kraju wciąż twardo trzymają się wersji, że był to atak terrorystyczny i na razie nie ma żadnych twardych dowodów za jedną, bądź drugą wersją.
Chwilowo pewne są tylko dwie informacje. Po pierwsze, ostateczna liczba ofiar śmiertelnych to 19 osób, z czego 8 to żołnierze wierni prezydentowi Kabili. I po drugie: władze jak do tej pory aresztowały 126 podejrzanych o związki z napastnikami. W poniedziałek ściągnięto wszystkich zagranicznych dziennikarzy do więzienia w Kinszasie, żeby mogli ich sobie obejrzeć. Zatrzymani nosili ślady brutalnego pobicia i głośno krzyczeli, że są niewinni. Prasie nie wolno było jednak zadawać żadnych pytań.
Zobaczymy, jak sytuacja rozwinie się do przyszłego tygodnia.

2. Dyktatorzy ćwierkają sami do siebie

W państwach autorytarnych mieliśmy tydzień Twittera.

Kamerun zablokował swoim obywatelom możliwość korzystania z serwisu za pośrednictwem sieci komórkowych. Wszystko dlatego, że od kilku tygodni opozycja w kraju próbuje urządzić wielkie manifestacje niezadowolenia w stylu egipskim.
Nie bardzo tylko wiadomo, dlaczego rząd uderza w Twittera właśnie teraz. Prawie wszyscy czołowi przeciwnicy prezydenta Paula Biyai zostali aresztowani trzy tygodnie temu (siedzi między innymi Louis Tobie Mbida, syn pierwszego premiera Kamerunu po uzyskaniu niepodległości), jedyna manifestacja, jaka się odbyła, została ostro stłumiona przez policję, a z samego serwisu internetowego korzystała tu dosłownie garstka osób. Opozycja do działania wzywała przez zwykłe SMSy. Ale tych – na razie – Kamerun jeszcze nie zablokował.

Prezydent KamerunuMiędzy małżeństwem Obamów Paul Biya, prezydent Kamerunu, a pierwsza od lewej jego małżonka Chantal, która we włosach ukrywa trzy tajne więzienia, zagłuszacz fal radiowych i lotniskowiec (fot. Lawrence Jackson/whitehouse.gov)

Tymczasem inny przywódca nie tylko Twittera się nie boi, ale wręcz odnosi na nim sukcesy. Fidel Castro założył sobie konto mniej więcej rok temu, a w tym tygodniu przekroczył magiczną liczbę 100 tys. czytelników, śledzących jego wpisy o tym, że NATO chce najechać Libię itd. Wielbiciele są zapewne z zagranicy, bo choć Fidel lubi sobie poćwierkać, to tej samej przyjemności odmawia swoim rodakom. Według rządowych statystyk, z internetu korzysta na Kubie zaledwie 3 proc. mieszkańców. Nie wolno go podłączać w domu, a w oficjalnych kafejkach i hotelach jest często cenzurowany. W dodatku z siecią można się połączyć tylko za pomocą modemu telefonicznego, a prędkość transmisji danych jest wolniejsza tylko w jednym miejscu na świecie – na francuskiej wyspie Mayotte koło Madagaskaru.
Władze od dawna zwalały winę na amerykańskie embargo. Zresztą słusznie, Biały Dom przez lata skutecznie blokował możliwość poprowadzenia światłowodów z Florydy na Kubę. Ale w lutym bracia Castro z pompą świętowali doprowadzenie takiego kabla z zaprzyjaźnionej Wenezueli i pretekst do wymówek się skończył. Według prognoz, prędkość połączenia ma skoczyć jakieś 3 tys. razy, ale mieszkańcy niewiele na tym skorzystają. Ministerstwo Informacji od razu zapowiedziało, że na nowej sytuacji skorzystają szkoły i instytucje rządowe. Dla osób prywatnych, stałe łącze wciąż pozostaje marzeniem.

3. Fortuna kołem się toczy

Jeżeli mowa o technologiach, to rzućmy okiem na Nową Zelandię, która właśnie ekscytuje się powrotem Kary Hurring na łono ojczyzny. W kwietniu 2009 r. kobieta pośpiesznie uciekła wraz ze swoim ówczesnym chłopakiem do Chin (skąd pochodził mężczyzna) po tym, jak miejscowy bank przez pomyłkę przelał na jej konto równowartość 6 mln dolarów. Poszukiwana dobrowolnie wróciła na wyspy w tym tygodniu i odpowiada przed sądem z wolnej stopy. Jak się jednak okazuje, Hurring nie pchnęła do powrotu skrucha, tylko… brak kasy. Bo jej narzeczony większość łupu przegrał w kasynach w Makao. Po czym nawiał.
Dział Zagraniczny przeczuwa, że Kary sprzeda prawa do biografii/scenariusza i tak czy inaczej odbije się od dna. Mała rada: dziewczyno, gdy tak się stanie, to na wakacje jedź bez faceta.

4. Czemu ta dziewczyna chodzi ciągle na palcach?

Jeszcze przy okazji Chin, krótka informacja z Szanghaju: Mattel właśnie zamknął otwierany dwa lata temu z hukiem concept store z Barbie (sześć pięter różu i prawie tysiąc unikatowych lalek o nieludzkich proporcjach). Powód? Niewystarczająca ilość klientów – Chinczycy podobno nie bardzo znają tę markę.
Oczko w górę na liście krajów, gdzie Dział Zagraniczny chciałby się przeprowadzić.

5. Osiem krzaków dla każdego

A na tejże liście na podium wciąż mocno trzyma się Urugwaj, dlatego śledzimy doniesienia z tego małego latynoskiego państwa. Po zeszłotygodniowym raporcie ONZ, o coraz większej dostępności kokainy w Montevideo i okolicach, ostatnie dni przynoszą bardziej interesujące wieści. Do parlamentu właśnie trafił projekt ustawy, która ma całkowicie zliberalizować paragrafy dotyczące marihuany. Jeżeli tylko posłowie klepną nowe prawo, to każdy będzie mógł nosić sobie w kieszeni aż do 25 gramów, a w domu uprawiać cztery krzaki. Wszystko wskazuje na to, że już niedługo plany staną się rzeczywistością, bo projekt zgłosili posłowie koalicji rządzącej, ale za jest też i opozycja.
– Tak, powinna być z góry ustalona liczba krzaków, jakie każdy może posiadać, a sądy musiałyby jedynie decydować, czy uprawa jest na użytek własny, czy w celu sprzedaży – podsumował sprawę Luis Lacalle Pou, przewodniczący Izby Deputowanych z opozycyjnej Partii Narodowej.
Podobne zasady obowiązują od jakiegoś czasu po drugiej stronie La Platy. W sierpniu 2009 r. argentyński Sąd Najwyższy stwierdził, że małe ilości marihuany na własny użytek są jak najbardziej dozwolone, a próby sądzenia za jej posiadanie są niekonstytucyjne.
Dział Zagraniczny był i sprawdził: faktycznie, policja nie zatrzymuje.

6. Templariusze: reanimacja

Skoro narkotyki, to nie możemy nie rzucić okiem na Meksyk. Dział Zagraniczny już pisał o jednym z tamtejszych karteli – groteskowej La Familia. Otóż w styczniu gangsterzy ogłosili, że kończą karierę. A w tym tygodniu przy drogach w zachodnim Michoacan zawisły bannery, w którym inna ekipa ślubuje podjąć ich dzieło. Zacytujmy sobie w całości: “Będziemy na usługi mieszkańców Michoacan, żeby rozwiązać jakąkolwiek sytuację, która stanowiłaby zagrożenie dla Michoacanos. Naszymi zobowiązaniami są: utrzymać porządek, unikać kradzieży, porwań, wymuszeń i chronić stań przed możliwymi interwencjami rywali. Podpisano: Templariusze”.
Git. Dział Zagraniczny czeka, kiedy Kartel z Sinaloa zmieni nazwę na “Krzyżacy”. Najbardziej poszukiwany człowiek w kraju – Joaquín von Jungingen Guzmán.

7. Międzynarodowy model biznesowy

Jest jeszcze jeden kraj, gdzie chętnych do zostania przestępcą nie brakuje. W Peru ktoś najwyraźniej czyta Dział Zagraniczny i wziął sobie do serca nasze doniesienia, że piractwo jest jednym z nielicznych biznesów, który w ostatnich latach nie tylko nie przejmuje się kryzysem, ale jeszcze się rozwija. W tamtejszym Callao grupka 20 bandytów dokonała abordażu na japoński kuter, kradnąc gotówkę, komórki i sprzęt radiowy. Co więcej, to już drugi atak tej samej (prawdopodobnie) ekipy w tym roku.
Johnny Depp? Może następna część w Peru? “Piraci z Pacyfiku i Zemsta Meksykanskiego Jaquesa de Molay”.

8. Lokal sprzedam, atrakcyjna lokalizacja, trochę wilgotno

I kolejny news, który zahacza o kinematografię. Większość Polaków pewnie kojarzy Evitę z kreacji Madonny i piosenki, która w 1996 r. atakowała na wszystkich frontach: od sklepów ze spodniami, przez PKSy, na budkach z zapiekankami skończywszy. Ale w Argentynie Eva Peron jest druga po Bogu (czyli Maradonie) i każdy, kto wpadnie do Buenos Aires musi obowiązkowo zaliczyć jej grobowiec na cmentarzy w Recolecie. No, ale jeżeli jest prawdziwym fanem, to od teraz może sobie też kupić miejscówkę obok.
Damian Sabelli ma kryptę po sąsiedzku i potrzebuje kasy. Więc wyprzedaje lokale wewnątrz. Co prawda w grobowcu leży już 14 jego przodków, ale Damian się nie przejmuje. – Wszystkich można usunąć już dzień po sprzedaży. Przestrzeń będzie natychmiast gotowa do zajęcia – ogłosił radośnie.
Miejsc jest w sumie 20. Cena to mniej więcej 220,5 tys. euro. Za tyle można sobie w Recolecie (jednej z bardziej prestiżowych dzielnic Buenos Aires) kupić trzy pokoje z kuchnią i tarasem.
Ale tak, Dział Zagraniczny rozumie, że to wszystko blednie przy wcześniejszej informacji, że można w Argentynie palić skręty. Co Damianowi bez wątpienia nie jest obce.

9. Lukbuk wiosna/lato

No i na sam koniec: idzie lato. W związku z czym warto się zainteresować firmą 46664. Taki był więzienny numer Nelsona Mandeli, który za czasów apartheidu spędził za kratami 27 lat. I tak też nazywa się jego fundacja charytatywna, która wspiera walkę z AIDS w RPA. Teraz organizacja zapowiedziała wypuszczenie na rynek kolekcji ubrań inspirowanych kolorowymi koszulami, w jakich gustuje były prezydent. Pieniądze ze sprzedaży mają zostać wykorzystane przez 46664 do finansowania swoich projektów.
Szukajcie w dobrych sklepach od sierpnia.

46664Szał na następnej edycji Łódź Fashion Week (fot. 46664.com)

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.